Pomruk Madame Guillotine
Piątek, 6 grudnia 2013 (19:37)Kiedy tęczowi terroryści i libertyńscy nihiliści w imię „postępu” stworzą pierwszy szafot XXI wieku?
Nie można pomruków nadchodzącej burzy ignorować. Nie chodzi mi tu o zbliżający się do Polski orkan. Przenieśmy się na chwilę do Francji. Do drugiej połowy XVIII wieku. Wówczas katolicki kraj przeżywał swój tryumf. Silna, syta, samozadowolona ze swojej pozycji na arenie międzynarodowej, pewna swego we francuskim społeczeństwie, katolicka Francja czuła się niepokonana.
Równolegle pojawiają się obiegowe myśli wolnomyślicieli, ideologów tzw. oświecenia i obrońców rozumu. „Wielka Encyklopedia Francuska” (rok 1751), „Rozprawa o pochodzeniu i podstawach nierówności” Jean-Jacquesa Rousseau (rok 1755), „Traktat o tolerancji” Voltaire’a (rok 1767), „System przyrody” Paula d'Holbacha (rok 1770), żeby wspomnieć tylko niektóre dzieła antychrześcijańskie, antyreligijne, infekowały umysły mas.
Hasełka, slogany, idee tzw. filozofów rozumu pęcznieją powoli w umysłach Francuzów. Wrogość, niechęć, nienawiść znajdują ujście najpierw w słowach, obrazach. Zostają wypowiedziane, narysowane, w każdym razie zasadzone, kwitną, dojrzewają, przynoszą owoce (por. Mt 7, 15-20). Nadchodzi czas zemsty, o czym wspomina Edmund Burke w „Rozważaniach o rewolucji we Francji”.
Przełom 1789-1799
Setki tysięcy ludzi określonej proweniencji, pochodzenia, kategorii zawodowej, profesji, klas społecznych trafiają masowo na szafoty, są ścinane, rozstrzeliwane, topione, torturowane, palone za swoje poglądy, religię albo za przynależność do odpowiednich struktur społecznych. Rzeź dotyka przede wszystkim katolików. Wszystko w imię rzekomej równości, braterstwa, wolności, tolerancji, rozumu, czyli w imię bezbożności.
Terror jakobiński święci szatańskie tryumfy
Machina szaleństwa nie może się zatrzymać. Diabeł gryzie swój ogon, oprócz króla i królowej, arystokracji, księży, biskupów, świeckich katolików, giną feministki, działacze lewicowi, libertyni…
Sądzę, że nikt pod koniec 1770 r. nawet nie śmiał głośno powiedzieć, jaki finał może przynieść „mowa nienawiści” siana przez racjonalistów wszelkiej maści, ateistów libertynów, zboczeńców jak de Sade. Nie dostrzeżono w porę zagrożenia tkwiącego w słowach, zdaniach, rysunkach siejących zamęt w wyniku popularności wyżej wymienionych dzieł. A ile lat my poczekamy na pierwsze getta dla katolików (definiowanych za swoje przekonania religijne jako homofoby)? Kiedy zacznie się unicestwianie wyznawców Chrystusa w Europie za ich „mowę nienawiści”?
G.K. Chesterton w książce „Heretycy” napisał, że przypadek tzw. postępu nowomowy pseudointelektualistów jest ekstremalny. Słowem „postęp” odpierają oni religię, patriotyzm, piękno, a przecież „postęp nie tylko nie jest pojęciem przeciwstawnym do fundamentalnych pojęć religii i etyki, lecz na odwrót, nikt nie powinien używać tego słowa, jeśli nie posiada dogmatycznej wiary i nieugiętego kodeksu moralnego”.
Wiedeńscy czy berlińscy Żydzi lat trzydziestych, gdy im ktoś nakreślał perspektywę dalszego rozwoju (czy też regresu) narodowego socjalizmu w Niemczech, pukali się w głowę i mówili: „Niemcy to przecież Hochkultur. Ta kultura obroni się sama, nazistowskie szaleństwo minie”. Minęło, lecz po drodze pochłonęło dziesiątki milionów istnień ludzkich. Jak się będzie żyło (nie żyło?) katolikom w Europie za 30-40 lat?
dr Tomasz M. Korczyński