Nie tylko służba zdrowia jest w zapaści
Sobota, 12 października 2024 (19:51)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem
z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.
Sytuacja finansowa wielu polskich szpitali jest fatalna. Wystarczyło kilka miesięcy rządzenia Tuska, żeby wykoleić polską służbę zdrowia, a przecież w kampanii wyborczej zapowiadano zniesienie limitów na przyjęcia do szpitali, i to lekarz miał dzwonić do pacjenta. Tymczasem mamy likwidację porodówek i brak pieniędzy…
– Sytuacja jest naprawdę bardzo trudna i poważna, ale dotyczy to nie tylko służby zdrowia. Szereg obszarów gospodarki, państwa jest zarządzanych w sposób niewłaściwy. Wystarczyło – jak pan redaktor wspomniał – niewiele miesięcy rządzenia przez obecną koalicję, a w wielu dziedzinach już pojawiają się problemy. Cały czas słyszymy dobrze znaną narrację, że nie ma pieniędzy i że to wszystko wina poprzedników – rządu Prawa
i Sprawiedliwości. Z tym, że nie można w nieskończoność zrzucać winy na przeciwników politycznych, zwłaszcza gdy samemu nie ma się żadnego pomysłu, żadnych rozwiązań.
Minister zdrowia w rządzie Zjednoczonej Prawicy, Katarzyna Sójka, stwierdziła, że PiS w grudniu 2023 roku pozostawiło następcom 14 miliardów złotych, kasa więc nie była pusta, jak twierdzi minister Leszczyna?
– No właśnie, dzisiaj słyszymy, że nie ma pieniędzy na jakąkolwiek reformę systemu ochrony zdrowia. Tymczasem w zapowiedziach słyszeliśmy, że służba zdrowia miała tak znakomicie funkcjonować, że – jak zapowiadał Szymon Hołownia – to lekarz miał dzwonić do pacjenta i pytać
o samopoczucie. A tu nie tylko, że lekarz nie dzwoni, ale pacjent ma ogromne problemy, żeby się umówić na jakąkolwiek wizytę, bo kolejki są ogromne, a czas oczekiwania bardzo długi. Dotyczy to nie tylko wizyt
u specjalistów, ale też zabiegów czy operacji, które są odkładane w czasie, a przecież nie wszyscy mogą czekać. Zdrowie to nie jest gadżet kupowany dla zachcianki, ale to sprawa bardzo poważna, tym bardziej, że społeczeństwo coraz bardziej się starzeje, a więc siłą rzeczy częściej korzysta ze służby zdrowia. Natomiast – jak słyszymy – na tę bardzo ważną dziedzinę nie ma pieniędzy i nie wszystkie obietnice, jakie składano w kampanii wyborczej, zostaną zrealizowane, co więcej, poziom usług medycznym może się jeszcze obniżyć. W budżecie NFZ w roku 2025 luka może wynieść bodajże 31 miliardów złotych, co więcej, mówi się już o 2026 roku, gdzie może zabraknąć nawet 41,5 miliarda złotych. Szpitale zaczynają odmawiać leczenia, co odbija się niekorzystnie na pacjentach. Wcześniej, kiedy takie głosy się pojawiały, to próbowano wykpić sprawę i mówiono, że to pogłoski, natomiast dzisiaj widzimy, że jest to fakt. Problem jest bardzo ważny, bo nikt nie chciałby chorować, jednak kiedy pojawiają się dolegliwości, a nie ma odpowiednich warunków do leczenia, to jest dramat, bo wiąże się z ryzykiem nawet utraty życia.
Czy ten brak nakładów, pieniędzy za nadwykonania nie jest planową akcją, aby doprowadzić wiele szpitali do zapaści, a tym samym otworzyć furtkę do ich prywatyzacji? Platforma już raz próbowała, ale zabrakło czasu. Czy za chwilę też do tego nie dojdziemy?
– To, co robiła Platforma z PSL-em za swoich poprzednich rządów, chyba najlepiej oddają słowa wówczas ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, który wręcz zachęcał do likwidacji czy łączenia szpitali. I dzisiaj, kiedy ta koalicja wróciła do władzy, powracają też pomysły, które wcześniej realizowała. Nie rozwiązuje się problemów, nie szuka się środków na sfinansowanie, ale idzie się drogą na skróty, gdzie najprostszym rozwiązaniem jest likwidacja szpitala, zwolnienie pracowników, bo obniżenie kosztów osobowych jest najłprostszym ograniczeniem wydawania pieniędzy. Jest to niekorzystne dla pacjentów. Widzimy też, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie ogłasza konkursów na przykład na sfinansowanie nowych terapii lekowych. I już słyszymy o być może zamknięciu niektórych oddziałów czy łączeniu niektórych, jak oddziały ginekologiczno-
-położnicze, co więcej, słyszymy też o zamknięciu niektórych szpitali. To pokazuje, że w tej grze wcale nie chodzi o poprawę usług medycznych, ale tak naprawdę
o ograniczenie dostępu do świadczeń dla pacjentów.
W efekcie to obniża poziom usług medycznych. Ta ekipa bierze pod uwagę głównie oszczędności, a pacjent jest niestety na dalszym planie, bo realnych rozwiązań dla chorych brak.
Brakuje pieniędzy na funkcjonowanie szpitali, nie ma pieniędzy za nadwykonania, ale są środki na aborcję?
– To pokazuje, że rząd Donalda Tuska, cała ta „koalicja 13 grudnia” realizuje głównie program ideologiczny. Natomiast rzeczywiste problemy, które dotyczą ogółu społeczeństwa, są odsuwane na plan dalszy, ale ideologia – jak widać –musi mieć pierwszeństwo przed tym, co naprawdę ważne, także przed troską o życie i zdrowie Polek i Polaków. To jest chyba jedna z głównych bolączek tej ekipy.
Z czego to wynika? Bo to, co widzimy, pokazuje, że cały ten projekt dojścia do władzy był budowany na kłamstwie?
– Dokładnie tak. Tej szafy czy szuflady z pomysłami dla Polski i Polaków, o których wiele mówili obecnie rządzący Polską, nigdy nie było. A pamiętamy zapowiedzi, że jak tylko dojdą do władzy, to wszystko się zmieni, bo przecież oni wiedzą, jak poprawić życie i byt Polaków, że gospodarka będzie się rozwijała na niespotykaną dotąd skalę, że benzyna będzie po 5,19 i w ogóle wszystko będzie wspaniale. Natomiast widzimy, że nie ma nic z tych obietnic, niewiele się dzieje, projektów ustaw jak na lekarstwo i tak naprawdę dochodzi do zwijania polskiej gospodarki, bo nie tylko służba zdrowia jest w zapaści. Widzimy brak realizacji portu kontenerowego w Świnoujściu, nie ma pogłębiania Odry, ta ekipa odchodzi
od budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, od energii jądrowej. Nie ma więc żadnych konkretnych projektów,
Ta władza z Tuskiem na czele zlikwidowała projekty, które realizował rząd Zjednoczonej Prawicy. Owszem, część ma być kontynuowana, ale w sposób okrojony, co jest niewystarczające, bo jeśli chcemy być krajem ambitnym, jeśli chcemy się rozwijać i doganiać czołowe państwa Europy, to musimy być konkurencyjni, co wymaga stałych inwestycji, tworzenia nowych miejsc pracy, a wszystko po to, żeby także społeczeństwo polskie mogło się rozwijać
i realizować własne cele, ambicje. Jeśli chodzi o średnią europejską zarobków, to tu też mamy zaległości, ale jeśli sytuacja gospodarcza będzie się pogarszać, a wszystko idzie w tym właśnie kierunku, bo wiele inwestycji jest wstrzymanych, to jak w tej atmosferze zwijania państwa mówić o doganianiu gospodarczym średniej unijnej.
Za rządów PiS-u pieniądze do budżetu płynęły, tymczasem dzisiaj luka VAT-owska rośnie, a przychody kluczowych polskich firm maleją, ale tak już kiedyś było. Czy zatem Polską rządzą dziś nieudacznicy, a może jest to świadoma polityka niszczenia państwa?
– Mamy tu powtórkę rządów koalicji PO – PSL z lat 2007--2015 i tak jak wtedy, także dzisiaj mamy mniejsze wpływy z VAT-u. Poprzednio, jeżeli nie było pomysłów na pobudzenie gospodarki, były problemy z budżetem państwa i ciągle brakowało pieniędzy, i dzisiaj, kiedy ta ekipa, wzbogacona jeszcze o nowe siły polityczne, znów doszła do władzy, to jak wcześniej jedyne rozwiązanie widzi w wyprzedaży majątku narodowego. Już się mówi
o prywatyzacji wielu spółek Skarbu Państwa, zresztą one już przynoszą niewielkie zyski bądź już notują miliardowe straty i kto wie, czy nie jest to celowe działanie po to, aby doprowadzić je do ruiny, zaniżyć ich wycenę w kontekście sprzedaży po znacznie zaniżonej cenie. Tylko realizując taką politykę, sprzedając te firmy państwowe, nie bierze się pod uwagę, że kiedyś ilość tych firm do sprzedaży się skończy i skąd wtedy brać pieniądze? Dlatego musi być jakiś pomysł na rządzenie, musi być też konkretne, realne działanie, aby pobudzić gospodarkę, aby zapewnić miejsca pracy. Żeby się rozwijać, trzeba wprowadzać innowacje we współpracy z innymi firmami, prowadzić jakieś inwestycje, także zagraniczne. Tymczasem słyszymy, że część firm zagranicznych, inwestorów nie zamierza dalej prowadzić działalności w Polsce. I tak na przykład Intel, jeden z potentatów branży nowych technologii, wstrzymuje swoją inwestycję w Polsce, część firm z branży samochodowej chce się wycofać i jeszcze szereg innych. To są realne problemy, których ten rząd nie tylko że nie rozwiązuje, ale je generuje. Tu potrzeba gospodarza, który będzie myślał propaństwowo, który będzie wybiegał w przyszłość i miał pewną wizję państwa i jego rozwoju. Donald Tusk ze swoją ekipą takiej wizji nie mają, przeciwnie, mamy proces zwijania państwa, a działania tej ekipy cechuje bylejakość, która coraz częściej występuje w Unii Europejskiej, która sama też ma wiele rozmaitych problemów. To niezrozumiałe, że mając szanse przynajmniej dorównania do średniej, a nawet wyprzedzenia jej, my dzisiaj nic nie robimy, a wręcz odwrotnie, hamujemy inwestycje, brakuje pomysłów i działań dla dobra państwa.
To kiedy Polacy się zorientują i pogonią tych, którzy niszczą państwo polskie?
– Można odnieść wrażenie, że Polacy chyba szybciej się zorientują, niż sądzono. Chodzi o to, że takim wyznacznikiem poparcia dla „koalicji 13 grudnia” będzie możliwość korzystania z usług służby zdrowia i jej sprawność. Część osób zasobnych z pewnością sobie poradzi, bo będzie korzystała z prywatnej służby zdrowia, natomiast nie wszyscy Polacy będą mieli taką możliwość.
I te realne problemy będą coraz bardziej dostrzegane. Dziś już widzimy, że część firm będzie zwalniała pracowników,
a część inwestorów w ogóle wycofuje się z Polski. Problem bezrobocia niedługo ponownie zacznie się pojawiać, a to będzie generowało kolejne problemy, chociażby spadek dochodów poszczególnych rodzin, a za tym pójdzie ograniczenie wydatków itd. Szykują się też problemy
w samorządach, bo brak pieniędzy z centralnej kasy spowoduje spadek inwestycji. Jak widać, realnych zagrożeń i problemów będzie coraz więcej i społeczeństwo, nawet karmione przekazami prorządowych mediów, jednak dostrzeże, że co innego słyszą czy widzą na ekranie telewizora, a co innego przynosi rzeczywistość. I część dotychczasowych zwolenników będzie się odwracała od koalicji rządzącej i w coraz większym stopniu będzie się domagała rozliczenia władzy Donalda Tuska. Nawet jeśli to są przeciwnicy PiS-u i nawet jeśli nie pójdą głosować, to
i tak spowoduje to spadek notowań rządu Tuska. Oczywiście tej koalicji zależy dzisiaj na wygraniu zbliżających się wyborów prezydenckich, dlatego podejmowanych jest szereg działań, które mają być kroplówką dla gospodarki, chcą więc zadłużyć państwo, byle tylko nie pokazać faktycznego stanu i wszystkich zagrożeń. Natomiast wydaje się, że tąpnięcie nastąpi po majowych wyborach prezydenckich. Wtedy już jawnie będzie się mówić o braku środków na finansowanie jakichkolwiek inwestycji. Wtedy wyjdzie szydło z worka.