• Niedziela, 5 kwietnia 2026

    imieniny: Wincentego, Ireny

Jan Paweł II mówi do nas cały czas

Środa, 20 listopada 2013 (12:23)

17 listopada zakończył się XXXII Tydzień Kultury Chrześcijańskiej w Bydgoszczy. Miałem zaszczyt brać udział w tym ważnym dla diecezji bydgoskiej wydarzeniu kulturalnym, występując z prelekcjami w szkołach i parafiach na temat zjawiska prześladowań chrześcijan w XXI wieku.

Dzięki otwartości, życzliwości i gościnności organizatorów, przede wszystkim pana Aleksandra Grzybka, seniora Domu Archikonfraterni Literackiej w Bydgoszczy, czy życzliwemu przyjęciu przez słuchaczy, uczniów i parafian szkół i parafii bydgoskich, dni spędzone w grodzie nad Brdą okazały się darem. Szczególnie ważne i symboliczne znaczenie miała Msza św. w kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników, miejsca, z którego wyruszył w swoją ostatnią ziemską drogę bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Wizyta w izbie pamięci ks. Jerzego także zrobiła na mnie ogromne wrażenie i dała inspirację do pracy.

Podróż do Bydgoszczy zmobilizowała mnie do powrotu do homilii Ojca Świętego bł. Jana Pawła II, jaką wygłosił on do mieszkańców miasta nad Brdą podczas swojej pielgrzymki do Ojczyzny w 1999 roku. Przyznaję, że tekst mną wstrząsnął i mnie zawstydził. Od dawna zajmuję się zjawiskiem prześladowań chrześcijan w świecie, a zapomniałem o tej podstawowej lekcji, jakiej udzielił Papież podczas swojego pobytu w Bydgoszczy.

Spotkany na TKCH w Bydgoszczy w tych dniach historyk i pisarz Wiesław Trzeciakowski, autor bestselleru „Śmierć w Bydgoszczy. 1939-1945”, powiedział, że „jako ludzie wierzący dobrze wiemy, co taka wizyta znaczy i jakie ma skutki”. Papież w Bydgoszczy mówił wyraźnie, „byśmy nie zapomnieli tych męczenników, duchownych i świeckich. Ci ostatni często mieli w kieszeniach różańce od żony lub matki, na szyi medaliki, dzięki temu niektórych zidentyfikowano po 1945 r.”.

Chciałbym zatem przybliżyć także Czytelnikom „Naszego Dziennika” wykład o miłości, prawdzie, sprawiedliwości i cierpieniu Jana Pawła II i tym samym zachęcić do stałego powracania do jego słów, które swoim bogactwem i mądrością są darem, a w dzisiejszym świecie walki z Kościołem – szkołą duchowego przetrwania.

W pięciu punktach swojej homilii Jan Paweł II rozważa błogosławieństwa Chrystusa w Kazaniu na Górze. Do kogo odnoszą się słowa Zbawiciela: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 10)? Oczywiście w pierwszej kolejności do samego Mesjasza.

Przyjąwszy postać sługi, Jezus był wierny swojej misji, powołaniu do samego końca, czyli po śmierć męczeńską. Jednak zanim do niej doszło, okupił to cierpieniem psychicznym, duchowym i fizycznym.

Następnie Papież przypomina św. Wojciecha. Jego męczeńska śmierć przyniosła owoce naszej Ojczyźnie i całemu Kościołowi. Jest on wzorem dla chrześcijan, ponieważ realizuje testament św. Pawła: „Nam bowiem z łaski Bożej dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczyliśmy tę samą walkę” (por. Flp 1, 29-30). Obok św. Wojciecha na polskiej ziemi było wielu świadków Prawdy. Także w samej Bydgoszczy w ciągu ostatnich dziesięcioleci w ubiegłym stuleciu w cierpieniu dla sprawiedliwości mieszkańcy tego miasta zostali mocno doświadczeni.

„To przecież tutaj w pierwszych dniach drugiej wojny światowej hitlerowcy dokonali pierwszych publicznych egzekucji na obrońcach miasta. Symbolem tego męczeństwa jest bydgoski Stary Rynek. Innym tragicznym miejscem jest tak zwana «Dolina Śmierci» w Fordonie. Jakże nie wspomnieć przy tej okazji biskupa Michała Kozala, który zanim został biskupem pomocniczym we Włocławku, był gorliwym duszpasterzem w Bydgoszczy. Zginął śmiercią męczeńską w Dachau, składając świadectwo niezachwianej wierności Chrystusowi. Podobną śmierć w obozach koncentracyjnych poniosło wielu ludzi związanych z tym miastem i z tą ziemią. Jeden Bóg zna dokładnie miejsca ich kaźni i cierpienia. [W każdym razie moje pokolenie pamięta bydgoską niedzielę 1939 roku]”, powiedział wzruszony Papież.

Nie mogło zabraknąć wspomnienia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który, o czym mało kto wie, był budowniczym pierwszej po wojnie świątyni w 1973 roku, której - co znamienne - nadał niezwykły tytuł: Świętych Polskich Braci Męczenników.

Ziemia bydgoska jest odpowiednim miejscem dla tego symbolu. Czy decyzja Prymasa Tysiąclecia nie była w jakimś sensie prorocza? To z tej świątyni ksiądz Jerzy Popiełuszko wyruszył do Warszawy w październiku 1984 roku.

Papież rozszerza perspektywę zjawiska prześladowań, nie ogranicza jej do czasów krwawych cezarów, od Nerona po Dioklecjana. Historia Kościoła to historia męczeństwa, ta martyrologia musi być spisywana. Jan Paweł II nie wspomina oczywiście, będąc człowiekiem skromnym, że sam swoim życiem wpisuje się w tę długą listę. Gdyby nie Boża Opatrzność, sam oddałby życie w wyniku zamachu. Bóg wymagał od niego jednak jeszcze więcej.

Papież mówi o wyniesionych przez niego samego na ołtarze setkach błogosławionych i świętych męczenników: japońskich, francuskich, wietnamskich, hiszpańskich i meksykańskich. W Warszawie kilka dni później beatyfikował 108 męczenników polskich, którzy oddali życie za wiarę w obozach zagłady lub zostali bestialsko rozstrzelani przez niemieckich nazistów.

Nadszedł czas przypomnienia tych wszystkich ludzi, konieczność wymienienia ich z imienia i nazwiska, opowiedzenia o ich losach. To żołnierze anonimowi wielkiej sprawy Bożej, krew tych ludzi „spłynęła na naszą ziemię i użyźniła ją na wzrost i na żniwo. Wydaje ona owoc stokrotny w naszym narodzie, który wiernie stoi przy Chrystusie i Ewangelii”.

Trzeba dziś powtarzać słowa Jana Pawła II. Ten nakaz pasterza, że mamy trwać w jedności z nimi, dziękować za nich Bogu, że są wzorem do naśladowania dla nas, abyśmy dawali również odważnie świadectwo wierności Krzyżowi Chrystusa – inspiruje.

Chrystus nie obiecuje łatwego życia tym, którzy Go naśladują

Są to trudne słowa. Ziemskie życie nie jest celem i nie jest ojczyzną pielgrzyma-chrześcijanina. Samo chrześcijaństwo także nie obiecuje bajki swoim wyznawcom. Chrystus i Jego krzyż są znakiem sprzeciwu po dziś dzień. Rozejrzyjmy się tylko wokół, jak dewastowane są nasze wartości, jak niszczona cywilizacja życia.

Ponieważ „jeżeli On sam cierpiał prześladowanie, to stanie się ono udziałem również Jego uczniów”, powiedział Papież. I niestety dawanie tego świadectwa może boleć, może być trudne, może być wyzwaniem i wiele kosztować. Nie musi to być wcale wielka ofiara, ale codzienna walka z wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym. Wierzący naraża się na ataki, na zwalczanie, cierpi upokorzenie, „obrzucany jest obelgami, wyśmiewany w swoim środowisku, doznaje niezrozumienia nieraz nawet od najbliższych. Gdy naraża się na sprzeciw, niepopularność i inne przykre konsekwencje. Zawsze jednak gotowy do złożenia każdej ofiary, bo «trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi» (Dz 5, 29)”.

Obok tego publicznego męczeństwa istnieje także męczeństwo ukryte, duchowa walka, również bolesna, również będąca wyzwaniem. Krotko mówiąc, wierzący chrześcijanin tego aspektu swej wiary nie może wykreślić ze swojej perspektywy i o niej zapomnieć. Stąd tylu bohaterów Kościoła od wielu wieków. Oni nie stchórzyli.

I w tym miejscu Jan Paweł II porusza niesamowitą sprawę, a właściwie wydaje polecenie w Polsce WSZYSTKIM Episkopatom Kościoła powszechnego:

„Proszę wszystkie Episkopaty, ażeby do tej sprawy przywiązały należytą uwagę. Nasz wiek, wiek XX, ma swoją wielką martyrologię w wielu krajach, w wielu rejonach ziemi. Trzeba, ażebyśmy przechodząc do trzeciego tysiąclecia, spełnili obowiązek, powinność wobec tych, którzy dali wielkie świadectwo Chrystusowi w naszym stuleciu. Na wielu sprawdziły się w pełni słowa z Księgi Mądrości: «Bóg (...) doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę» (Mdr 3, 6). Dzisiaj chcemy oddać im cześć za to, że nie lękali się podjąć tej próby, i za to, że nam pokazali drogę, którą trzeba iść w nowe tysiąclecie. Oni są dla nas jakimś wielkim wołaniem i wezwaniem zarazem. Ukazują swoim życiem, że światu takich właśnie potrzeba Bożych szaleńców, którzy będą szli przez ziemię, jak Chrystus, jak Wojciech, Stanisław czy Maksymilian Maria Kolbe i wielu innych. Takich, którzy będą mieli odwagę miłować i nie cofną się przed żadną ofiarą w nadziei, że kiedyś wyda ona owoc wielki”.

Na koniec Papież daje nam nadzieję, tak, bo nawet ten trudny temat prześladowań niesie ze sobą nadzieję, że przez cierpienie, próbę wiary, ci wszyscy męczennicy cieszą się dzisiaj i radują, nagroda ich jest bowiem w niebie. Człowiek w Chrystusie zwycięży każdą próbę, a Polska ma swoją chlubę w tych niezliczonych rzeszach męczenników. Osiem błogosławieństw podsumowanych jest obietnicą. Oni wszyscy są związani z Chrystusem, od św. Wojciecha, po ks. Jerzego, dzisiaj także Jana Pawła II. Dalecy i bliscy, bo i o dalekich nie możemy zapominać.

„Zaprawdę, «cieszcie się i radujcie» wy wszyscy, którzy jesteście gotowi cierpieć dla sprawiedliwości, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie! Amen”, powiedział na koniec Papież w Bydgoszczy.

Jakie przesłanie niosą nam słowa Papieża?

Po pierwsze, musimy naśladować Chrystusa, On jest w centrum naszego życia chrześcijańskiego. Po drugie, będąc zanurzonymi w Jego chrzest, jesteśmy także zanurzeni w śmierć, ale i zmartwychwstanie, a zatem powinniśmy pamiętać, że męczeństwo jest pewnym standardem w życiu chrześcijanina.

To może być dawanie świadectwa w codziennym życiu, będąc poddanym szyderstwu, wyśmiewaniu czy atakom medialnym, albo może okazać się koniecznością w braniu udziału w sytuacji granicznej, gdy trzeba będzie oddać zdrowie lub życie za Prawdę. Po trzecie, Polska jest krajem, gdzie prześladowanie dla sprawiedliwości było szczególnie okrutne, dotknęło orszaku męczenników, szczególnie osoby konsekrowane. Naszym obowiązkiem jest pamiętać o tych ludziach. Z tym łączy się polecenie, bardzo konkretne oczekiwanie Papieża, aby Episkopaty na całym świecie zaczęły gromadzić wiedzę i fakty na temat życia męczenników, aby sporządzały kronikę, odnotowywały ślad ich wielkiego poświęcenia dla nas, dla Kościoła.

Spośród katolickich mediów polskich „Nasz Dziennik” z wielką gorliwością udostępnił swoje łamy i szpalty dla zjawiska prześladowań.

Swoiste martyrologium pisane jest nie tylko na łamach „Naszego Dziennika”, ale i mówione w Telewizji Trwam czy w Radiu Maryja, o wydarzeniach i bolesnych przypadkach z całego świata, które dotykają Kościół powszechny.

Cieszy, że świeccy, zaangażowani w życie Kościoła, jak organizatorzy Tygodni Kultury Chrześcijańskiej, czy tacy historycy jak Wiesław Trzeciakowski piszą i mówią o polskich męczennikach. Dzięki takim inicjatywom bezimienni, dotąd nieznani stali się nam bliscy, stali się naszymi przyjaciółmi. Kapłani niezłomni, męczennicy dwóch totalitaryzmów, niemieckiego i sowieckiego, ale także współcześni męczennicy z całego świata, od Korei Północnej po Kolumbię, mają swój głos, mają swoich ambasadorów, chociaż sami zostali zakneblowani. Dla mnie to cud i wielka duma. Potrzebne jest jednak jeszcze większe zaangażowanie i przede wszystkim modlitwa za tych ludzi.

A co do samego zjawiska prześladowań, na pierwszy rzut oka okrutnego i smutnego, dla nas, wierzących, jest ono swoistym pokrzepieniem, ze względu na prawdę, jaką niosą ze sobą słowa proroctwa Jezusa. Wlewają one otuchę i nadzieję w serca, że nawet jeśli dziś nasz Kościół, jego liderzy, jego obrońcy są szykanowani, lżeni, atakowani, nawet jeśli w świecie dochodzi dziś to tylu zbrodni na kapłanach, siostrach zakonnych i wiernych, wiemy, że mamy poprzedników i orędowników, którzy nieśli ten krzyż z dumą i radością.

Oni wytrwali tę próbę wiary, a cierpiąc dla sprawiedliwości, dali nam wzór. Nie bójmy się zatem wrogów Kościoła, bo Chrystus ostatecznie zwycięży.