• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Sumienie Narodu

Piątek, 11 października 2013 (02:06)

Jest człowiekiem, któremu środowisko opozycji antykomunistycznej w PRL bardzo wiele zawdzięcza. Jego jednoznaczna postawa – zarówno w czasach, kiedy odwaga miała określoną cenę, jak i po 1989 r. – każe mu stawać po stronie prawdy oraz uczciwości.

Obok takich adwokatów, jak Władysław Siła-Nowicki czy Jan Olszewski, Piotr Łukasz Andrzejewski był jednym z najbardziej zaangażowanych obrońców więźniów politycznych stanu wojennego. Po Okrągłym Stole nie zmienił ani poglądów, ani stosunku do minionej epoki.

Sztuka i prawo

Urodził się w 1942 r. w okupowanej Warszawie, w rodzinie o tradycjach patriotycznych, związanej z niepodległościowym nurtem PPS oraz z chrześcijańską demokracją, w której działał jego ojciec. Babcia Piotra Andrzejewskiego była członkiem Frakcji Rewolucyjnej PPS i znała dobrze Józefa Piłsudskiego, a matka senatora jeszcze jako dziewczynka bywała w Sulejówku. Brat babci ze strony ojca, hallerczyk i lekarz wojskowy w stopniu pułkownika, został zamordowany przez Sowietów w Katyniu. Troje przyrodniego rodzeństwa Piotra Andrzejewskiego zginęło w Powstaniu Warszawskim.

Przed wojną państwo Andrzejewscy mieszkali w Gdyni, do której powrócili w 1945 r., ale wkrótce zostali wyrzuceni z rodzinnego domu. Udało się go odzyskać po 1956 roku. Prawnicza profesja mecenasa Andrzejewskiego również wynika z tradycji rodzinnych, bo bliskim krewnym jego matki był Wacław Makowski, wybitny karnista i konstytucjonalista, współautor kodeksu karnego z 1932 r. oraz Konstytucji Kwietniowej, ostatni marszałek Sejmu II Rzeczypospolitej. Kontynuując te tradycje, Piotr Andrzejewski podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, które ukończył w 1964 r., a w 1971 rozpoczął praktykę adwokacką. Uzyskał też absolutorium z historii sztuki.

W obronie więźniów sumienia

W latach 70. współpracował z opozycją demokratyczną. Zbigniew Romaszewski wspomina, że jako prawnik związany z zespołem mecenasa Władysława Siły-Nowickiego Piotr Andrzejewski zawsze, gdy była taka potrzeba, służył pomocą osobom represjonowanym.

Gdy w sierpniu 1980 r. rozpoczęły się strajki, także pospieszył z pomocą i został konsultantem prawnym Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z siedzibą w Hucie Katowice.

Po 13 grudnia 1981 r. bez wahania stanął w obronie aresztowanych i prześladowanych działaczy „Solidarności”. Wystąpił jako obrońca w pierwszym po 13 grudnia procesie politycznym, w którym skazano w trybie doraźnym przywódców strajku w Instytucie Badań Jądrowych na Żeraniu. Na sali sądowej nie wahał się jednoznacznie ocenić stanu wojennego i jego twórców, bez ogródek mówił o deptaniu przez władze praw człowieka: „Następnemu pokoleniu – przemawiał na jednym z procesów w grudniu 1981 r. – nie zostało oszczędzone to, co łączy się ze stanem wojennym: stuk podkutych butów na schodach, walenie nocą w drzwi, rozpaczliwe krzyki kobiet, zabieranie członków ’Solidarności’, ładowanie do bud milicyjnych odjeżdżających w noc… Noc łowów na ludzi. Tego się nie da zapomnieć!”.

Jego odważne wystąpienia skutkowały licznymi karami dyscyplinarnymi wymierzanymi przez sąd – w sumie został ukarany aż osiem razy. Podczas procesu Adama Słomki w 1986 r. sąd zarzucił mec. Andrzejewskiemu nadmierne zaangażowanie w sprawy swojego klienta, w związku z czym nałożył na niego kolejną karę dyscyplinarną.

– Mecenas Andrzejewski w grudniu, zanim ruszył mój proces, napisał do prezesa sądu, że sąd ma obowiązek prowadzić nadzór nad stanem zdrowia więźnia. Chorowałem wówczas na gruźlicę płuc. Pismo było w ostrym i stanowczym tonie, a na dodatek mecenas przekazał informacje o moim stanie zdrowia korespondentom zachodnich rozgłośni radiowych. Z tego powodu został zawieszony, ale szczególną wściekłość władz wywołał, gdy na krajowym zjeździe adwokatury w obecności Jaruzelskiego powiedział, że nie leczą mnie w więzieniu, choć wymaga tego mój zły stan zdrowia, i że w Polsce nagminnie łamane są prawa człowieka – opowiada opozycjonista.

Już wcześniej, na I Krajowym Zjeździe Adwokatury w 1983 r. Piotr Andrzejewski apelował o zaprzestanie łamania praw człowieka i mówił o prawie Polaków do korzystania z tego, co przez wieki wytworzyła cywilizacja europejska. W procesie internowanych z Kwidzyna, którzy zostali pobici przez służbę więzienną i oddziały prewencji, ale zasiedli na ławach oskarżonych jako sprawcy buntu (proces odbył się w Elblągu 13 maja 1983 r.), wykazał kłamstwa i matactwa prokuratury oraz funkcjonariuszy, mówił o prowokacji ze strony władz więziennych i celowym wywołaniu przez nie buntu internowanych. Jego mowa obrończa w istocie była aktem oskarżenia nie tylko funkcjonariuszy służby więziennej z Kwidzyna, ale także panującego w Polsce systemu. Miał odwagę, aby na sali sądowej przestępcami nazwać tych, którzy w brutalny sposób pobili internowanych, i pytać, dlaczego funkcjonariusze, którzy dopuścili się przestępstwa, są chronieni przez sąd. Wtedy sąd kolejny raz ukarał mecenasa Andrzejewskiego, zawieszając go na rok w czynnościach służbowych.

Przeciwko łamaniu praw człowieka

Piotr Andrzejewski angażował się nie tylko w sprawy swoich klientów, ale także w to, co działo się w tym czasie w Polsce. Andrzej Gwiazda wspomina, że na jedno z widzeń w więzieniu na Rakowieckiej adwokat przyniósł napisane w jego imieniu oświadczenie. – Mieliśmy z moim obrońcą to samo zdanie, tylko że ja nie mogłem w więzieniu niczego napisać, więc on przyniósł już gotowe oświadczenie, w którym nie godziłem się na to, aby moje ewentualne uwolnienie było kartą przetargową w naciskach na Tymczasową Komisję Koordynacyjną w celu zmuszenia jej do samorozwiązania. Wtedy cały czas były naciski na TKK, że jeśli się rozwiąże, to władza wypuści więźniów – przypomina Gwiazda.

Oprócz udziału w procesach w charakterze obrońcy czy pełnomocnika był także członkiem Komitetu Helsińskiego w Polsce, który rejestrował przypadki łamania praw człowieka przez władze komunistyczne. Opracowywane przez jego członków raporty były nagłaśniane i przekazywane do instytucji oraz organizacji międzynarodowych, takich jak np. Komisja Praw Człowieka ONZ czy Międzynarodowa Organizacja Pracy.

Należał także do zespołu redakcyjnego podziemnego pisma „Praworządność”, w którym zamieszczano artykuły dotyczące łamania prawa w Polsce, publikowano listy więźniów politycznych, osób zaginionych w latach 1982-1986, opisywano przypadki łamania praw człowieka w innych krajach bloku komunistycznego i opisywano okoliczności śmierci osób jawnie lub skrytobójczo zamordowanych przez Służbę Bezpieczeństwa. W 1988 roku za tę działalność i walkę w obronie praw człowieka Piotr Andrzejewski otrzymał nagrodę duńskiej Fundacji Paula Lauritzena. W 1989 r. był członkiem-założycielem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Po stronie prawdy

Również po Okrągłym Stole wspierał NSZZ „Solidarność”, pomagając związkowcom w ponownej rejestracji aż 40 zakładowych komitetów założycielskich związku.

Powszechny szacunek i zaufanie, jakimi cieszył się w środowisku działaczy opozycji, a przede wszystkim struktur „Solidarności”, pozwoliły mu objąć mandat senatora w 1989 roku. Przedstawiciele NSZZ „Solidarność” z huty i kopalni w Bełchatowie, których bronił i wspierał w stanie wojennym, zwrócili się do Piotra Andrzejewskiego nie tyle z propozycją, ile z prośbą, aby kandydował na stanowisko senatora w wyborach uzupełniających po śmierci Grzegorza Białkowskiego. Sprawował godność senatora przez sześć kadencji, aż do 2011 r., kontynuując działania na rzecz przestrzegania przez państwo elementarnych zasad: uczciwości i sprawiedliwości.

Jako przewodniczący Stowarzyszenia Norymberga II dążył do powołania międzynarodowego trybunału dla osądzenia zbrodni komunistycznych popełnionych na Narodzie Polskim od 17 września 1939 roku. Jedncześnie zabiegał o dekomunizację. – Przygotowywał odpowiednie statuty i regulacje prawne, ale w postkomunistycznej III RP realizacja tych zamierzeń okazała się niemożliwa – wspomina Zbigniew Romaszewski, który razem z senatorem Andrzejewskim próbował na początku lat 90. przeprowadzić weryfikację funkcjonariuszy służb mundurowych i dekomunizację państwa.

Ponowną próbę przeprowadzenia dekomunizacji podjął w 2006 r. i w 2008 r., przygotowując projekt ustawy dekomunizacyjnej i dezubekizacyjnej, zgodnie z którą wysocy funkcjonariusze PZPR oraz pracownicy i współpracownicy peerelowskiej bezpieki nie mieliby prawa pełnić kierowniczych funkcji w administracji państwowej i samorządach. Zakładał on także zmianę nazw ulic noszących imię komunistycznych „bohaterów”, usunięcie pomników upamiętniających „utrwalaczy władzy ludowej”, obniżenie ubeckich emerytur do minimum. Jednocześnie projekt ten nakładał na samorządy obowiązek upamiętnienia żołnierzy podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego oraz miejsc związanych z ich walką przeciwko komunistycznej okupacji Polski.

Doktor hab. Sławomir Cenckiewicz uważa, że senatorowi za to, co robił, należy się wielki szacunek. – Jest sumieniem Narodu oraz środowiska prawniczego, konsekwentnie stającym po stronie prawdy i uczciwości. Jego działania mają elementarne znaczenie dla państwa polskiego i dla tego, czym to państwo ma być – czy ma to być kontynuacja i transformacja PRL, czy państwo nowe i niepodległe. Dopóki zbrodnie komunistyczne – o co dopomina się i walczy senator Piotr Andrzejewski – nie zostaną potępione i rozliczone, Polska ciągle będzie kontynuacją PRL.

Anna Kołakowska