• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Alternatywne lekcje historii

Sobota, 9 listopada 2013 (02:09)

Postępujący analfabetyzm historyczny polskiej młodzieży dostrzeżono na długo przed ubiegłorocznym strajkiem głodowym w obronie lekcji historii pięciu opozycjonistów z czasów PRL w krakowskim kościele Ojców Salezjanów.

Już wcześniej wielu społeczników zatroskanych tym problemem postanowiło nie czekać z założonymi rękoma, lecz działać. I mają na tym polu niemałe osiągnięcia.

Do historycznej i patriotycznej edukacji młodzieży ks. dr. Ryszarda Barańskiego zainspirowały wskazania bł. Jana Pawła II, że Naród, który nie pamięta swojej historii, nie ma także swojej przyszłości.

W podkrakowskiej Skawinie rozwinął działalność, którą śmiało można nazwać alternatywnymi lekcjami historii. Ksiądz dr Barański nie mógł przeboleć, że szkoła po macoszemu podchodzi do kwestii najnowszej historii Polski, a niektórzy nauczyciele nadal określają żołnierzy wyklętych – sam woli określenie „niezłomni” – mianem bandytów. Bolało go to szczególnie, gdyż jednym z tych niezłomnych był jego dziadek, Wiktor Barański, żołnierz Legionów, który po tzw. wyzwoleniu, katowany przez UB, odsiedział w więzieniu w Rawiczu wieloletni wyrok.

Przykłady pociągają

– Postanowiłem przybliżać młodzieży tę niestety w dużej mierze zapomnianą naszą historię nie po to, żeby kogokolwiek oskarżać, ale żeby studiować i poznawać – mówi ks. Ryszard Barański.

Znalazł pomoc u kilku zaangażowanych pa- triotycznie skawińskich nauczycieli i dzięki przychylności ks. Włodzimierza Łukowicza, proboszcza parafii Miłosierdzia Bożego w Skawinie, zainicjował comiesięczne Spotkania z Historią i Kulturą. Z czasem spotkania zyskały wręcz akademicką rangę dzięki udziałowi w nich profesorów krakowskich uczelni i historyków z IPN. Był to cykl ogólnodostępnych wykładów i dyskusji, na które oprócz dorosłych przychodziła też młodzież. Jednym z takich młodych ludzi był Bartłomiej Smaciarz, uczeń trzeciej klasy skawińskiego gimnazjum.

– Zaciekawiło mnie to tak bardzo, że właściwie byłem na każdym z tych spotkań. A trwały one około półtora roku. Zaczynały się o godz. 19.00 i przeciągały do 22.00, a czasami nawet do 23.00. Dowiedziałem się na nich dużo m.in. o historii Polski i Europy, o tym, co wydarzyło się na Wołyniu, o zbrodni katyńskiej, o żołnierzach wyklętych – opowiada.

Bartek przyznaje, że w szkole nie jest najmocniejszy z przedmiotów humanistycznych i w liceum wybierze klasę informatyczną. Wcześniej, podobnie jak większość rówieśników, nie przywiązywał wagi do lekcji historii.

– Zainteresowałem się naszą najnowszą historią tylko dzięki księdzu Ryszardowi – podkreśla. – W szkole ten okres przerabialiśmy w czwartej klasie i byłem za młody, żeby cokolwiek zrozumieć. W gimnazjum mamy historię tylko do I wojny światowej, natomiast w liceum będzie tylko jedna godzina – a to jest nic. Ale ja i tak nie zrezygnuję z historii. Interesuje mnie głównie historia państwa polskiego, generałowie, militaria. A teraz, kiedy dostałem od ks. Ryszarda książkę pani Joanny Wieliczki-Szarkowej, również żołnierze wyklęci.

Historia rodzinna

Ksiądz Ryszard Barański wypracował specjalny sposób dotarcia do młodzieży. Mówi im: próbujcie poznać historię dziadka. To podejście jest wynikiem jego własnych doświadczeń, gdy stopniowo odkrywał prawdę o swoim dziadku, którego nie widział za życia. Dopiero po latach odnalazł jedyne jego zdjęcie.

– Na takiej osobistej historii buduję u młodzieży pewną ciekawość. I ona się w nich stopniowo rozbudza. To jest tak jak z ogniskiem. Z pozoru wydaje się, że już wygasło, ale wystarczy dmuchnąć i znów się żarzy, a nawet rozpala – mówi. – A później słyszę od tych młodych ludzi, jak o tamte czasy pytali w domu babcię czy dziadka, jak starsi ludzie się przed nimi otwierali.

Trudno zliczyć wszystkie inicjatywy historyczno-edukacyjne ks. Ryszarda. Zwiedzał z młodzieżą najważniejsze w dziejach Polski miejsca, a także inspirował ją do poznawania historii najbliższego otoczenia, szczególnie jeśli naznaczone było polskim bohaterstwem i martyrologią. – To bardzo ważne, żeby ci młodzi ludzie, niekiedy z tzw. blokowisk, wiedzieli, że są Polsce potrzebni – akcentuje ks. Barański.

– Nie jestem historykiem z wykształcenia, ale wiem doskonale, że pokazywanie ludzi wspaniałych, niezłomnych, mądrych, twardych w działaniu jak skała to coś, czego dzisiejsza młodzież i Polska bardzo potrzebuje – wskazuje.

W tym roku ks. dr Barański przeszedł ze Skawiny do parafii św. Stanisława na Dąbiu w Krakowie. I tu również zajął się formacją historyczno-patriotyczną młodzieży. Ma szczęście do swoich przełożonych rozumiejących potrzebę wychowania historycznego młodych ludzi. Znów może liczyć na przychylność proboszcza ks. dr. Pawła Gawrona. Choć w nowej parafii pracuje dopiero od trzech miesięcy, zorganizował już kilka wyjazdów z młodzieżą do miejsc historycznych.

Ksiądz Ryszard uważa, że jednym z najważniejszych miejsc narodowej pamięci, którą przekazać trzeba szczególnie młodzieży, są Kresy. Zorganizował już dwie wyprawy na Wołyń. Tegoroczna miała charakter pielgrzymki związanej z 70. rocznicą rzezi wołyńskiej. Do planowanej na przyszły rok ma już komplet chętnych – cały autokar. A blisko połowa uczestników to młodzież. O tym, że młodzież połknęła bakcyla Kresów, świadczyć może fakt, że kilkanaście młodych osób ze Skawiny wzięło udział w zorganizowanym przez krakowski IPN konkursie „Dramatyczne losy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-1944”. Finał konkursu i całego projektu odbył się w parafii Miłosierdzia Bożego w Skawinie 13 czerwcabr., a wśród finalistów nie brakowało miejscowej młodzieży.

Śladami przeszłości

Być może młodzi entuzjaści historii ze Skawiny podczas kolejnej wyprawy na Kresy spotkają grupę młodych ludzi, którzy co roku pod kierunkiem dr. Leona Popka, historyka z lubelskiego IPN, potomka wołyńskiego rodu zdziesiątkowanego w czasie ukraińskiego ludobójstwa, porządkują zdewastowane cmentarze katolickie.

Doktor Popek jest współautorem oryginalnego programu historycznej edukacji młodych ludzi: od sześciu lat zabiera ich na Wołyń do ciężkiej pracy przy ratowaniu polskich nekropolii, która jest jednocześnie okazją do poznawania historii, ludzi i miejsc związanych z Kresami.

– W tym roku nasz obóz trwał prawie trzy tygodnie i przewinęło się przez niego ok. 70 osób, z których 30 to młodzież z Ochotniczych Hufców Pracy, a pozostali to wolontariusze w różnym wieku praktycznie z całej Polski – podsumowuje dr Popek. – Porządkowaliśmy kilkanaście cmentarzy, m.in. w Ostrówkach, Lubomlu, Kowlu, Kupiczowie, Turzysku, Zasmykach, Kostiuchnówce, Koszyszczach, Przebrażu i Kisielinie.

Młodzież wycinała stale odrastające krzaki, kosiła trawę i chwasty, stawiała powalone nagrobki i krzyże, czyściła je z mchów i ziemi. Na zakończenie prac na każdym cmentarzu wieczorem zapalano znicze zebrane w czasie akcji „Znicz na Wołyń” i odmawiano modlitwę za zmarłych.

– Początkowo zakładałem, że w ramach programu edukacji historycznej będą wygłaszane wykłady, ale szybko musiałem zweryfikować tę koncepcję, bo zainteresowanie było minimalne – wspomina dr Popek. – Zrozumiałem, że to musi wypływać od samej młodzieży, że powinno być odpowiedzią na ich pytania, siłą rzeczy nasuwające się przy poznawaniu kolejnych miejsc związanych z obecnością Polaków na Wołyniu.

I tak krok po kroku uczestnicy obozów, napotykając różnorakie ślady przeszłości, dowiadywali się, że na Wołyniu przez setki lat rozwijała się unikalna, wielokulturowa społeczność złożona m.in. z Polaków, Ukraińców, inaczej mówiąc Rusinów, Żydów, Czechów, Niemców, a nawet Holendrów. Poznali też sposób, w jaki przestała ona istnieć. Porządkując cmentarze spotykali nazwiska wielu znanych postaci, których historię też chcieli poznać. Nieobce stały się im dramatyczne losy 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty, której cmentarz w Zasmykach porządkują co roku.

Wielką lekcją historii jest każdorazowy pobyt w Kostiuchnówce, miejscu słynnej bitwy Legionów Polskich z Rosjanami w 1916 r., gdzie młodzież wraz z harcerzami z Chorągwi Łódzkiej ZHP porządkuje cmentarz legionowy.

– Nie ma już wśród uczestników tych wypraw nikogo, kto by nie wiedział, kim był Józef Piłsudski, co to były Legiony, jakie brygady wchodziły w ich skład, gdzie walczyły, jaką rolę odegrały w odrodzeniu się po latach zaborów państwa polskiego – wylicza Leon Popek.

– A początki były bardzo trudne. Niewielka świadomość historyczna to jeszcze niedużo, jeśli zważyć, że wielu z tych wspaniałych młodych ludzi miało problemy ze zdjęciem czapki i przyjęciem pozycji na baczność w czasie odgrywania hymnu państwowego. Aż serce rośnie, gdy dziś śpiewają przy ognisku legionowe piosenki, i to z pamięci, po kilka zwrotek!

Adam Kruczek