Pan na włościach
Piątek, 18 października 2013 (02:22)Zbudował własne imperium bazujące na sieci klientelistycznych powiązań. Zakonserwował urząd marszałkowski i podległe mu spółki na poziomie partyjno-towarzyskich koneksji.
W 2006 roku oficjalne zadłużenie Mazowsza wynosiło 324 tys. złotych, a w 2013 roku – 100 milionów. W ciągu tych 6 lat wzrost zadłużenia osiągnął zatem poziom ponad 2,5 tys. procent.
Zdaniem opozycji i ekspertów, dziura w budżecie to wynik nie tyle „janosikowego”, ile fatalnego zarządzania, kolesiostwa, rozrośniętej biurokracji, będącej przechowalnią dla ludzi z rządzącej koalicji. Województwo popada w ruinę, tymczasem Adam Struzik w ostatnich latach przeznaczył ponad 90mln zł na nagrody dla swoich urzędników, a roczne koszta funkcjonowania urzędu oscylują w granicach 100 mln złotych.
Tymczasem w połowie września budżet województwa stał się po prostu niewypłacalny i gdyby samorząd był prywatną spółką, musiałby ogłosić upadłość. Struzik całą winę zwala na „janosikowe” – obowiązkową transmisję środków od bogatszych samorządów do biedniejszych. A także na kryzys. – Od czterech lat, od kiedy nastąpił kryzys finansów i Polski, i Mazowsza, i kryzys ekonomiczny w Europie i na świecie, nasze dochody stale spadają, a musimy płacić olbrzymie daniny na rzecz innych województw – tłumaczył się po ogłoszeniu, że na koncie województwa jest dokładnie zero złotych.
Jednocześnie odrzucił wszelkie zarzuty złego zarządzania, marnotrawstwa i niegospodarności: – Województwo jest zadłużone i ma swoje problemy, ale one nie są indywidualnie zawinione przeze mnie – zapewniał. Obecnie długi województwa wynoszą półtora miliarda złotych, banki nie chcą mu udzielać kredytów na komercyjnych zasadach, przekroczono limity zadłużenia samorządów i Ministerstwo Finansów musiało potraktować Mazowsze jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy Grecję – zmusiło do dotkliwego programu naprawczego. Zarządzany przez Struzika samorząd jest w najgorszej sytuacji w kraju.
Afera lotniskowa
Lotnisko w Modlinie to sztandarowa inwestycja Mazowieckiego Urzędu Marszałkowskiego i zarazem sztandarowy przykład niegospodarności. Struzik stał już wtedy na czele wojewódzkiego samorządu od ponad 10 lat. Nowe lotnisko miało stanowić konkurencję i uzupełnienie oferty Okęcia, koncentrować się na obsłudze tzw. tanich linii lotniczych.
Pomysł wykorzystania nieużywanej przez wojsko dawnej bazy lotnictwa doświadczalnego funkcjonował od dawna. Armia zamknęła znajdujący się w fatalnym stanie obiekt w 2000 roku. Rozważano wiele przeznaczeń dla nieużywanego lotniska. Przede wszystkim to w oparciu o nie mógł być zbudowany drugi międzynarodowy port lotniczy dla Warszawy, który w przyszłości zastąpiłby pękające w szwach Okęcie, gdzie rozbudowa ze względu na bliskość miasta jest niemożliwa. Rozważano też inne lokalizacje tej niezbędnej w niedalekiej przyszłości inwestycji, ale od pewnego czasu coraz mniej o tych planach słychać.
Tymczasem na polskim niebie pojawiły się tanie linie samolotowe. W Warszawie postanowiono wziąć przykład z wielu miast europejskich, które przystosowały dla nich małe, bardziej peryferyjne lotniska, często byłe bazy wojskowe lub ośrodki awiacji amatorskiej. Modlin nadawał się do takiej roli. Zawiązano spółkę.
Poza niewielkim udziałem miasta Nowy Dwór Mazowiecki trzej główni akcjonariusze to wojsko, które wniosło teren z pasem startowym, Polskie Porty Lotnicze, które zapewniły odpowiednią infrastrukturę (aparatura nawigacyjna, systemy bezpieczeństwa, kontroli pasażerów itd.) oraz województwo mazowieckie. To samorząd miał wyłożyć pieniądze na remont zdewastowanego obiektu.
– Marszałek zaangażował tam realne pieniądze i ma cały czas realny wpływ na Modlin. Jego zastępca bezpośrednio obsadza stanowisko wiceprezesa zarządu portu Warszawa-Modlin – mówi Jakub Opara, radny sejmiku mazowieckiego.
Mazowsze planowało też modernizację starej bocznicy kolejowej. Gdyby pociąg z centrum Warszawy (i z Okęcia) podjeżdżał pod sam terminal, atrakcyjność nowego portu znacznie by wzrosła. Jednak problemy prawno-organizacyjne przerosły urzędników podległych Struzikowi. Jego osobistą decyzją zrezygnowano z linii kolejowej. Tym samym przepadło ok. 100 mln zł już przyznanej unijnej dotacji.
Nie udało się też uruchomić lotów na Euro 2012, jak zapowiadano. Modlin nadawałby się do przyjęcia samolotów z kibicami, lotów czarterowych i popularnych tanich przewoźników, miałby więc od razu dobry start do dalszej działalności. Nic z tych obietnic nie wyszło. Pierwszy samolot wylądował dopiero w lipcu ubiegłego roku. O przeniesieniu się z Okęcia zdecydowały dwie najpopularniejsze tanie linie: Wizz Air i Ryanair.
– To historyczny dzień. Bardzo wielu nie wierzyło w to, że można tę inwestycję przeprowadzić. Było wiele przeszkód, m.in. politycznych, środowiskowych. Ale udało się zrealizować ten bardzo ważny cel, który przyczyni się do rozwoju Mazowsza –mówił Struzik na otwarciu. Wyliczał miliony pasażerów i tysiące nowych miejsc pracy, jakie dzięki inwestycji zyskaliśmy.
Tymczasem lotnisko działało tylko pięć miesięcy. W grudniu 2012 r. pas startowy trzeba było zamknąć z powodu niespełniającego wymagań składu betonu. Okazało się, że to początek największej afery na Mazowszu od początku istnienia samorządu wojewódzkiego.
Port nie działał do końca września. Wprawdzie wykonawca wadliwej nawierzchni, firma Erbud, naprawił fuszerkę, ale chce się sądzić o jej koszty. Wykonawca zrzuca część odpowiedzialności na zarząd lotniska. Dochodzą do tego straty związane z funkcjonowaniem niedziałającego obiektu. To ponad 30 mln złotych. Należy też wziąć pod uwagę stracone zyski znajdujących się w terminalu i okolicach punktów usługowo-handlowych, firm transportowych, hoteli itd. i oczywiście koszty społeczne. Zamiast obiecanych miejsc pracy setki osób znalazło się w sytuacji bez jasnej perspektywy. Poza tym do Modlina wrócił już tylko Ryanair –Wizz Air stwierdził, że stracił zaufanie do lotniska i pozostaje na Okęciu.
Przez cały czas Struzik odrzucał wszelkie sugestie dymisji czy choćby przyjęcia współodpowiedzialności za wpadkę. A uwagę opinii publicznej zaczął skupiać na coraz bardziej nierealnych pomysłach, jak zapłacić Skarbowi Państwa należności z tytułu „janosikowego”, na co zadłużonego Mazowsza nie stać. Chciał Ministerstwu Finansów oddać udziały w spółce kolejowej Przewozy Regionalne, a potem w nieczynnym lotnisku w Modlinie. Żeby za jego straty zapłacili podatnicy z całej Polski, a nie tylko Mazowsza.
Szpitale do kasacji
Kolejnym obszarem, który odczuł wyraźnie in minus rządy Struzika, jest służba zdrowia. Obecnie szpitale podległe marszałkowi są zadłużone na ponad 500 mln złotych. –Dług szpitali jest napędzamy błędami w zarządzaniu służbą zdrowia. Zamiast strategii jest wszechdominujące kolesiostwo i obsadzanie stanowisk z klucza partyjnego – mówi Maria Ochman, szefowa Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”.
Tajemnicą poliszynela jest, które placówki są milsze sercu pana marszałka. W szpitalach obsadzonych wieloletnimi współpracownikami Struzika z finansowaniem nie ma problemów. – Warto przyjrzeć się losowi spółek przekształcanych przez marszałka, który był pionierem w tym obszarze. Cieszący się doskonałą opinią szpital w Siedlcach nie był zadłużony, po przekształceniu w spółkę ma olbrzymi dług – wskazuje Ochman.
Moi rozmówcy wytykają Struzikowi zniszczenie Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii dla Dzieci i Młodzieży. Ta unikalna placówka z siedzibą w Zagórzu miała oddziały m.in. w Otwocku, Józefowie i Warszawie. Przekształcenie centrum w spółkę i podzielenie uszczupliło kompleksowość placówki, a oddział w Otwocku zlikwidowano. Maria Ochman bez trudu wymienia duże placówki medyczne zlikwidowane pod rządami marszałka Struzika. – Szpital Zakaźno-Dziecięcy na Siennej, szpital kolejowy na Brzeskiej, szpital Omega na Marszałkowskiej. Wszystko w sytuacji, kiedy w Warszawie brakuje łóżek – dodaje.
Gdy podległe Struzikowi szpitale ledwie zipią, marszałek lekką ręką rozdawał kilkudziesięciotysięczne nagrody dla dyrektorów zadłużonych placówek.
Dorzynanie kultury
Zdaniem moich rozmówców, w sferze kultury największą krzywdę Struzik wyrządził Warszawskiej Operze Kameralnej oraz jej założycielowi Stefanowi Sutkowskiemu.
– Prowadząc ten teatr przez pół wieku, wzniósł go on na najwyższy poziom artystyczny. Najwyższy spośród wszystkich teatrów operowych w Polsce. Pan Struzik miast podziękować, postraszył Stefana Sutkowskiego prokuratorem, niby za jakieś nieprawidłowości w funkcjonowaniu WOK, w co przecież nikt nie uwierzył – mówi Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny.
Dyrektor Sutkowski tę marszałkową nagonkę przypłacił zdrowiem i odszedł z teatru. Nowym dyrektorem WOK został Jerzy Lach, były szef departamentu kultury w urzędzie marszałkowskim, który zgłosił się do konkursu na to stanowisko. Zaniepokojenie przebiegiem konkursu wyrażał nawet minister kultury Bogdan Zdrojewski.
– Warszawska Opera Kameralna zaś, już pod nową dyrekcją, przejawia wyraźne upodobanie w kierunku porno i dewiacji, jak choćby w nowej inscenizacji Marka Weissa opery Mozarta „Cosi fan tutte”, gdzie widza epatuje się wyuzdanym seksem, paleniem haszyszu, scenami sugerującymi skłonności lesbijsko-kazirodcze sióstr i homoseksualne mężczyzn itd., itd. – wylicza Stankiewicz-Podhorecka. A niebawem na tej zasłużonej scenie pojawi się kolejne „arcydzieło” operowe o transseksualiście w parlamencie Annie Grodzkiej.
Z olbrzymimi problemami finansowymi boryka się także nasza narodowa chluba – Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze”.
Ofiarą układów politycznych padła jedna z najbardziej obiecujących inwestycji w województwie. Park Balneologii, Turystyki i Wypoczynku Termy Gostynińskie miał być największym tego rodzaju obiektem w Polsce wykorzystującym złoża geotermalne. Prywatna wojna polityczna na linii Struzik – burmistrz Gostynina spowodowała, że projekt stracił 72 mln zł unijnej dotacji i nie wiadomo, czy w ogóle zostanie zrealizowany.
Sytuacja regionu przypomina krajobraz po bitwie, ale marszałek nie widzi problemów – umywa ręce, może dlatego, że nie o dobro publiczne toczy się jego prywatna gra.
Beata Falkowska