• Niedziela, 5 kwietnia 2026

    imieniny: Wincentego, Ireny

Malediwy – bajka turystyczna?

Poniedziałek, 25 listopada 2013 (21:19)

Chyba każdy z nas zachwycał się choć raz malowniczymi pejzażami i oceaniczną tonią wód okalających wyspy na Oceanie Indyjskim. Bo jak tu się nie zachwycać? Jednak foldery turystyczne nie zawierają do końca wyczerpujących informacji na temat „bajkowego” zakątku świata, jakim są Malediwy. W głębi kraju ukrywana jest smutna prawda, o której warto wiedzieć, zanim zdecyduje się na pogodny rejs nieświadomości i beztroski.

Na Malediwach religią państwową jest islam. Oficjalnie nie ma żadnych innych obywateli, jak tylko muzułmanie. To kraj, gdzie rząd ogłosił, że 100 proc. populacji to wyznawcy Allaha. Rząd tego wyspiarskiego kraju postrzega się jako strażnik islamu i próbuje zapewnić, aby każdy mieszkaniec Malediwów był muzułmaninem. To jedyne państwo na świecie, które formalnie postanowiło, że każdy obywatel, który zdecyduje się na porzucenie islamu, traci, po pierwsze, obywatelstwo, po drugie, zgodnie z prawem szariatu może być skazany na karę śmierci.

Władze wiedzą prawie wszystko o niewłaściwym zachowaniu swoich podwładnych. Nie muszą nawet bazować na doniesieniach policji religijnej. Bardzo duża gęstość zaludnienia powoduje bowiem intensywną, wzajemną kontrolę w ramach społeczeństwa donosicieli. Tak, Malediwy to kraj donosicieli. Nie napijesz się tutaj alkoholu, nie przeprowadzisz otwartej rozmowy o swoich osobistych problemach, nie powiesz nic o swoich wątpliwościach, nie skrytykujesz rządu. O ewangelizacji nie masz co marzyć, o modlitwie w ukryciu – zapomnij. Konwersja to najgłębiej ukrywana tajemnica chrześcijan. To wielkie ryzyko i wyzwanie. Kto tylko trochę odbiega od tradycji, od razu zwraca na siebie uwagę. Posiadanie Biblii, krzyżyka, różańca lub jakiejkolwiek chrześcijańskiej literatury jest karane więzieniem.

Nie dziwi zatem fakt, że na Światowym Indeksie Prześladowań 2013 międzynarodowego dzieła chrześcijańskiego Open Doors kraj zajmuje obecnie szóste miejsce. W końcu to sama czołówka, od wielu lat Malediwy znajdują się na liście 50 krajów, których chrześcijanie są najbardziej prześladowani za swoją wiarę. A jednak cud Kościoła dokonuje się także tutaj. Wprawdzie Kościół nie istnieje w postaci struktur, biskupów, księży czy budynków, ale wierni spotykają się w katakumbach.

Jeżeli wyobrazimy sobie życie takiego ukrytego wierzącego, to dostrzeżemy wiele codziennych trudności. Każdy obywatel musi w odpowiedni sposób odpowiedzieć na codzienne wezwanie na „salat”, czyli muzułmańską modlitwę. Budzi się skoro świt i zaczyna modlitwę, zazwyczaj razem z całą swoją rodziną. To komplikuje modlitwę do Jezusa. Rodzice i pozostali członkowie rodziny pochylają się w stronę Mekki i wypowiadają swoje modlitwy, podczas gdy konwertyta, cicho, ale z głębi serca, wzywa Boga Wszechmogącego.

Ileż razy porwani tym wewnętrznym pokojem wypełniającym ich serca i myśli marzą, aby podzielić się tajemnicą i radością ze swoją rodziną! Niestety, to niemożliwe. Gdyby się zdradzili, rodzina wpadłaby we wściekłość i przerażenie. Konsekwencje byłyby straszliwe. Zrobiłaby wszystko, łącznie z odosobnieniem, biciem, głodowaniem, torturami, aby nawrócić odstępcę z powrotem na islam. Także i na Malediwach proroctwa Jezusa mają swoje potwierdzenie: „Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 10, 21).

Według informatorów Open Doors, ukryci wierzący (secret believers) czerpią siłę ze świadomości, że bracia i siostry na całym świecie modlą się za nich. To dodaje im otuchy, a zatem nie zapomnajmy o nich.

dr Tomasz M. Korczyński