Bezbożny genderyzm
Poniedziałek, 18 listopada 2013 (11:20)W encyklice „Divini redemptoris” z 1937 r. Ojciec Święty Pius XI stwierdza w punkcie trzecim: „domyśliliście się już niewątpliwie, Czcigodni Bracia, że tym groźnym niebezpieczeństwem, o którym mówimy, jest bolszewicki i bezbożny komunizm, wyraźnie dążący do tego, by zniszczyć doszczętnie wszelki ład społeczny i podważyć same podwaliny cywilizacji chrześcijańskiej”.
Pomimo upadku ZSRS komunizm ma się dzisiaj całkiem dobrze. Chińska Republika Ludowa, która – zarządzana przez skorumpowaną i przestępczą mafię w postaci Komunistycznej Partii Chin – niszczy godność i depcze wszelkie prawa człowieka „u siebie”, jest także źródłem zła w Azji. Dzięki niej mogą funkcjonować zbrodnicze reżimy totalitarne w Korei Północnej, Wietnamie i Laosie. Chiny podsycają wojny domowe na świecie, wspierając reżimy w Afryce (np. Sudan czy Zimbabwe).
Nie o komunizmie jednak będę tu pisać. To charakterystyczne i znamienne złożenie dwóch słów przez Piusa XI – „bezbożny komunizm” skojarzyło mi się od razu z „bezbożnym genderyzmem”.
Podczas wykładu „Gender – od tolerancji do totalitaryzmu” wygłoszonym z okazji I Kujawsko-Pomorskiego Kongresu Katolików, który odbywał się w Bydgoszczy pod hasłem STOP ATEIZACJI, ks. dr Dariusz Oko podkreślił, że gender nie poszukuje prawdy, jak filozofia czy inne nauki, ale służy do realizacji partykularnych interesów danych środowisk, zazwyczaj ostro zarysowanych mniejszości, które propagują moralną demoralizację i zaburzenie ładu cywilizacyjnego. Za nimi stoją konkretni ludzie, a gender jako prymitywna ideologia jest ich intelektualnym narzędziem.
Ideologia gender – atak na Prawdę w służbie cywilizacji śmierci
Nie można się z tym stanowiskiem nie zgodzić. Oprócz ordynarnych ataków na wolność słowa, wartości chrześcijańskie i co najważniejsze na liderów Kościoła, zarówno duchownych, jak i świeckich, w iście leninowskim stylu, środowiska antychrześcijańskie budują swoją relatywistyczną ideologię, której celem jest stworzenie nowego człowieka. Przygotowany w tym celu eksperyment został już skutecznie przeprowadzony w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, w Europie Zachodniej, a teraz dotarł do Polski.
Promowanie ideologii gender, która jest wytworem cywilizacji śmierci, to właściwie samo jądro zła i upadku w niekontrolowane zepsucie, do jakiego może dojść istota ludzka. Genderyzm obejmuje swoim zakresem promocję (nieskrępowanego i wyuzdanego) homoseksualizmu, biseksualizmu, transwestytyzmu, transseksualizmu, pedofilii, antykoncepcji, aborcji.
Gwałci psychikę i duchowość dzieci poprzez zdemoralizowaną edukację seksualną, głosi wojujący ateizm i agnostycyzm, zachęca do newageowskich praktyk, rozwadnia i zaciera różnice między płciami, przy okazji rozbudowując je do ekstremalnego absurdu (nie ma już bowiem dwóch płci, ale cały zestaw w zależności od dowodów quasi-naukowych „autorytetów ideologicznych”), słowem – szerzy antychrześcijańskie wartości, czyli antywartości, degradując człowieka do roli produktu społeczeństwa, kultury, pozbawiając go indywidualizmu, godności, wyjątkowości. Ponadto praktykowana w codzienności staje się z biegiem czasu niebezpieczna dla zdrowia i życia, zaczynając od wspomnianych dzieci nienarodzonych, ale także dla najmłodszych, którzy zostali oddani przez państwo pod dachy osób homoseksualnych. Prowadzi w konsekwencji do zwiększenia prawdopodobieństwa popadnięcia w depresję, popełnienia samobójstwa, do rozwodów, do degenerowania nauki.
Oręż wrogów chrześcijaństwa
Ciężki oręż gróźb i szyderstw knebluje bierną większość. Dobrze usytuowana w mediach, instytucjach, ośrodkach akademickich, władzach mniejszość wie, jak kontrolować milczącą masę. To mniejszość ma dostęp do mikrofonu, kamery, druku na masową skalę, to ona posiada rzeszę prawników, fundatorów, „naukowców”, polityków, urzędników, a nawet tęczowo-czerwone bojówki, które dysponują ciężkim sprzętem bojowym do eksterminacji ze sfery publicznej przeciwników ideologicznych. Zaczynając od lekkiego ostrzału, poprzez takie środki, jak wyśmiewanie, lżenie, zohydzanie konkretnych osób, aż do ciężkiej artylerii jak procesy, groźby, szantaż, wyrzucanie z pracy, a wszystko w celu efektywnego zniszczenia i podeptania godności obranego sobie za cel chrześcijanina. Genderyzm nie daje szans zdrowemu rozsądkowi, jak bowiem naukowiec może twierdzić, że płeć ma charakter kulturowo-społeczny, a nie biologiczny, i że nie jest determinowana przez chromosomy?
Profesor de Mattei w artykule dla „Naszego Dziennika” (http://naszdziennik.pl/mysl/57942.html) napisał o absurdzie podstawowych założeń tej antynaukowej doktryn: „klasyczne definicje męskości i kobiecości zostają zanegowane jako przypadkowe i mało znaczące konstrukcje społeczne, a tradycyjna płeć biologiczna zostaje zastąpiona nową płcią społeczną i psychologiczną. W takim ujęciu nie mówi się już o tożsamości seksualnej, ale o orientacji seksualnej przyjmującej różne kierunki rozwoju: heteroseksualny, homoseksualny, transseksualny itd. w zależności od kontekstu społeczno-kulturowego, w którym dana jednostka będzie wzrastała i się rozwijała”. Zaburzenia, dewiacje, choroby są ukazywane jako li tylko produkt – dozwolony i powszechny w społeczeństwie, a idąc konsekwentnie drogą wytyczoną przez genderystów, nawet pedofilię będzie można wkrótce uznać za orientację seksualną.
Warto dodać, że tak zwane Gender Studies, czyli w gruncie rzeczy antynaukowy i postmodernistyczny paradygmat, znalazł sobie zaczepienie na Uniwersytecie Warszawskim i Jagiellońskim, co deprecjonuje w znaczący sposób te ważne ośrodki akademickie w Polsce. A skoro ten intelektualny nonsens święci tryumfy na uczelniach, nie tylko polskich, obficie dofinansowany przez Unię Europejską, to tym łatwiej mu przedrzeć się do przedszkoli i szkół, dokonując, jak w Szwajcarii, gwałtu na dzieciach zwyrodniałym programem edukacyjnym molestującym maluchy od czwartego roku życia.
Czy splądrowanie świata jest nieodwracalnym faktem?
Świat zgliszczy, jaki szykuje ideologia gender, nie musi być wcale scenariuszem nieuniknionym. Genderyzm kreowany na paradygmat naukowy o aspiracjach do bycia obiektywnością naukową prędzej czy późnej musi zostać zdemaskowany jako fałszywy i wreszcie sfalsyfikowany. Moda na niego przeminie, jednak zgliszcza nieszczęść, jakie do tego czasu za sobą pozostawi, unieszczęśliwią w drodze do samozagłady jeszcze wiele istnień ludzkich, a może pokoleń. Dlatego im szybciej Polacy dostrzegą niebezpieczeństwo tego pseudointelektualnego wirusa, tym szybciej zażyją odtrutkę i zrozumieją, że Prawda jest jedna. W wolności i godności antropologii chrześcijańskiej, jaką oferują Kościół i nauka.
dr Tomasz M. Korczyński