Bohaterowie odzyskują imię
Piątek, 14 czerwca 2013 (02:00)Na cmentarzu Powązkowskim zakończył się kolejny etap przywracania czci i pamięci skazanym na zapomnienie bohaterom Polski Walczącej. W uroczystej ceremonii odprowadzono szczątki ofiar reżimu komunistycznego ekshumowane na tzw. Łączce na cmentarz Północny, gdzie zostały tymczasowo złożone.
– Było to niezapomniane przeżycie, gdy te trumienki z wielkim pietyzmem wkładano do samochodu. Aż dech zapiera, gdy się uczestniczy w takich uroczystościach – wspomina to wydarzenie Zofia Pilecka-Optułowicz, córka rotmistrza Witolda Pileckiego.
– Widziałam, jak ci ludzie ciężko pracują i z jaką czcią podchodzą do każdej wykopanej z ziemi cząstki. To wszystko dzieje się w wyjątkowym klimacie i ten klimat, nie mam co do tego wątpliwości, jest stworzony przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Mam wielkie uznanie dla niego i po prostu mu wierzę, że odszuka kiedyś szczątki mojego ojca.
Panteon narodowych bohaterów
Łączka to kwatera o wymiarach 18 metrów na 18 w pobliżu muru cmentarza Wojskowego na Powązkach. Od 1948 r. grzebano tam przeważnie nocą ofiary sądowych zbrodni z więzienia na Rakowieckiej, a także zakatowanych w czasie śledztw z aresztów Informacji Wojskowej czy UB.
W drugiej połowie lat 50., gdy ustały już tajne pochówki, urządzono tu śmietnik, później teren uporządkowano, nawieziono ziemi i gruzu, wydzielono nowe kwatery na groby… komunistycznych dygnitarzy i oprawców.
Te skryte pochówki ofiar terroru komunistycznego w Warszawie nie były odnotowywane w księgach cmentarnych ani w żadnych oficjalnych dokumentach – miały na zawsze pozostać tajemnicą. Była to płonna nadzieja komunistów, gdyż o tym, że na Łączce spoczywają ich ofiary, wiedziała cała Warszawa i po 1989 r. natychmiast zawiązał się komitet, który doprowadził do wybudowania na niej w 1990 r. pomnika ofiar okresu stalinowskiego.
Potem nad Łączką zapadła trwająca ponad dwadzieścia lat cisza, a sytuacja leżących na niej zamordowanych bohaterów i ich żyjących rodzin praktycznie niewiele zmieniła się w porównaniu z tą, w jakiej pozostawili ich komunistyczni zbrodniarze.
Zbezczeszczone zwłoki kwiatu polskiej konspiracji niepodległościowej, kawalerów Virtuti Militari, ludzi tej miary co gen. August Emil Fieldorf, rotmistrz Witold Pilecki, mjr Zygmunt Szendzielarz, płk Hieronim Dekutowski, ppłk Stanisław Kasznica czy ppłk Łukasz Ciepliński – nadal leżały zakopane w anonimowych dołach, w niepoświęconej ziemi, w warunkach urągających ludzkiej godności.
Ten upokarzający stan rzeczy został przerwany dopiero w roku ubiegłym, gdy na kwaterę „Ł” cmentarza Powązkowskiego wkroczyła ekipa prof. Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego 1944-1956.
– Oni robią to, co jeszcze możemy dla naszych bohaterów narodowych zrobić: wydobyć ich szczątki, zidentyfikować i godnie pochować – wskazuje historyk Leszek Żebrowski.
– To jest wielkie osiągniecie, bo mimo wielu deklaracji praktycznie nie było dotąd żadnych działań. Tymczasem zaważył upór jednego człowieka, który uznał, że trzeba to zrobić, można to zrobić i on chce to zrobić. Cała reszta, a więc uruchomienie instytucji i zapewnienie odpowiednich warunków dla tych działań, to jest już czynnik wtórny, choć niebagatelny, bo okazało się, że przy wykorzystaniu nowoczesnego sprzętu, jaki zapewnia obecna technika, można zrobić naprawdę wiele.
Łączka zdradza tajemnice
Prace ekshumacyjne w kwaterze „Ł” cmentarza na Powązkach poprzedziły zakrojone na szeroką skale przygotowania, w których przydały się doświadczenia z lat poprzednich zespołu prof. Krzysztofa Szwagrzyka.
Przeprowadzono więc ogromną kwerendę archiwalną, zgromadzono relacje rodzin i bliskich osób pomordowanych, starano się dotrzeć do grabarzy, byłych funkcjonariuszy UB i pracowników więziennych. Powstał w ten sposób swoisty bank danych zawierający dane osobowe poszukiwanych skazańców, daty ich śmierci, podstawowe parametry fizyczne, charakterystyczne cechy, jak np. stan uzębienia, wcześniej odniesione rany czy złamania. Z drugiej strony ustalono metody pracy oprawców i chronologię pochówków.
W przeprowadzonych dotychczas dwóch etapach prac ekshumacyjnych na cmentarzu Powązkowskim wydobyto łącznie szczątki blisko 200 ofiar komunizmu. Prace muszą być kontynuowane, gdyż ciągle brakuje ok. 100 osób. Znajdują się one zapewne pod postawionymi na Łączce grobowcami komunistycznych notabli.
Przeprowadzono też pierwsze identyfikacje wydobytych szczątków – udało się przywrócić tożsamość siedmiu bohaterom podziemia niepodległościowego. Radość rodzin była wprost nie do opisania.
– Do dziś pamiętam te słowa: „Ma pan ojca, odnaleźliśmy jego szczątki”, to był dla mnie szok – wspomina Edmund Budelewski, syn por. Bolesława Budelewskiego, dowódcy kompanii terenowej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego zamordowanego w lipcu 1948 roku. – Dla mnie nie ulega wątpliwości, że prof. Szwagrzyk to wspaniały człowiek, który poświęcił się dla sprawy.
Podobnie myśli Stanisław Łukasik, syn Stanisława Łukasika ps. „Ryś”, jednego z dowódców zgrupowania Hieronima Dekutowskiego „Zapory” zamordowanych wraz ze swoim komendantem na Mokotowie.
– Podchodzi z sercem do tej pracy i jest też bardzo taktowny, czego doświadczyłem na sobie – dodaje.
80 proc. identyfikacji
Zainteresowania antykomunistycznym podziemiem niepodległościowym prof. Krzysztofa Szwagrzyka sięgają lat 90. Tej tematyce poświęcił pracę doktorską, a także dalszą karierę naukową.
– Poznałem go jeszcze w latach 90., kiedy zajmowaliśmy się podobną tematyką: podziemiem niepodległościowym, okresem stalinowskim, zbrodniami, sędziami, i widziałem, z jaką determinacją do tego wszystkiego podchodzi, jak bardzo chce, żeby te sprawy zostały zbadane – wskazuje Leszek Żebrowski.
Przełomem w badaniu tego okresu było powstanie w 1999 r. Instytutu Pamięci Narodowej. Bardzo szybko wrocławski oddział tego instytutu, w którym pracował Krzysztof Szwagrzyk, zaczął „specjalizować się” w tropieniu namacalnych śladów podziemia niepodległościowego przez szukanie i ekshumowanie jego zamordowanych przez komunistów członków.
Naturalnym polem eksploracji był wrocławski cmentarz Osobowicki, gdzie grzebano ofiary komunistycznych mordów. Wrocław i Ziemie Odzyskane wydawały się w latach 40. i 50. doskonałym azylem dla zagrożonych aresztowaniami żołnierzy wyklętych, co z czasem odkryła również bezpieka. Dla wielu z nich okazały się śmiertelną pułapką.
Dowodem na to są m.in. dwie dobrze zachowane kwatery na wrocławskiej nekropolii przeznaczone wyłącznie na pochówki ofiar systemu komunistycznego. Pierwszą ekshumację na tym cmentarzu – kpt. Włodzimierza Pawłowskiego, założyciela i dowódcy dolnośląskiej organizacji antykomunistycznej występującej pod nazwą „Kresowiak” – wrocławski IPN przeprowadził w 2003 roku.
Po trzech latach odnotowano kolejny sukces – także we Wrocławiu odszukano szczątki ppor. Mieczysława Bujaka „Gryfa”, którego udało się zidentyfikować na podstawie badań DNA. Zgodnie z życzeniem rodziny został on pochowany z honorami na Powązkach w panteonie żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego. W wyniku kolejnych poszukiwań na terenie cmentarzy Wrocławia i Opola dokonano ekshumacji Hieronima Bednarskiego, Edwarda Cieśli, Stefana Półrula, Antoniego Tomiałojcia, którym IPN zorganizował uroczyste pochówki.
Ostatecznie zakrojone na szeroką skalę, największe jak do tej pory w Polsce, działania ekshumacyjne na terenie cmentarza Osobowickiego zakończyły się w ubiegłym roku. W kwaterach 81A i 120 odnaleziono szczątki ponad trzystu więźniów okresu stalinowskiego, z których udało się zidentyfikować ok. 80 procent.
Początek drogi
W latach 40. i 50. w naszym kraju wymordowano około 50 tys. osób. Tyle zmarło w więzieniach, zostało straconych, zginęło w wyniku różnych działań pacyfikacyjnych sił bezpieczeństwa. W ogromnej większości miejsca ich pochówków nie są znane, choć pewne tropy można znaleźć w wydanym przez IPN albumie „Śladami zbrodni”, gdzie przedstawiono ponad pięćset miejsc związanych z funkcjonowaniem komunistycznego aparatu terroru. Teren wokół każdej z takich placówek to potencjalne cmentarzysko ich ofiar.
Niektóre z nich ekipa prof. Szwagrzyka już badała. Szukała m.in. w Szczecinie (miała tam udział w odnalezieniu szczątków pięciu członków grupy „BOA” straconych w 1948 r.), Poznaniu, Bolesławcu, Opolu, Jaworze. W okolicach Włodawy nad brzegiem Bugu w grudniu ub.r. poszukiwała, na razie bezskutecznie, ciała legendarnego Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, zastrzelonego w czasie obławy w 1951 roku.
Wiele czasu zespół prof. Szwagrzyka poświęcił dotarciu do mogił zgładzonych podstępnie na Opolszczyźnie ok. 200 żołnierzy z oddziału Henryka Flamego ps. „Bartek”, zwabionych w pułapkę obietnicą przerzutu na Zachód. Na „polanie śmierci” w Barucie, gdzie wysadzono w powietrze stodołę, w której spali partyzanci, odnaleziono kilkadziesiąt fragmentów kości, zapalniki min, ryngraf, zegarek, pierścionek, obrączkę i kolczyk, świadczący, że wśród zamordowanych była kobieta, ale zbiorowych mogił nie udało się jak dotąd zlokalizować.
– Znając charakter prof. Szwagrzyka, sądzę, że to poszukiwanie prędzej czy później zakończy się sukcesem, ale trzeba pamiętać, że to jest dopiero początek wielkiej drogi szukania tych kilkudziesięciu tysięcy osób zgładzonych przez komunistów – uważa Leszek Żebrowski. – Przynajmniej duża część z nich prawdopodobnie zostanie ujawniona i tym żołnierzom Polska zapewni godne pochówki.
Adam Kruczek