• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Nietykalni

Czwartek, 12 lipca 2012 (07:57)

"Jak wszyscy wielcy reporterzy Anna Politkowska prezentowała ludzką prawdę i na nowo pisała oficjalną historię. Będziemy ją nadal czytać i uczyć się od niej przez długie lata" - pisał Salman Rushdie po zabójstwie tej odważnej kobiety. Skąd ten cytat? Dlaczego wracam do postaci Anny Politkowskiej? Co wspólnego może to mieć ze mną, z nami?


Bardzo chciałabym powiedzieć, że nic albo że niewiele. Bardzo bym chciała... Chciałabym jak te Francuzki czy Angielki załamać ręce nad społeczeństwem Rosji, podpisać się pod kolejną petycją dotyczącą łamania praw człowieka przez reżim Putina, okazać współczucie, a potem wrócić do swego bezpiecznego łóżka w bezpiecznym domu, w bezpiecznym kraju. Marzenie, bajka dla grzecznych dzieci. Złudzenie płynące z ekranu telewizora. Kłamstwo.

Wydarzenia z ostatniego czasu potwierdzają raz jeszcze smutną prawdę: analogicznie jak w Rosji, tak i w Polsce powstała kasta oligarchów stojących ponad prawem, posługujących się prawem według własnego uznania, z dużą bezczelnością przejmujących władzę w instytucjach publicznych, nieliczących się z tzw. opinią publiczną, ewentualnie nią umiejętnie manipulujących.

Korzenie tej kasty też są takie same: to sowieckie służby specjalne i wojskowe, ludzie przez nich kupieni w taki czy inny sposób w krajach bloku sowieckiego traktowanych nadal przez Rosję jako własne dominium.

Ciekawy jest przypadek prokuratora Jarosława Seja: 34 lata, major prokuratury wojskowej, na pewno bardzo zdolny, bo szybko pokonał ścieżkę awansu. Ojciec - wysoki urzędnik sowieckich służb informacyjnych, zwanych wywiadem wojskowym PRL, instytucji najszerzej kontrolowanej przez ZSRS wśród innych rozlicznych w PRL. Jak twierdzą koledzy, pracowity i uczciwy.

Ale czy nie do czasu aż nie będzie potrzebny byłym mocodawcom jego ojca? A wtedy w stosunku do kogo okaże się lojalny: w stosunku do ojca czy w stosunku do Narodu? Właśnie dlatego w krajach szanujących obywateli i ich prawa taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. Bo takiego człowieka bardzo łatwo jest szantażować.

Jego koledzy prokuratorzy zamiast "ręczyć za niego", powinni okazać choć trochę ludzkich uczuć i pomóc wyjść z matni, odsuwając od śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej, w której to sprawie tkwią po uszy służby specjalne Rosji. Zostawmy analizę tych nader ciekawych "kominów" karier zawodowych w polskich organach sprawiedliwości i akceptowany przez polskie społeczeństwo karykaturalny wręcz nepotyzm (pytanie do socjologów: jak nazywa się takie społeczeństwo?).

Prokurator Sej nadzorował osobiście wszystkie trzy dotychczas przeprowadzone badania sekcyjne ofiar ze Smoleńska. To on decydował o tym, jakie badania kryminalistyczne, jakich części i przez kogo będą przeprowadzone. To on zadecydował, że badań fizykochemicznych nie będzie przeprowadzał Instytut Ekspertyz Sądowych z Krakowa. Prokurator Sej w odpowiedzi na moją prośbę o wydanie mi, jako osobie pokrzywdzonej, kopii protokołów konkretnych akt śledczych wydał decyzje odmowne.

W uzasadnieniu napisał, że posiadając dostęp do materiałów śledztwa, "utrudnię lub uniemożliwię pociągnięcie potencjalnych sprawców do odpowiedzialności karnej". Uzasadnienie to mnie po ludzku obraża.

Dziś prokuratura w Polsce to państwo w państwie. Zażalenie na prokuratora można złożyć do... prokuratora. Nie ma gdzie się odwoływać, nie ma takiej instytucji w naszym kraju, która miałaby nad prokuraturą jakikolwiek legalny i formalny nadzór. To oczywiście wiąże się także z umorzeniem śledztwa w tzw. cywilnym wątku, w którym żadna z rodzin nie dostała statusu pokrzywdzonego. Nie, bo nie. Bo jeśli jakiś urzędnik zawinił i w związku z tym zginął mój mąż, to nie ma znaczenia. Zresztą, jak się właśnie okazało, nikt nie zginął na skutek zaniedbań urzędników.

Czytając uzasadnienie prokuratury, tym razem powszechnej, odnoszę wrażenie, że w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku nikt nie zginął, a cała ta tragedia to zbiorowe urojenie. Prokuratura bowiem stwierdza ewidentne i świadome niedopełnienie obowiązków przez urzędników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ale jednocześnie stwierdza, że czyn ten nie zawiera znamion czynu zabronionego. Stwierdza, że urzędnicy nie działali na szkodę interesu publicznego.

Co z tego wynika? Prokuratura sugeruje, że można świadomie działać źle, świadomie nie wypełniać obowiązków, będąc pracownikiem instytucji publicznej najwyższego szczebla, a jednak nie działać na szkodę interesu publicznego. To po co są te instytucje, skoro ich działalność nie ma znaczenia dla społeczeństwa?

W uzasadnieniu czytamy: "w toku śledztwa stwierdzono dodatkowo poważne naruszenia przepisów z 2004 r. i Instrukcji HEAD z 2009 r. przez urzędników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (...) wymienieni funkcjonariusze, mając pełną świadomość zakresu powierzonych im obowiązków w swoich działaniach w tym zakresie, co najmniej godzili się na ich wypełnianie niezgodnie z przepisami". To co? Tak można i nic? To jest bezkarne? I to nie było na szkodę interesu publicznego? To na czyją szkodę było?

Dalej czytamy: "Niedopełnienie obowiązków wynikających z Instrukcji HEAD z 2009 r. i Porozumienia z 2004 r. nie miało wpływu na bezpieczeństwo wykonywania lotów". To po co są te instrukcje? Po co są w ogóle przepisy, zakresy obowiązków, jakieś normy prawne, skoro ich naruszenie nie ma żadnego znaczenia?

To uzasadnienie wyprodukowane przez panów Gacka, Machniaka, Skórę powinno przejść do podręczników dla studentów prawa, nie tylko w Polsce, jako przykład tego, że wszystko można uzasadnić w zależności od intencji uzasadniającego.

W Polsce jest dziś ogromne zapotrzebowanie na "ludzką prawdę", czyli po prostu przedstawianie rzeczywistości takiej, jaką ona jest, bez jej interpretacji. Oficjalną historię zaczęliśmy także, tak jak Anna Politkowska, pisać na nowo. Na pewno dotyczy to smoleńskiego śledztwa.

 

Zuzanna Kurtyka