Kazania dzisiaj nie wystarczą
Sobota, 30 listopada 2013 (02:08)Przed redemptorystami stoi od lat to samo zadanie – widzieć ludzi biednych, opuszczonych i pogubionych i wychodzić im naprzeciw z pomocą. Jak to zadanie wypełnić? Jak pomagać człowiekowi zrozumieć swoją godność, wartość życia, zatęsknić za wolnością ducha, odrzucać iluzje? Jakimi argumentami przekonywać, aby przynajmniej spróbował uwierzyć, że może żyć pełniej, odważniej, tak jak ostatecznie pragnie?
Te pytania wiążą się z podstawowym wyzwaniem, które niezmiennie stoi przed redemptorystami – głosić Ewangelię, czyli dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie, który jest Odkupicielem każdego człowieka.
Współczesne pokolenie redemptorystów także stawia sobie te pytania. Dziś jednak widać wyraźniej niż kiedykolwiek, że same kazania w kościołach nie wystarczą, chociaż mają swoje znaczenie. Potrzeba nowych sposobów i nowych środków, by docierać do ludzi. Stąd misja, którą wypełniają Radio Maryja i Telewizja Trwam, jest niezwykle cenna.
Ponad 280 lat temu św. Alfons Maria de Liguori rozpoczynał działalność ewangelizacyjną i katechetyczną pośród ludzi najuboższych, którym z pasją przepowiadał Ewangelię i których nauczał podstawowych prawd wiary. Zgodnie z życzeniem ówczesnego arcybiskupa Neapolu organizował spotkania w kaplicach miasta, które z czasem przyjęły nazwę „kaplic wieczornych”. Stały się one miejscem prawdziwego wychowania moralnego, resocjalizacji, wzajemnej pomocy między biednymi.
W jednej ze swoich środowych katechez Ojciec Święty Benedykt XVI mówił, że „kaplice wieczorne” okazały się wzorem działania misjonarskiego, z którego także dzisiaj możemy czerpać inspiracje dla nowej ewangelizacji, szczególnie najbiedniejszych, oraz dla budowy bardziej sprawiedliwego, braterskiego i solidarnego współistnienia międzyludzkiego. Jeśli kapłanom zostało powierzone zadanie posługi duchowej, to dobrze ukształtowani świeccy mogą stać się skutecznymi chrześcijańskimi animatorami, ewangelicznym zaczynem w łonie społeczeństwa.
Ponad 200 lat temu swą posługę w Warszawie pełnił duchowy syn św. Alfonsa, nasz współbrat redemptorysta, św. Klemens Maria Hofbauer. Uważał, że w każdym wieku Ewangelia musi być głoszona w słowach i znakach zrozumiałych dla zwykłych ludzi danego czasu. To głównie jego przykład inspirował i nadal inspiruje Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela, aby w działalności apostolskiej i duszpasterskiej również obecnie kierować się wyznawaną przez niego zasadą: „Głosić Ewangelię w sposób zawsze nowy!”.
Za jeden ze sposobów realizacji genialnych intuicji św. Alfonsa i apostoła Warszawy św. Klemensa można z pewnością uznać posługę Radia Maryja i jego rolę w ewangelizacji prowadzonej przez polskich redemptorystów. Jak niegdyś „kaplice wieczorne” Neapolu, tak dziś Radio Maryja jednoczy ludzi na modlitwie, umacnia ich w wierze, tworzy wielorakie możliwości spotkania z Bogiem i drugim człowiekiem. „Nigdy nie spodziewała się Matka Boska, że będzie mówiła przez radio” – powiedział bł. Jan Paweł II w 1996 r. w czasie spotkania z Rodziną Radia Maryja w Watykanie. Parafrazując te słowa, można by powiedzieć: Nie spodziewał się św. Alfons, że będą redemptoryści mieli kiedyś taką „kaplicę wieczorną”, której przestrzeń tak się poszerzy się i ogarnie cały świat. W sposób szczególny staje się to widoczne choćby podczas odmawianej na antenie Radia modlitwy różańcowej, której poszczególne części prowadzą słuchacze telefonujący z różnych krajów i kontynentów.
Życie dzisiejszego człowieka toczy się w znacznej mierze poza drzwiami kościołów. A tam widać wyraźnie, że pewne środowiska wzięły sobie za cel walkę z Bogiem i z cynizmem traktują wszelkie sprawy religijne. Ten fakt nie powinien aż tak zaskakiwać, bo to nic nowego. O wiele bardziej niepokojące jest to, że Boże sprawy i wartości religijne są zupełnie wykreślane z horyzontu życia społecznego. Czy jednak ta kultura rzeczy wyłącznie doczesnych, propagowana dynamicznie i –owszem – błyskotliwe niesie prawdę? Czy da ludziom wolność, poczucie sensu życia? Czy kolorowe opakowanie przypadkiem nie kryje kolejnego eksperymentu na człowieku, który będzie pustoszył serce i wyciskał łzy?
W teatrze elokwentnych znawców spraw wszelkich, którzy z profesjonalną miną dyktują nam, co powinniśmy myśleć i czuć, potrzebna jest chwila na zatrzymanie się i refleksję. Po co? Choćby po to, by nie zwariować, nie pozwolić się ogłupiać, obrażać, upokarzać. Bo życie jest jedno i jest ważne, i może być piękne. Można je wypełnić sensem, ale może też stać się kompletnie zdrenowane i puste.
„Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście – czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa – Wybierajcie więc życie” – zachęca dalej Bóg. Tak więc od wieków, każdego dnia, człowiek ma ten sam wybór. Słowo Boże jest po to, by człowiek nie ogłuchł, nie stępił swej wrażliwości, by uwierzył, że warto żyć pięknie i mądrze. Nie można go głosić w stylu oratorów zachwyconych sobą czy przemądrzałych mówców, którzy wszystko lepiej wiedzą. Trzeba najpierw pokornego karmienia się tym słowem, przetrawienia go w sobie, pokornego zadziwienia wobec tajemnicy, którą w sobie niesie. I – jakże ważne – trzeba się tą przetrawioną Ewangelią dzielić, nie można jej zachować dla siebie. Trzeba się jakoś przez ten kiermaszowy gwar przedrzeć. Dotrzeć z głosem Jezusowego Orędzia do dzisiejszych ludzi. Spotkać się z nimi w ich życiu, w domu, w pracy. I wcale tu nie chodzi o to, by ich do czegoś przekonywać, nawracać, wypominać, udowadniać przewagę swojego myślenia. Chodzi o to, że każdy człowiek ma prawo usłyszeć słowa Jezusowej Ewangelii. Reszta już należy do niego i Bożej łaski.
O. Janusz Sok CSsR