• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

O lepsze państwo

Piątek, 9 sierpnia 2013 (02:03)

Początki działalności społecznej i politycznej Barbary Bubuli to czasy studiów polonistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na pierwszym roku studiów trafiła do Niezależnego Zrzeszenia Studentów i szybko przekonała się, jak dużo trzeba płacić za prawicowe poglądy.

Od 1990 do 2005 r. nieprzerwanie zasiadała w Radzie Miasta Krakowa, z czego kilka lat stanowiła jednocześnie praca w zarządzie miasta (1994-1997). Sprzeciwiała się wtedy m.in. nieopłacalnej wyprzedaży majątku gminnego i zadłużaniu miasta. To dlatego w 1997 r. Barbara Bubula i jej klub nie poparli pierwszej emisji obligacji komunalnych, choć kosztowało ją to utratę miejsca w zarządzie miasta.

Gdy odwoływano Barbarę Bubulę z zarządu miasta na wniosek prezydenta Józefa Lassoty, oburzenia nie krył Jan Polkowski, prezes Stowarzyszenia „Samorządny Kraków”. Tłumaczył, że pani Bubula w zarządzie realizowała program stowarzyszenia, a troska o stan finansów Krakowa stanowiła jego ważny element. Trudno było mieć pretensję do Barbary Bubuli, że się o to troszczyła. Zresztą sam prezydent Lassota nie krył, że powodem dymisji były różnice merytoryczne, a nie konflikt personalny z Bubulą czy rozgrywka polityczna.

Przeciw korupcji

Praca w samorządzie jednak procentuje, bo pani poseł zna doskonale system funkcjonowania lokalnej władzy i urzędów. I dzięki temu może skutecznie pomagać ludziom. – Wiem, że podczas dyżurów poselskich pani poseł Bubula przyjmuje wielu interesantów, którzy przychodzą do niej z najróżniejszymi problemami – mówi poseł Andrzej Duda (PiS).

I dodaje, że ponieważ oboje są posłami z Krakowa, to współpracują przy różnych lokalnych inicjatywach i zadaniach. – Tego w telewizji nie widać, ale nasza aktywność parlamentarna w znacznej części ma miejsce w terenie – podkreśla Duda.

Działalność w samorządzie zwróciła też uwagę Barbary Bubuli na zagrożenie korupcją. Teraz wielu z nas już nie pamięta, jak ogromnym problemem społecznym i gospodarczym było łapownictwo, pleniące się także na szczeblu lokalnym, uderzające w firmy i obywateli.

To był jeden z głównych problemów, jakim zajmowało się Stowarzyszenie „Samorządny Kraków”, którego prezesem była w latach 1998-2003. Nic więc dziwnego, że zasiadając w Sejmie, pani poseł nie miała wątpliwości, że w Polsce potrzebna jest taka instytucja jak Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Walka z korupcją, samowolą urzędników, rozszerzaniem przez państwo inwigilacji obywateli to istotny element troski o wolności obywatelskie.

To dlatego Barbara Bubula ostrzega przed dawaniem służbom państwowym zbyt szerokich uprawnień do kontroli obywateli, dlatego była przeciwniczką umowy ACTA, ale też jako jedna z pierwszych alarmowała, że dużym zagrożeniem, także dla Polaków, jest unijny system INDECT – jego celem miało być obserwowanie społeczeństwa i wykrywanie potencjalnych zagrożeń w miastach.

Elementami INDECT miały być kamery monitoringu i programy komputerowe zbierające dane z portali społecznościowych, blogów, forów internetowych czy też narzędzia do rozpoznawania głosu, identyfikacji twarzy, danych biometrycznych. Gdy sprawa wyszła na jaw, rząd się z niej wycofał.

Mniej znanym aspektem publicznej działalności Barbary Bubuli jest troska o jakość języka polskiego w polityce. To dlatego stanęła na czele Parlamentarnego Zespołu Obrońców Języka i Literatury Polskiej. Koledzy i koleżanki posłowie żartowali, że w tym przypadku dało znać o sobie polonistyczne wykształcenie Barbary Bubuli, którą rażą błędy językowe popełniane przez parlamentarzystów. Ale inicjatywę poparli tak samo jak naukowcy.

– Pomysł jest genialny – oceniała prof. Halina Zgółkowa (Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu).

Wskazywała na to, że posłowie łamią zasady posługiwania się językiem ojczystym, mają problemy z gramatyką, źle akcentują słowa, zwłaszcza te obcego pochodzenia. A sekretarz Rady Języka Polskiego PAN dr Katarzyna Kłosińska ma nadzieję, że parlamentarzyści będą pomagać naukowcom w poprawianiu języka urzędowego. Praca ta jest jednak obliczona na wiele lat.

Przeciw GMO

Barbara Bubula już kilkanaście lat temu zainteresowała się roślinami genetycznie modyfikowanymi (GMO). W Sejmie jest więc jednym z najlepiej poinformowanych w tej kwestii posłów.

– Poseł Bubula nie jest członkiem komisji rolnictwa, ale żywo interesuje się w sprawami GMO, wspiera nasze działania, aby Polska stała się krajem wolnym od organizmów genetycznie modyfikowanych – mówi poseł Jan K. Ardanowski (PiS), zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Dlatego pani poseł konsekwentnie popiera zakaz uprawy GMO, uczestniczy w konferencjach naukowych poświęconych modyfikowanym roślinom i produkowanym z nich paszom i żywności, nie uchyla się od prezentowania swoich opinii w mediach. I wskazuje przede wszystkim na zagrożenie, jakie organizmy modyfikowane stanowią dla ludzi i zwierząt.

– Na jednej z konferencji naukowych poseł Bubula trafnie zauważyła, że w Polsce za mało się mówi o tym, iż jesteśmy już zmuszani do spożywania żywności zawierającej organizmy modyfikowane i nawet o tym nie wiemy. Bo takie produkty można spotkać na półkach sklepowych. Na nasze stoły trafiają też ogromne ilości mięsa i wędlin ze zwierząt karmionych paszami zawierającymi modyfikowaną soję. Tylko że z takimi informacjami i pani poseł, i osobom podobnie myślącym trudno się przebić w największych mediach. Tam zagrożenie ze strony GMO jest ignorowane – mówi Andrzej Filipczak, technolog żywności. – Kibicuję pani poseł, żeby ta batalia przeciw GMO zakończyła się sukcesem – dodaje.

Media i Sejm

Poseł Barbara Bubula jest uważana za jednego z najlepiej znających media parlamentarzystów. To nie tylko skutek tego, że w latach 2007-2010 zasiadała w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, co pozwoliło jej na dokładne poznanie sytuacji mediów elektronicznych działających w Polsce i innych krajach, ale i efekt dziennikarskiej praktyki. W latach 2001-2004 pracowała w dwumiesięczniku „Obywatel” – to wydawnictwo podejmowało ważkie tematy polityczne, społeczne, ekologiczne. Zajmowała się też redagowaniem biuletynu „Samorządny Kraków”.

Dla pani poseł media mają być jednym z elementów sprawnie działającego państwa służącego obywatelom, gdzie żaden nadawca nie będzie dyskryminowany. To dlatego mocno zaangażowała się w obronę katolickiej Telewizji Trwam, której Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odmówiła w 2011 roku miejsca na multipleksie cyfrowym.

Przypominała, że patologiczny układ w mediach istnieje w Polsce od początku III RP – wtedy koncesje przyznawano głównie stacjom o liberalno-lewicowym charakterze i dzisiaj bardzo trudno jest ten stan zmienić. Szansą była cyfryzacja telewizji, ale ona tylko ten układ utrwaliła. Zdaniem pani poseł, było to celowe działanie, ale ani KRRiT, ani władze państwa nie spodziewały się, że wywoła to tak ogromny społeczny sprzeciw.

Poseł Andrzej Duda wysoko ceni znajomość problemów mediów przez Barbarę Bubulę. Nie ma wątpliwości, że należy ona do wąskiej grupy ogółu parlamentarzystów mogących fachowo się w tych kwestiach wypowiadać. – Obok poseł Elżbiety Kruk Barbara Bubula jest naszym najważniejszym ekspertem od mediów. Wie, jak powinien wyglądać ład medialny w kraju. Jak trzeba budować pluralizm w radiu i telewizji – mówi Andrzej Duda.

– Pani poseł Bubula nieraz celnie punktowała błędy Krajowej Rady, nie tylko podczas procesu cyfryzacji telewizji. Jej argumentów nie można było zbić zarzutami o „robieniu polityki”. Widać było, że pani poseł wie, o czym mówi, i dlatego jest dla Rady trudnym interlokutorem – przyznaje jeden z senatorów PO.

Poseł Bubula wskazywała też na inne zagrożenia związane z procesem cyfryzacji telewizji. Monitowała nieustannie Krajową Radę i ministerstwo cyfryzacji w sprawie pomocy dla najbiedniejszych rodzin w zakupie dekoderów naziemnej telewizji cyfrowej, bo inaczej będzie im grozić „cyfrowe wykluczenie”, wskazywała na opóźnienia w realizacji programu przechodzenia na nową technologię czy też na pozbawienie dostępu do programów polskiej telewizji Polaków mieszkających tuż za granicą naszego państwa.

– Na pewno zasługą pani poseł Bubuli i innych parlamentarzystów PiS jest to, że władze zaczęły poważniej traktować kwestie cyfryzacji. Długo był to temat zaniedbany, ale nabrał przyspieszenia, gdy i KRRiT, i rząd zdały sobie sprawę, że ktoś patrzy im na ręce, że tej sprawy nie odpuści – mówi nam jeden z posłów PO.

– Przyznam, że argumenty podawane przez poseł Bubulę nieraz były i przez nas wykorzystywane w dyskusjach z naszymi ministrami na temat cyfryzacji – dodaje.

Dla pani poseł istnienie silnych katolickich mediów to fundamentalna sprawa, bo przy ich pomocy można prowadzić skuteczne kampanie w wielu ważnych dla Polski i Polaków sprawach. Choćby tak fundamentalnych jak obrona życia i rodziny.

Barbara Bubula poparła wpisanie do Konstytucji zapisu o bezwzględnej ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci, angażuje się w kampanie antyaborcyjne, a głosowanie w kwestiach moralnych zgodnie ze wskazaniami nauki Kościoła uważa za coś oczywistego. I nie ma wątpliwości, że gdyby m.in. nie szkodliwa działalność lewicowo-liberalnych mediów, to prawo i polityka państwa wobec rodziny wyglądałyby w Polsce zupełnie inaczej.

Krzysztof Losz