Minister razy dwa
Piątek, 29 listopada 2013 (02:14)Joanna Kluzik-Rostkowska po raz drugi zostaje ministrem, tym razem będzie kierować Ministerstwem Edukacji Narodowej. To jednak może być krótki epizod w jej karierze, a nie powrót do pierwszej politycznej ligi.
Urodziła się w 1963 r. w Rybniku, ale po maturze wybrała studia na Uniwersytecie Warszawskim (Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych) i ze Śląskiem już niewiele ją łączyło. Zaangażowała się w działalność Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Po ogłoszeniu stanu wojennego współpracowała z podziemnymi wydawnictwami, w tym z „Tygodnikiem Mazowsze”. Kiedy w 1989 r. doszło do zmiany systemu politycznego, zaczęła robić karierę w mediach. Podjęła pracę w „Tygodniku Solidarność”, którym kierował wtedy Jarosław Kaczyński, i ta znajomość wpłynęła potem na karierę Joanny Kluzik-Rostkowskiej.
Miała w CV jeszcze pracę m.in. w „Expressie Wieczornym”, „Wprost”, „Nowym Państwie” i „Konfrontacjach”. Gdy w 2004 r. przeszła do polityki, zrezygnowała z funkcji zastępcy redaktora naczelnego tygodnika „Przyjaciółka”.
– Chyba pozazdrościła kolegom, którzy z mediów poszli do polityki, i też chciała „przejść na drugą stronę”. Uznała, że po urodzeniu trzeciego dziecka trzeba coś w życiu zmienić – mówi jeden ze znajomych minister Kluzik-Rostkowskiej. Woli wypowiadać się anonimowo, bo nie chce narażać tej znajomości. – Prywatnie nie rozmawiamy za dużo o polityce, ale jestem przekonany, że jest zawiedziona. Nie tak wyobrażała sobie swoją karierę, liczyła na więcej – dodaje.
Awans u Kaczyńskich
Joanna Kluzik-Rostkowska nie trafiłaby do polityki, gdyby nie Jarosław Kaczyński. Co prawda po rozstaniu z PiS twierdziła, że mogła też iść do PO, bo Tusk był jej „kumplem”, ale nie chciała korzystać z kumoterstwa.
W 2004 r. Jarosław Kaczyński zarekomendował ją bratu – Lech Kaczyński był wtedy prezydentem Warszawy, i Kluzik-Rostkowska rozpoczęła pracę w biurze prasowym ratusza. W 2005 r. Lech Kaczyński mianował ją swoim pełnomocnikiem do spraw kobiet i rodziny. W wyborach w tym samym roku nie dostała się do Sejmu, ale Jarosław Kaczyński o niej nie zapomniał i została wiceministrem pracy.
Od razu pokazała się jako „liberalna twarz PiS”, bo otwarcie mówiła m.in. o swoim poparciu dla in vitro, broniła zapisów „antyaborcyjnego kompromisu”. To wywołało sprzeciw środowisk katolickich, przeciwko tej nominacji protestowali posłowie LPR, którzy wspierali wtedy mniejszościowy rząd PiS. Ponieważ nie najlepiej układała się jej współpraca z minister pracy Anną Kalatą z Samoobrony, Kluzik-Rostkowska uciekła do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, gdzie przez kilka tygodni była zastępcą minister Grażyny Gęsickiej. Gdy w sierpniu 2007 r. rozpadła się koalicja, została ministrem pracy. I choć musiała ten fotel po wyborach opuścić, to „na otarcie łez” została wybrana na posła w okręgu łódzkim.
Kampania prezydencka
Pani poseł zaczęła w PiS budować swoją pozycję. W lutym 2010 r. została jedną z twarzy kampanii Prawa i Sprawiedliwości pod hasłem „Czyny, nie słowa”. Na billboardach była w towarzystwie Grażyny Gęsickiej i Aleksandry Natalli-Świat, przylgnęło do nich miano „aniołków Kaczyńskiego”.
Prawdziwym przełomem była jednak katastrofa smoleńska. 26 kwietnia 2010 r. Joanna Kluzik-Rostkowska została szefową sztabu wyborczego kandydata na prezydenta Jarosława Kaczyńskiego. I narzuciła w tej kampanii – toczonej pod hasłem „Polska jest najważniejsza” – wiele swoich pomysłów. Namówiła Kaczyńskiego do ograniczenia tematyki smoleńskiej, nakłoniła go do pokazania bardziej „liberalnego, otwartego” oblicza. Dlatego prezes PiS próbował kokietować lewicowy elektorat, mówił dużo o pojednaniu z Rosją, odpuścił też tematykę socjalną, która była tak mocnym punktem kampanii wyborczych w 2005 roku.
Po przegranej kampanii działacze PiS nie kryli rozżalenia i pretensji do Kluzik-Rostkowskiej. Twierdzili, że źle ją prowadziła, że manipulowała prezesem. Sama zainteresowana się broniła, że gdyby nie ona, wynik Kaczyńskiego byłby jeszcze gorszy. Drogi Joanny Kluzik-Rostkowskiej i PiS zaczęły się rozchodzić. Pani poseł liczyła na awans w partii – na stanowisko wiceprezesa. Miał to jej obiecać ponoć sam Jarosław Kaczyński, ale potem się z tego wycofał.
Coraz częściej Kluzik-Rostkowska publicznie krytykowała PiS. Nie podobało jej się zwłaszcza „skręcanie partii w prawo”, kwestionowała przywództwo Jarosława Kaczyńskiego. Było to o tyle niezręczne, że trwała akurat kampania samorządowa i wobec pani poseł padały oskarżenia, że swoją krytyką odbiera PiS sporo głosów. A gdy pojawiły się plotki o tym, że jeśli partia przegra wybory, to Jarosław Kaczyński poda się do dymisji i jego fotel będzie chciał zająć Zbigniew Ziobro, Kluzik-Rostkowska natychmiast zadeklarowała, że stanie z nim do walki o przywództwo w PiS.
Kaczyński na emeryturę się oczywiście nie wybierał, ale stracił resztki zaufania do byłej szefowej swojego sztabu. Skutek tego był taki, że władze partii zdecydowały o usunięciu Joanny Kluzik-Rostkowskiej z PiS i wspierającej ją poseł Elżbiety Jakubiak. Z ugrupowania odeszło potem jeszcze kilkunastu parlamentarzystów i wkrótce powstało nowe ugrupowanie – Polska Jest Najważniejsza, którego pierwszym prezesem została Kluzik-Rostkowska.
Z PJN do PO
Przygoda Joanny Kluzik-Rostkowskiej z PJN trwała ledwie pół roku. Gdy projekt nie wypalił, postanowiła znowu zmienić barwy polityczne i w czerwcu 2011 r. związała się z Platformą Obywatelską. Byli koledzy z PJN otwarcie i ostro jej nie krytykowali, ale w prywatnych rozmowach nie kryli rozczarowania, że najpierw Kluzik-Rostkowska namówiła ich do założenia nowego ugrupowania, niektórych nawet zachęcała do opuszczenia PiS, a teraz szuka sobie innej trampoliny do robienia kariery politycznej, bo myśli tylko o niej.
Ten transfer – choć zyskał akceptację Donalda Tuska i był z nim uzgadniany –nie wywołał aplauzu w PO. Działacze nie mieli do niej zaufania, dla nich była wciąż „pisiarą”. Nie przekonywały ich deklaracje Kluzik-Rostkowskiej, że w PO czuje się dobrze, że jest wśród ludzi, którzy myślą tak jak ona. Nie pomogło przepraszanie ludzi, których „namówiła do głosowania na Jarosława Kaczyńskiego”. Dlatego niechętnie przyjęli decyzję Tuska, aby startowała do Sejmu z pierwszego miejsca na liście PO w okręgu rybnickim.
– Start Joanny Kluzik-Rostkowskiej z Rybnika osłabi naszą listę. Ludzie na Śląsku nie akceptują takiego sposobu uprawiania polityki, w którym z dziecinną łatwością zmienia się barwy polityczne –twierdził Damian Mrowiec, starosta rybnicki. Lokalni działacze sabotowali kampanię Kluzik-Rostkowskiej. Także wyborcy PO nie wykazali entuzjazmu, skoro pani poseł uzyskała – jak na „jedynkę” – słaby wynik –niespełna 22 tys. głosów i przegrała wyraźnie z drugim na liście Markiem Krząkałą, liderem PO w Rybniku.
Z Sejmu do rządu
Posłem jednak została, a PJN znalazła się na marginesie sceny politycznej. W parlamencie Joanna Kluzik-Rostkowska nie odgrywała jednak znaczącej roli, ot, była w dużym gronie niewyróżniających się niczym posłów. Od czasu do czasu pojawiała się w mediach, głównie po to, żeby krytykować PiS. Ale w Platformie jakby nie istniała. Paweł Poncyljusz, jeden ze współzałożycieli PJN, trafnie zauważył, że był to skutek wyborów byłej koleżanki partyjnej. Dokonała ona bowiem dużej politycznej wolty, ale sympatii w PO nie zdobyła.
– Joanna Kluzik-Rostkowska nie wywalczyła sobie mocnej pozycji w Platformie, nawet na Śląsku, gdzie zdobyła mandat – mówi Marcin Palade, politolog. – Premier Tusk chce jednak budować szerokie spektrum polityczne, bo liczy, że to mu pomoże w wygraniu po raz trzeci wyborów. Rekonstrukcja rządu, powierzenie funkcji ministra Joannie Kluzik-Rostkowskiej ma odwrócić uwagę ludzi. Nie sądzę jednak, aby ta operacja się udała i trzeba się liczyć z wcześniejszymi wyborami – stwierdza Palade. I dodaje, że nowa minister edukacji nie będzie wzmocnieniem dla ekipy Tuska.
W PO nadal wzbudza nieufność jako były polityk PiS. – To była decyzja premiera, z nikim jej nie konsultował. Gdyby nas pytał o zdanie, bylibyśmy przeciw – mówi nam osoba z kierownictwa PO. – Jeśli pani minister się potknie, nikt jej nie będzie żałował – dodaje. Politolodzy nie spodziewają się, że pani minister na dobre zagości w pierwszej politycznej lidze. Jest zależna od Tuska i jeśli PO słabo wypadnie w wyborach, może jej nawet zabraknąć w przyszłym Sejmie.
Katarzyna Hall i Krystyna Szumilas należały do najsłabszych ogniw rządów Tuska, więc w przypadku Kluzik-Rostkowskiej poprzeczka nie jest zawieszona wysoko. Nowa minister nie zamierza zmieniać ich „reformatorskiej” polityki. I to najbardziej niepokoi rodziców i nauczycieli.
Krzysztof Losz