• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Komu zależało na szybkim ich zamordowaniu?

Sobota, 18 maja 2013 (09:14)

Z Jadwigą Jolantą Dziewiór z domu Sojczyńską, córką generała brygady Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Wspomniała Pani, że w dniu aresztowania ojca miała niespełna rok...

– Aresztowania dokonano 27 czerwca 1946 roku w Częstochowie, a ja urodziłam się w lipcu 1945. Różnie mówi się o tym, kto zdradził i przyprowadził ludzi Moczara do domu przy ul. Wręczyckiej 11 w Częstochowie. Tam zakonspirował się tata. Z opowiadań wiem, że cały proces był pięknie przeprowadzoną propagandową nagonką na tatę i jego żołnierzy. Wyrok był wydany na nich znacznie wcześniej. A ten proces w Łodzi był tylko formalnością. Sędzia skazał osiem osób, w tym tatę, na karę śmierci. Wyrok – z zapisków to wiemy – wykonano 19 lutego 1947 roku, zaledwie trzy dni przed ogłoszeniem amnestii. Można się zastanawiać, dlaczego tak się spieszono. Komu zależało na szybkim ich zamordowaniu? Tych pytań jest wiele. A najgorsze jest to, że nie wiadomo, gdzie został pochowany...

Próbowali Państwo odnaleźć to miejsce?

– Oczywiście. Od razu po przekazaniu informacji o wykonaniu wyroku mamusia chciała odzyskać ciało taty. Potem w czasach „Solidarności” też podejmowane były próby odnalezienia miejsca jego pochówku. Bezskutecznie. Teraz, w wolnej Polsce, także na różne sposoby próbowaliśmy do niego dotrzeć. Bo tata zasługuje na godny pochówek. Został bestialsko zamordowany, przynajmniej po śmierci ma prawo spoczywać spokojnie i godnie. Jednak ślad zaginął. Cały czas wierzę, że odnajdziemy ciało taty. Choć wiem, jak bardzo to będzie trudne.

Pani matka spotkała się z gen. Sojczyńskim już po aresztowaniu?

– Tak. To bardzo trudne wspomnienia. Oboje byli świadomi bliskości śmierci. Mama pytała tatę, czy ma przyprowadzić moich braci do więzienia, by się z nim zobaczyli. Tata prosił, by tego nie robiła. Powiedział jej, że chce, by chłopcy zapamiętali go takiego, jakim był przed pojmaniem. Widok taty zza krat mógł nimi wstrząsnąć. Dlatego tylko mamusia odwiedzała tatę. Później uczestniczyła w rozprawach. Siedziała na sali sądowej, obserwowała wszystko. Była obecna w chwili skazania tatusia na śmierć. Wyobraża sobie pani, co ona musiała czuć, co przeżywać? My wszyscy możemy tylko przypuszczać, a tak naprawdę żadne słowa tego nie oddadzą. Mamusia, opowiadając o tym, bardzo płakała. Na nagraniu w kronice filmowej zarejestrowano ogłoszenie wyroku. Tatuś był spięty, nerwowy i wycieńczony. Być może bito go w więzieniu, torturowano, by zdradził. Na pewno był świadomy, że to jego ostatnie chwile życia. To musiało być okropne uczucie.

Wspominała ich ostatnie spotkanie?

– To było bardzo bolesne. Po raz ostatni rozmawiali ze sobą w więzieniu. Mamusia płakała przez cały ten czas. Dzieliły ich kraty. Tatuś mówił, żeby się nie bała, bo jego organizacja nam pomoże. Mimo dramatu tej sytuacji, wielkiej rozpaczy tatuś uspokajał mamę, mówiąc: „Nie płacz, bo oni nie są godni twoich łez”. Te słowa wspominane przez mamusię brzmią mi w uszach.

Otrzymali Państwo pomoc?

– Przyznam szczerze, że ten widowiskowy proces skutecznie zastraszył wiele osób. Nie przyznawali się do jakichkolwiek kontaktów z tatusiem, jego żołnierzami. Nawet rodzina nie przyznawała się do nas z obawy o własne życie i los. Przyjął nas brat mamy – wujek Stanisław ze Śląska. Ciężko było dostać mieszkanie. Wujek walczył w czasie II wojny światowej w partyzantce, a potem przeniósł się na Śląsk. Miał dobre serce i mimo że był niedługi czas po ślubie, przyjął nas do swojego mieszkania: mamusię, babcię i trójkę małych dzieci. A mieszkanie było maleńkie. Potem mamusia znalazła pracę, udało się zdobyć mieszkanie. I jakoś przetrwaliśmy to wszystko. Najwięcej wycierpiała i przeżyła mamusia.

Pani ojciec należy do żołnierzy niezłomnych, których pamięć i cześć na różne sposoby próbowano wyeliminować ze społeczeństwa...

– Mówiono nam, że na wszelkie sposoby próbowano zatrzeć ślady zabójstwa taty, by ludzie nie chcieli go naśladować i walczyć z władzą komunistyczną. Wszystkie te informacje układają się w całość. Wypierano z pamięci Polaków tych, którzy walczyli o suwerenną, wolną, niepodległą Ojczyznę. Byli niewygodni. Jednak pamięć o takich bohaterskich ludziach jak mój tatuś przetrwała. Żyją jeszcze ci, których członkowie rodzin byli jego żołnierzami albo ich znali. Przed 1989 r. potajemnie przekazywano informacje kolejnym pokoleniom. Nieudolne były więc propagandowe działania władzy komunistycznej. Pamięć o narodowych bohaterach przetrwa mimo wszystko.

Sytuacja zmieniła się po 1989 roku?

– Poczuliśmy ten powiew wolności. Wówczas bardzo obiecujący. Po 1989 roku zmieniło się tyle, że można otwarcie mówić o takich ludziach, jak mój tatuś, otwarcie, choć w dalszym ciągu są tacy, dla których pamięć o nich jest niewygodna... Na pewno byśmy ze sobą nie rozmawiały w czasie PRL. Pani jest młodą osobą, więc na pewno tego okresu nie pamięta. Ale pani rodzice, dziadkowie znają tę partyjną propagandę. Dlatego po zmianach ustrojowych odetchnęliśmy z ulgą, że nadchodzi lepszy czas dla Polski. Chociaż ja od dawna mieszkam w Niemczech, to Polskę kocham całym sercem. Moi bracia mieszkają w Ojczyźnie. W 1989 roku rodziła się nadzieja. Dla nas była także związana z odnalezieniem grobu tatusia.

Na pewno ważną datą był 14 października 1992 roku. Wówczas łódzki sąd uchylił wyrok z 1946 roku. Uznano, że  tatuś, wówczas w randze kapitana, działał na rzecz niepodległości państwa polskiego. Imieniem tatusia nazywane są ulice m.in. w Łodzi, Radomsku i Częstochowie. Budowane są pomniki. Powstały komitety pamięci, organizowane są konferencje i spotkania opowiadające o tacie i jego żołnierzach. Powstały nawet filmy, m.in. pani Aliny Czerniakowskiej zatytułowany „Czy warto było tak żyć?”. Teraz, w maju, odsłonimy obelisk w Częstochowie. Stanie on w miejscu dla nas ważnym, bo tam, gdzie tatuś został pojmany. Mam nadzieję, że będę mogła przybyć na jego odsłonięcie wraz z moimi braćmi.

Jak Państwo odbierają wszystkie te inicjatywy upamiętniające ojca?

– Proszę mi wierzyć, że to ogromna dla nas radość i duma. Cieszymy się, że mimo upływu tylu lat, mimo działań fałszujących prawdę o tatusiu ona przetrwała w pamięci i sercach naszych rodaków. Jesteśmy dumni, że ludzie wspominają naszego tatusia, który byłby bardzo szczęśliwy, że Polska jest wolna.

W listopadzie 2009 roku decyzją prezydenta Lecha Kaczyńskiego Pani ojciec został pośmiertnie mianowany na stopień wojskowy generała brygady. Była Pani obecna na uroczystości nadania tego stopnia?

– Wśród tych wszystkich wydarzeń związanych z upamiętnieniem tatusia to miało szczególne znaczenie. Wielkie emocje towarzyszyły nam przy odbieraniu nominacji generalskiej dla taty. Ta uroczystość jest bardzo podniosła. A dla nas był to dodatkowy czas chwały taty, który przelał swą krew za wolną Polskę. Było to ogromne przeżycie dla nas i naszych rodzin.Wielka duma, że po tylu latach trud i poświęcenie tatusia zostało dostrzeżone i docenione. Proszę mi wierzyć, to wielka radość i wdzięczność.

Państwa dzieci i wnuki od początku znały historię gen. Sojczyńskiego?

– Tak. Nie ukrywaliśmy prawdy o tacie. Jeśli my byśmy to chowali, to któż miałby przekazywać tę prawdę? Wnuczek Jurka – Grzesiu bardzo jest zaangażowany w utrzymywanie pamięci o jego pradziadku. Chętnie poznał jego historię, uczestniczy z dziadkiem w spotkaniach. Jest bardzo zaangażowany. To ważne i piękne, że tak młody człowiek chce poznać prawdę, i dlatego jest szansa, że pamięć o moim tacie będzie przekazywana kolejnym pokoleniom. Dziękuję tym wszystkim, którzy pielęgnują tę pamięć i ocalają od zapomnienia mojego tatusia.

Dziękuję za rozmowę.

 

Była to druga część wywiadu. Pierwsza część dostępna tutaj.

Izabela Kozłowska