• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Czekają na nas

Piątek, 26 lipca 2013 (02:10)

Okres urlopowy. Piramidy egipskie czekają. Chorwackie wybrzeże Adriatyku zaprasza spragnionych zasłużonego wypoczynku. Kuszą swym pięknem Paryż, Barcelona i czeska Praga. Nasi bohaterowie mogliby tam być, ale wybrali inny kierunek podróży. Jadą na Kresy. W kolejnym Międzynarodowym Motocyklowym Rajdzie Katyńskim.

Wileńszczyzna. Z tyłu motocykla powiewa zatknięta biało-czerwona. Program rajdu jest napięty – bo już gdzieś na nich czekają. Nie można ot tak się zatrzymać i podziwiać krajobrazów. Nagle z jednego z domów przy drodze wybiegają jacyś ludzie. Michał, uczestnik rajdu, wspomina:

– To byli Polacy! Rozpostarli biało-czerwoną flagę z orłem. Jaka szeroka! Na pięć metrów. Nasz motocyklowy korowód przedefilował przed nią. Oni natomiast pod koła naszych motocykli sypali kolorowe płatki kwiatów.

Tęsknota za Polską

Wszystko zaczyna się w sierpniu lub na początku września. Niezmiennie od dwunastu lat. Motocykle przygotowane. W pracy udało się wziąć dwa, niektórym szczęśliwcom nawet trzy tygodnie urlopu. Planowali wyjazd przez cały rok. Na Wschód. Tam, gdzie nie ma Polski. To znaczy tam, gdzie jest aż tyle Polski…

Marta, z zawodu prawnik, nauczyła się jeździć na motocyklu po opowieściach Michała, też prawnika, z Rajdu Katyńskiego. Sama chciała się przekonać, jak to jest. W 2012 roku na rajd pojechali już wspólnie. Dziadek Marty pochodzi ze Śniatynia na Ukrainie, a babcia z Wileńszczyzny. Dziś mieszkają w Łodzi. Marta zawsze chciała zobaczyć miejsca, gdzie spędzili młodość.

Życie na rajdzie wydaje się proste. W nocy nie ma jazdy – ze względów bezpieczeństwa. Pobudka? Czwarta, piąta rano. Szybko trzeba zwinąć namioty, zjeść śniadanie. I w drogę.

Plan jest precyzyjny. O ósmej rano pierwsze spotkanie z rodakami z Kresów. Później wizyta w szkole – dzieciaki mają uciechę. Motocykliści zrobią z nimi rundkę na motocyklu wokół szkolnego placu, nagrodą jest szczery dziecięcy uśmiech. Po wizycie w szkole uroczystość przy pomniku lub na cmentarzu w miejscu kaźni Polaków. Takich miejsc jest na Kresach niezliczona ilość.

Dzienny grafik kończy się około dwudziestej, a czasem o dwudziestej drugiej. Ale czy można żyć na rajdzie tylko według grafiku?

– Trudno powiedzieć ludziom, że już kończymy i musimy jechać dalej. Stąd biorą się opóźnienia – wspomina Krzysztof.

– Jak ci ludzie tam, na Kresach, na nas czekają. Często po kilka godzin. Z chlebem wypiekanym w kunsztowne wzory kwiatowe. Tak pięknie chcą nas przywitać – mówi Marta. To oddaje bezmiar tęsknoty za tym, co polskie. I ten kawałek Polski w kawalkadzie kilkudziesięciu motocykli przyjeżdża do nich na Litwę, Białoruś, Ukrainę, do Rosji. – To nam uświadamia, ile znaczymy dla nich jako polscy motocykliści – stwierdza Michał.

Przygoda z historią

Co łączy uczestników rajdu? – To potrzeba serca – mówi Michał. I dodaje: – Chcę oddać hołd Polakom zamordowanym na Kresach. Wielu miejsc w ogóle nie znałem, nie wiedziałem, że istnieją. Dzięki organizatorom mam możliwość nie tylko poznania, ale i dotknięcia tych miejsc. Podobnie Krzysztof wyznaje, że dopiero na rajdzie poznał prawdziwą historię. – Dla mnie to było szokiem. Urodziłem się w 1967 roku, wtedy historia była zafałszowana, niedopowiedziana, a dziś na co dzień nie mam z nią do czynienia.

Przybyć do tych miejsc, poznać i dotknąć przeszłości. Ale czy historii można rzeczywiście dotknąć? Czy to możliwe? – Katyń. Śpimy pod namiotami. Mamy poczucie, że to nocleg z naszymi bohaterami – żołnierzami, oficerami. Śpimy w tym samym Katyniu. Z tą różnicą, że oni spoczywają w ziemi, a my na niej. To jest naprawdę ogromne przeżycie – wspomina Michał.

Towarzystwo na rajdzie jest bardzo zróżnicowane. – Jeżdżą tu najprzeróżniejsi ludzie. Od prawicowców do lewicowców. Od takich, którzy się pasjonują historią, do takich, którzy przygodę z historią zaczną dopiero po rajdzie – przyznaje Katarzyna.

Już pięć razy jechała w Międzynarodowym Motocyklowym Rajdzie Katyńskim, nauczyła się jeździć na motocyklu tylko po to, żeby wziąć w nim udział. W tym roku znów szykuje swoją hondę CBS 1000, żeby być na trzynastym rajdzie, który dotrze nie tylko na Kresy, ale też do Wiednia, by uczcić 330. rocznicę zwycięskiej bitwy naszego króla Jana III Sobieskiego i jego wojsk z Turkami.

Czy kobietom jest trudniej podczas rajdu? To nie takie proste spędzić kilkanaście dni pod namiotem w polowych warunkach. – A do tego my, kobiety, mamy takie złe nawyki jak potrzeba umycia się – śmieje się Katarzyna.

– Nieraz bywa, że musi nam wystarczyć butelka wody. Pokonywanie na motocyklu kilkuset kilometrów dziennie to nie tylko dla pań, ale i dla panów spory wysiłek. Ale panowie na tym rajdzie są rycerscy. Mogę spokojnie jechać, bo wiem, że zawsze będzie męska dłoń, która wesprze – podkreśla pięciokrotna uczestniczka rajdu.

Rzeczywiście. Tu wszyscy się wspomagają. Przed dwoma laty w Moskwie Michałowi paliwo zaczęło lać się na rurę wydechową. Poważna awaria. Z ekipą katyńską jeździ bus – ruchoma kuchnia, a także przyczepiona do niego laweta. Popsuty motocykl trafił na lawetę, a Michał kontynuował jazdę na motocyklu innego uczestnika rajdu, który był kontuzjowany.

Niezapomniane przeżycia

Nie sposób opisać wszystkich spotkań. Tego na Białorusi z Polką, panią doktor Heleną Dworecką, która utworzyła rodzinę zastępczą dla białoruskich dzieci. Tego z dziećmi w rosyjskiej szkole, która znajduje się w pół drogi pomiędzy Katyniem a lotniskiem Siewiernyj w Smoleńsku, gdzie co roku przybywają motocykliści. To są dziesiątki, setki wzruszających wizyt, podczas których słychać charakterystyczną kresową polską mowę, którą nasi rodacy tak pięknie zachowali.

– Na Kresach można poczuć, co to znaczy tak naprawdę patriotyzm, miłość do Ojczyzny. Polacy mimo cierpień, prześladowań przez dziesiątki lat zachowali w swoich sercach polskość – nie kryje wzruszenia Michał. – Takiej gościnności jak tam, na Kresach, nigdzie nie zaznałam. Ani takiego serca. Tam trzeba pojechać – dopowiada Marta.

Jacek Górski