Zawsze z „Solidarnością”
Piątek, 11 października 2013 (02:07)Od ponad 30 lat uczestniczy we wszystkich przełomowych wydarzeniach, jakie rozegrały się w Polsce.
Pomoc prawna związkowcom NSZZ „Solidarność”, dążenie do rozliczenia zbrodni komunistycznych i uchwalenia Konstytucji na miarę Niepodległej, obrona suwerenności Polski, przywrócenie honoru i czci polskim bohaterom – już ta lista jego najważniejszych inicjatyw wystarczy, by ujrzeć polityczny kompas moralny wskazujący, jak w trudnych czasach można być bezkompromisowym człowiekiem zasad.
W zasadzie cała polityczna droga Piotra Ł. Andrzejewskiego związana była z „Solidarnością” i jej ideami. Tak było zarówno wtedy, gdy podejmował działalność opozycyjną, obejmował mandat senatorski jako kandydat związku, jak i wtedy, gdy te afiliacje nie były formalnie tak wyraźne. Nigdy też nie należał do żadnej partii.
– Ideały solidarnościowe traktuje bardzo zasadniczo, jako pewną podstawę do działań publicznych – zwraca uwagę prof. Wiesław Jan Wysocki, historyk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, współpracujący z mecenasem Andrzejewskim w wielu inicjatywach naukowych i politycznych. – Jest indywidualnością mieszczącą się w kategoriach wartości, przedstawicielem pewnego świata niezależności duchowej. Nie chce być nigdy niczym skrępowany, choćby dyscypliną partyjną.
Rozliczyć zbrodnie komunistyczne
Prawdziwego hartu ducha i odwagi mecenas Piotr Andrzejewski dowiódł w mrocznych czasach stanu wojennego. Bronił działaczy opozycji w wielu procesach politycznych. Badał w konspiracji przypadki niewyjaśnionych zabójstw, ofiar „nieznanych sprawców”, śmierci księży, niezidentyfikowanych ofiar komunistycznego terroru, doświadczał aktów sprzeniewierzania się zasadzie niezawisłości przez peerelowskich sędziów, gdy bronił działaczy opozycyjnych. Zapewne te doświadczenia przyczyniły się do tego, że krytykował naiwne przekonanie prof. Adama Strzembosza, pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, o samooczyszczeniu się środowiska sędziowskiego, i zawsze opowiadał się za bezwzględnym rozliczeniem sprawców zbrodni komunistycznych.
Od 1995 r. mec. Andrzejewski jako przedstawiciel społeczny reprezentujący NSZZ „Solidarność” uczestniczy w procesie w sprawie Grudnia ’70. Przed sądem wykazywał, że tragedia grudniowa była specjalnie eskalowana przez jedną z pezetpeerowskich frakcji, aby odsunąć od władzy ekipę Władysława Gomułki. W związku z tym apelował do sądu o uznanie masakry robotników za zbrodnię komunistyczną i zbrodnię przeciwko ludzkości w zakresie sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego o wielkich rozmiarach dla życia, zdrowia, mienia na terenie całego kraju.
W czasie procesu, gdy usiłował ustalić zakres kontaktów między bezpośrednio kierującymi atakami na robotników a gen. Wojciechem Jaruzelskim, ówczesnym ministrem obrony, sąd uznał jego pytania za niedopuszczalne i tak jak w procesach politycznych w latach 80. pozbawił go prawa do zadawania pytań. Wyrok, który wiosną br. zapadł w tym procesie, mec. Andrzejewski uznał za kolejny dowód na to, że III RP nie potrafi, a nawet nie chce, uporać się z rozliczeniem zbrodni komunistycznych.
Wieloletni przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, obecnie poseł PiS Janusz Śniadek, jest pełen uznania dla aktywności mec. Andrzejewskiego w czasie tego procesu.
– Jeszcze gdy stałem na czele związku, dostawałem od niego wyczerpujące informacje na temat jego przebiegu – wskazuje. – Traktował swoją rolę w tym procesie niezwykle solidnie. Od zawsze był i jest bardzo związany z ideą „Solidarności” i to jego zaangażowanie nie wynika z ambicji politycznych, ale z potrzeby serca. Jego postawa i przekonania są głęboko autentyczne.
Przez lata mec. Andrzejewski blisko współpracował z Wojciechem Ziembińskim, wybitnym działaczem niepodległościowym antykomunistycznej opozycji, razem z nim podejmował szereg inicjatyw politycznych. Jedną z nich była konferencja pt. „O likwidację skutków zmowy Hitler – Stalin” zorganizowana w gmachu Senatu 15 września 1999 r. z udziałem dwóch dysydentów rosyjskich – Władimira Bukowskiego i Wiktora Suworowa.
– To była udana akcja storpedowania niefortunnego pomysłu, aby Sejm RP w sprawie Katynia pojednał się z Rosją za pośrednictwem stowarzyszenia Memoriał – uważa prof. Wysocki, który w czasie konferencji wygłosił jeden z referatów. – My uważaliśmy, że partnerem dla naszego Sejmu w tej sprawie jest rosyjska Duma, a z Memoriałem spotykać i wymieniać jakieś moralne gwarancje może ewentualnie Rodzina Katyńska – dodaje.
W wyniku tej konferencji doszło do powołania komitetu założycielskiego Międzynarodowego Trybunału Społecznego do Osądzenia Komunizmu. W ścisłej współpracy z Komitetem Norymberga II, na którego czele stoi mec. Andrzejewski, obydwie te struktury dążą do uznania zbrodni komunistycznych za zbrodnie przeciwko ludzkości i rozwiązania na szczeblu międzypaństwowym kwestii odszkodowań dla ich ofiar od Federacji Rosyjskiej jako prawnego sukcesora ZSRS.
Zerwać z prawną kontynuacją PRL
Działając wspólnie z Wojciechem Ziembińskim, Piotr Andrzejewski podjął wiele starań na rzecz przywrócenia ciągłości prawnej między II a III Rzecząpospolitą. Wynika to z jego przekonania, że za punkt wyjścia III RP przyjęto błędnie pełną legalność i obowiązywanie prawa PRL. Miał duży udział w organizacji w marcu 1998 r. senackiej konferencji dotyczącej tego zagadnienia, a następnie zainicjował prace nad podjęciem przez Senat RP uchwały w sprawie przywrócenia ciągłości prawnej II i III Rzeczypospolitej Polskiej. Uchwałę tę Senat przyjął 16 kwietnia 1998 roku.
– W tej inicjatywie senatorowi Andrzejewskiemu, działającemu wraz z grupą innych prawników, nie chodziło o dosłowne przeniesienie przedwojennych przepisów, bo przecież zmieniło się w Polsce bardzo wiele, gdy chodzi o uwarunkowania, w jakich żyjemy, ale o rozwiązania, które czyniły władzę jasną, czego nie gwarantuje niestety obecnie obowiązująca Konstytucja – wskazuje prof. Wiesław Wysocki.
Wcześniej jako senator z listy „Solidarności” Piotr Andrzejewski był założycielem i uczestnikiem Społecznej Komisji Konstytucyjnej „Solidarności” i ugrupowań centroprawicowych. W efekcie powstał obywatelski projekt Konstytucji, pod którym podpisało się ok. 2 mln Polaków, co było podstawą późniejszego sukcesu wyborczego AWS. Projekt ten również nawiązywał do polskiego prawodawstwa międzywojennego.
O Polskę suwerenną
Piotr Andrzejewski należy do grupy eurorealistów, którzy ostrzegają przed negatywnymi skutkami warunków, na jakich Polska weszła do Unii Europejskiej. Nie wyzwoliwszy się jeszcze ostatecznie z okowów komunizmu, możemy popaść w kolejne uzależnienie – tym razem od organów unijnych. Niebezpieczeństwo takie stwarzają zwłaszcza zapisy traktatu z Lizbony. W związku z tym Piotr Andrzejewski znalazł się w grupie senatorów PiS, która głosowała przeciwko ratyfikacji przez Polskę tego traktatu.
– Była wówczas szansa na zablokowanie w Senacie ratyfikacji traktatu z Lizbony, ale niestety klub senatorów PiS się podzielił, część wstrzymała się od głosu, część zagłosowała za ratyfikacją, a większość przeciwko – wspomina prof. Ryszard Bender, ówczesny senator z klubu PiS. – Jestem pełen uznania dla postawy senatora Andrzejewskiego i jego kompetencji prawniczej.
Piotr Andrzejewski nie poprzestał na samym głosowaniu, lecz zebrawszy 30 senatorskich podpisów, złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie traktatu lizbońskiego za niezgodny z Konstytucją RP. W inicjatywie tej chodziło głównie o to, by wewnętrznym prawem wyznaczyć granicę, dzięki której strona polska będzie miała możliwość – zgodnie z polskim porządkiem konstytucyjnym – zaakceptowania lub odrzucenia prawa kształtowanego w UE. Trybunał nie przychylił się do tego wniosku, uznając, że traktat lizboński jest zgodny z Konstytucją.
Chwała bohaterom
Zerwanie z totalitarnym reżimem komunistycznym w Polsce oznacza dla mecenasa Piotra Andrzejewskiego również przywrócenie Polakom pamięci o ich autentycznych bohaterach narodowych. To dlatego zdecydował się w 2007 r. przewodniczyć Komitetowi Organizacyjnemu Roku Generała Władysława Andersa. W ramach tych obchodów dokonano odsłonięcia popiersia generała w Krakowie, odbył się ogólnopolski konkurs wiedzy patriotycznej, uroczystości rocznicowe w Polsce, we Włoszech i Wielkiej Brytanii. W londyńskim Imperial War Museum zrealizowano projekt edukacyjny na temat armii Andersa.
Od zarania III RP mec. Andrzejewski zabiegał także o należne miejsce w polskiej historii i zmazanie hańbiących wyroków sądowych dla żołnierzy podziemia niepodległościowego.
Był pełnomocnikiem rodziny w procesie rehabilitacyjnym rotmistrza Witolda Pileckiego – jednej z pierwszych tego rodzaju spraw po 1989 roku. Dopiero na drugim posiedzeniu Wojskowy Sąd Najwyższy uwolnił rotmistrza i pozostałe skazane z nim osoby od stawianych im podczas procesu sfingowanych zarzutów, podkreślając niesprawiedliwy charakter wydanych wyroków, które zapadły z naruszeniem prawa.
– Pan Piotr Andrzejewski zrobił dużo dobrego dla naszej rodziny, a to były jeszcze trudne czasy – wspomina Zofia Pilecka-Optułowicz, córka rotmistrza. – Za pierwszym razem odmówili rehabilitacji. To była ważna sprawa, bo na ten proces czekała masa ludzi – podkreśla.
Pani Zofia pamięta, że o terminie procesu dowiedziała się od swoich krewnych z Koszalina, bo podobno sąd nie miał adresu do żony i dzieci Witolda Pileckiego, w co zupełnie nie wierzy.
– Na procesie pan Piotr Andrzejewski mówił z takim żarem, wyraźnie, dobitnie. Widać było, jak czyste są jego intencje. A do tego jeszcze ta prezencja… – wspomina córka rotmistrza Pileckiego.
Dopiero ustawa z 23 lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego otworzyła drogę prawną do szerokiej rehabilitacji prawnej żołnierzy wyklętych.
Adam Kruczek