• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Porażająca siła medialnego sterowania

Sobota, 14 lipca 2012 (09:54)

Medialni technokraci, dostając w ręce doskonałe narzędzia, nie umieją zrezygnować z ich porażającej siły. Ogromnie rozwinięta sieć współczesnej komunikacji - globalna sieć internetowa, setki radiostacji i stacji telewizyjnych, tysiące tytułów prasowych umożliwiają urabianie postaw i opinii społeczeństwa na skalę niespotykaną w dotychczasowej historii. Nasze życie oplata medialna rzeczywistość, która niemal każdego dnia zbiera kolejne ofiary.

Niektórzy badacze mediów są zdania, iż sterowanie społeczną świadomością doprowadzono do perfekcji, a rozwój nowych technologii medialnych stwarza coraz doskonalsze warunki sprzyjające skuteczności przyszłych zabiegów manipulatorskich.

Pijar, pieriestrojka i głasnost
 

W historii małych i wielkich zabiegów manipulatorskich można odnotować plagiaty, fantazje, reportaże pisane zza biurka, wywiady z nieistniejącymi ludźmi, fingowanie wydarzeń, kończące się nierzadko kompromitacją dziennikarzy i redakcji już uznanych i nagradzanych przez światową opinię publiczną.

Bardzo głośna była historia w 1932 r. reportera "New York Timesa" Waltera Duranty, laureata nagrody Pulitzera m.in. "za bezstronne reportaże z ZSRS". Duranty był na Ukrainie w okresie Wielkiego Głodu (pochłonął ok. 7 mln ofiar), nie mógł nie znać prawdy i tragicznej sytuacji Ukraińców, jednak uwierzył słowom Józefa Stalina przekonującego, że żadnego głodu nie ma.

Świat dał posłuch wielkiemu kłamstwu - amerykański reporter ogłosił, że Józef Stalin to największy współczesny polityk, zachodni intelektualiści wierzyli w zdemaskowanie zachodniej burżuazyjnej propagandy skierowanej przeciwko ZSRS.

Zabiegi manipulatorskie towarzyszyły - o czym mało się mówi - od samego początku tak ważnym dla nas przemianom lat 80. XX w. w Związku Sowieckim. Rosyjski dysydent Włodzimierz Bukowski zapytany o główne postaci rosyjskiej "głasnosti" przyznał, że jednym z mózgów całej operacji był nie Leonid Breżniew, nie Michaił Gorbaczow, ale szef KGB gen. Jurij Andropow.

To Andropow rozpoczął proces stopniowej liberalizacji i odwilży w ZSRS, co zostało potem rozwinięte przez Gorbaczowa. Gdy Andropow był już śmiertelnie chory, twarzą rosyjskich przemian dla Zachodu został ogłoszony Michaił Gorbaczow, choć nie miał z pierwotną koncepcją nic wspólnego.

Jako bliski protegowany Andropowa doszedł do władzy w ZSRS i odziedziczył po nim całą rzeczywistość polityczną. A wybrano go dlatego, że był najmłodszy, najbardziej energiczny i co najważniejsze, najbardziej telegeniczny spośród wszystkich pretendentów do władzy.

Dziś jakby wstydliwie pomija się fakt, iż zespoły badawcze, które od późnych lat 70. pracowały nad głasnostią i pieriestrojką, w większości wywodziły się z KGB i Departamentu Międzynarodowego Komitetu Centralnego. To ludzie KGB, mający za sobą obecność na Zachodzie i formułujący politykę zachodnią Kremla, stawiali sobie pytanie: "jak przejąć Zachód, aby uratować zbankrutowany system sowiecki?"1. Pasem transmisyjnym ich koncepcji, można rzec, ich najbardziej zaufanym sojusznikiem, były media i coraz doskonalsze technologie informacyjno-medialne.

Scenariusze "telerewolucji"

Specjalistka od socjologii polityki i sowietologii, zajmująca się tematem transformacji społeczeństw postkomunistycznych oraz instytucjonalizacji postkomunistycznego porządku, prof. Jadwiga Staniszkis, potwierdza rozgrywanie w krajach dawnego Ostbloku pewnych scenariuszy rozpisanych w poszczególnych odcinkach "telerewolucji".

Opisując przemiany przełomu lat 80. i 90. w krajach posowieckich, posiłkuje się pojęciami wypracowanymi przez francuskiego filozofa kultury, badacza rozwoju technik rzeczywistości wirtualnej Jeana Baudrillarda.

Chodzi o trzy terminy: symulacja, symulacrum i hiperrealność. Staniszkis objaśnia, że to, co działo się w Polsce pod nazwą "Okrągły Stół", to hiperrealność, rodzaj mistyfikacji. Gdyż "wszystko było przedstawione w formie rytuału realniejszego niż rzeczywistość, ale przywołującego pewne realne wątki, symbole, strony"2.

Symulacja, zdaniem Staniszkis, była wtedy, gdy "trzeba było symulować drugą stronę opozycji, np. Okrągły Stół. Zaś "symulacrum objawiło się wtedy, gdy trzeba było pewne elementy podreżyserować".

Staniszkis w tym kontekście przywołuje także przykład "aksamitnej rewolucji" w Czechosłowacji, gdy okazało się z czasem, że wiec studentów był reżyserowany od początku do końca przez służby specjalne, a władza miała zostać oddana w ręce podstawionego przez czeskie StB opozycjonisty "Młynarza, a gdy to nie wyszło, to "podkolorowano" Havla".


Kreowanie zdarzeń

Z inscenizowaniem wydarzeń przez media mamy do czynienia coraz częściej, także w Polsce. Dzieje się to bezpośrednio albo pośrednio przez kreowanie tzw. faktów prasowych i różnego rodzaju aranżacji medialnych. Już sam fakt obecności mediów, relacjonowania określonych wydarzeń zmienia ich charakter, przebieg i zachowania uczestników. Przypomnijmy sobie choćby niedawne Euro i dziesiątki zagranicznych i krajowych dziennikarzy i kamer jak charty czatujących na moście Poniatowskiego w Warszawie na najmniejszą scysję kibiców z Rosji z Polakami.

Niemiecki socjolog Hans M. Kepplinger, używając pojęcia "manipulowanie wydarzeniami"3, udowadnia, że ludzie coraz częściej żyją w wytworzonej sztucznie i wykreowanej przez media rzeczywistości.

Ostatnio w Polsce mogliśmy to zjawisko obserwować po 10 kwietnia 2010 r. przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu, podczas ubiegłorocznych manifestacji 11 listopada na pl. Konstytucji w Warszawie czy w czasie wspomnianych mistrzostw piłkarskich Euro.

Zwróćmy uwagę, że wszystkie te zdarzenia rozgrywały się w stolicy i mogły przybrać odpowiednią dramaturgię tylko dlatego, że rozgrywały się właśnie w Warszawie. Mieście posiadającym jak żadne inne w kraju tak liczną obsługę dziennikarzy krajowych i zagranicznych rozgłośni radiowo-telewizyjnych.

Media i "programy nienawiści"

Dezinformacja, jak widać, nie tylko w krajach totalitarnych może stanowić składową systemu tworzącego hierarchię dominacji, w której władza buduje wpływy i komunikuje się ze społeczeństwem jedynie w wymiarze wertykalnym - z góry na dół, nie oczekując żadnej relacji zwrotnej.

Obecnie także w demokracjach systemy medialne, budując swoje sposoby oddziaływania, wykorzystują odpowiednich ekspertów medialnych do kreowania określonej rzeczywistości.

Choćby miał to być czasem tylko jednorazowy użytek. Może to być, przykładowo, odrażający obraz politycznego wroga. Medialne sztaby i jego członkowie w randze rządowych ministrów wprowadzają w szeroki dyskurs medialny obraz tego "złego" - winnego wszystkim nieszczęściom, którego można bezkarnie lżyć i składać na medialnym ołtarzu - niby ofiarnego kozła. Ma on często oblicze lidera opozycji, jest źle ubrany, niesympatyczny, nieuczesany, nie uśmiecha się... Słowem, mógłby zjadać małe dziewczynki.

Philip Zimbardo, amerykański psycholog, współautor stanfordzkiego eksperymentu więziennego, badacz psychologii zła, terroryzmu i dehumanizacji, oddziaływania niepożądanych nacisków społecznych na jednostki, ich odczłowieczenie i odindywidualizowanie, nazywa to nawet tworzeniem "programu nienawiści"4.

Tak, by obywatele jednej grupy społecznej nienawidzili obywateli drugiej, łącznie z pragnieniem jej separacji, dręczenia, a nawet "zabicia". Potrzebna jest wtedy "nienawistna wyobraźnia", pewna psychologiczna konstrukcja, która wykorzystując siły rażenia nowoczesnej propagandy, zostanie wprowadzona i "zagnieżdżona" głęboko w umysłach obywateli, zmieniając jednych w przyjaciół, a drugich we "wroga".

W tej propagandowej i dezinformacyjnej walce amunicją są - jak zauważa Zimbardo - kule "nienawiści i strachu". Wróg jako odrażający, zagrażający dobrobytowi jednostek czy wręcz bezpieczeństwu narodowemu, pozwala rządom przestawiać utrwalone autorytety i hierarchię dotychczasowego sposobu myślenia i życia.

Takie zmiany są kreowane za pomocą słów i obrazów. W sytuacji istnienia wytworzonego wroga o obliczu abstrakcyjnego potwora i rozpętanego strachu ludzie tracą rozsądek i postępują irracjonalnie. Osoby niezależne zmieniają się w konformistów, obrazy wroga na plakatach i reklamowych spotach, okładkach pism i portalach internetowych. Jak pisze Zimbardo: "odbijają się w zakamarkach układu limbicznego, prymitywnego mózgu wyposażonego w potężne emocje w postaci strachu i nienawiści".

Pod zasłoną informacyjnej ciszy

Inną formą przemocy dezinformacyjnej może być manipulowanie agendą serwisów informacyjnych i ich selekcją pod względem hierarchii. Często dotyczy to także przemilczania ważnych tematów.

Ryszard Kapuściński zauważył, że cisza informacyjna może oznaczać nieszczęścia, a nawet przestępstwa. Reporter podróżując po krajach Trzeciego Świata pisał, że "cisza jest potrzebna tyranom i okupantom, którzy dbają, aby ich dziełu towarzyszyło milczenie".

Cisza także potrzebuje ogromnego aparatu policji i armii donosicieli. Kapuścińskiego interesowała kwestia, w jakim stopniu światowe "systemy masowego przekazu pracują w służbie informacji, a w jakim - w służbie ciszy i milczenia".

Jeśli w Gwatemali nastawiamy lokalną radiostację i słyszymy tylko piosenki, reklamę piwa oraz "jedyną wiadomość ze świata, że w Indiach urodzili się bracia syjamscy, wiem, że ta radiostacja pracuje w służbie ciszy" - konstatuje Kapuściński. Pytanie, czy dzieje się tak tylko w Gwatemali? Na czyjej służbie pozostają media w Polsce, na służbie informacji czy raczej ciszy i milczenia? Ten znak zapytania pozostaje jak najbardziej zasadny i wymaga nieustającej odpowiedzi.

 


1 To był rozkaz, z Włodzimierzem Bukowskim rozmawia Rafał Smoczyński, "Fronda", nr 23-24 (2001).
2 To była pełna reżyserka, z Jadwigą Staniszkis rozmawia Maciej Piwowarczuk, "Fronda" nr 23-24 (2001). 3 Por. H.M. Kepplinger, Eregnismanegement. Wirklichkeit und Massenmedien, Osnabruck 1992.
4 P. Zimbardo, Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?, przekł. A. Cybulko, J. Kowalczewska, J. Radzicki, M. Zieliński, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009. Autorka jest medioznawcą i religiologiem; wykładowcą w WSKSiM w Toruniu, prowadzi wykłady z medioznawstwa, rynku mediów w Polsce i na świecie, wielkich religii świata.

Hanna Karp