• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Bezprawna blokada Trwam

Poniedziałek, 7 października 2013 (02:13)

Jutro na wniosek klubu Prawa i Sprawiedliwości odbędzie się kolejne nadzwyczajne posiedzenie sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu poświęcone sprawie uniemożliwiania cyfrowego nadawania Telewizji Trwam na pierwszym multipleksie.

Wydawałoby się, że po 5 lipca, kiedy to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ogłosiła, iż konkurs na koncesję naziemną dla nadawcy społeczno-religijnego wygrała Fundacja Lux Veritatis, nie powinno już być powodów do protestu, że kilkadziesiąt dotychczasowych burzliwych sejmowych posiedzeń, w których uczestniczyły za pośrednictwem Telewizji Trwam i Radia Maryja miliony odbiorców, już wystarczy. Jednak okazuje się, że przeszkody katolickiej telewizji stawiane są do końca i na każdym kroku. Chciałoby się powtórzyć za Cyceronem: „Jak długo jeszcze nadużywać będziecie naszej cierpliwości?”.

Wbrew ustawie

Jak wiadomo, drugi konkurs koncesyjny na miejsca na MUX-1 rozpisany przez przewodniczącego KRRiT Jana Dworaka dotyczył czterech miejsc tymczasowo zajmowanych przez telewizję publiczną. Zgodnie z art. 7 ustawy z 30 czerwca 2011 roku o wdrożeniu naziemnej telewizji cyfrowej TVP miała prawo rozpowszechniać na MUX-1 sygnał TVP1, TVP2 i programy regionalne do dnia pokrycia sygnałem swego własnego MUX-3 terytorium kraju zamieszkiwanego przez 95 proc. ludności, lecz nie dłużej niż do 27kwietnia 2014 roku.

Tymczasem, jak minister Michał Boni poinformował posłów podczas posiedzenia Komisji Kultury i Środków Przekazu 25 lipca 2013 roku, obecnie zasięg ludnościowy multipleksu trzeciego przekracza już 99procent. Tak więc warunek ustawowy został spełniony z naddatkiem. TVP mogła nadawać w ramach multipleksu pierwszego tylko do dnia pokrycia sygnałem terytorium zamieszkanego przez 95 proc. ludności. Data 27 kwietnia 2014 r. stanowiła jedynie granicę, poza którą, nawet gdyby nie osiągnięto owych 95 proc., nadawanie z pierwszego multipleksu przez TVP nie byłoby dozwolone.

Kwietniowa data nie jest zatem żadną gwarancją dla nadawcy publicznego, a raczej gwarancją dla nowych koncesjonariuszy, którzy uzyskają prawo do nadawania, że państwo umożliwi im emisję sygnału, nawet gdyby zasięg TVP nie był wystarczający. W momencie dotarcia sygnału MUX-3 do ponad 95 proc. Polaków, data 27 kwietnia w ogóle powinna zniknąć z prawnego horyzontu. Dniem zejścia telewizji publicznej z zajmowanego czasowo MUX-1 powinien być bowiem dzień osiągnięcia przez nią wystarczającego zasięgu MUX-3. To już się stało. Zasięg jest. TVP tymczasem z multipleksu nie schodzi.

Dlaczego zatem telewizja publiczna nie zwalnia zajmowanego MUX-1? Legitymuje się bowiem decyzją administracyjną wydaną przez poprzednią prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej Annę Streżyńską. Decyzja ta to tak zwana rezerwacja częstotliwości uprawniająca do ich wykorzystywania przez nadawcę radiowego lub telewizyjnego. Prezes UKE powinna była wydać ją w zgodzie z cytowaną ustawą o wdrożeniu telewizji cyfrowej. Tymczasem tak się nie stało. W posiadanym przez TVP prawie do częstotliwości zapisano sztywną datę 27 kwietnia 2014 roku.

Decyzja o numerze DZC-WTV-5157-10/10 (55) z 30 września 2011 roku mówi: „Częstotliwości objęte niniejszą rezerwacją mogą być wykorzystywane w sposób cyfrowy do dnia 27 kwietnia 2014”. Zatem brzmienie decyzji nie jest zgodne z ustawą. Nie zawarto w niej klauzuli, że prezes UKE zabierze prawo do nadawania TVP, kiedy będzie ona miała ponad 95 proc. zasięgu własnego multipleksu.

W art. 7 Konstytucji RP możemy przeczytać, że „organy władzy publicznej mogą działać na podstawie i w granicach prawa”. Ta zasada została tu oczywiście złamana. Podobnie było do niedawna z ubojem rytualnym, kiedy to rozporządzenie ministra rolnictwa zezwalające na tego typu praktyki zostało wydane wbrew obowiązującej ustawie. Wtedy interweniował Trybunał Konstytucyjny, uchylając nielegalne rozporządzenie.

Prezes UKE, ignorując warunek wpisany w ustawę o wdrożeniu telewizji cyfrowej, naruszył prawa nowych koncesjonariuszy, w tym Telewizji Trwam, do wcześniejszego niż 27 kwietnia 2014 r. rozpoczęcia nadawania na MUX-1. Wiadomo przecież, że obecność na multipleksie zapewnia bezpłatny dostęp do sygnału w każdym polskim domu. Data rozpoczęcia nadawania ma znaczenie zarówno dla przychodów nadawcy, jak i dla poziomu oglądalności programu. Im wcześniejsza obecność w naziemnym multipleksie, tym większa możliwość dotarcia do widzów i pozyskania stałej widowni. To także wymierne zyski z reklamy.

Wiemy, że katolicka Telewizja Trwam uzyskała koncesję dopiero w drugim konkursie, po ponaddwuletnich staraniach, dzięki wsparciu 2,5 mln obywateli podpisanych pod listami protestacyjnymi, po wielokrotnych interwencjach Episkopatu Polski, po 176 marszach i manifestacjach. Dlatego niezrozumiałe z prawnego punktu widzenia jest dalsze opóźnianie uruchomienia jej sygnału. Jest jednak zrozumiałe, że władze obawiają się przekazywanych przez Telewizję Trwam treści. Dlatego szukają każdego sposobu, by jej obecność w każdym polskim domu choćby o parę miesięcy opóźnić. Zgodnie z zasadą rodem z PRL, jak w scenie z komedii Barei, kiedy to szatniarz mówi do zdenerwowanego klienta: „Nie mamy pańskiego płaszcza, i co nam pan zrobisz?”.

Na dwóch krzesłach

Oprócz Telewizji Trwam wolne miejsca na pierwszym MUX otrzymała TVP na program dla dzieci. Program jest niegotowy i nadawca publiczny nie kwapi się z jego uruchomieniem. To także powód blokowania obecnej prowizorki i dublowania programu TVP1 i TVP2. Dodatkowo z początkiem września władze telewizji publicznej spowodowały kolejne zamieszanie, rozdzielając TVP Info i pasma regionalne. Program Info zostawiono na multipleksie pierwszym, a pasma regionalne powędrowały na multipleks trzeci. Na MUX-3 brakuje teraz miejsca dla TVP Info. Również i to powoduje, że nadawca publiczny będzie jak najdłużej chciał utrzymania status quo.

Co daje to swoiste „siedzenie na dwu krzesłach naraz”? Kiedy Polacy włączają naziemną telewizję, to widzą, że wszędzie pełno kanałów TVP. Przerzucanie stacji pilotem daje większe prawdopodobieństwo przypadkowego trafienia na TVP1 i TVP2, bo dziś pojawiają się one na liście stacji dwukrotnie, w tym w wersji o wysokiej rozdzielczości. To ratuje poziom oglądalności, który z innych powodów leci na łeb na szyję. Każdy procent widowni utracony na rzecz Telewizji Trwam to również wielomilionowy ubytek w zarobkach TVP z reklamy oraz utracony prestiż nadawcy publicznego. Już teraz bardzo wielu Polaków jest przekonanych, że to właśnie Radio Maryja i Telewizja Trwam wypełniają rolę najważniejszego narodowego nadawcy, zastępując TVP, która sprzeniewierzyła się tej misji. Dlatego zapewne nie dojdzie do sytuacji sugerowanej przez UKE, że prezes TVP sam zaproponuje ustąpienie swoich programów z pierwszego multipleksu.

Odrębną sprawą jest domaganie się przez KRRiT od Fundacji Lux Veritatis zapłaty za koncesję telewizyjną już teraz, pomimo braku możliwości wykonywania praw nabytych tą koncesją. Ta sprawa również powinna zostać wyjaśniona i choćby z tego powodu państwo powinno udostępnić częstotliwości we właściwym terminie, bez zwłoki. Mielibyśmy bowiem kolejny dowód na szykanowanie akurat tego nadawcy, który jako jedyny wnosi nowe treści programowe do telewizji naziemnej, tego nadawcy, który w niemającej precedensu kampanii społecznej poparty został przez miliony widzów, tego nadawcy, który może udowodnić, że środki społecznego przekazu to nie tylko komercja, propaganda lewicowa i tania, ogłupiająca rozrywka. Najlepiej byłoby jednak, gdyby doszło do uchylenia niezgodnej z ustawą decyzji rezerwacyjnej prezesa UKE i do nakazania TVP, by natychmiast zwolniła zajmowane niezgodnie z ustawą miejsce.

Z poślizgiem

W udzielonej po miesięcznej zwłoce odpowiedzi na złożoną 26 lipca interpelację poselską wiceminister administracji i cyfryzacji Małgorzata Olszewska stwierdziła, że wyegzekwowanie zwolnienia przez TVP miejsc na pierwszym multipleksie przed 27 kwietnia 2014 r. „znajduje się poza zakresem kompetencji” jej ministerstwa. Odesłała więc do Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który niezgodną z ustawą rezerwację częstotliwości wydał. Tymczasem działalność UKE znajduje się pod kontrolą Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Pani minister nie ustosunkowała się do zarzutów ewidentnego złamania ustawy o wdrożeniu telewizji cyfrowej, które uniemożliwia rozpoczęcie nadawania przez Telewizję Trwam, pomimo posiadanej przez nią koncesji.

Od sierpnia 2013 r. do kwietnia 2014 r. borykająca się z ogromnymi problemami finansowymi Telewizja Polska wyda niepotrzebnie 21 mln 921 tys. 838 zł na nadawanie na pierwszym MUX. Płaci bowiem podwójnie posiadającej nadajniki spółce EmiTel i jeszcze dodatkowo za doświetlenia w rejonach górskich (łączne koszty nadawania na obu multipleksach w tym okresie to ponad 71 mln zł!).

Sprawą po lipcowej komisji sejmowej, kiedy dowiedzieliśmy się, że MUX-3 ma już ponad 99 proc. zasięgu, zainteresowali się dziennikarze branżowi. Dzięki temu magazyn SatKurier (wydanie internetowe z 30 lipca) uzyskał z UKE stanowisko, z którego wynika, że „Istnieje możliwość rozpoczęcia wcześniejszego rozpowszechniania programów TV Trwam, TVP ABC, nadawcy programu filmowego oraz nadawcy programu o charakterze edukacyjno-poznawczym w sposób cyfrowy przed tym terminem [27kwietnia 2014] pod warunkiem, że TVP S.A. zwróci się do prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej o uchylenie decyzji rezerwacyjnej dla pierwszego multipleksu cyfrowego (MUX 1)”.

UKE nie widzi żadnego złamania prawa po swojej stronie, twierdząc, iż ustawa dała tylko ogólne ramy i wytyczne, a panem i władcą terminów oraz przydziału częstotliwości jest prezes UKE. Tak więc, zdaniem urzędników, tak ważne prawo, jak uzyskane w ciężkich bojach przez katolików prawo do nadawania naziemnego, wbrew pozytywnej lipcowej decyzji regulatora mediów, czyli KRRiT, może nie być realizowane. Ma zależeć od dobrej lub złej woli prezesa TVP, który na razie nie kwapi się z ustępowaniem z pierwszego multipleksu.

Zarówno odpowiedź na interpelację poselską, jak i oświadczenie UKE przekazane dziennikarzom wskazują na arogancję i niechęć po stronie najwyższych urzędów państwowych, by zaistniałą sytuację natychmiast naprawić. „Nic się nie stało” – wydają się sugerować decydenci. Stało się. Po raz kolejny otrzymaliśmy dowód na dyskryminację katolickiej telewizji. Każdy dzień zwłoki w dostępie do multipleksu to dzień stracony dla ewangelizacji, dla prawdziwej informacji, dla chrześcijańskich opinii o życiu społecznym. Każdy miesiąc liczy się w pieniądzach: to ponad dwa miliony zbędnych kosztów TVP, to utracone wpływy Fundacji Lux Veritatis, a także innych nadawców, którzy uzyskali miejsce na MUX. Ale oni nie protestują: i Agora z programem filmowym, i ZPR z programem edukacyjnym są jeszcze w powijakach. Opóźnienie jest im na rękę.

Miejmy nadzieję, że zorganizowany nacisk społeczny, tym razem na Urząd Komunikacji Elektronicznej i Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, przyniesie skutek. Nie bez winy jest również przewodniczący KRRiT, który niezgodną z prawem decyzję UKE o rezerwacji częstotliwości dla TVP aż do 27kwietnia uzgodnił. Czy i jak racjonalne argumenty trafią do władz, przekonamy się już w najbliższym czasie. Jak długo jeszcze nadużywać będą naszej cierpliwości?

Barbara Bubula