• Niedziela, 5 kwietnia 2026

    imieniny: Wincentego, Ireny

Stan wojenny 1944-1990

Wtorek, 10 grudnia 2013 (02:08)

Nazizm ma na swym koncie około 25 milionów ofiar. Komunizm – 80-100 milionów. Wojciech Jaruzelski został wyniesiony na szczyty władzy, „stąpając” po trupach ofiar tego najbardziej zbrodniczego totalitaryzmu.

Będąc przez dekady jednym z najbardziej zaufanych Polaków na Kremlu, czyli dla KGB i GRU, na prośbę Rosjan stworzył dzieło swojego życia – stan wojenny. Stan wojenny był nie tylko próbą powstrzymania rozpadu totalitarnego państwa. Za tym szła powolna erozja rosyjskich wpływów w Polsce. I temu właśnie służył Wojciech Jaruzelski – ratowaniu tych wpływów.

Wojna z Narodem

W polskim państwie nigdy nie występowały tego typu represje. Stosowali je jedynie zaborcy. Były one typowe dla państwa carskiego oraz bolszewickiego. Ten terror komunistyczny, który w praktyce powstał w Rosji i nie znalazł tam wielu przeciwników, został eksportowany w celu utrzymywania jej interesów w niemalże połowie świata. W Polsce trzeba było wprowadzać dodatkowe środki siłowe, by ten system represji utrzymać. Stan wojenny Wojciecha Jaruzelskiego był właśnie takim środkiem. Sam generał jest zaliczany w poczet tych, którzy wyprowadzili wojsko przeciwko własnemu Narodowi w interesie obcych.

W swym przemówieniu o wprowadzeniu stanu wojennego Jaruzelski mówił między innymi: „Przez każdy zakład pracy, przez wiele polskich domów przebiegają linie bolesnych podziałów. Atmosfera niekończących się konfliktów, nieporozumień, nienawiści – sieje spustoszenie psychiczne, kaleczy tradycje tolerancji. Strajki, gotowość strajkowa, akcje protestacyjne stały się normą. Wciąga się do nich nawet szkolną młodzież”. Były to słowa człowieka, który grób ojca na dalekiej Syberii, gdzie zmarł w trakcie ciężkich prac, na które skazali go Rosjanie, odwiedził dopiero po 48 latach. Pomimo że w Moskwie i w ogóle w ZSRS, co wydaje się oczywiste, bywał regularnie. Mówił to człowiek akceptujący opresyjny system, w którym dzieci donosiły na swoich rodziców.

Stan wojenny trwał od 13 grudnia 1981 roku, formalnie został zniesiony 22 lipca 1983 roku. Patrząc jednak na to, jak wyglądała Polska wcześniej i później, z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, że Polska Rzeczpospolita Ludowa w całym okresie swojego istnienia była ogarnięta stanem wojennym.

Zniewoleni

Od początku jej istnienia komunistyczne władze wykorzystywały w newralgicznych momentach Ludowe Wojsko Polskie do walki z Narodem. Dekret PKWN o szczególnej ochronie państwa wydany w październiku 1944 roku zakładał, że zdradą stanu są inne poglądy polityczne niż te wynikające z tzw. manifestu lipcowego. Wolności obywatelskie były ograniczone przez cały okres trwania PRL. Nie tylko bezprawnie, ale także w oparciu o akty prawne.

Wystarczy wspomnieć odbierający prywatną własność dekret Bieruta. Obostrzenia w wydawaniu paszportów i możliwości wyjazdu za granicę. Także po zawieszeniu stanu wojennego nie można mówić o liberalizacji życia. Wciąż obowiązywały ograniczenia w poruszaniu się po kraju. W najprostszy sposób blokowano ludzi, wydając im benzynę jedynie na kartki. Tak daleko mogłeś ujechać, jak pozwoliła ci władza.

Obywatele tak represyjnego państwa nie mogli wyrwać go ku wolności. 14 maja 1983 roku, 4,5 miesiąca po tak zwanym zawieszeniu stanu wojennego, zamordowano Grzegorza Przemyka. To po formalnym zniesieniu stanu wojennego służby PRL zamordowały księdza Jerzego Popiełuszkę. Wydarzyło się to 19 października 1984 roku. Ksiądz Stanisław Suchowolec, kapelan „Solidarności” odprawiający Msze św. za Ojczyznę po śmierci ks. Jerzego, zginął 30 stycznia 1989 roku.

Służby specjalne PRL wciąż poszukiwały, tak jakby obowiązywał stan wyjątkowy, obcej agentury. Odpowiedzialnością za współpracę z obcym wywiadem obarczano ludzi niewygodnych, skazując ich na więzienie i torturując w różnym stopniu podczas śledztwa. Po formalnym zakończeniu stanu wojennego obowiązywała także blokada informacji, a Polska Agencja Prasowa wciąż obdarowywała jedynie nielicznych Biuletynem Specjalnym. Stan wojenny trwał w najlepsze przez całą dekadę lat 80. Począwszy od sfery ograniczenia swobód obywatelskich, funkcjonowania gospodarki nakierowanej na potrzeby milicyjnego państwa, kończąc na morderstwach politycznych. Bez wątpienia o tych morderstwach wiedziały najwyższe sfery rządzące.

Ostatni więzień polityczny

Komuniści lubili oskarżać o zdradę stanu swoich przeciwników. Był to prosty sposób państwa totalitarnego na usuwanie niewygodnych. Nawet we własnym obozie.

Poza aresztowanymi członkami „Solidarności” po 13 grudnia internowani byli między innymi Gierek i Jaroszewicz, którzy mieli swoje pięć minut sowieckiego zaufania za sobą. Moskwa najwyraźniej uznała, że nie budzą nadziei na dalsze utrzymywanie jej wpływów w Polsce.

Po formalnym zakończeniu stanu wojennego i rozbiciu struktur „Solidarności” dalej poszukiwali wroga. Ograniczenie wolności obywatelskich dotyczyło wolności słowa. W dalszym ciągu zagłuszano Radio Wolna Europa i doszukiwano się zdrajców wśród jego redaktorów i informatorów. Niewielu było korespondentów Radia Wolna Europa w Polsce. Aby taka praca miała sens, trzeba było być w posiadaniu informacji powszechnie niedostępnych, po to, by RWE mogło je nadawać dla „powszechnego” odbiorcy. Propaganda PRL zakładała, że Wolna Europa jest filią CIA.

Stan wojenny się zakończył, ale potrzebny był szpieg albo kilku, by ukazać zagrożenie z Zachodu i utrwalić jego prawa bez nazwy „stan wojenny”. Idealnie nadawał się do tego rozpracowywany od około 1984 roku Józef Szaniawski. Historyk w jednym z warszawskich liceów i redaktor Polskiej Agencji Prasowej. W redakcji analiz prasowych do jego obowiązków należała lektura piętnastu gazet sowieckich ukazujących się w kilku republikach, a niedostępnych w Polsce. Tam też kopiował Biuletyny Specjalne, które następnie redagował i wysyłał do Radia Wolna Europa. Sam miał w mieszkaniu listy od Wiktora Trościanki, jednego z najważniejszych redaktorów Rozgłośni Polskiej RWE.

Zatrzymany został w czerwcu 1985 roku przez SB i WSW. Prokurator wojskowy żądał 15 lat więzienia za szpiegostwo na rzecz „Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej”. (Tak jest w akcie oskarżenia, choć – jak wiadomo – takiego państwa nie ma. Są jedynie Stany Zjednoczone Ameryki). Podczas przesłuchań grożono mu karą śmierci. Sam fakt, że odbywały się one w więzieniu na ulicy Oczki, w podziemiach budynku Wojskowej Służby Wewnętrznej (kontrwywiadu wojskowego), tego samego, gdzie mieściła się centrala ścigania żołnierzy wyklętych, i na Rakowieckiej, czyniły te groźby prawdopodobnymi. Ostatecznie został skazany na 10 lat pozbawienia wolności, pozbawienie praw publicznych i konfiskatę całości mienia.

Józef Szaniawski miał siedzieć do 1995 roku. Zmiany polityczne w Polsce nie dały mu wolności. Był Okrągły Stół, amnestia dla więźniów politycznych w 1989 roku, były wybory 4 czerwca, wychodziła „Gazeta Wyborcza” i był rząd Mazowieckiego, a Józef Szaniawski słyszał tę wrzawę wolności jedynie zza krat. Został wypuszczony dopiero 19 grudnia 1989 roku w ramach amnestii dla pospolitych przestępców.

Był ostatnim więźniem politycznym. Dlaczego tak późno? O tym, kto opuszczał więzienie, decydował osobiście Czesław Kiszczak, tak samo jak podczas amnestii dla politycznych w 1986 roku. Pozostająca pod nadzorem ministra Kiszczaka SB niszczyła własne archiwa oraz kontynuowała inwigilację tej części opozycji, która była przeciwna porozumieniom Okrągłego Stołu. W tym kontekście można mówić, że stan wojenny zakończył się dopiero wraz z ustąpieniem Czesława Kiszczaka ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Stan wojenny był zbrodnią, tak jak cała Polska Rzeczpospolita Ludowa. Nie ma się co łudzić. Już nigdy nie zostaną osądzeni przez wymiar sprawiedliwości III RP ludzie odpowiedzialni za stan wojenny i zbrodnicze rządy PRL. Komuniści bowiem nauczyli się unikać grożących im kar, ci zaś, co uczciwie o nich pisali (w etycznym rozumieniu tego sformułowania, bo przecież to wyrok sądu wyznacza, co jest uczciwe), nauczyli się pisać tak, by nie dosięgnął ich zuchwały adwokat komunisty. Pozostaje wiara, że osądzi ich historia. Ta zaś pełna jest tych, co zabijali, chociaż sami nie byli mordercami – Honecker, Ceauşescu itd.


Dziś w godz. 16.00-18.00 w księgarni „Naszego Dziennika” w Warszawie (al. Solidarności 83/89) Filip Frąckowiak będzie podpisywał książkę biograficzną „Józef Szaniawski – ostatni więzień polityczny PRL”. Książkę można też zamówić pod nr. telefonu (12) 431 02 45, (22) 850 60 20 lub drogą e-mailową: zamowienia@naszdziennik.pl

Filip Frąckowiak