Zdemontować układ
Środa, 11 grudnia 2013 (02:00)Z dr. Mariuszem Grabowskim, prawnikiem, specjalistą prawa medialnego, rozmawia Beata Falkowska
Telewizja Trwam płaci za miejsce na multipleksie, ale nadal nie może nadawać. Postkomunistyczny układ będzie bronił medialnego monopolu do końca?
– Władza już tak dalece nie miała żadnych argumentów przeciwko przyznaniu miejsca na multipleksie dla Telewizji Trwam, że musiała wbrew swojej woli to miejsce przyznać. Świadomie używam tu słowa „władza”. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jest ciałem wybieranym z klucza politycznego i jest przedłużeniem większości parlamentarnej, większości rządzącej. To po prostu fakt ustrojowo-prawny. Zatem jeśli już władza tę częstotliwość przyznała, będzie teraz robić wszystko, by nie mogła być ona wykorzystywana. Moim zdaniem, możemy spodziewać się jeszcze różnych zabiegów politycznych, wybiegów i wykrętów, by przyznanie koncesji Telewizji Trwam pozostało martwym prawem.
Liczył Pan, że cyfryzacja przyniesie nowe otwarcie na medialnym rynku?
– W sensie potencjalnym powinniśmy dziś korzystać z dobrodziejstwa postępu technicznego w obszarze mediów i cieszyć się pluralizmem ogólnopolskiej oferty programowej. Wydawało się, że postęp otwiera pole wszystkim, którzy chcą zająć się działalnością medialną, wszak niedługo częstotliwości do wykorzystania może być już więcej niż nadawców. Naturalną konsekwencją tego progresu w sposób obiektywny powinno być przełamanie systemu monopolu medialnego z początku lat 90. Niestety, cały czas mamy do czynienia z działaniami osób wykorzystujących organy państwa do zakonserwowania układu medialnego, będącego jedną z konsekwencji Okrągłego Stołu. Jeszcze gdy byłem członkiem sejmowej komisji ds. środków przekazu, obserwowałem usilne działania lewicy, by nie dopuścić do sfery mediów nikogo spoza tego układu. Te wysiłki były podejmowane w różny, czasem rozpaczliwy sposób, właśnie ze względu na postęp techniczny zwiększający nieustannie ilość częstotliwości do zagospodarowania.
Obecnie liczba miejsc na multipleksie jest na tyle duża, że wyklucza wszelkie argumenty merytoryczne o braku miejsca dla nowych nadawców. Argumenty merytoryczne upadły, ale pozostały polityczne.
Polacy nadal masowo manifestują sprzeciw wobec dyskryminacji Telewizji Trwam. Skala tej społecznej mobilizacji zaskoczyła Pana?
– Z jednej strony jest rzeczą naturalną, że ludzie dobrej woli angażują się w przedsięwzięcia polegające na popieraniu pozytywnych inicjatyw, obronie wolności słowa, prawa do prawdy. Wydawałoby się, że w wielomilionowym Narodzie taki sprzeciw wobec arogancji władzy jest czymś naturalnym, z drugiej strony taka liczba osób wyrażająca swoje poparcie dla Telewizji Trwam poprzez złożenie podpisu pod apelem do KRRiT czy udział w marszach były zaskoczeniem, biorąc pod uwagę dość powszechnie panujący marazm, swoistą demobilizację, obojętność. Na tle braku szerszych społecznych zaangażowań wynikających ze zmęczenia trudnościami życia, ale też z braku nadziei, że można coś zmienić w Polsce na lepsze, to niezwykle budujący fenomen.
Dziękuję ze rozmowę.
Beata Falkowska