• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Grabież trwająca do dziś

Sobota, 21 września 2013 (02:16)

Od ponad dwóch wieków Kościół jako ostoja polskości był wielokrotnie grabiony przez zaborców, którzy w nim upatrywali głównego przeciwnika w swoich dążeniach do wynarodowienia i ubezwłasnowolnienia Polaków.

Ostatni i najsilniejszy cios zadali mu komuniści, pozbawiając nieomal całkowicie posiadanej bazy materialnej i pozostawiając wyłącznie na garnuszku wiernych. Obecne władze, którym nie na rękę jest silna pozycja i niezależny głos Kościoła, również usiłują go ograć finansowo.

Po żołnierzach wyklętych – Kościół

Po zajęciu Polski komuniści odłożyli rozprawę z Kościołem do czasu rozprawienia się ze zbrojnym podziemiem niepodległościowym. Aby zachować pozory, zaraz po wojnie pozwolili na otwarcie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i nawet Bierut dostał prikaz uczestniczenia w kościelnych procesjach. Również skutki dekretu o reformie rolnej z 1944 r. ominęły dobra kościelne, tylko przejęto lasy powyżej 25 hektarów.

Gdy w końcu lat 40. krwawo spacyfikowano antykomunistyczne podziemie, przyszła kolej na Kościół. Osobistemu terrorowi poddano duchowieństwo, uwięziono Prymasa Stefana Wyszyńskiego, zaczęła się oficjalna dyskryminacja katolików świeckich w życiu publicznym, usiłowano podzielić Kościół, tworząc w 1949 r. opozycyjny wobec hierarchii ruch „księży patriotów”, wreszcie uderzono w finansowy byt Kościoła, pozbawiając go zaplecza materialnego.

Choć w wyniku oderwania od Polski Kresów Kościół stracił ponad połowę posiadanej ziemi, nadal pozostawał w posiadaniu znaczącego areału wynoszącego wraz z ziemiami użytkowanymi na Ziemiach Zachodnich i Północnych ponad 200 tys. hektarów.

Kościół dysponował również rozbudowaną siecią placówek opiekuńczych i charytatywnych, wieloma szkołami, ośrodkami zdrowia i innymi. Nie licząc się z materialnymi i społecznymi kosztami, komuniści postanowili odciąć go od tej bazy materialnej i społecznej posługi. Pierwszym ciosem była ustawa z 28 października 1948 r. o zakładach społecznych służby zdrowia, na mocy której upaństwowiono kościelne szpitale.

Jednocześnie trwał proces przejmowania setek kościelnych szkół i placówek oświatowo-wychowawczych, który doprowadził w końcu pierwszej połowy lat 60. do praktycznie całkowitej likwidacji opieki zgromadzeń zakonnych nad młodzieżą uczącą się i studiującą. Ze 125 tego rodzaju internatów w 1946 r. do 1979 funkcjonowało już tylko 6, połączonych ze szkołami placówek prowadzonych przez siostry zakonne.

W Lublinie olbrzymie gimnazjum biskupie, wybudowane ze składek wiernych w latach międzywojennych, odebrano Kościołowi w 1964 roku.

– Był to wieki cios wywołujący u ludzi Kościoła, który szkolnictwem zajmował się od średniowiecza, często traumatyczne reakcje – mówi ks. prof. Edward Walewander, kierownik Katedry Pedagogiki Porównawczej KUL i historyk Kościoła, który jako uczeń był świadkiem przejęcia przez komunistów lubelskiej szkoły.

– Dość powiedzieć, że założyciela i dyrektora tego gimnazjum, ks. prałata Michała Słowikowskiego, siłą wyniesiono z pokoju nauczycielskiego na fotelu i postawiono na bruku, gdyż w proteście przeciw grabieży odmówił opuszczenia szkoły. Sam pamiętam, jak nowy dyrektor Zygmunt Bownik szydził przy uczniach z niego. Dziś to on odszedł w zapomnienie, a ulica obok szkoły odzyskanej przez Kościół na początku lat 90. nosi nazwę niezłomnego księdza Słowikowskiego, który do końca stał naposterunku i uległ dopiero pod wpływem siły.

23 stycznia 1950 r. poddano pod przymusowy państwowy zarząd cały majątek znajdujący się we władaniu kościelnej Caritas i jej ogniw. Był to szczególnie perfidny cios i wyraz iście bolszewickiej niewdzięczności, jako że Caritas położyła ogromne zasługi w ratowaniu i pomocy ofiarom wojny.

Polska była wówczas krajem o największym w Europie odsetku sierot i półsierot, którymi państwo nie było w stanie się zająć. Już w 1946 r. Caritas prowadziła 751 zakładów opieki całkowitej, takich jak szpitale, domy dziecka, przytułki dla starców, internaty, żłobki, a także punkty opieki częściowej, tj. kuchni ludowych, punktów dożywiania dzieci, przedszkoli, ambulatoriów czy domów noclegowych.

Środki na ich prowadzenie Caritas czerpała od zagranicznych organizacji charytatywnych, datków i ofiar społeczeństwa polskiego i w niewielkim stopniu z dotacji państwowych. „Caritas (…) stał się domeną wpływów żywiołów dnia wczorajszego, zaślepionych nienawiścią do odrodzonej Polski Ludowej, obciążonych przesądami dawnych przywilejów stanowych” – grzmiał w czasie obrad dobranej przez komunistów nowej Krajowej Rady Zrzeszenia „Caritas” Władysław Wolski, minister administracji publicznej.

Fundusz antykościelny

Dwa miesiące później, 20 marca 1950 r., na mocy ustawy „o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego” ograbiono Kościół z dóbr ziemskich. Wprawdzie w ustawie zapisano, że proboszczom przysługiwało prawo do posiadania gospodarstw rolnych do 50 ha powierzchni, a w trzech województwach: poznańskim, pomorskim oraz śląskim – nawet do 100 ha, lecz w praktyce uzależniano tę wielkość od lojalności księdza wobec komunistycznej władzy i widzimisię partyjnych kacyków. Przejmowanie majątku kościelnego na mocy tej ustawy trwało do 1974 roku.

Według wyliczeń ks. prof. Dariusza Walencika, prawnika z Uniwersytetu Opolskiego, eksperta, który na zlecenie zespołów rządowej i kościelnej komisji konkordatowej opracował liczący ponad 450 stron dokument pt. „Nieruchomości Kościoła katolickiego w Polsce w latach 1918-2012. Regulacje prawne – nacjonalizacja – rewindykacja”, obszar zrabowanych Kościołowi w latach 1950-1970 nieruchomości ziemskich wyniósł ok. 150 tys. hektarów. Ponadto podmiotom kościelnym skonfiskowano 3437 budynków w całości i 381 w części.

Termin „rabunek” adekwatnie określa sposób przejęcia kościelnych dóbr, gdyż komuniści choć czynili pozory legalności tym represjom, uchwalając stosowne ustawy, zupełnie nie stosowali w praktyce udzielanych tam stronie kościelnej gwarancji.

Tak było m.in. z realizacją ustawy o tzw. dobrach martwej ręki. Stanowiła ona, że dochody pochodzące z przejętego majątku kościelnego miały być przekazywane na rzecz powołanego wówczas Funduszu Kościelnego w celu utrzymania i odbudowy kościołów, finansowaniu kościelnej działalności charytatywno-opiekuńczej, udzielaniu duchownym pomocy materialnej i lekarskiej, organizowaniu dla nich domów wypoczynkowych oraz w „uzasadnionych wypadkach” ubezpieczeniu zdrowotnemu duchownych.

Tymczasem jak wynika z badań ks. prof. Walencika, w latach 1950-1989 ze środków Funduszu Kościelnego finansowano – bez żadnej podstawy prawnej – m.in. działalność Centralnej Szkoły Partyjnej przy KC PZPR, Ośrodka Doskonalenia Kadr Ministerstwa Sprawiedliwości, dotowano Związek Nauczycielstwa Polskiego, propagandowe wiece antykościelne oraz materiały szkalujące hierarchię Kościoła katolickiego, wypłacano nagrody kierownikom wydziałów ds. wyznań, opłacano donosy na księży, finansowano prasę antykatolicką i delegacje zagraniczne pracowników Urzędu ds. Wyznań.

A jeśli już wspomagano księży np. poprzez ubezpieczenie emerytalne, to dotyczyło ono wyłącznie duchownych kolaborantów działających np. w Komisji Księży przy ZBoWiD bądź w państwowym Zrzeszeniu Katolików „Caritas”.

W sumie na antykościelne cele przeznaczono przez 59 lat funkcjonowania funduszu dwie trzecie jego środków, na odbudowę i utrzymanie kościołów kilkanaście procent, a na działalność charytatywną – 0,2 procent.

Mozolny powrót do normalności

Choć pewne złagodzenie antykościelnego kursu, pozwolenia na budowy nowych świątyń i zwroty niewielkich kościelnych terenów rozpoczęło się jeszcze za Gierka, to systemowy i unormowany prawnie proces zwrotu majątku Kościołowi trwał od początku lat 90. na mocy ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego uchwalonej jeszcze przez peerelowski Sejm w maju 1989 roku. W efekcie utworzono państwowo-kościelną Komisję Majątkową, która decydowała o zwrocie Kościołowi nieruchomości przejętych z pogwałceniem ówczesnego prawa bądź bez jakiegokolwiek tytułu prawnego.

Od początku decyzje rewindykacyjne tego gremium oprotestowywane były głównie przez prasę pozostającą w postkomunistycznych rękach oraz nadającą ton tym nagonkom – „Gazetę Wyborczą”. Choć w innych państwach postkomunistycznych, np. w Czechach czy na Węgrzech, oddano Kościołom całość zrabowanych dóbr, w Polsce przy każdym większym zwrocie usiłowano upowszechnić w społeczeństwie obraz bezwzględnego Kościoła realizującego swoje prawo do własności, nie licząc się z kosztami społecznymi.

– Komuniści, przejmując władzę, zabrali Kościołowi nieomal wszystko, pozbawiając go możliwości dysponowania swoim majątkiem i znacznie ograniczając pole jego społecznego oddziaływania – uważa ks. prof. Walewander. – Nie ma się co dziwić, że Kościół chciałby słusznie do tego, co miał, wrócić. To nie jest przejaw jego pazerności, tylko chęci wypełniania swojej misji, którą jest służba człowiekowi. „Człowiek jest drogą Kościoła” – jak mówił bł. Jan Paweł II. Kościół nie jest w społeczeństwie ciałem obcym, nigdy nie gromadzi dóbr materialnych sam dla siebie. Jest częścią społeczeństwa, które też tworzy Kościół.

W miarę upływu czasu i wzrostu majątku oddawanego Kościołowi dominujące w Polsce liberalno-lewicowe media zaczęły kolportować informacje o rzekomym kościelnym bogactwie i odebraniu przez Kościół więcej dóbr, niż za komuny stracił.

Zabłysnął na tym polu były partyjny aparatczyk i minister MSWiA w rządzie Millera Krzysztof Janik i poseł Ruchu Palikota Sławomir Kopyciński. Obaj powoływali się na oficjalne, choć fałszywe wyliczenia urzędników państwowych, którzy po prostu – czyżby tylko? – się pomylili.

Jeden sporządził dokument, w którym nieco ponad 7 ha przekazanych Kościołowi z zasobów wojskowych na skutek przesunięcia przecinka urosło do 70 tysięcy, a drugi, urzędnik z Departamentu Wyznań oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych MSWiA, przez „roztargnienie” zapomniał, że w 1995 r. przeprowadzono w Polsce dewaluację i podsumował, jakoby państwo zwróciło Kościołowi już 24 miliardy złotych, zapominając dodać, że to są „stare” złote 10 tysięcy razy tańsze niż obecne. To kłamstwo z ministerialną pieczęcią, mimo późniejszego dementi, co jakiś czas odżywa w mediach.

Bezprawie

Wreszcie w sytuacji permanentnego ataku Komisja Majątkowa w lutym 2011 r. zakończyła działalność. Szacuje się, że przywróciła bądź przekazała jako mienie zamienne osobom prawnym Kościoła nieruchomości ziemskie o powierzchni ponad 65 tys. ha, 490 budynków i lokali (z ok. 3,5 tys. skonfiskowanych), a także przyznała 140 mln 326 tys. zł tytułem odszkodowań za utracone mienie.

Jednocześnie pojawiła się sugestia likwidacji istniejącego od 1950 r. Funduszu Kościelnego jako ekwiwalentu za odebrany przez państwo majątek Kościoła i zastąpienia go dobrowolnym odpisem od podatku. W atmosferze pomówień o odzyskaniu przez Kościół więcej majątku, niż w PRL stracił, a więc braku moralnego prawa do ubiegania się o kolejne odszkodowanie, zaczęły się pertraktacje między stroną rządową a Kościołem na temat wysokości tego odpisu.

Ponieważ żadna ze stron nie dysponowała ścisłymi danymi obrazującymi bilans dotychczasowych rewindykacji, obie strony postanowiły zamówić wykonanie takiego raportu u najlepszego specjalisty w Polsce od majątku Kościoła – ks. prof. Dariusza Walencika. Po ponadrocznej pracy poprzedzonej ośmioletnimi studiami nad tym zagadnieniem i dotarciem do nieznanych dotąd dokumentów ksiądz profesor sporządził bilans strat i zysków Kościoła.

Okazało się, że rozpowszechniany w mediach mit o tym, że Kościół wziął więcej rekompensat, niż odebrali mu komuniści, jest zwykłą antykatolicką propagandą. Państwo nie zwróciło Kościołowi 31 procent zabranych nieruchomości. Z drobiazgowych wyliczeń wynika, że państwo nadal użytkuje 62 400 ha kościelnej ziemi, z której dochód liczony według najmniej dla Kościoła korzystnego przelicznika wynosi nie mniej niż 169 mln złotych. Tyle właśnie w świetle obowiązującego prawa rząd powinien w ramach Funduszu Kościelnego wypłacać Kościołowi. A tymczasem wypłaca – jak zapisano w tegorocznym budżecie – 94 mln jako dotację budżetową.

Okazuje się więc, że w dalszym ciągu, tak jak za komuny, choć może w nieco mniejszym zakresie, Kościół jest oszukiwany przez państwo, które nie realizuje obowiązującego aktualnego prawa.

Na granicy płynności finansowej

Jest to tym bardziej bulwersujące, gdyż wkład Kościoła, a więc wszystkich jego organizacji działających na polu charytatywnym, edukacyjnym, kulturalnym czy medycznym, na rzecz społeczeństwa, choć trudny do precyzyjnego wyliczenia, z pewnością sięga kilku miliardów złotych rocznie – przy udziale finansowym państwa rzędu 500 milionów.

Świeccy katolicy i instytucje kościelne finansują kilkaset przedszkoli i 514 szkół katolickich dla kilkudziesięciu tysięcy dzieci. Olbrzymi jest wkład Kościoła w pomoc najuboższym. Odrodzona kościelna Caritas jest największą z organizacji pozarządowych w Polsce zajmującą się pomocą ludziom w potrzebie.

Prowadzi ponad 9 tys. różnorodnych placówek, angażując obok kilku tysięcy pracowników etatowych ponad 100 tys. wolontariuszy. Udziela pomocy doraźnej i długofalowej, materialnej i finansowej osobom bezrobotnym, bezdomnym, chorym, niepełnosprawnym, starszym, sierotom, dzieciom z ubogich rodzin, rodzinom wielodzietnym, a także migrantom i uchodźcom. W sumie wartość pomocy udzielonej przez Caritas w roku 2010 wyniosła blisko 500 mln złotych.

Szczególnie aktywne w sferze społecznej są zakony. 212 zgromadzeń zakonnych prowadzi ponad 1500 placówek o charakterze wychowawczym, medycznym czy charytatywnym. Na tym polu funkcjonują tysiące fundacji, ruchów i stowarzyszeń. W parafiach działa ok. 7 tys. grup wiernych niosących różnoraką pomoc ponad 660 tys. chorym.

Kościół sprawuje opiekę nad ponad 11 700 zabytkowych obiektów sakralnych.

Tymczasem przy tej olbrzymiej aktywności organizacje kościelne z trudem zachowują płynność finansową i poza nielicznymi wyjątkami nie są w stanie wygospodarować środków na inwestycje i rozwój.

W świetle tych danych żenująco brzmią targi zespołu ministra Michała Boniego usiłującego wymóc na Kościele zgodę na jak najmniejszy odpis od podatku na Kościół jako rekompensatę za zrabowane i użytkowane do tej pory grunty i nieruchomości.

Adam Kruczek