• Niedziela, 5 kwietnia 2026

    imieniny: Wincentego, Ireny

Homodyktatura

Poniedziałek, 9 grudnia 2013 (10:36)

Przeglądając mainstreamowe media, począwszy od „GW”, przez „Newsweek”, „Wprost” (nie  kończąc jednak na „NIE”, czy „Faktach i Mitach”, bo tego się nie da nawet przeglądać), przeciętny czytelnik, wyznawca asów owej żurnalistyki, musi mieć przeświadczenie i zapewne takowe posiada, że w Kościele katolickim co ksiądz to gej, a co drugi to pedofil. No dobrze, są jeszcze księża niezłomni XXI wieku (pan Bartoś, ks. Lemański, o. Mądel…).

Szczególnie, wedle kreowanego obrazu w jedynie prawdziwym tygodniku opinii, „lisłiku”, łasi na małych chłopców są misjonarze! Ukrywają sprytnie swoje zboczenie i wybywają w dalekie światy na łowy, robiąc, co chcą, wykorzystując bezbronne ofiary, dzieci ulicy, które nie mogą się bronić. Przyznaję, że nazistowski pomysł na zohydzanie wroga święci dziś tryumfy w tzw. wolnym świecie, na Zachodzie, w Polsce także.

Goebbels ma swoich pojętnych uczniów

Mechanizm tego brunatnego działania (pokolorowanego tymczasem na pseudo-tęczowo) jest w gruncie rzeczy dość prosty, a nawet prostacki. Należy do znudzenia, regularnie, z silnym akcentem graficznym, pośród sloganów i ostrych haseł podkreślać stały temat, zohydzać obraz określonych kategorii osób, zawodów, profesji, niszczyć konkretnych ludzi machiną przemysłu pogardy, pomówień, sugestii, negatywnych skojarzeń, przez szkalowanie, niedopowiedzenie, oskarżanie. Naziści codziennie powtarzali Niemcom, że Żyd to wesz, pasożyt, szczur, nie-człowiek.

Pisali o tym rozprawy pseudonaukowe, rysowali, promowali w pierwszym okresie procesu anihilacji, w mediach właśnie, zbrodnicze idee, które zakończyły się eksterminacją narodu żydowskiego. Korzystali z umiłowaniem z nowoczesnego środku przekazu, jakim był wówczas film. Infekowali umysły narodu niemieckiego dzień i noc.

Dziś uczniowie Josepha mają do dyspozycji więcej możliwości. Jest przecież Twitter, Facebook, Youtube, okładki magazynów, blogi, portale, bilbordy…

Najlepszym przykładem jest agresja wizualna fundowana nam co tydzień przez „Newsweek”, którego twórczość jest szczytem perfekcji totalitarnej propagandy. Szczytem osiągniętej perfekcji w dławieniu wolności, niszczeniu godności osoby ludzkiej, obrażaniu wartości chrześcijańskich, obrażaniu ludzi, gwałceniu widza za pomocą obrazu.

Kto tu kogo prześladuje?

W programie trzecim Polskiego Radia red. Kuba Strzyczkowski podjął ważny temat, który staje się coraz bardziej palący. Tytuł audycji: „Czy mamy do czynienia z dyktaturą mniejszości?” i głos słuchaczy rozsierdził Czerską.

„Wyborcza” zaczęła wywierać presję. Rozpoczęła ofensywną nagonkę na niezależnego dziennikarza i szczuła przeciwko niemu w internecie. Jestem ciekaw, jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte wobec redaktora, który podpadł medium jedynie słusznej „prawdy”? Tym samym tęczowe środowisko potwierdziło, że mamy w Polsce do czynienia z homodyktatem.

Do tej presji należy także przerywanie konferencji wulgarnymi ekscesami, zachęcanie terrorystów przez samych wykładowców do antykatolickiej rebelii, co może się wkrótce przerodzić w tęczowy terror, jak dzieje się to w Hiszpanii, Francji czy ostatnio Argentynie.

Jeden z oponentów red. Strzyczkowskiego, red. Wojciech Karpieszuk, porównał jego program do ugandyjskiej audycji, w której geje i lesbijki zostali zohydzeni w niewybredny sposób przez jej uczestników. Wspaniale, ale gdyby nie red. Karpieszuk, nawet nie wiedzielibyśmy o tym programie z Ugandy rodem.

Jednak wspomniany redaktor, podobnie jak niedawno najważniejszy dziennikarz w Polsce red. Tomasz Lis czy redakcja „Wprost”, sam zaczął szerzyć nienawiść do mniejszości seksualnych. W tekście Karpieszuk opowiada, jak się przedstawia gejów w Ugandzie, na okładce „Newsweeka” pojawiło się hasło: „Pederaści won”, a we „Wprost” tygodnik wystosował apel: „Zabić geja”.

Przepraszam bardzo, ale kto tu promuje nienawiść do homoseksualistów?

dr Tomasz M. Korczyński