• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Krzyż to miłość

Niedziela, 29 marca 2026 (08:19)

Jezusa postawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?”. Jezus odpowiedział: „Tak, Ja nim jestem”. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: „Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie?”. On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.

A na każde święto namiestnik miał zwyczaj uwalniać jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zgromadzili, spytał ich Piłat: „Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem?”. Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: „Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu”. Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby żądały Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: „Którego z tych dwu chcecie, żebym wam uwolnił?”. Odpowiedzieli: „Barabasza”. Rzekł do nich Piłat: „Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?”. Zawołali wszyscy: „Na krzyż z Nim!”. Namiestnik powiedział: „Cóż właściwie złego uczynił?”. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: „Na krzyż z Nim!”. Piłat, widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej narasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz”. A cały lud zawołał: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”. Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: „Witaj, Królu żydowski!”. Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.

Wychodząc, spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić.

Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc tam, pilnowali Go. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: „To jest Jezus, Król żydowski”. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.

Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: „Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!”. Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: „Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym”. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Elí, Elí, lemá sabachtháni?”. To znaczy: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”. Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: „On Eliasza woła”. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, nasączył ją octem, umocował na trzcinie i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: „Zostaw! Popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby Go wybawić”. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha.

A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu.

Setnik zaś i jego ludzie, którzy trzymali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: Prawdziwie, Ten był Synem Bożym. (Mt 27,11-54)

Świat ma przyszłość, ponieważ „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Uratował pogrążonych w grzechu ludzi, oddając za nich życie! Sprawił, że nadzieja stała się nieśmiertelna.

Prawda ta w Niedzielę Męki Pańskiej dociera do nas w niezwykle wyrazisty sposób. Nie da się przejść obok niej obojętnie. Lektura Pasji domaga się wejścia w logikę krzyża Chrystusowego – zauważenia go nie tylko jako znaku wiary, ale uświadomienia sobie jeszcze raz, że nie sposób pojąć siebie bez Niego – bez Jezusa – i tego, co dla nas zrobił. Człowiek „nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie”. Święty Jan Paweł II przed laty przestrzegał: „Miłości bez krzyża nie znajdziecie, a krzyża bez miłości nie uniesiecie”. Praktyka życia to potwierdza.

Święta s. Faustyna w „Dzienniczku” odnotowała wiele próśb Jezusa, aby kontemplować Jego Pasję. „Mało jest dusz, które rozważają mękę moją z prawdziwym uczuciem; najwięcej łask udzielam duszom, które pobożnie rozważają mękę moją” – mówił (Dz. 737). W innym fragmencie siostra zakonna zapisała: „Jezus mi powiedział, że najwięcej Mu się przypodobam przez rozważanie Jego bolesnej męki i przez to rozważanie wiele światła spływa na duszę moją. Kto chce się nauczyć prawdziwej pokory, niech rozważa mękę Jezusa. Kiedy rozważam mękę Jezusa, to mi przychodzi jasne pojęcie wielu rzeczy, których przedtem zrozumieć nie mogłam” (Dz. 267).

Bóg pobłogosławił świat krzyżem. On „nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. Krzyż to miłość, nie znak porażki. To klucz do zrozumienia siebie i świata, otwierający drzwi do szczęścia na ziemi i bram wieczności. Pośród zmienności i nieprzewidywalności czasu Kościół wchodzi w święty czas Wielkiego Tygodnia ze swoją stałością i bogactwem liturgii. Dni poprzedzające Zmartwychwstanie Chrystusa przyjęło się w tradycji Kościoła nazywać właśnie wielkimi: Wielki Tydzień, Wielki Czwartek, Piątek, Sobota. I wreszcie – Wielka Noc! Rozpoczyna je Niedziela Męki Pańskiej, w naszej tradycji zwana Palmową. Tego dnia w kościołach czyta się Pasję. W następnych dniach teksty liturgiczne wprowadzają nas w wydarzenia, poprzedzające pojmanie i śmierć Zbawiciela, aż do Triduum Paschalnego, kiedy to poprzez znaki liturgiczne jeszcze raz w niepojęty dla nas sposób będziemy uczestniczyli w największych misteriach naszej wiary. Szczególnym przewodnikiem na tegoroczne Święte Dni jest św. Jan Paweł II – 2 kwietnia, w Wielki Czwartek, będziemy przeżywali kolejną rocznicę jego odejścia do domu Ojca. Zmarł w Roku Eucharystii.

Jak dobrze przygotować się do przeżycia nadchodzących dni?

Warto spojrzeć inaczej na nadchodzący czas, na Krzyż, Golgotę, pusty Grób, w taki sposób, aby wejść przede wszystkim w intymną, osobistą relację z Jezusem. Popatrzeć na swoje życie, niekiedy rozedrgane, rozpalone sprzecznymi dążeniami, przez Jego pryzmat. Medytacja Męki Pańskiej – w bogactwie form, w liturgii i paraliturgii – to umożliwia. Przynosi „trzeźwiący kontakt z pełną prawdą Męki Chrystusa” – jak pisał przed laty ks. Jerzy Szymik. „To ’ochłodzenie’ przynosi życiu człowieka właściwe proporcje rzeczy, prawdziwą hierarchię wartości, życiodajną harmonię ze wszystkimi i wszystkim. Widzieć życie, jak widzi je Bóg – oto cel lekcji […]. Trzeba się odważyć wejść w ową gorzkość i płakać – choć z największą, na jaką nas stać, pokorą. Ponieważ to nie estetyka ani nawet prawda naszego żalu się liczą, ale jego skutek: nawrócenie serca”.

Ks. Paweł Siedlanowski