• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Zapomniana choroba

Wtorek, 27 stycznia 2026 (02:01)

ROZMOWA z dr. Kazimierzem Szałatą, prezesem Fundacji Polskiej Raoula Follereau i przewodniczącym Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Follereau

 

W ostatnią niedzielę stycznia tradycyjnie obchodziliśmy Światowy Dzień Trędowatych, już po raz 73. Dlaczego wciąż potrzebne są obchody tego dnia?

– Kiedy Raoul Follereau podjął inicjatywę o ustanowieniu takiego szczególnego dnia, wyznaczył trzy zasadnicze cele: zwrócenie uwagi na los ludzi chorych na trąd, mobilizację sił i środków na skuteczną dla nich pomoc oraz pokazanie, że trędowaci to nie ludzie przeklęci, ale ci, którzy cierpią, kochają, marzą o normalnym życiu w rodzinie. Dlatego w krajach bogatych organizowano zawsze uroczyste nabożeństwa, konferencje i zbiórki charytatywne, natomiast w krajach dotkniętych trądem festyny z udziałem samych trędowatych.

Dziś być może jeszcze głośniej musimy przypominać o zapomnianej chorobie i zapomnianych chorych oraz mobilizować siły i środki, by nie tylko leczyć, ale także w miarę możliwości przywracać ludzi naznaczonych piętnem trądu do normalnego życia.

Jak to możliwe, że na świecie w XXI w. ludzie wciąż cierpią na trąd?

– Kiedy czterdzieści lat temu pojawiła się skuteczna terapia, która pozwala całkowicie wyleczyć chorego, wydawało się, że wkrótce problem zostanie rozwiązany i zapomnimy o tej chorobie. I stało się tylko to drugie. Zapominamy.

Kilkanaście milionów chorych zostało uwolnionych z trądu, ale nie z jego skutków. Trąd nieleczony w porę niszczy organizm i okalecza człowieka. Dlatego około 3 milionów byłych chorych to ludzie ciężko okaleczeni, którzy wymagają stałej opieki.

Na dodatek, według Światowej Organizacji Zdrowia, każdego roku przybywa około ćwierć miliona nowych przypadków. Najwięcej w Azji Południowo-Wschodniej, Afryce i Ameryce Południowej.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

Małgorzata Bochenek, „Nasz Dziennik”