IX Ogólnopolska Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych
Sobota, 16 maja 2026 (18:00)W sobotę 16 maja w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach odbyła się IX Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych.
Mszy św. sprawowanej w bazylice w samo południe przewodniczył ks. prał. Franciszek Ślusarczyk, proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła w Krakowie.
Zebranych w bazylice Bożego Miłosierdzia przywitał ks. Zbigniew Bielas, rektor sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
W homilii ks. Franciszek Ślusarczyk mówił o Karolu Wojtyle, który przeżył śmierć mamy, taty, brata, a siostry wcale nie poznał. Przywołał słowa, które wypowiedział już jako Papież, że „miłości bez krzyża nie znajdziesz, a krzyża bez miłości nie udźwigniesz”. – To właśnie miłość pomogła mu w zachowaniu i rozwoju skarbu wiary i ta sama Boża miłość sprawiła, że później jako człowiek dorosły, kapłan, biskup i Papież, nigdy nie został synem utraconej nadziei, choć należał do rodziny dziecka utraconego. Co więcej, darami żywej wiary oraz ufnej nadziej ubogacał przez kolejne lata miliony ludzi na całym świecie – powiedział.
W czasie procesji z darami na ołtarzu zostały złożone karty z imieniem i nazwiskiem zmarłego dziecka. Imiona dzieci po zakończonej pielgrzymce będą wpisane do Księgi Dzieci Utraconych prowadzonej w sanktuarium.
Podczas pielgrzymki w trakcie nabożeństwa zwierzenia kapłan przekazał rodzinom z paschału światło Chrystusa Zmartwychwstałego.
Była to już IX Ogólnopolska Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych. Rodziny zgromadzone w łagiewnickim sanktuarium przybyły do niego z całej Polski. Jedne były po raz pierwszy, inne przyjechały kolejny raz.
Familiolog doktor Piotr Guzdek z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka wyjaśnia, że pielgrzymka ta ma charakter paschalny. – W jej centrum trzeba widzieć zmartwychwstałego Chrystusa w obrazie „Jezu, ufam Tobie”, który ukazuje rodzicom ich własną tożsamość po stracie. Pan Jezus ze śladami męki ostatecznie przekonuje rodziców, że rany tak głęboko odciśnięte w ich psychice i duchowości są niekwestionowalnymi znakami ich miłości – zauważa. – Światło z paschału wskazuje z kolei na perspektywę życia wiecznego, będącego nowym, obecnym życiem dziecka – dodaje.
Często rodziny, znajomi rodziców, których dzieci zmarły, nie wiedzą jak wspierać takie osoby. Doktor Piotr Guzdek podkreśla, że najważniejszym wsparciem jest nasza obecność. – Niewątpliwie obecność, która otwiera się na trudne stany emocjonalne osoby osieroconej, która nie bojkotuje bolesnej narracji o stracie, która nie wartościuje i nie wymaga określonego sposobu zachowania, ale pozostaje otwarta i empatyczna – precyzuje ekspert z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.
Sami rodzice, których dzieci zmarły, również wskazują na obecność jako znaczącą formę pomocy. – Oczywiście żadne słowa nie zakryją tego, czego doświadczyliśmy. Był taki moment, kiedy znajomi, sąsiedzi a nawet dalsza rodzina bali się z nami rozmawiać. Dla wszystkich było to trudne – wspomina Dariusz z Warszawy, którego synek przeżył zaledwie dwa miesiące. Wcześniej wraz z żoną Martą w wyniku poronienia stracili dwoje dzieci. – Początkowo był we mnie ogromny żal do Pana Boga. Nie rozumiałem sensu tego, co nas spotkało. Obwiniałem wszystkich, Pana Boga i cały świat. Nasze małżeństwo zaczęło się sypać. To były trudne lata, które przetrwaliśmy – i nie mam co do tego wątpliwości – dzięki modlitwie mojej teściowej Janiny. To święta kobieta i bardzo mądra. To ona pewnego dnia pokazała nam różaniec i zaleciła modlić się codziennie razem. Jak któreś z nas było w pracy, to duchowo się łączyliśmy. Z każdym tygodniem, miesiącem było lepiej, aż w końcu nasze serca wypełniła miłość i wdzięczność.
I wtedy zadziały się cuda. Kiedy dowiedzieliśmy się o kolejnej ciąży, nawet przez chwilę nie pojawił się lęk o to, czy tym razem wszystko będzie dobrze – wyjaśnia mężczyzna. Jego żona Marta dodaje, że mają dwoje dzieci przy sobie i troje w niebie. Codzienny, wspólny Różaniec pozostał z nimi do dziś. – Kiedy dowiedziałem się, że znowu będziemy rodzicami, to postanowiłem codziennie odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia, aby Panu Jezusowi jasno mówić „ufam Tobie” – opowiada Dariusz.
Lidia i Andres przez wiele lat starali się o potomstwo.
– Nasze pierwsze dziecko straciliśmy na wczesnym etapie ciąży. Na początku nic nie mogliśmy pojąć, czuliśmy się urażeni i niczym owce bez pasterza – wspomina Lidia. Jej mąż dodaje, że na początku trudno było pogodzić się z tą stratą. – Czułem się, jakby Bóg obdarzył nas długo wyczekiwaną łaską, a potem nagle ją nam odebrał. Jednak dzięki modlitwie łzy stopniowo ustąpiły miejsca pogodzeniu się z sytuacją, a później nadziei, że nie będziemy musieli długo czekać na narodziny naszego drugiego dziecka – wspomina mężczyzna.
Lidia podkreśla, że w najtrudniejszym dla ich małżeństwa czasie miłosierdzie Boże okazało się w ludziach, którzy wówczas byli przy nich. – Pocieszali nas, otaczali modlitwą, dobrym słowem, a często też dzielili się własną historią utraty dziecka, dając nadzieję i wiarę – przypomina kobieta.
Ufność w miłosierdzie Boże, wiara i pełne oddanie woli Pana Boga nie tylko pomogły małżeństwu żyć w spokoju o przyszłość.
– Wspomniałem, że mieliśmy nadzieję, że będzie nam dane zostać ponownie rodzicami. I tak się stało. W rok po tej stracie na świat przyszedł nasz największe skarb – nasza córeczka Luciana. Dziękujemy Ci, Panie – mówi Andres, a Lidia podsumowuje: – Pan Bóg jest dobry i warto zaufać do końca.