Terroryzm islamski w Chinach
Środa, 13 listopada 2013 (02:04)Policja chińska aresztowała mężczyzn z Sinciangu, którzy 29 października przeprowadzili atak terrorystyczny na placu Tiananmen. Podejrzenia okazały się słuszne. Był to atak terrorystów-samobójców, którzy wjechali samochodem na wypełniony cywilami słynny plac Niebiańskiego Spokoju i wysadzili się tuż pod portretem Mao Zedonga. Trwa śledztwo w tej sprawie. Kilkadziesiąt osób zostało rannych, dwóch cywilów zginęło. Dotychczas nie odnotowywano takich akcji. Oczywiście zdarzały się konflikty między Ujgurami a większością Han, ale nigdy nie określono tego jako akty terrorystyczne.
Komuniści szybko usunęli wiadomości na temat tego wydarzenia i cenzurowali w internecie kolejne meldunki. Oznacza to, że nie mogła być to prowokacja ze strony władz chińskich. Komentatorzy ujgurscy wskazywali bowiem na to, że „incydent” jest dobrym pretekstem do dalszego eliminowania wolności i swobód obywatelskich wobec mniejszości etnicznej. A te swobody są znaczne. Islam na obszarach autonomicznych jest oficjalnie uznawaną religią, można tu budować meczety, religia Mahometa jest nauczana w szkołach, społeczeństwo może swobodnie żyć zgodnie ze swoimi zasadami religijnymi. Chrześcijanie w Chinach (głównie z grupy etnicznej Han, czyli większości) nie posiadają takich swobód.
Kto jest uciskany
Kiedy usłyszałem o wybuchu na placu Tiananmen, od razu pomyślałem o sprawcach tego ataku, Ujgurach. Muzułmanach, którzy od lat próbują prowadzić separatystyczne działania wymierzone w chiński totalitaryzm komunistyczny, aby całkowicie się wyzwolić i wprowadzić prawo szariatu.
Ciekawe, że w mediach zachodnich Ujgurzy są przedstawiani jako bohaterowie, uciskana mniejszość. Tymczasem nie do końca tak jest. Ponadto media socjallibertyńskie opowiadają wiele o biednych Ujgurach, nie wspominając słowem o prawdziwie uciskanej mniejszości – chrześcijańskiej, która nie walczy zbrojnie z komunistycznym prześladowcą, tylko znosi w cichości swój ucisk.
Nie można w każdym razie porównywać sytuacji mniejszości ujgurskiej i chrześcijańskiej w Chinach. Ujgurzy walczą wręcz i siłą, jak naocznie pokazuje ostatni krwawy i brutalny przykład, z chińskimi, według nich, okupantami. Chrześcijanie nie podejmują takich aktów.
Wybuch na placu Tiananmen jest na pewno nowym zjawiskiem, nowym fenomenem – w Chinach oczywiście, bo przecież nie na świecie. Dziś możemy użyć mocnego uogólnienia, że z impetem prowadzona jest islamizacja całego świata. Terroryzm muzułmański obejmuje swoimi szponami nasz glob.
Jestem daleki od obrony Chińskiej Republiki Ludowej, bez wątpienia jest to kraj totalitarny. Komunistyczna Partia Chin zniewala naród. Chrześcijanie są nękani, skazywani na długie lata więzienia. Marionetkowy tzw. Kościół patriotyczny, czyli Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich, ma zastąpić Kościół katolicki uznający zwierzchność Ojca Świętego, i w związku z tym jako katakumbowy jest nielegalny i brutalnie zwalczany, a ten pierwszy promowany.
Jednak czymś innym jest tchórzliwy atak na bezbronnych cywilów, którzy zginęli i zostali ranni na placu Tiananmen. Chińskie władze zareagują teraz ostro i represyjnie, spirala nienawiści i przemocy będzie się nakręcać kosztem niewinnych i bezbronnych chrześcijan.
W katakumbach
I jeszcze jedna ważna kwestia. Liczba Ujgurów w autonomicznym regionie Sinciang wynosi niemal 9 milionów. Większość z nich to muzułmanie. Niemal wszyscy, jak przekonują media. Niemal… ponieważ żyje wśród nich także nieznaczna grupka chrześcijan. Muzułmanie ujgurskiego pochodzenia są klasycznie nastawieni do chrześcijan, czyli wrogo. Wystarczy, że któryś z muzułmanów ośmieli się zmienić religię.
Jak podaje źródło międzynarodowego dzieła chrześcijańskiego Open Doors działające na tym terenie, około pół tysiąca konwertytów z islamu na chrześcijaństwo żyje tutaj pod wielką presją. Chrześcijanie są wykluczani z kręgu swoich rodzin, przyjaciół, sąsiadów, lokalnych duchownych, władz. Zazwyczaj są wyrzucani poza nawias społeczny. Istnieje oczywiście Kościół w tym regionie. To, według najnowszych szacunków, nawet 850 tys. chrześcijan. Jednak są to Chińczycy Han. Zgodnie z zarządzeniem władz lokalnych żaden Ujgur nie może uczestniczyć w nabożeństwach i Mszach św. na tym obszarze. Zakazane jest także dystrybuowanie materiałów religijnych w ich języku. Dlatego większość nawróconych z islamu Ujgurów zbiera się we własnym gronie, w katakumbach, w tzw. Kościołach domowych, ryzykując aresztowanie, grzywny, wypędzenie. Władze w Chinach dość restrykcyjnie traktują wszystkich chrześcijan, ale w regionie Sinciang rygor i kontrola chrześcijan są znacznie dotkliwsze.
Komuniści w takich sytuacjach stają po stronie Ujgurów. Aresztują przestępcę, aby nie narażać się na wybuch agresji i nie pogłębiać i tak napiętej sytuacji. Aby udobruchać muzułmańskich obywateli, skazują konwertytów na długie lata więzienia. Przykładem jest sprawa Alimjana Yimita. Jak podaje Open Doors, mijają dwa i pół roku, od kiedy 39-letni wówczas lider Kościoła domowego w Kaszgar, Alimjan Yimit, został oskarżony, a następnie skazany przez chiński reżim totalitarny na długie lata więzienia. Początkowo oskarżono go o separatyzm i nielegalną działalność religijną, ale później zmieniono oskarżenie na „wspieranie i sprzedawanie ważnych informacji państwowych obcym elementom i wrogom ludu”. A to już poważne przestępstwo.
Yimit został finalnie skazany na 15 lat więzienia w Urumqi 6 marca 2011 roku. Ten chrześcijański więzień sumienia jest mężem Gülnur i ojcem dwóch chłopców, w wieku czternastu i siedmiu lat. Rodzina ma prawo go odwiedzać, ale warunki więzienia nr 3 w Urumqi są ciężkie, bo chociaż dochodzi do odwiedzin członków rodziny, to spotkania te odbywają się przez okno, bez możliwości fizycznego kontaktu.
Dżihad kontra świat
Podsumowując, po pierwsze, nie należy się dziwić ostatniemu wydarzeniu, to kolejna odsłona dramatu, wielkiej ofensywy i wojny religijnej, która toczy się ponad granicami państw, bo w islamie nie ma narodów, tylko jedna, święta religia. Dopóki nie zapanuje na całym świecie, dopóty ma trwać dżihad. W XX wieku komuniści chcieli ponad granicami państw tworzyć socjalizm wprowadzany przez marsz proletariuszy wszystkich krajów. Dziś, w XXI wieku, mamy nową międzynarodówkę religijną, gdzie nacja, etniczność i rasa się nie liczą, w centrum pozostaje tylko religia, islam i jej prorok Mahomet.
Po drugie, należy się spodziewać kolejnej odsłony dramatu, akcja tworzy reakcję, komuniści muszą brutalnie zareagować, co znowu wywoła akcje odwetowe, bo raz przekroczona granica będzie przekraczana częściej. Po trzecie, Ujgurzy to nie są łagodne owieczki, które – jak wspomniałem – pozwolą na bezkarne niszczenie ich swobód w autonomicznym regionie. Po czwarte, Zachód nie interesuje się rzeczywiście uciskaną mniejszością religijną, chrześcijanami, w tym katolikami i protestantami, którzy cierpią największe prześladowania, i zawzięcie, ślepo broni agresorów, którzy wysadzają się w tłumie bezbronnych cywilów. Ta jawna niesprawiedliwość i brak równowagi w mediach nie występuje tylko w Chinach. Zachód wymierza policzek prześladowanym chrześcijanom na całym świecie.
Dr Tomasz M. Korczyński