• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Przebudzone sumienia

Sobota, 31 sierpnia 2013 (02:09)

Nie mam teraz czasu dla ciebie,/ Nie widziała cię długo matka,/ Jeszcze trochę poczekaj, dorośnij,/ Opowiemy ci o tych wypadkach./ O tych dniach pełnych nadziei,/ Pełnych rozmów i sporów gorących,/ O tych nocach kiepsko przespanych,/ Naszych sercach mocno bijących./ O tych ludziach, którzy poczuli,/ Że są wreszcie teraz u siebie,/ Solidarnie walczą o dzisiaj/ I o przyszłość także dla ciebie„ – śpiewał dla strajkujących stoczniowców w Gdańsku w sierpniu 1980 roku Maciej Pietrzyk w słynnej ”Piosence dla córki„.

Dzisiaj ta stoczniowa córka jest dojrzałą kobietą, a jej dzieci są nastolatkami. Przeminęło jedno pokolenie… Gdy w sierpniu 1980 roku mecenas Jan Olszewski jechał na Wybrzeże, aby wesprzeć strajkujących stoczniowców, im bliżej był Gdańska, tym więcej wśród szarych, smutnych budynków pojawiało się biało-czerwonych flag – wieszanych nie na rozkaz z okazji komunistycznych świąt, ale powiewających nad strajkującymi zakładami, fabrykami, stoczniami. Przyszłemu premierowi Rzeczypospolitej przed oczyma stanęły obrazy własnej młodości – biało-czerwone flagi nad stolicą w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego. Mimo że oba wielkie polskie Sierpnie dzieli epoka, w 1980 roku Polacy potrafili sięgnąć do tych samych punktów odniesień, do tych samych wartości, co w 1944 roku. Chociaż wydarzenia te dzielił czas komunizmu. Systemu, który chciał stworzyć nowego człowieka, niszcząc polską tożsamość, tradycję, rodzinę, Kościół, zatruwał życie kłamstwem, demoralizacją, kaleczył charaktery, deptał ludzką godność.

”Niech będzie biedny, ale czysty„

Wiosną 1972 roku Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński, kończąc rekolekcje dla studentów, mówił: ”Nieraz idąc ulicą Świętojańską w stronę placu Zamkowego, widzę na Krakowskim Przedmieściu pijaną młodzież. Myślę sobie: I oni idą ku Nowemu Światu… Nowa Polska? Czy ona naprawdę idzie ku ’nowemu światu’? Czy będzie z nich to nowych ludzi plemię?…„. Siedem lat później te same ulice wypełniły się tysiącami Polaków podążających na spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, który na pobliskim placu Piłsudskiego, wtedy Zwycięstwa, wzywał: ”Niech zstąpi Duch Twój…„, a dalej: ”Nie sposób zrozumieć tego Narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną – bez Chrystusa„.

Nie mogli też wkrótce zachodni dziennikarze zrozumieć strajkujących robotników wywieszających na bramach zakładów obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej, portrety Jana Pawła II, a nie Róży Luksemburg. Tłumów do konfesjonałów i na Mszach Świętych, skupienia w modlitwie, stawianych krzyży… Już kilka tygodni potem Polska była innym krajem. Ludzie zapragnęli żyć godnie, sprawiedliwie i uczciwie. Uwierzyli, że mogą to osiągnąć, że coś od nich zależy. Dom ”niech będzie biedny, ale czysty„. Przestali się bać, poczuli smak wolności, a ”Solidarność„ wyzwoliła ogromną społeczną aktywność i wysiłek ku naprawie zniszczonego przez komunizm kraju.

Długo można wymieniać obrazy z tamtego okresu: nauczyciele upominający się o obecność przedmiotów humanistycznych w szkolnictwie zawodowym, lekarze i pielęgniarki niemyślący nawet, aby można było odejść od łóżka pacjenta podczas strajku, ”robole„, którym dotąd władza serwowała prymitywną rozrywkę, zapełniający katowicki ”Spodek„ na przedstawieniach ”Kordiana„ i ”Dziadów„, środowiska uniwersyteckie zrywające z kundlizmem i konformizmem… Jeden ze strajkujących górników ówczesnej kopalni ”Manifest Lipcowy„ zapamiętał: ”Nagle wszyscy stali się świętymi. Nigdy później nie przeżyłem już takiej atmosfery – powszechnej, bezinteresownej życzliwości, serdeczności, odpowiedzialności i samodyscypliny. Zaglądający często do kieliszka oddawali przynoszony im alkohol. Tego nie da się opowiedzieć…„. Ludzie odczuli potrzebę zerwania z egoizmem, życia we wspólnocie, chcieli być lepsi, a na pewno się starali.

Najbardziej polskie słowa

Ten klimat sierpniowej odnowy, unicestwiony stanem wojennym, najlepiej oddał Jan Paweł II podczas swojej kolejnej pielgrzymki, mówiąc na Jasnej Górze o czasie, kiedy ”robotnik polski upomniał się o siebie z Ewangelią w ręku i z modlitwą na ustach. Obrazy, jakie w 1980 roku obiegały świat, chwytały za serce i dotykały sumienia. Stało się tak dlatego, że podstawowym pytaniem było nie – skądinąd ważne – pytanie: ’ile’?, lecz u podstaw znalazło się pytanie: ’w imię czego?’, pytanie o sens ludzkiej pracy, o samą jej istotę. W odpowiedzi na tak postawione pytanie nie może braknąć tych podstawowych zasad, które są tak głębokie jak sam człowiek, a które początek swój mają w Bogu„.

Gdy jesienią 1980 roku przywódcy ”Solidarności„ przybyli na Mszę św. do katedry wawelskiej, usłyszeli, iż ”słowo ’solidarność’ przyłączyło się do innych, tych najbardziej polskich słów, aby nadać nowy kształt naszym sercom. Jest takich polskich słów kilka. Słowo ’wolność’, słowo ’niepodległość’, słowo ’godność’ człowieka, a dziś słowo ’solidarność’. Każdy z nas czuje ogromny ciężar ukrytych w tym słowie treści„.

Mamy obowiązek dorastać

Dzisiaj wielu Polaków ucieka od jakiegokolwiek ciężaru. Tak ukształtowała ich rzeczywistość zrodzona z Okrągłego Stołu w połączeniu z antycywilizacyjnymi ideami przywleczonymi z Zachodu, z relatywizmem, deptaniem polskiej tożsamości, walką z Kościołem, wszelakimi dewiacjami, pogardą dla słabszych, akceptacją cwaniactwa, chamstwa, nieuczciwością (”pierwszy milion trzeba ukraść„), demoralizacją (”róbta, co chceta„)… W takiej atmosferze wyrosło kolejne pokolenie. Jeżeli jeszcze niezerwany, to przynajmniej nadszarpnięty został międzypokoleniowy kod kulturowy Polaków. Sceny, które tak niepokoiły Prymasa Tysiąclecia w 1972 roku, są jak niewinny wybryk wobec barbarzyńskich seansów motłochu na Krakowskim Przedmieściu latem 2010 roku, rozgrywających się za przyzwoleniu rządzących i przy rechocie ”intelektualnych„ środowisk. Jakże wielu tworzących przed laty ”Solidarność„ i NZS obecnie niczym nie różni się od ”towarzyszy szmaciaków„ z czasów PRL.

Sierpniowa odnowa była wielkim wołaniem ”o nowych ludzi plemię„. Jakże potrzebna jest dzisiaj kolejna jej odsłona. Drogę ku niej zdążył jeszcze wskazać Prymas Tysiąclecia, przed swą śmiercią. – Czasy, które idą, żądać będą od nas nowych mocy moralnych, duchowych, społecznych, zawodowych, kompetencji, a także wysokiego poziomu kultury ojczystej, rodzimej, która będzie pokarmem dla tych, co po nas przyjdą – mówił w styczniu 1981 roku. – Naród przecież nie umiera, tylko my się wymieniamy, a Naród trwa. W nauce Kościoła najbardziej trwałą społecznością jest rodzina i naród. Ludzie mają obowiązek dorastać do tej trwałości narodu i rodziny.

 


Autor jest historykiem.

Dr Jarosław Szarek