U księdza Jerzego znajdują pomoc
Piątek, 6 września 2013 (02:10)Od chwili śmierci ks. Jerzego Popiełuszki do kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie płynie rzeka świadectw o łaskach, jakich za wstawiennictwem męczennika doznają osoby proszące go o pomoc. Po beatyfikacji znaków cudownej interwencji jest jeszcze więcej. Modlitwa o wstawiennictwo błogosławionego kapłana nigdy nie zostaje bez odpowiedzi.
– Mamy na to liczne dowody w postaci od lat gromadzonych skrzętnie świadectw –mówi Katarzyna Soborak, notariusz w procesie beatyfikacyjnym księdza Jerzego Popiełuszki z Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu bł.ks. Jerzego Popiełuszki przy parafii pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie.
Ludzie otrzymują pomoc za wstawiennictwem skutecznego orędownika, nawet kiedy są w sytuacjach, po ludzku myśląc, beznadziejnych, „dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. – Łaski dotyczą cudownych uzdrowień fizycznych i duchowych. Coraz więcej jest łask otrzymania pracy czy zdania egzaminów – mówi Katarzyna Soborak.
13 operacji
Jerzy Szóstko – przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki, 25 lat pracował w Hucie Warszawa. W latach 1980-1984 był bliskim współpracownikiem błogosławionego w jego posłudze kapelana „Solidarności”.
Pierwszą łaską, jaką otrzymał Jerzy Szóstko już w roku 1988 za wstawiennictwem ks. Jerzego, było znalezienie pracy i legalizacja zatrudnienia w Niemczech. W tym kraju Jerzy Szóstko przepracował 10 lat, uzyskując tam prawo do opieki medycznej w ramach ubezpieczenia. Ten fakt okazał się bardzo pomocny w sytuacji, w której po powrocie do Polski znalazł się pan Jerzy. W roku 2010 zaczął odczuwać poważne dolegliwości. Lekarze stwierdzili „przechodzony” zawał serca. Krzysztof, syn Jerzego Szóstki, po uzgodnieniu sprawy z ojcem przywiózł go na leczenie do Niemiec, gdyż w Polsce, po latach pracy za zachodnią granicą, nie posiadał on odpowiedniego ubezpieczenia.
– Zanim przekroczyliśmy granicę, w Warszawie kazałem synowi zawieźć się na grób ks. Jerzego. Modliłem się przy nim gorąco o wstawiennictwo mego przyjaciela. Ta modlitwa była bardzo głęboka, myślę, że jej słowami natchnął mnie sam Duch Święty. Całkowicie oddałem swój los Bogu – wyznaje pan Jerzy Szóstko.
Po kilku godzinach jazdy z Warszawy syn dowiózł ojca do kliniki kardiologicznej w Rothenburgu w Niemczech. Po zbadaniu zdziwiony lekarz zadał mu tylko jedno pytanie: „Ile pan czasu chodzi bez opieki lekarskiej z tym zawałem?”. Padła odpowiedź: „Tydzień”. Lekarz osłupiał ze zdziwienia i powiedział: „To niemożliwe. Pan powinien już nie żyć”. Zaraz potem pan Jerzy trafił na stół operacyjny. Operacja przebiegła pomyślnie.
Kolejny raz Jerzy Szóstko otarł się o śmierć w roku 2006. Lekarze zdiagnozowali u niego wówczas złośliwy nowotwór jelita grubego.
– Wiele razy prosiłem ks. Jerzego o wstawiennictwo, aby uprosił dla mnie u dobrego Boga zdrowie. Operacja powiodła się. Lekarz, który ją przeprowadzał, był zadziwiony tak doskonałymi wynikami poważnego zabiegu, jak i późniejszej chemioterapii. „Ktoś mną musiał kierować podczas leczenia pana. Diagnoza i wszystkie leki, jakie panu podałem, były trafione w dziesiątkę” – dzielił się swoimi spostrzeżeniami z szybko powracającym do zdrowia pacjentem doktor prowadzący.
Aktualne wyniki są bardzo dobre. Co zadziwia, Jerzy Szóstko miał podawaną chemię wprost do serca, gdyż żyły były za słabe. Wytrzymał tę potwornie ciężką terapię. W sumie w ciągu 10 lat, od roku 2000 do 2010, przeszedł ponad 13 operacji.
– Jestem święcie przekonany, że z tych wszystkich chorób, które mnie nękały przez to dziesięciolecie, wyszedłem cało dzięki wstawiennictwu błogosławionego ks. Jerzego. Czuję wobec niego ogromny dług wdzięczności i staram się go spłacać, jak tylko potrafię – mówi Jerzy Szóstko.
Choroba ustąpiła
Od długiego czasu zmagała się z nieznośnymi bólami wywołanymi bakteryjnym zapaleniem ścięgien, torebek stawowych, kaletek maziowych oraz mięśni. Pomimo stosowania przepisanych przez specjalistów antybiotyków oraz sterydów choroba nie ustępowała. Ból i przykurcze sprawiały, że kobieta nie była w stanie się poruszyć. Musiała jednak często zwalczać cierpienie, aby zająć się 74-letnim, chorym na schizofrenię bratem.
To był zwykły październikowy dzień. Kobieta siedziała zapatrzona i zasłuchana przed telewizorem, w którym na kanale Telewizji Trwam transmitowano uroczystości z kościoła św. Stanisława Kostki z okazji rocznicy śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Łzy spływały z jej oczu. Płacząc, prosiła błogosławionego księdza męczennika o wstawiennictwo u Boga i wszystkich świętych o uwolnienie z choroby. Błagała o ratunek przez cały czas trwania transmisji nabożeństwa. Nie myślała jedynie o sobie, pragnęła zdrowia również po to, aby służyć osobie bliskiej, która sama, z powodu choroby, nie potrafiła o siebie zadbać.
Transmisja dobiegła końca. Kobieta przypomniała sobie o ważnej czynności, którą musiała wykonać. Zapomniawszy o swoim stanie zdrowia, wstała z łóżka. W pewnej chwili zdała sobie sprawę, że nic ją nie boli, żaden ruch, który sprawiał jej wcześniej wielkie cierpienie, już cierpienia ze sobą nie niósł. Minął rok, a choroba nie powróciła.
Orędownik uczniów i studentów
Po ludzku egzaminy na ostatnim roku politechniki z przedmiotu, który sprawiał mu trudności od kilku lat, były dla niego nie do zdania. A to groziło skreśleniem z listy studentów. Przyszło załamanie psychiczne i bardzo trudny czas. Ratunek dla młodego mężczyzny nadszedł w zupełnie nieoczekiwany sposób.
Pewnego dnia obejrzał z uwagą film opowiadający o życiu błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Wówczas odrodziła się w nim nadzieja, że może jeszcze nie wszystko stracone, może uda się jednak ten egzamin zdać. Równocześnie uzmysławiał sobie, że to przekracza jego siły, że sam tego nie dokona. Teraz jednak wiedział już, gdzie szukać pomocy. Odwiedził grób kapłana męczennika i odmówił litanię. Ksiądz Jerzy nie zawiódł, egzamin udało się zdać dobrze.
Modlitwa za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki
Boże, Źródło wszelkiego dobra, dziękuję Ci, że w swojej miłości obdarzyłeś błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę godnością kapłaństwa. Posłałeś Go, aby gorliwie głosił Twoje słowo, szafował świętymi sakramentami, mężnie działał w Twoje Imię i zawsze był blisko każdego człowieka, wzywając do przebaczenia, jedności i pokoju. Ty obdarzyłeś Go łaską męczeństwa, przez co upodobnił się do Chrystusa na drodze krzyżowej.
Uwielbiamy i dziękujemy Ci, Panie, za ten wielki dar dla Kościoła, szczególnie za to, że uczyniłeś Go pośrednikiem w rozdawnictwie łask. W swoim nieskończonym miłosierdziu racz zaliczyć Go w poczet świętych, a mnie, za Jego wstawiennictwem udziel łaski ......., o którą z ufnością Ciebie proszę.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Adam Białous