Dziś w „Naszym Dzienniku”
Pożyczki z politycznym zapleczem
Sobota, 28 lutego 2026 (00:05)Z prof. Zbigniewem Krysiakiem, ekonomistą Szkoły Głównej Handlowej, rozmawia Rafał Stefaniuk
Unia Europejska przekazała Ukrainie od początku pełnoskalowej inwazji Rosji niemal 195 mld euro. Patrząc na skalę tych środków i ich strukturę, można powiedzieć, że unijna „rodzina” okazała się hojna?
– Hojna to mało powiedziane. To jest finansowa operacja na gigantyczną skalę. Mówimy o 194,9 mld euro – kwocie, która w przeliczeniu daje około 850 mld zł. To niemal jedna czwarta rocznego PKB Polski. Dla porównania: całe PKB Ukrainy w 2021 roku, czyli tuż przed wojną, oscylowało wokół 200 mld dolarów. A więc Unia w cztery lata przekazała wsparcie odpowiadające niemal rocznej produkcji całej ukraińskiej gospodarki sprzed inwazji. To pokazuje skalę zaangażowania. Według ostatnich informacji w szczegółach wygląda to następująco: 104,5 mld euro stanowiła pomoc finansowa, gospodarcza i humanitarna, 69,7 mld wsparcie wojskowe, 17 mld przeznaczono na utrzymanie ukraińskich uchodźców w państwach członkowskich, a 3,7 mld miało pochodzić z dochodów z zamrożonych rosyjskich aktywów. Około 65 proc. tej pomocy miało formę dotacji lub wsparcia rzeczowego, a pozostałe 35 proc. już z preferencyjnych pożyczek. To oznacza, że znaczna część tych pieniędzy nie wróci do unijnej kasy. Trzeba jednak powiedzieć rzecz fundamentalną: Unia Europejska nie ma „własnych” środków, w sensie prywatnego majątku. Operuje pieniędzmi podatników państw członkowskich, składkami budżetowymi oraz kapitałem pozyskiwanym poprzez emisję wspólnego długu, który w przyszłości trzeba będzie spłacić. To są decyzje polityczne obciążające europejskie społeczeństwa na lata.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym