• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Cyniczne żerowanie na tragedii

Sobota, 31 maja 2025 (10:44)

ROZMOWA z prof. Bogdanem Musiałem, historykiem, ekspertem do spraw relacji polsko-niemieckich

 

Historia Holokaustu stała się dziś dla niektórych pretekstem do zarabiania gigantycznych pieniędzy, a nawet do zwykłych oszustw?

– Niestety, tak. I to nie jest teza kontrowersyjna, lecz to smutny fakt, który obserwujemy od lat, a który dziś, zwłaszcza na Zachodzie, osiąga groteskowe rozmiary. Przemysł pamięci, który z założenia miał być nośnikiem edukacji i przestrogą dla przyszłych pokoleń, coraz częściej bywa wykorzystywany jako narzędzie do wyłudzania, manipulacji i budowania fałszywego autorytetu. Już dawno pojawiły się wokół tematu Holokaustu osoby, które – mówiąc wprost – wyspecjalizowały się w oszustwie. Hochsztaplerzy, ludzie bez skrupułów, potrafiący przygotować fikcyjne życiorysy, napisać rzekome autobiografie, które z prawdą historyczną nie mają nic wspólnego, a mimo to stają się bestsellerami, podstawą filmów i wykładów. Przykłady? Proszę bardzo – „Malowany ptak” Jerzego Kosińskiego. To książka, która miała być świadectwem, a okazała się literackim kamuflażem – zmyśloną opowieścią, pełną oskarżeń wobec Polaków, które nie miały pokrycia w rzeczywistości. I tak, Kosiński był ofiarą wojny, ale nie tego, co opisał. On wybrał drogę fikcji – dla sławy, dla rozgłosu, dla pieniędzy. Problem w tym, że dziś takich przypadków jest znacznie więcej.

Na ile prowadząc swoje badania, natknął się Pan na inne spektakularne przypadki podobnych fałszerstw związanych z Holokaustem?

– Spotkałem ich setki, jeśli nie tysiące, w różnych odsłonach, na różnych poziomach bezczelności. Część z nich zyskała światową sławę, inne przemknęły cicho, ale wszystkie łączy jedno: cyniczne żerowanie na tragedii. Skala bywała różna – od drobnych konfabulacji po perfekcyjnie skonstruowane mistyfikacje z rozmachem godnym hollywoodzkiego scenariusza. Ale jest jedna historia, która do dziś poraża mnie swoją absurdalnością i tym, jak bardzo świat dał się nabrać. Chodzi o przypadek pewnej Belgijki, która przez lata funkcjonowała w przestrzeni publicznej jako „cudownie ocalała z Holokaustu”. Opowieść, którą sprzedała całemu światu, brzmiała jak wyjęta z taniego filmu fantasy, ale zyskała status świadectwa. Chodzi o sprawę Mishy Defonsecy (właściwie Monique de Wael) znanej z książki „Misha: A Mémoire of the Holocaust Years”, w Polsce wydanej jako „Przeżyć z wilkami”. Według niej jako 7-letnia dziewczynka została rzekomo rozdzielona z rodzicami, którzy trafili do warszawskiego getta. Ona zaś miała – pieszo! – przejść z Belgii do Warszawy, potem jakimś cudem dostać się do getta, wydostać się z niego, powędrować przez południową i wschodnią Europę, by… dołączyć do watahy wilków i z tym stadem przetrwać całą wojnę. A potem, jakby tego było mało, wrócić do Belgii. Samotnie. Ta historia została spisana, wydana, nagrodzona, zekranizowana. Pojawiły się wywiady, konferencje, łzy wzruszenia, a za wszystkim szły konkretne pieniądze – duże pieniądze. Dopiero po latach wyszło na jaw, że to wszystko było zmyślone.


Drogi Czytelniku! Więcej warto przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej  TUTAJ.

Zapraszamy!

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”