• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Wierni dziedzictwu Kresów

Sobota, 7 września 2013 (02:05)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Z Dominiką Żukowską-Gardzińską, uczestnikiem XIII Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego, rozmawia Anna Kołakowska

Wraz ze swoim mężem Hubertem Gardzińskim po raz trzeci uczestniczy Pani w Rajdzie Katyńskim. Czym tegoroczny rajd różni się od poprzednich?

– XIII Rajd Katyński jest rzeczywiście wyjątkowy, bo odwiedzamy nie tylko miejsca martyrologii Polaków na Kresach, ale w związku z 330. rocznicą wiktorii wiedeńskiej również miejsca zwycięstw wojsk polskich dowodzonych przez króla Jana III Sobieskiego. Będziemy m.in. w Chocimiu, udamy się pod Parkany i oczywiście do Wiednia. Trasa XIII Rajdu Katyńskiego, wynosząca 7500 km, która tradycyjnie przebiega przez Litwę, Białoruś, Rosję i Ukrainę, poprowadzi nas po raz pierwszy z Kresów na Zachód. Motocykliści przygotowywać się także będą do 1050. rocznicy chrztu Polski.

Udział w rajdzie to także okazja do kontaktu z Polakami na Wschodzie.

– Spotkania z rodakami zawsze są bardzo wzruszające. Czekają na nas całe rodziny i wspólnoty polskie. Czasem nie wiadomo, skąd wiedzą, że będziemy przejeżdżać przez ich wieś, i potrafią od wczesnego ranka do godz. 12.00 w południe albo i do popołudnia czekać pod kościołem na nasz przyjazd. Gdy przyjedziemy, witają nas niezwykle serdecznie, zazwyczaj chlebem i solą. Czujemy się wówczas zakłopotani i zawstydzeni, bo tak wita się znamienitych gości. Potem, gdy rozmawiamy o tym ze sobą, staramy się to tłumaczyć tak, że oni witają nas tak uroczyście, bo czekają tam na Polskę, której jesteśmy przedstawicielami. Trudno nam odpowiedzieć na tak piękne i serdeczne powitania, ale robimy to, co możemy, czyli zawsze jest wspólna modlitwa, a jeśli to możliwe, wspólnie uczestniczymy we Mszy Świętej i oczywiście rozmawiamy z rodakami. Zawsze spotykamy się też z dziećmi z polskich domów dziecka na Litwie oraz na Białorusi, ale w tym roku w Rosji odwiedziliśmy także rosyjskie dzieci, które nie znając języka polskiego, specjalnie dla nas nauczyły się polskich piosenek. W niektórych wsiach pod kościołem czekała na nas tylko jedna rodzina, co jest bardzo wzruszające, w innych, jak w Mejszagole na Litwie czy Oszmianie na Białorusi, witali nas nauczyciele z uczniami i liczni mieszkańcy wraz ze swoim kapłanem. Przygotowują dla nas poczęstunek, wiersze oraz piosenki. Ludzie otwierają dla nas swoje serca i starają się ugościć, jak mogą.

Czy spotykacie się też z kresowymi kom- batantami?

– Tak. W tym roku spotkaliśmy się z dużą grupą kombatantów w Lidzie. Przybyła tam również kpt. Weronika Sebastianowicz, prezes Stowarzyszenia Żołnierzy AK i Łagierników na Białorusi [żołnierz AK i WiN w Obwodzie AK Wołkowysk należącym do Inspektoratu Grodzieńskiego. Była w partyzantce do chwili aresztowania przez Sowietów w 1951 roku. Z łagru w Workucie została wypuszczona w 1955 r. – przyp. A.K.]. Wspólnie z kombatantami i mieszkańcami Lidy złożyliśmy wieńce i zapaliliśmy znicze pod Krzyżem Katyńskim oraz przy pomniku polskich lotników, którzy polegli w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Wspólnie też się modliliśmy. Te spotkania z bezpośrednimi świadkami historii, którzy nierzadko stracili bliskich w Katyniu i innych miejscach kaźni, są dla nas szczególnie wzruszające i ważne.

Kulminacyjnym momentem rajdu jest przyjazd do Katynia. Jak to wygląda?

– W Katyniu motocykle zostawiamy na parkingu przed memoriałem i przebieramy się w nasze uroczyste stroje rajdowe, po czym szpalerem przechodzimy do miejsca, gdzie znajduje się ołtarz. O godz. 18.00 rozpoczyna się Msza Święta. Gdy zapada zmierzch, zapalamy pochodnie, co wprowadza szczególny nastrój i atmosferę. W tym roku towarzyszyła nam grupa młodzieży z Wołomina – byli to laureaci konkursu o Katyniu. Na początek Mszy Świętej młodzież przygotowała wiersze i pieśni związane z Katyniem. Ten moment był dla nas bardzo ważny i to jeszcze mocniej wprowadziło nas w nastrój modlitwy, skupienia oraz kontemplacji. Po Mszy Świętej zawsze przechodzimy na rosyjską część cmentarza i tam także się modlimy. Dwa lata temu spotkaliśmy w tej części nekropolii grupę Rosjan, którzy bardzo nam dziękowali i mówili, że dzięki naszej walce o pamięć oni też mogą walczyć o swoją historię. Samym byłoby im bardzo trudno. Dzięki temu, że rajd przyjeżdża i kultywuje pamięć o pomordowanych, następują także zmiany w podejściu miejscowych władz do historii. Wspólnie z nami uczestniczyli we Mszy Świętej.

Rajd to także ogromny wysiłek i próba charakteru. Który odcinek trasy szczególnie zapadł Pani w pamięć?

– Trudno powiedzieć. Na pewno nie było przyjemnie, gdy dostaliśmy zakaz nocowania w Katyniu i patrol milicji musiał wywieźć nas z obwodu smoleńskiego. Po całym dniu jazdy czekała nas trudna noc, bo jazda po ciemku nie jest ani łatwa, ani przyjemna, szczególnie na bezdrożach Rosji, gdzie często pojawiają się dziury i inne nierówności. Na dodatek musieliśmy spać w jakimś zaśmieconym lasku. Jednak najtrudniejszy moment to wjazd do Katynia. To jest chwila, gdy budzi się w nas wiele emocji. W asyście policji wjeżdżamy do miejsca, które napawa grozą, do lasu, w którym rzeczywiście nie słychać żadnego śpiewu ptaków, tylko przejmującą ciszę.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Kołakowska