• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Kadrowy

Piątek, 18 października 2013 (02:20)

Nepotyzm stał się jednym ze znaków firmowych koalicji PO – PSL zarówno na szczeblu krajowym, jak i lokalnym. A do polityków, którzy mają wyjątkowe „zasługi” na tym polu, należy na pewno marszałek Mazowsza Adam Struzik.

Struzik wie, jak budować wpływy, jego pozycja jest silna głównie dzięki nepotyzmowi. Bo w administracji wojewódzkiej hojnie rozdzielał i rozdziela setki stanowisk. Wystarczy tylko spojrzeć na kilka podstawowych wskaźników. Gdy Adam Struzik obejmował władzę, miał pod sobą około 300 urzędników, teraz jest ich ponad cztery razy więcej. I kosztują rocznie już około 60 mln złotych.

Marszałek się bronił, że to głównie skutek przejmowania przez samorząd kolejnych zadań, w tym obsługi funduszy unijnych, ale w innych województwach wskaźnik wzrostu biurokracji był jednak w tym czasie procentowo znacznie mniejszy. Taki rozrost administracji oznaczał powstanie wielu lukratywnych stanowisk. I oczywiście zajmowali je w dużym stopniu działacze PSL i PO.

Przeszkodą w tym procederze nie było nawet to, że na wiele stanowisk ogłaszano konkursy, bo stosuje się wiele sposobów na obchodzenie tego wymogu. Komu zaś polityka kadrowa Adama Struzika się nie podobała, mógł nawet stracić stanowisko.

Przypadek Michała Kulińskiego

Kontrolowanie zasobów kadrowych na Mazowszu to niewątpliwie atut, który pozwolił Adamowi Struzikowi budować swoje wpływy. Z jednej strony załatwiał posady swoim ludziom, a z drugiej dawał zatrudnienie osobom wskazywanym przez partyjnych kolegów.

Dzięki swoim partyjnym koneksjom mógł też załatwić atrakcyjne miejsce pracy w instytucjach podległych ministrom z PSL, takich jak Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Agencja Nieruchomości Rolnych, KRUS, a nawet w Wydziałach Promocji Handlu i Inwestycji w polskich ambasadach, bo te stanowiska obsadza Ministerstwo Gospodarki, a tym od 2007 roku kierują ludowcy.

Jednym z najgłośniejszych przypadków nepotyzmu na Mazowszu jest kariera Michała Kulińskiego. Przez dwa lata pracował on w wydziale promocji polskiej ambasady w Seulu, ale w połowie kontraktu wrócił do kraju, gdzie objął posadę wiceprezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie.

Na to stanowisko powołał go zarząd województwa kierowany przez Adama Struzika, a Kuliński w konkursie pokonał konkurentów, którzy na pewno mogli pochwalić się większym doświadczeniem zawodowym, jak choćby Cezary Starczewski, były prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Nie wiadomo, czy kariera wiceprezesa Kulińskiego byłaby równie błyskotliwa, gdyby jego ojciec – Waldemar, nie był sekretarzem województwa – dyrektorem urzędu marszałkowskiego.

Znamienne jest to, że Kuliński junior był przynajmniej dwa razy zgłaszany do pracy w WFOŚiGW, ale długo na jego awans nie chciała się zgodzić PO. Platforma w końcu uległa, ale pojawiły się problemy we współpracy między członkami zarządu funduszu. Wtedy sprawę szybko rozwiązano, bo władze Mazowsza odwołały prezesa WFOŚiGW Tomasza Skrzyczyńskiego i jego zastępcę Andrzeja Noconia. Przed dymisją nie uchroniło ich nawet to, że są w PSL. Anowym prezesem został inny ludowiec Artur Dąbrowski.

Posady dla swoich

Oczywiście błędem byłoby twierdzenie, że Adam Struzik dba tylko o działaczy PSL, bo dziesiątki stanowisk zostały też obsadzone przez koalicyjną Platformę Obywatelską, a konkretnie jej działaczy i członków ich rodzin. Dzięki temu marszałek ma nie tylko spokój w koalicji, ale także alibi dla promowania swoich faworytów.

– Nie raz dochodziło do kłótni o stanowiska, o wpływy we władzach między Struzikiem a koalicjantami, ale zawsze to marszałek wychodził z tego zwycięsko – mówi nam jeden z wysokich rangą pracowników Urzędu Marszałkowskiego w Radomiu. Ipodaje przykład byłego członka zarządu województwa z PO Piotra Szprendałowicza, który przyszedł do urzędu marszałkowskiego jako protegowany ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz.

– Miał duże ambicje, szybko nacisnął więc na odcisk Struzikowi. Panom trudno było ukryć niechęć wobec siebie. Trwało to dość długo, ale na nic się zdał parasol ochronny pani Kopacz, bo Szprendałowicza „przeniesiono” do Rady Miejskiej w Radomiu, a Struzik jest dalej marszałkiem – dodaje.

Faktem jest jednak, że dzięki szeroko zakrojonemu nepotyzmowi PO i PSL opanowały wszystkie wojewódzkie instytucje, zazwyczaj zgodnie dzieląc się stanowiskami. Działaczy obu partii lub ich bliskich i znajomych można znaleźć wśród pracowników samego urzędu marszałkowskiego, a ponadto w takich podmiotach jak Agencja Rozwoju Mazowsza, Mazowiecki Zarząd Nieruchomości, Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich, wojewódzki urząd pracy, czy też w podlegających samorządowi Mazowsza szpitalach lub instytucjach kulturalnych albo w zarządach i radach nadzorczych samorządowych spółek.

Głośnym przykładem jest choćby Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych, którą opanowała głównie PO, a szefem jest działacz tej partii Mariusz Frankowski. Zatrudnił on u siebie m.in. kilkunastu radnych Platformy z Warszawy i grupę innych działaczy PO i członków ich rodzin. Tutaj pracowała choćby Iga Isańska-Rosół, żona Marcina Rosoła, swego czasu szefa gabinetu politycznego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego. Obaj panowie to z kolei jedni z aktorów afery hazardowej. Sam Marcin Rosół był przez pewien czas wiceprezesem Agencji Rozwoju Mazowsza, która też podlega marszałkowi Struzikowi.

Cały czas z kolei wiceprezesem Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego jest Lech Jaworski z PO, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Tomasz Sieradz z PO dyrektoruje z kolei wojewódzkiemu urzędowi pracy. Ale działacze PO zajmują też niższe stanowiska z partyjnego nadania. Waldemar Kordziński jest szefem delegatury Urzędu Marszałkowskiego w Radomiu. Zaś Czesław Duszak, kandydat PO w wyborach samorządowych, to zastępca dyrektora Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego im. dr Józefa Psarskiego w Ostrołęce. Działacz PO Zbigniew Belowski jest wicedyrektorem Mazowieckiego Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu – jego szef to Włodzimierz Pujanek z PSL.

Leżącym na obrzeżach miasta Muzeum Wsi Radomskiej kieruje Ilona Jaroszek (PSL), a dyrektorem szpitala psychiatrycznego w Krychnowicach jest jej partyjny kolega Włodzimierz Guzowski. Ma zaś za zastępcę Adama Kosiora z PO. Innego ludowca – Sylwestra Chołasta można znaleźć w gabinecie dyrektora Mazowieckiego Zespołu Parków Krajobrazowych. Takie same polityczne barwy ma Krzysztof Filiński, prezes Agencji Rozwoju Mazowsza, członek Stronnictwa, przez lata także bliski, sąsiad byłego prezesa PSL Waldemara Pawlaka.

Inna osoba z ludowymi koneksjami to Tatiana Garstka, prezes samorządowej spółki Mazowieckie Centrum Stomatologii.

Dam temu, kto zasłuży

Zresztą nepotyzm marszałka nie polega tylko na dzieleniu atrakcyjnych stanowisk. Ma też pewne znaczenie przy prowadzeniu polityki regionalnej i inwestycjach samorządowych. Jedne instytucje marszałek dopieszcza bardziej, inne mniej.

Czy ma to związek z tym, że posiada akurat lepsze kontakty z ich szefami. Nie zawsze są to decyzje dobrze przemyślane pod względem ekonomicznym. Bo ważniejszy jest efekt polityczny. Trudno kogoś przekonać, że to nie polityka zdecydowała o tym, że samorząd wojewódzki lekką ręką zgodził się na darowanie gigantycznych kar (nawet 1 mld zł) Warszawie za zaniedbania w ochronie wód – chodziło o zanieczyszczanie Wisły z powodu opóźnień przy budowie oczyszczalni ścieków. Dzięki temu Struzik zyskał przychylność wiceprzewodniczącej PO, prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

A jakie znaczenie mają sympatie i polityczne związki przy dzieleniu dotacji czy ustalaniu listy inwestycji wojewódzkich realizowanych w powiatach i gminach. Czy nie dlatego właśnie komisje wojewódzkie przychylniej patrzą na te samorządy, gdzie rządzą osoby mające dobre kontakty z marszałkiem? –UStruzika obowiązuje „dworska etykieta”.

Nawet jak ktoś nie jest z PSL, to zabiega o jego przychylność. W dobrym tonie jest pamiętanie o imieninach marszałka, prezentach. On takie hołdy bardzo lubi, nic więc dziwnego, że przed gabinetem marszałka jest ciasno, a z życzeniami spieszą ludzie nie tylko z PSL i PO, ale także PiS i SLD – opowiada jeden z mazowieckich burmistrzów, zaliczający siebie do prawicy.

–Ale tak trzeba, bo niestety bez dobrych relacji z marszałkiem trudno jest zdobyć fundusze na remonty dróg czy inne inwestycje. A z takich efektów jest rozliczana lokalna władza podczas wyborów – wyjaśnia.

Z kolei wśród różnych organizacji, które wspiera finansowo urząd marszałkowski, przodują niewątpliwie ochotnicze straże pożarne. Są one nawet hojniej dotowane niż zawodowa państwowa straż pożarna i nie wynika to wcale z faktu, że OSP są liczniejsze, ale przede wszystkim z tego, że wśród ochotniczych straży PSL ma wielu zwolenników i w niejednej wiejskiej gminie od strażaków i ich rodzin zależą wyniki wyborów samorządowych. Nie tylko gminnych. Ta przychylność marszałka przejawia się i w tym, że jeden ze strażaków – Wiesław Kołodziejski, jest prezesem Mazowieckiego Funduszu Poręczeń Kredytowych i członkiem rady nadzorczej Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego.

Krzysztof Losz