Warto protestować
Środa, 3 lipca 2013 (02:00)Kontra przeciwko sankcjonowaniu związków pozamałżeńskich
Liberalna demokracja opiera się na pewnych teoretycznych założeniach, które najczęściej pozostają zaledwie psychoterapeutyczną fikcją.
Tak jak współczesna gospodarka mieni się kapitalistyczną, funkcjonując w dużej mierze dzięki fikcyjnemu kapitałowi, tak i system polityczny, który na pierwszy rzut opiera się na zasadzie powszechnej kontroli społeczeństwa nad władzą, w rzeczywistości funkcjonuje przy całkowitym ignorowaniu realnych potrzeb społeczeństwa.
Umożliwiają to często media, które teoretycznie mają odgrywać kluczową rolę w procesie kontroli społecznej, a praktycznie same jej bardzo potrzebują. Niekiedy jednak te teoretyczne założenia okazują się działać w praktyce i wówczas wzbudza to popłoch u klasy politycznej. Zdarza się więc, że dziennikarz, który zwykł zbytnio cenić prawdę, by się nią dzielić ze społeczeństwem, rzeczywiście ujawni jakąś „taśmę prawdy” albo (o zgrozo!) obywatele postanowią rzeczywiście dać wyraz temu, co myślą o działaniach polityków. Z przykładem takiego nieczęstego zjawiska mieliśmy do czynienia w ostatnim półroczu.
Wzorem Sodomy
Po kolejnych wizytach w Brukseli premier, ogłosiwszy swoje sukcesy negocjacyjne, dwakroć doznał wówczas wzmożenia moralnego, inicjując intensywne zabiegi o instytucjonalizację związków pozamałżeńskich mających podwyższyć komfort życia osobom praktykującym współcześnie zachowania, z których słynęła biblijna stolica tolerancji – Sodoma.
Po paru miesiącach jednak zapał całkowicie opuścił szefa rządu, który z rezygnacją wyznał, że Polska długo jeszcze nie sprosta standardom, które w czasach Abrahama powszechnie panowały tam, gdzie dziś tęczowo lśnią wody Morza Martwego.
Ta przemiana premiera okazała się mieć konkretne powody. Korzystając z procedur dostępu do informacji publicznej, Centrum Prawne Ordo Iuris uzyskało z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów informację o przeszło 116 tysiącach protestów, jakie napłynęły tam w minionym półroczu.
A zatem masowe non possumus społeczeństwa, epistolarny akt kontroli społecznej nad poczynaniami władzy, okazał się skuteczny. Przemilczały go wprawdzie główne media – są one jednak w kontrolowaniu władzy zbyt profesjonalne, by zwracać uwagę na amator- szczyznę społeczeństwa. Stało się tak zresztą nie pierwszy raz.
Promocja homoseksualizmu
Gdy w zdominowanym przez postkomunistyczną lewicę Senacie pojawił się pierwszy projekt ustawy legalizującej związki homoseksualne, liczono, że zaskoczona opinia publiczna nie zdąży się zorientować i projekt zostanie uchwalony, zanim ktokolwiek zareaguje. Trafił on do komisji senackich pod koniec 2003 r. ku zaskoczeniu samych senatorów. Lobby homoseksualne oczekiwało na zwyczajną w podobnych sytuacjach inercję opinii publicznej.
Zabiegom ustawodawczym towarzyszyły przez cały rok 2004 liczne imprezy promujące homoseksualizm, jednak Stowarzyszenie ks. Piotra Skargi umożliwiło reakcję na nie obywatelom – w efekcie rektor UJ i prezydent Krakowa dostali każdy po 30 tysięcy protestów od mieszkańców podwawelskiego grodu. Okazji do wyrażenia wówczas swojego stanowiska czujnie nie dano już jednak mieszkańcom stolicy, poddana politycznym naciskom Poczta Polska odmówiła bowiem dystrybucji tekstu protestów. Determinacja polityków była tak wielka, że Senat, ignorując protesty, uchwalił projekt ustawy w grudniu 2004 r. i przekazał go do Sejmu.
Wiele wskazywało na to, że arogancja władzy znów zatryumfuje, gdy marszałek Sejmu otrzymał 140 tysięcy listów protestacyjnych przeciw temu projektowi. Organizacje promujące homoseksualizm nie ustawały jednak w swych wysiłkach, planując na kwiecień 2005 r. wielkie imprezy w Krakowie, a potem w Warszawie.
Indywidualne protesty
Zabiegi te musiały jednak nieoczekiwanie zmierzyć się z ofiarą życia świętego. Śmierć Jana Pawła II i moralny wstrząs, którego doświadczyło społeczeństwo, ostatecznie zniweczyły legislacyjne zabiegi promotorów homoseksualizmu. W tym samym miesiącu grupa senatorów, przywołując nauczanie Jana Pawła II o grzechu sodomii, wystosowała list do marszałka Senatu, po którym ten wycofał z Sejmu rozpatrywany tam projekt ustawy.
Sytuacja powtórzyła się obecnie. I tym razem mieszkańcy Gdańska i Warszawy za sprawą tego samego krakowskiego stowarzyszenia uzyskali możliwość zakomunikowania szefowi rządu, co sądzą o jego priorytetach politycznych. Wolontariusze Krucjaty Młodych złożyli w kancelarii premiera 72 tysiące indywidualnych protestów.
Wkrótce dołączyli do nich Kaszubi z blisko 17 tysiącami podpisów. Dziesiątki tysięcy protestów spływało też drogą elektroniczną. Władza wydawała się trwać niewzruszona, jednak w połowie czerwca Donald Tusk zadeklarował, że nie widzi politycznych możliwości kontynuowania prac legislacyjnych, w które nieco wcześniej tak bardzo zaangażował swój autorytet.
Warto więc protestować, ale warto również dziękować. Po pierwszej tegorocznej ofensywie promotorów homoseksualizmu Fundacja Mamy i Taty wezwała swych sympatyków do podziękowania tym politykom, którzy mieli odwagę stanąć w obronie ładu moralnego, upominając się jednocześnie o poszanowanie Konstytucji. W ciągu tygodnia 16 tysięcy internautów wystosowało drogą elektroniczną podziękowania tym posłom.
Politycy muszą czuć naszą czujną obecność, którą wyrazimy protestem lub podziękowaniem. Jest to niezwykle ważne w czasach, gdy władza wyznacza kolejne rekordy arogancji względem tych, którym winna służyć. Warto reagować, tym bardziej że wysiłkom tym patronuje błogosławiony Jan Paweł II, który swym nauczaniem wezwał nas do przeciwstawienia się kulturze śmierci poprzez afirmację życia. O ile bowiem trudno przecenić zasługi organizacji umożliwiających społeczeństwu protest, o tyle pamiętać należy, że dopiero ofiara życia Jana Pawła II zniweczyła pierwsze próby instytucjonalizacji praktyk pogrążonych niegdyś w odmętach Morza Martwego. Na jego wstawiennictwo możemy też liczyć w kolejnych chwilach próby.
Autor jest wykładowcą na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz dyrektorem Centrum Prawnego Ordo Iuris.
Dr hab. Aleksander Stępkowski