• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Blisko ludzkich spraw

Piątek, 25 października 2013 (02:10)

Rany zadane mu za młodu przez komunistów nie złamały go, lecz wzmocniły tak, że przez całe życie idzie prosto drogą służby Ojczyźnie i Kościołowi.

Charyzmatyczny duszpasterz młodzieży, kapelan „Solidarności”, budowniczy kościołów i wreszcie bezkompromisowy rzecznik ujawnienia prawdy o obławie augustowskiej, największej zbrodni dokonanej przez Sowietów na Polakach po zakończeniu II wojny światowej, zwanej „małym Katyniem” – to tylko niektóre z licznych pól zaangażowania ks. prałata Stanisława Wysockiego z diecezji ełckiej, który w przyszłym roku będzie obchodził 50. rocznicę święceń kapłańskich.

– To jest ksiądz, który od początku swojego kapłaństwa, a właściwie jeszcze w seminarium wyróżniał się zaangażowaniem i otwarciem wobec innych – wskazuje ks. abp Józef Michalik, metropolita przemyski, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, kolega kursowy ks. Wysockiego, który wraz z nim 23 maja 1964 r. w grupie 16 kleryków przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. bp. Czesława Falkowskiego, ordynariusza łomżyńskiego.

– To niezwykle prawy człowiek, zawsze wrażliwy na prawdę, wierność słowu, które powiedział, bardzo wrażliwy na ludzi, co widać choćby w duszpasterstwie. Cieszył się bardzo dużym uznaniem wśród młodzieży i znalazł z nią wspólny język. Wśród jego wychowanków jest wielu ciekawych ludzi, którzy do dziś utrzymują z nim kontakt. To też świadczy o tym, że sprawdził się jako duszpasterz – podkreśla ks. abp Józef Michalik.

Młodość w cieniu komunistycznej zbrodni

Ksiądz Stanisław Wysocki urodził się 1 marca 1938 r. we wsi Biała Woda położonej w pobliżu Suwałk. Pochodzi z rodziny rolniczej gospodarującej na 30 hektarach gruntu, miał sześcioro rodzeństwa. W czasie okupacji niemieckiej jego rodzice działali w antyhitlerowskiej konspiracji. Nie przerwali jej po wejściu Sowietów, których traktowali jako kolejnych okupantów. W ich gospodarstwie mieściła się Kancelaria Obwodu Suwalskiego Armii Krajowej.

Tragicznego 27 lipca 1945 r. zabudowania rodziny Wysockich zostały otoczone przez NKWD. Z kotła w ostatniej chwili wydostali się partyzanci ostrzeżeni przez jednego ze starszych braci Wysockich. W odwecie Sowieci zabrali ze sobą należących do Armii Krajowej: ojca rodziny – Ludwika Wysockiego i jego dwie córki – 22-letnią Kazimierę i 17-letnią Anielę, po których, podobnie jak po ok. 2 tys. ofiar obławy augustowskiej, zaginął wszelki ślad.

Matka ks. Wysockiego do końca życia nie ustawała w poszukiwaniach męża i córek. Słała listy do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, komunistycznych władz w Polsce i w Związku Sowieckim, nie wyłączając samego Stalina. Jeszcze w latach 70. bezskutecznie interweniowała w ambasadzie sowieckiej w Warszawie.

– Ksiądz Stanisław Wysocki nosi w sobie rany bolszewizmu i komunizmu. Na jego oczach ojciec i dwie siostry zostali zabrani na śmierć – zaznacza ks. prałat Henryk Korża, członek honorowy Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i dyrektor Hospicjum Kapłańskiego „Przemiana i Trwanie” w Nałęczowie, od czasów seminaryjnych bliski kolega ks. Wysockiego.

– Patriotyzm przekazany mu został przez rodziców, a potem przez porządnych nauczycieli, na jakich trafił. I tu można znaleźć motywy jego późniejszego zaangażowania – dodaje.

Na stale obecne poczucie bólu po stracie najbliższych zwracają uwagę nieomal wszyscy, którzy bliżej zetknęli się z ks. Wysockim.

– Często wspominał o stracie ojca i dwóch sióstr w obławie augustowskiej i widać było, jak bardzo te wspomnienia są w nim obecne i wpływają na jego spojrzenie na sprawy Ojczyzny i Kościoła – wskazuje ks. dr Jacek Uchan, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Ogólnego w Ełckiej Kurii Diecezjalnej.

Ksiądz abp Józef Michalik jest pełen uznania dla działalności ks. Wysockiego na rzecz utrwalania pamięci o tych, którzy oddali życie za Ojczyznę.

– Jest to aspekt bardzo ważny wychowawczo, zwłaszcza dzisiaj, kiedy wartości patriotyzmu czy poczucia godności narodowej nie są promowane i znajdują się często w zaniku – podkreśla metropolita przemyski. – Trzeba powiedzieć, że z wielkim poświęceniem ks. Stanisław Wysocki próbuje ujawnić prawdę o obławie augustowskiej. I pięknie się składa, że znalazł bardzo wielu ludzi, którzy mu pomagają. Jednym z sukcesów jest to, że znalazł sojuszników w Federacji Rosyjskiej, pokazując, że wśród Rosjan są też ludzie szlachetni, którzy potrafią się nawet narażać, pomagając w wydobywaniu prawdy – uzupełnia.

Działalność na rzecz ujawnienia komunistycznych zbrodni okazała się również niebezpieczna dla samego ks. Wysockiego. W grudniu 2011 r. na sędziwego kapłana dokonano bandyckiego napadu, po którym znalazł się w szpitalu.

– Dał świadectwo, kiedy jego posługa była dla kogoś niewygodna, i został pobity przez – jak zwykle – „nieznanych” sprawców, niby przypadkowo, w środku miasta – zaznacza ks. abp Michalik. – Myślę, że jest to człowiek konsekwencji i umie płacić za swoje ideały – dodaje.

Duszpasterz młodzieży i kapelan „Solidarności”

Odwagą i niezłomnością zasłynął ks. Wysocki już w mrocznych czasach PRL. Komunistycznej władzy naraził się najpierw swoimi sukcesami w duszpasterstwie młodzieżowym. Był znanym katechetą łomżyńskich licealistów. Ksiądz biskup Mikołaj Sasinowski w 1974 r. mianował go rektorem kościoła seminaryjnego i powierzył misję duszpasterstwa młodych.

Ksiądz Wysocki stał się wkrótce charyzmatycznym duszpasterzem młodzieży, na odprawiane przez niego Msze św. i spotkania duszpasterskie przychodziły tłumy młodych ludzi. Utworzył z nimi wspólnotę Kościoła Młodych i razem organizowali spotkania modlitewne i dyskusyjne, śpiewy, recytacje. Urządzali spływy kajakowe, biwaki, spotkania z rekolekcjonistami i artystami sprowadzanymi dosłownie z całej Polski. Doszło do tego, że w duszpasterstwie ks. Stanisława udzielały się w tajemnicy przed rodzicami nawet dzieci partyjnych notabli.

Działalność ta wywoływała wściekłość komunistów, spotęgowaną jeszcze po „wybuchu” „Solidarności”, gdy ks. Stanisław Wysocki został kapelanem łomżyńskiej „Solidarności” i zaczął odprawiać Msze św. za Ojczyznę gromadzące tłumy już nie tylko młodzieży, ale łomżyńskiego świata pracy. Często z powodu ogromnej frekwencji Eucharystię musiał odprawiać na wolnym powietrzu.

Służba Bezpieczeństwa w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Łomży zaczęła inwigilować i wzywać księdza na przesłuchania, podjęła próbę skompromitowania kapłana w oczach ks. bp. Mikołaja Sasinowskiego, wysyłając spreparowane donosy.

Zdaniem ks. Henryka Korży, komuna bezustannie nękała ks. Stanisława.

– Działali zgodnie z zasadą, którą nazwałem w skrócie „pks” – prowokacja, kompromitacja, szantaż. Urządzano na niego napady, podsyłano mu prowokatorów, często kobiety – wylicza ks. Korża. – Ale że dostał dobre wychowanie, a psychologię też dobrze wykładali w seminarium w Łomży, to nie dał się nigdy nabrać. Nie udało się SB nigdy doprowadzić do jego kompromitacji. A do tego jest on od młodości całkowitym abstynentem, więc SB nie mogła go złapać na żaden kieliszek, nie skutkowały żadne zaproszenia do restauracji – wyjaśnia.

Represje wobec ks. Wysockiego i naciski na władze kościelne wzmożono po wprowadzeniu stanu wojennego. Kapelan „Solidarności” wsparł represjonowanych związkowców, a w swoim mieszkaniu ukrywał poszukiwanego przez bezpiekę Mariana Chojnowskiego, przewodniczącego łomżyńskiej „Solidarności”.

W 2012 r. w kościele seminaryjnym, zwanym „małym kościółkiem”, siedzibie duszpasterstwa młodzieżowego prowadzonego przez ks. Stanisława, odprawiona została po ponad 30 latach od zakończenia jego posługi w Łomży Msza Święta dziękczynna, w której uczestniczyło około 150 osób związanych w latach 1974-1982 z założoną przez niego wspólnotą Kościoła Młodych.

– Przybyli gremialnie jego wychowankowie z rodzinami z całej Polski. Byli wśród nich profesorowie, uczeni z różnych dziedzin, ale też zwykli robotnicy – podkreśla ks. Korża. – To dowód na to, jak jego działalność duszpasterska do dziś owocuje – zaznacza.

Budowniczy kościołów i pomników

Po opuszczeniu Łomży ks. Wysocki zasłynął jako budowniczy kościołów i pomników. Z jego inspiracji powstał pomnik Sybiraków w Augustowie i pomnik Martyrologii Narodu Polskiego w Ełku.

– Na terenie parafii Puchały wniósł duży wkład w odbudowę zniszczonego pięknego kościoła gotyckiego. Potem przeszedł do pracy przy nowym kościele w Augustowie. Wybudował też mniejszy kościół dla rolników na terenie parafii Puchały, który jest w tej chwili jednostką duszpasterską – wylicza ks. Henryk Korża i dodaje, że swoją osobowością ks. Stanisław zyskał też powszechną życzliwość.

– Wspólna praca przy budowie kościoła jednoczy ludzi i zawsze tam, gdzie pracował ks. Wysocki, było dużo różnych duszpasterskich wspólnot dla dorosłych i młodzieży. Jest to człowiek, który nie szuka własnych interesów czy kariery, lecz zawsze spieszy z pomocą Ojczyźnie i Kościołowi, któremu wiernie służył nie tylko budową kościołów, ale też ożywianiem ich „żywymi kamieniami”, którymi są zaangażowani chrześcijanie – dodaje ks. prałat.

Ksiądz dr Jacek Uchan podkreśla, że choć ks. Wysocki od 2009 r. jest na emeryturze, pozostaje stale aktywny duszpastersko i społecznie.

– Wydaje się, że teraz może się bardziej zaangażować w sprawy narodowe, jak choćby w kwestię obławy augustowskiej – wskazuje ks. dr Uchan. – Pod koniec proboszczowania, przechodząc na emeryturę, w 2009 r. zainicjował powstanie Związku Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej, któremu prezesuje do dziś.

13 października 2013 r. w czasie Apelu Jasnogórskiego na Jasnej Górze ks. Stanisław Wysocki w rozważaniu zaapelował do najwyższych władz Rzeczypospolitej Polskiej z prośbą o interwencję u władz Federacji Rosyjskiej, aby umożliwiły i pomogły odnaleźć mogiły ofiar obławy augustowskiej, tak by wreszcie można było dokonać ich ekshumacji i godnie, po chrześcijańsku pochować.

Adam Kruczek