• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Agroturystyka w cenie

Sobota, 1 czerwca 2013 (02:00)

Wzrost zainteresowania agroturystyką obserwujemy od lat 90., ale to nie znaczy, że jest to młoda gałąź turystyki. Wręcz przeciwnie. Za prekursora agroturystyki uważa się dr. Tytusa Chałubińskiego (1820-1889), miłośnika i propagatora Tatr i Zakopanego.

To on spopularyzował również wyjazdy do górali podhalańskich. Wypoczynek na wsi był też popularny w okresie międzywojennym do tego stopnia, że w 1937 roku Spółdzielnia Turystyczno-Wypoczynkowa „Gromada” jako pierwsza zaoferowała swoim klientom zorganizowane formy wypoczynku na wsi. Po wojnie, w latach PRL, agroturystyką nazywano wczasy pod gruszą, ale baza takich miejsc była stosunkowo niewielka.

Szósty pokój dla fiskusa

W 1990 roku, jak się szacuje, istniało blisko tysiąc gospodarstw agroturystycznych. Potem ich liczba zaczęła rosnąć. Teraz, jak wynika z najczęstszych szacunków, gospodarstw agroturystycznych może być od 10 do 12 tys. i dysponują one mniej więcej 100 tys. miejsc noclegowych.

Zdecydowana większość gospodarstw dysponuje nie więcej niż pięcioma pokojami dla gości. I nie wynika to wcale z niechęci rolników do rozwijania usług turystycznych „dla miastowych”. Postępują oni jak najbardziej racjonalnie, bo dopóki rolnik ma pięć pokoi, nie jest objęty przepisami podatkowymi, nie musi więc przechodzić całej mitręgi biurokratycznej związanej z rozliczeniami podatkowymi. Wystarczy jednak, że turystom zaoferuje szósty pokój, a już zapuka do niego fiskus i zabierze znaczną część osiąganych dotąd dochodów. – Jeśli rolnik za bardzo zajmie się agroturystyką, może także stracić prawo do ubezpieczenia w KRUS. Stanie się bowiem wedle przepisów podatkowych przedsiębiorcą, który powinien opłacać składki w ZUS, a to już się nikomu nie opłaca – tłumaczy Andrzej Myśliwski, prywatny doradca rolny. – Te przepisy funkcjonują już od wielu lat i nie słychać, aby miały być zmienione – dodaje.

GUS podaje również, że w ubiegłym roku liczba noclegów udzielonych w kwaterach agroturystycznych i pokojach gościnnych przekroczyła 2 miliony. To o ponad 10 proc. więcej niż w 2011 roku. Z czego 122 tys. noclegów wykupili goście z zagranicy. Ale – tak jak w przypadku liczby gospodarstw agroturystycznych – musimy pamiętać, że dane oficjalne są zaniżone. Eksperci, przedstawiciele stowarzyszeń agroturystycznych są zdania, że w ostatnich latach widać rosnące zainteresowanie takimi usługami ze strony obcokrajowców. Skuteczna okazuje się promocja Polski, zwłaszcza naszej przyrody. Swoje zrobiła np. kampania o wpisanie Mazur na listę nowych „Siedmiu cudów świata” czy promowanie na zagranicznych imprezach targowych innych regionów Polski: Pomorza, Roztocza, Bieszczad, Podlasia.

Przyroda i wiejski klimat

Gości z kraju i z zagranicy przyciąga przede wszystkim przyroda. Mamy kilkanaście parków narodowych, jeszcze więcej parków krajobrazowych i w ich sąsiedztwie powstały tysiące gospodarstw agroturystycznych. Swoje robi także sąsiedztwo zabytków, a samorządy, chcąc przyciągnąć gości, organizują latem wiele ciekawych imprez folklorystycznych, pikników. Jednak walory przyrodnicze są decydujące i dlatego najwięcej gospodarstw agroturystycznych (ponad 40 proc.) znajduje się w trzech województwach: małopolskim, podkarpackim i warmińsko-mazurskim. Ale dobre perspektywy mają też inne regiony, bo do miejsc atrakcyjnych turystycznie zalicza się przecież całe Wybrzeże, Pojezierze Pomorskie, Przedgórze Sudeckie i Sudety czy Wyżynę Krakowsko-Częstochowską i Roztocze. Zresztą, wystarczy pojechać kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy czy Wrocławia, aby znaleźć urokliwe miejsca, gdzie przyroda nie została zbyt mocno dotknięta ręką człowieka.

Same gospodarstwa także dbają o swoją ofertę. Wiesław Czerniec, prezes Polskiej Federacji Turystyki Wiejskiej „Gospodarstwo Gościnne”, podkreśla, że goście mogą wybierać sobie miejsce wypoczynku w zależności od tego, jakie dodatkowe atrakcje ich interesują. Można sobie wybrać wczasy w siodle albo pojechać tam, gdzie jest dużo terenów nadających się na przejażdżki rowerowe, albo gdzie w pobliżu są rzeki, stawy, jeziora, gdzie można pływać i łowić ryby. Rolnicy starają się też przyciągać gości kuchnią regionalną. Tylko tam możemy jeszcze skosztować wędlin, bigosu czy pierogów przyrządzanych wedle tradycyjnych przepisów. Na stołach podawane są też pieczywo, ser i masło wytworzone rękami gospodyni. Tak samo jak grzyby czy inne marynaty.

Okazuje się, że coraz większym zainteresowaniem cieszą się gospodarstwa, które oferują wypoczynek na prawdziwej wsi. Prezes Czerniec mówi, że agroturystykę wypaczyły nowoczesne obiekty hotelowe, gdzie na gości czekają kryte baseny z jacuzzi, spa, sauny, a standard pokoi nie jest gorszy niż w drogich hotelach w dużych miastach.

Tymczasem wiele osób szuka miejsca tam, gdzie stoją jeszcze drewniane domy kryte strzechą, gdzie zachowała się drewniana stodoła, obora, a po podwórku chodzą kury i kaczki. Bo dla wielu osób agroturystyka to także powrót do dzieciństwa, gdy wieś, skąd wyruszyli w świat, tak wyglądała. – Dlatego, aby rozpocząć działalność agroturystyczną, nie potrzeba wcale wielkich pieniędzy liczonych w setkach tysięcy złotych. Nie trzeba budować nowych budynków, można przystosować do potrzeb turystów już te istniejące, także drewniane, których niestety jest na wsi coraz mniej – podkreśla Wiesław Czerniec. – Bardzo często wystarczy po prostu tylko dobudować łazienkę, a to może być koszt 7-10 tysięcy złotych – zaznacza prezes Polskiej Federacji Turystyki Wiejskiej „Gospodarstwo Gościnne”. I radzi, aby rolnicy nie wyrzucali z domu starych szaf, łóżek, kredensów, tylko je zostawiali dla gości. Klimat wsi może oddać stary kołowrotek stojący w sieni, lampa naftowa, a na podwórku stare, nieużywane już narzędzia i maszyny.

Dla tych, którzy nie mają własnych funduszy, a myślą o większych inwestycjach, pewną alternatywą jest kredyt bankowy. Tu jednak utrudnieniem mogą być kwestia zdolności kredytowych rolnika i opłacalność całego przedsięwzięcia. Rolnicy mają możliwość ubiegania się o fundusze unijne – gospodarstwa agroturystyczne mogą korzystać z działania „różnicowanie w kierunku działalności nierolniczej”. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa może zwrócić rolnikowi do 50 proc. kosztów kwalifikowanych, ale nie więcej niż 100 tys. złotych.

Dlatego do 2012 r. ARiMR podpisała tylko 1,1 tys. takich umów na kwotę ponad 83 mln zł, czyli jedna dotacja wyniosła niespełna 80 tys. złotych. Na działalność agroturystyczną kredytów udziela też Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej – od 2001 roku podpisano ponad 450 umów na ponad 32 mln złotych. – Ale od pieniędzy dużo ważniejsze jest to, jak traktują gości, czy ci czują się u nich dobrze – mówi Wiesław Czerniec. A konkurencja jest duża. Potwierdza to Michał Zbrzyzny, który od lat spędza urlopy tylko na wsi. – Odwiedziłem cztery gospodarstwa, zanim znalazłem to piąte, najlepsze, gdzie przyjeżdżam z rodziną już co roku. Dopiero pod Zamościem trafiłem na sympatycznych gospodarzy, ciepłe przyjęcie, dobrą kuchnię. I te wieczory przy ognisku, a nie przy grillu, gdy można usłyszeć ciekawe historie związane z tym regionem, wspomnienia o wojnie i jeszcze wcześniejszych czasach. To tam po raz pierwszy zetknąłem się z kombatantami Batalionów Chłopskich i AK, którzy walczyli z Niemcami, a po wojnie z Armią Czerwoną, NKWD i UB – relacjonuje Zbrzyzny.

Promocja pomaga

Na pewno agroturystyka wymaga dobrej promocji. Do niedawna gospodarze myśleli, że wszystko załatwi internet. Rzeczywiście w sieci znajdziemy tysiące ofert wypoczynku na wsi, ale niestety nie wszystkie są wiarygodne i sprawdzone. Dlatego turyści często szukają takich gospodarstw, które mają kategorię nadaną przez jedno ze stowarzyszeń agroturystycznych. Taki swego rodzaju certyfikat jest nadawany po sprawdzeniu gospodarstwa, warunków w nim panujących, różnych atrakcji.

Agroturystykę starają się też promować samorządy wszystkich szczebli, które pomagają rolnikom w przygotowaniu ulotek promocyjnych, katalogów, broszur – często są one w całości lub w znacznej części finansowane przez gminy lub powiaty. Ale coraz większe znaczenie ma również udział w targach turystycznych. Odbywają się one w wielu miastach (w tym roku reaktywowano także takie targi w Warszawie), ale największą renomą w branży agroturystycznej cieszą się imprezy w Kielcach i Łodzi. Wystawia się na nich coraz więcej gospodarstw, a ich właściciele mogą się spotkać nie tylko z potencjalnymi klientami, ale i ekspertami, którzy podczas konferencji oraz seminariów dzielą się swoją wiedzą na temat organizacji agroturystyki, przepisów prawnych, mówią o badaniach dotyczących oczekiwań gości szukających wypoczynku na wsi.

Nasza agroturystyka ma przed sobą dobre perspektywy i paradoksalnie temu sektorowi sprzyjają odnotowane zwłaszcza w tamtym roku przypadki bankructw biur podróży. – Widok ludzi wyrzucanych za granicą z hoteli, koczujących na lotniskach w oczekiwaniu na powrót do kraju po przerwanych wczasach spowodował, że więcej osób decyduje się na spędzanie urlopu w kraju. To dla nich bezpieczniejsze rozwiązanie, a w dodatku widzą, że i w Polsce może na nich czekać wiele atrakcji, nawet lepszych niż te za granicą – nie ma wątpliwości prezes Wiesław Czerniec.

Krzysztof Losz