Bezinteresowny
Piątek, 22 listopada 2013 (02:00)W swojej pracy osiągnął najwyższy stopień doskonałości. Jego kunszt jest doceniany na całym świecie.
Gdyby pobierał honoraria za swoje architektoniczne projekty, byłby dziś niezwykle zamożnym człowiekiem. Jednak inż. Andrzej Ryczek od 1999 roku udziela się zawodowo głównie na rzecz Kościoła bez pobierania za swoją pracę honorarium. Tak jest także z projektem i realizacją budowy kościoła pw. Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i bł. Jana Pawła II – budowanym przez Rodzinę Radia Maryja jako wotum wdzięczności za Jana Pawła II.
Skromny, życzliwy, niezwykle wrażliwy. Zarówno w Toruniu, jak i w New Jersey w USA, gdzie na stałe mieszka, ma grono oddanych przyjaciół.
Budowniczy
Urodził się 3 września 1936 roku w Toruniu. Rodzina jego mamy pochodzi z Wielkopolski, a ojca z Małopolski. Kiedy miał zaledwie trzy lata, razem z rodzicami został wypędzony przez Niemców z rodzinnego miasta do Raniżowa koło Rzeszowa. Ale związek z Toruniem był tak silny, że po wojennej tułaczce Ryczkowie powrócili do grodu Kopernika.
W młodości duży wpływ na ukształtowanie jego zainteresowań i zawodową przyszłość mieli bracia jego mamy: Józef Gruszka, który był toruńskim grafikiem, i Antoni Gruszka, budowniczy. To głównie im zawdzięcza, że został architektem.
Wybrał technikum budowlane, a następnie studia na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej. Zawodowe szlify zdobywał pod okiem najlepszej polskiej kadry inżynierskiej wywodzącej się z Wilna i Lwowa. Bardzo dobra ocena ukończenia studiów szła w parze ze świetnym przygotowaniem do zawodu. Pierwsze doświadczenia w pracy architekta zdobywał w Grudziądzu i w Lipnie w Powiatowych Pracowniach Urbanistycznych.
– Pamiętam, jak razem z kolegą dojeżdżali do pracy w Lipnie motocyklami – mówi dr Lucyna Czyżniewska, architekt. Następnie inż. Ryczek pracował w toruńskiej Miejskiej Pracowni Urbanistycznej pod kierownictwem Kazimierza Gregorkiewicza.
Po 12 latach pracy w kraju, w 1972 roku Andrzej Ryczek wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Jego praca zawodowa skupiła się wówczas na projektach wnętrz wykonywanych głównie dla dużych korporacji specjalizujących się w wystawiennictwie i handlu na terenie całych Stanów. – Pan Andrzej pracował dla kompanii, która zajmowała się sklepami w Stanach. Bardzo dużo przy tych projektach podróżował do Hiszpanii, sporo czasu spędził w Barcelonie, ma tam wielu przyjaciół, którzy często byli wykonawcami jego projektów – mówi Franciszek Gardyasz z New Jersey. Wtedy wykonał także wiele projektów, takich jak place, patia, rzeźby, formy zieleni.
Drzewo Życia – nowe życie
Na kilka lat wrócił do Torunia w latach 90. w związku z ciężką chorobą mamy. Wówczas pod patronatem Urzędu Miasta Torunia założył i prowadził Miejską Pracownię Urbanistyczną. Wtedy też powstały ważne dla miasta projekty urbanistyczne – wyjściowa strategia rozwoju Torunia oraz plany miejscowe dzielnic: Bielawy, Kaszczorek, Wrzosy, Podgórz. Zaprojektował kilka obiektów nagrodzonych potem w konkursach na obiekt roku. Uporządkował architektonicznie toruńską Starówkę. Kioski kwiatowe wokół Ratusza Staromiejskiego, ławeczki z lampami na wylotach Szczytnej i Mostowej, zegar przy Empiku czy lampy na Bulwarze Filadelfijskim to tylko nieliczne dzieła Andrzeja Ryczka.
Przełom w działalności zawodowej, ale przede wszystkim w życiu inż. Ryczka, nastąpił w 1999 roku. Toruń przygotowywał się wówczas do wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II. Architekt przystąpił do konkursu na papieski ołtarz – z powodzeniem. Jego koncepcja Drzewa Życia zwyciężyła.
– Czas projektowania i budowy ołtarza to czas, kiedy przyszło wiele przemyśleń, wiele rzeczy pan Andrzej Ryczek zaczął wówczas odnosić do wymiaru wiary, do Eucharystii, do spraw związanych z obecnością Głowy Kościoła – mówi ks. prałat Wojciech Niedźwiecki, sekretarz ks. bp. Andrzeja Suskiego, ordynariusza toruńskiego.
Pierwszym wyraźnym znakiem, że coś się zmieniło w jego duchowym życiu, był montaż Drzewa Życia, czyli wielkiego krzyża, na którym zawisł Jezus Chrystus. – Wiąże się z tym niesamowita historia. W Toruniu zgasło światło, na lotnisku zrobiło się ciemno. Krzyż leżał jakby twarzą do ziemi. Ustawiono wtedy wszystkie samochody znajdujące się na lotnisku i skierowano je na krzyż. Zapalono światła i zaczęto go podnosić. Pan Andrzej patrzył na to razem z księdzem biskupem, w jednej chwili ich myśli jakby się spotkały, że uczestniczą w ponownym ukrzyżowaniu Chrystusa – wspomina ks. prałat Wojciech Niedźwiecki.
W oczekiwaniu na Ojca Świętego
Dzień przed wizytą Jana Pawła II do Torunia przyjechał ks. abp Piero Marini, papieski ceremoniarz, którego zadaniem było „odebranie” od strony liturgicznej ołtarza i prześledzenie całej drogi, jaką miał przebyć Ojciec Święty. – Okazało się, że od windy do wyjścia na główne podium prowadziły jeszcze schody. Inaczej tej windy nie dało się zamontować, bo nie było możliwości konstrukcyjnych. Arcybiskup powiedział tylko, że po tych schodach Ojciec Święty po prostu nie wejdzie, trzeba coś zmienić – ks. Wojciech Niedźwiecki przypomina wydarzenia z 1999 roku.
Wszyscy wówczas zamarli, a abp Marini zasugerował, że przydałyby się jakieś poręcze. Ale skąd je wziąć w ciągu jednej nocy?
Niedługo przed pielgrzymką Ojca Świętego zmarła mama inż. Ryczka, która bardzo czekała na tę wizytę Jana Pawła II. – Panu Andrzejowi zaświtało, że nie trzeba nic robić na nowo, tylko wystarczy przerobić poręcze, które zainstalowali z bratem w domu mamy, kiedy miała problemy z poruszaniem się – wspomina ks. Niedźwiecki. Okazało się, że idealnie pasowały rozmiarem do schodów.
Kiedy inż. Ryczek patrzył na idącego Ojca Świętego i widział rękę przesuwającą się po poręczy, wyobrażał sobie swoją mamę; gdzieś wewnętrznie dotknęła go jej tęsknota i oczekiwanie na Ojca Świętego. – To pokazuje, jaką ogromną miłością i szacunkiem darzył swoją mamę – podkreśla ks. prałat Niedźwiecki. Jak dodaje, od tej chwili zaczęła się w nim bardzo głęboka przemiana duchowa. – On jest wyjątkowym człowiekiem nie tylko jako architekt, jako inżynier, ale ma bardzo bogate wnętrze. Potrafi uważnie słuchać innych i jest gotów uczynić dla nich wszystko. To jest cecha bardzo niewielu ludzi – podkreśla kapłan.
Bezinteresowna służba
Od projektu Drzewa Życia Andrzej Ryczek w swojej pracy skupia się prawie wyłącznie na tematyce sakralnej. Za projekty nie pobiera żadnego honorarium. – Kto go zna i jego codzienne życie w USA, wie, że wszystko, co miał w życiu – oddał. Powierzył się opiece osób trzecich. W USA ma maleńki pokój, maleńką kuchnię i kota. I to jest wszystko –zaznacza ks. Wojciech Niedźwiecki.
Inżynier Ryczek, choć na stałe mieszka w New Jersey, systematycznie przyjeżdża do Polski, nadzorując projekty, których jest autorem. – Choć nie zawsze mamy czas spotkać się z Andrzejem podczas jego pobytu w Polsce, wiem, kiedy przyjeżdża. Grób jego rodziców jest na tym samym cmentarzu co moich. Kiedy widzę zapalone lampki na obu grobach, wiem, że Andrzej jest w Toruniu – mówi dr Lucyna Czyżniewska.
Róża Guśpiel, konstruktor, która blisko współpracuje z architektem, dodaje, że piękną cechą Andrzeja Ryczka jest bezkonfliktowość. – Nigdy nic złego o nikim nie mówi – podkreśla.
Ma wiele zainteresowań. – W młodości kochał góry, często jeździł na wędrówki w Tatry – mówi Róża Guśpiel. – Zawsze fascynowały go podróże, odwiedził wiele miejsc na świecie, co zresztą okazuje się niezwykle pomocne w jego pracy, gdyż cechuje go wielkie bogactwo form.
Dużo pracuje, ale nie zapomina także o wyjściach z przyjaciółmi na obiad, na koncert, do kina czy o spotkaniach z Polonią amerykańską. – Ostatnio byliśmy na filmie Jerzego Zalewskiego o żołnierzach Armii Krajowej – mówi Franciszek Gardyasz z New Jersey. Dodaje, że hobby pana Andrzeja to również żeglarstwo. – Ze swoim znajomym często pływał jachtem. Bardzo lubi też piosenkę „Białe żagle”, którą często śpiewa. Ona jest znana tutaj, wśród Polonii w Ameryce – dodaje pan Franciszek.
Kiedy jest w Stanach, bardzo tęskni za Ojczyzną. W e-mailach do znajomych prosi, by opisali mu, jak wygląda Polska za oknem. – Pan Andrzej to jest kochany człowiek, tak mogę jednym słowem go określić. On praktycznie nigdy z Polski nie wyjechał – mówi ks. prałat Wojciech Niedźwiecki.
Katarzyna Cegielska