Prawdziwe święto dla Polaków
Niedziela, 9 listopada 2025 (18:36)Rozmowa z Janem Dziedziczakiem,
posłem Prawa i Sprawiedliwości, byłym pełnomocnikiem rządu do spraw Polonii i Polaków za granicą
Ikona Matki Bożej Jasnogórskiej wróciła
do kaplicy Polskiej w paryskiej katedrze Notre Dame. To tylko symbol, czy coś znacznie głębszego? To gest, który ma przypomnieć Francuzom i całej Europie,
że duch Polski jest wciąż obecny w sercu Zachodu?
– To wydarzenie o wielkim znaczeniu i niezwykłej sile emocjonalnej. W najświętszym miejscu Francuzów,
w jednym z filarów europejskiej kultury i duchowości,
znów rozbłysła obecność Polski. Kaplica Polska, pierwotnie utworzona w latach 2017-2018 z okazji 40. rocznicy wyboru Karola Wojtyły na Papieża oraz 100-lecia odzyskania niepodległości, dziś odzyskuje swoje miejsce. To więcej niż dekoracja – to świadectwo naszej historii, wiary i wdzięczności. W kaplicy znajdowała się kopia ikony Matki Bożej Częstochowskiej przywieziona w 2018 r. przez ojców paulinów jako dar Narodu Polskiego. Obok niej
– biało-czerwone flagi, relikwie św. Jana Pawła II
i trójjęzyczny opis historii tej niezwykłej inicjatywy.
To nie tylko upamiętnienie, ale też symbol duchowego mostu między Polską a Francją. Przyznam szczerze
– jestem tym głęboko poruszony. Miałem zaszczyt być pomysłodawcą i współtwórcą tego przedsięwzięcia.
Widzieć dziś, że kaplica Polska znów żyje, to jak zobaczyć, że pamięć i duch naszej tożsamości wciąż potrafią rozświetlić mury Europy.
Wspomniał Pan, że inicjatywa miała na celu uczczenie św. Jana Pawła II. Ale dlaczego właśnie Francja, dlaczego Paryż i wreszcie dlaczego katedra Notre Dame?
– Bo trudno o miejsce bardziej symboliczne. Elementy upamiętnienia pontyfikatu Jana Pawła II powstawały
w wielu zakątkach świata, ale to właśnie Francja – kraj
o głębokich tradycjach chrześcijańskich – była dla Papieża Polaka wyjątkowo ważna. Chcieliśmy więc podkreślić jego związki z tym krajem, ale jednocześnie przypomnieć,
że ten wielki Papież nigdy nie zapomniał, skąd pochodzi. Był głową Kościoła powszechnego, ale swoją polskość
niósł z dumą i wyrażał ją wszędzie – podczas pielgrzymek, spotkań, modlitw z rodakami rozsianymi po świecie.
Ta inicjatywa jest więc hołdem zarówno dla Jana Pawła II, jak i dla jego duchowej tożsamości, zakorzenionej głęboko w polskiej tradycji i maryjności. Nieprzypadkowo jego papieskie zawołanie Totus Tuus – Cały Twój – było skierowane do Matki Bożej. Dlatego właśnie najpiękniejszym sposobem, by uczcić jego pamięć, było umieszczenie w sercu katedry Notre Dame kopii ikony Matki Bożej Częstochowskiej – wizerunku, który łączy Polskę, wiarę i uniwersalny wymiar duchowości. Warto dodać, że obraz ten ma ogromne znaczenie nie tylko
dla nas, ale i dla całego świata. To czwarty najbardziej rozpoznawalny wizerunek maryjny na ziemi – po Matce Bożej z Guadalupe, Fatimy i Lourdes. Dla Polaków
to symbol świętości i tożsamości, ale w Kościele powszechnym to także znak głębokiego duchowego dziedzictwa, które od wieków przemawia do ludzi niezależnie od języka i granic.
Panie Ministrze, domyślam się, że nie było łatwo doprowadzić do powstania polskiej kaplicy właśnie w katedrze Notre Dame.
– Proszę sobie uświadomić, że mówimy o miejscu absolutnie wyjątkowym – dla Francuzów to nie tylko świątynia, ale symbol ich państwowości, kultury
i tożsamości. Nawet w kraju tak głęboko laickim jak Francja katedra Notre Dame pozostaje czymś w rodzaju duchowego serca narodu. Przekonaliśmy się o tym wszyscy, gdy po pożarze w 2019 r. cały świat zamarł,
a Francuzi płakali, patrząc, jak płonie ich historia. I właśnie w tym miejscu, w tym świętym dla Europy punkcie, dzięki determinacji i skuteczności polskiej dyplomacji i Polskiej Misji Katolickiej we Francji, udało się umieścić polskie symbole – kaplicę dedykowaną Matce Bożej Częstochowskiej. To wydarzenie bez precedensu,
bo Polska jest jedynym krajem spoza Francji, który ma
w tej katedrze własną przestrzeń duchową. To nie tylko gest religijny, ale również potężny symbol naszej obecności w europejskim dziedzictwie i dowód, że potrafimy działać
z rozmachem, skutecznie i z dumą. Tak właśnie wyglądała prawdziwa dyplomacja publiczna – mądra, odważna
i niosąca za sobą trwały ślad polskości.
Jak wielu ludzi dzięki tej kaplicy w Notre Dame będzie mogło zetknąć się z polskim dziedzictwem kulturowym i duchowym?
– Skala jest naprawdę imponująca. Według naszych szacunków sprzed pożaru katedry w tym miejscu pojawiało się rocznie około 13 mln osób – chciałoby się powiedzieć: pielgrzymów, bo dla wielu z nich była to nie tylko turystyczna, ale wręcz duchowa wędrówka. I tak,
aż 13 mln ludzi z całego świata przechodziło obok polskich flag, relikwii św. Jana Pawła II, opisu historii naszej ikony w trzech językach – polskim, francuskim i angielskim
– i przede wszystkim obok wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej, tak głęboko wpisanego w naszą tożsamość. To znaczy, że każdego roku miliony osób
miały okazję dotknąć polskości w najbardziej uniwersalnym wymiarze – duchowym, kulturowym i historycznym.
I właśnie o to chodziło: by w sercu Europy przypominać,
że Polska jest częścią jej duszy.
Katedra Notre Dame powstaje z popiołów,
a wraz z nią także kaplica Polska. Francuski Kościół zdaje się przeżywać duchowe odrodzenie. Czy ten symboliczny powrót może być zapowiedzią szerszego przebudzenia Europy, która przez lata żyła
w cieniu laicyzmu i relatywizmu?
– Pożar Notre Dame był wstrząsem dla całego świata,
ale dla Europy w szczególności. To wtedy wielu ludzi
zdało sobie sprawę, jak bardzo potrzebujemy duchowych fundamentów, które przez dekady próbowano podważać. Widzę dziś, że coś się w Europie zaczyna zmieniać – po latach lewicowo-liberalnego monopolu ideowego coraz więcej osób dostrzega, że bez wartości, bez zakorzenienia w tradycji i wierze, wspólnota traci sens. Historia Notre Dame – dramat pożaru, poczucie pustki, a potem wysiłek odbudowy – jest opowieścią o nadziei, która może tchnąć nowe życie w Stary Kontynent. Poruszyło mnie też to,
że w trakcie tamtego dramatu Francuzi z wielką troską ratowali nie tylko swoje tysiącletnie relikwie, ale również polską ikonę Matki Bożej Częstochowskiej. Nie musieli
tego robić, a jednak wynieśli ją z katedry z takim samym szacunkiem, jak największe skarby swojej kultury. To był piękny, symboliczny gest – znak przyjaźni, wspólnoty
i duchowej więzi między Polską a Francją. I może właśnie w takich gestach kryje się przyszłość Europy, która
– miejmy nadzieję – znów zacznie oddychać pełnią
wiary i kultury.
Sobotnia uroczystość to prawdziwe święto
Polaków we Francji?
– Zdecydowanie tak. To święto Polaków we Francji, ale też święto przyjaźni i wzajemnego szacunku między naszymi narodami. Doskonale pamiętam uroczystość z grudnia 2018 r. – niezwykły moment, kiedy w katedrze spotkali się najważniejsi przedstawiciele polskiego Kościoła i państwa: ks. abp Stanisław Gądecki, ówczesny przewodniczący Episkopatu Polski, oraz marszałek Senatu, Stanisław Karczewski. Wtedy byłem tam w delegacji oficjalnej, obecnie wracam jako parlamentarzysta, ale z tą samą dumą i wzruszeniem. W tym roku po raz kolejny przybyły rzesze Polaków mieszkających we Francji – całe rodziny, młodzi ludzie, starsi, wszyscy z poczuciem, że uczestniczą w czymś większym niż tylko ceremonia. W 2018 r. rektor Notre Dame powiedział mi po Mszy św., że nigdy wcześniej nie widział tylu ludzi modlących się jednocześnie w tej świątyni. To nie byli turyści, którzy przyszli z ciekawości.
To byli ludzie, którzy przyszli, aby wspólnie przeżywać Eucharystię, by dać świadectwo swojej wiary i tożsamości. To było prawdziwe, żywe świadectwo polskości – w sercu Paryża, w miejscu symbolicznym dla całej Europy.
Tak było w 2018 r., kiedy świętowaliśmy stulecie odzyskania niepodległości i tak będzie za każdym razem, gdy odbywać się będą wielkie święta Polaków. Cieszymy się, że w tym roku tą niewątpliwie historyczną uroczystość zaszczyciła pierwsza dama Marta Nawrocka, co jest bardzo ważne i symboliczne, a zainteresowanie Polonii jest takie, że konieczne były aż dwie polskie Msze św. – po 1,5 tys. osób każda!
Czy dziś w dobie globalizacji i migracji
rola Kościoła w podtrzymywaniu polskości rzeczywiście pozostaje tak samo silna jak kiedyś?
– Zdecydowanie tak. W każdym miejscu na świecie,
gdzie żyją Polacy – a przypomnę, że to dziś około 20 mln rodaków rozsianych po wszystkich kontynentach, wobec
38 mln w kraju – Kościół wciąż pozostaje jednym z filarów naszej wspólnoty. Gdziekolwiek by się nie pojawili, nasi rodacy od pokoleń budowali swoje małe centra polskości
w oparciu o trzy instytucje: dom i rodzinę, duszpasterstwo oraz szkołę. To one tworzyły duchowy i kulturowy fundament pozwalający przetrwać poza granicami i nie utracić więzi z Ojczyzną. Tak było 100 lat temu w Chicago, tak jest dziś w Londynie, Paryżu czy Toronto. Te trzy polskie elementy – rodzina, Kościół i szkoła – nadal stanowią najtrwalszy i najskuteczniejszy system przekazywania wartości, tradycji oraz patriotyzmu.
To właśnie dzięki nim polskość nie znika, lecz trwa – często wbrew modom, upływowi czasu i kolejnym falom emigracji. Warto o tym pamiętać, bo to nie tylko kwestia wiary,
ale też duchowej ciągłości Narodu.