• Niedziela, 5 kwietnia 2026

    imieniny: Wincentego, Ireny

Prezydent powinien wykorzystać swoje uprawnienia

Piątek, 11 października 2024 (19:03)

Rozmowa z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, przewodniczącym Kolegium IPN

Szczyt dotyczący Ukrainy w Ramstein,
który miał się odbyć 12 października, został odwołany. Polskę miał reprezentować prezydent Andrzej Duda, ale stanowisko
– zgodnie ze wskazaniem Donalda Tuska
– mieli mu przygotować Radosław Sikorski
i Władysław Kosiniak-Kamysz, do których zwrócił się tymi słowami:
Chciałbym, żebyście, panowie, przygotowali precyzyjne stanowisko rządu polskiego, tak aby prezydent wiedział, co ma zaprezentować
na spotkaniu w Ramstein”.
Forma, w jakiej
wypowiada się premier, pozostawia wiele
do życzenia i brzmi tak, jakby wręcz rozkazywał prezydentowi?

– Od momentu objęcia rządów przez Tuska, ale także wcześniej, wiele jego wypowiedzi pod adresem prezydenta było obraźliwych, co więcej, na tyle obraźliwych, 
że powinien za nie przepraszać. I tu można by wymieniać bardzo wiele przykładów. Trzeba też stwierdzić,
że prezydent w relacjach z Tuskiem i tak wykazuje wręcz anielską cierpliwość i wytrzymałość. Każdy prezydent wobec tak niegrzecznych, niewyważonych wypowiedzi, które nie dość, że nie są słuszne, to nie odzwierciedlają faktów, a wręcz są kłamliwe, reagowałaby dużo gwałtowniej, niż robi to Andrzej Duda. Dlatego podziwiam go za cierpliwość, bo liczba niegrzecznych wypowiedzi ze strony Tuska i członków jego rządu, jest zadziwiająca. I to jest pierwsza kwestia. Inna sprawa, że jeśli chodzi o szczyt w Ramstein, to stanowisko Tuska, czy też jego taktyka wobec prezydenta, zakłada, że prezydent właściwie nie
ma nic  do powiedzenia w sprawach polityki zagranicznej. Dlatego nawet jeśli reprezentuje Polskę, to powinien spełniać rolę wysłannika, notariusza, który przekazuje tylko to, co ustalił i nakazał mu powiedzieć rząd. To jest taktyka, która owszem istnieje, ale w tradycji politycznej Wielkiej Brytanii, gdzie królowa czy król w określonych sytuacjach robi to, co kazał premier. Jeżeli wygłasza orędzie do narodu, to orędzie pisze premier i król ma
je wygłosić, choćby nawet nie zgadzał się z jego treścią.
Ale to jest zupełnie inna sytuacja. Natomiast w Polsce Konstytucja RP mówi o tym, że prezydent ma uprawnienia w zakresie polityki zagranicznej, w związku z tym Andrzej Duda słusznie uważa, że polityka zagraniczna powinna
być prowadzona wspólnie przez prezydenta oraz organy rządowe, co więcej, że prezydent ma także prawo do samodzielnej polityki zagranicznej. I to jest stanowisko jak najbardziej słuszne, uzasadnione prawnie, dlatego Andrzej Duda dał wyraźnie do zrozumienia, że będzie się tego trzymał.

Czy jednak nie mamy do czynienia
z powtórką z historii, bo wydaje się, że Tusk traktuje prezydenta, podobnie jak to robił
w przypadku Lecha Kaczyńskiego?

– Ależ oczywiście, że to jest powtórka z kadencji prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który czasami musiał nawet uderzać pięścią w stół. Na szczyty Unii Europejskiej do Brukseli jeździł, niejako wymuszając swoją obecność, bo Tusk jako ówczesny premier nie przewidywał udziału głowy państwa. Ponadto prezydent Lech Kaczyński tym samym zmuszał organy UE do stawiania dodatkowego krzesła przy stole obrad Rady Europejskiej. Tak więc tego typu podobnych incydentów za prezydentury Lecha Kaczyńskiego było wiele i w tej chwili Tusk – wbrew prawu, wbrew zwyczajom politycznym – powtarza tę taktykę.
To jest bardzo niepokojące, bo pokazuje brak szacunku wobec najwyższego przedstawiciela Rzeczypospolitej.

Premier idzie na wojnę z prezydentem?

– Ta wojna cały czas trwa. To, że nie jest ona w sposób należyty nagłośniona – zarówno w Polsce, jak i na arenie międzynarodowej – zawdzięczamy jedynie umiarkowanej postawie prezydenta Andrzeja Dudy. Pamiętamy incydent
z posłami Mariuszem Kamińskim i Maciejem Wąsikiem, kiedy jako goście prezydenta RP przebywali w Pałacu, podczas gdy prezydent musiał udać się do Belwederu na spotkanie. Wtedy do Kancelarii Prezydenta RP weszła policja i aresztowała wspomnianych parlamentarzystów. Wówczas zostało złamanych wiele przepisów, immunitet poselski, także nienaruszalność pomieszczeń, w których urzęduje głowa państwa polskiego. Przecież to jest przypadek niespotykany w historii Polski, co więcej,
takie rzeczy nie zdarzają się na świecie.

Swoją drogą prezydentowi, który na wieść
o akcji policji chciał szybko powrócić
do swojej siedziby na Krakowskim Przedmieściu, zatarasowano wyjazd autobusem komunikacji miejskiej…

– Dokładnie, udawali, że autobus się popsuł, a wszystko
po to, żeby Andrzej Duda nie wrócił zbyt prędko do Pałacu Prezydenckiego. To wszystko są rzeczy niesłychane.
To, że kilka dni później prezydent spotkał się z Tuskiem
i z nim rozmawiał, świadczy tylko o jego anielskiej cierpliwości. Wypowiedzi czy gestów, które lekceważą prezydenta, które mają w zamyśle minimalizować jego
rolę albo mają sugerować szkodliwość działań prezydenta, jest bardzo wiele. To właśnie te wypowiedzi są szkodliwe dla Polski.

Tusk miesza w dyplomacji i atakuje prezydenta za „blokowanie” nominacji ambasadorskich m.in. w takich krajach,
jak Stany Zjednoczone, Izrael, Ukraina
czy przy NATO…

– Donald Tusk sugeruje, że to, co robi prezydent
w zakresie niepowoływania ambasadorów, że to jest działalność szkodliwa dla Polski. Tymczasem tak nie jest, bo prezydent Andrzej Duda postępuje zgodnie z prawem. Chodzi o to, że wielu ambasadorów, którzy zostali mianowani przez prezydenta, wypełnia swoją rolę
bez zarzutu i nie ma powodu, żeby minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski czy premier Donald Tusk, po przejęciu władzy, usuwali wszystkich ambasadorów mianowanych za rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Wręcz przeciwnie, coś takiego nie powinno mieć miejsca,
a polityka zagraniczna powinna być elementem stałym,
bez względu na to, jaka ekipa rządzi w Polsce.

Jednak Tusk z Sikorskim wychodzą
z założenia, że jak wymieniają, to wszystkich, którzy zostali mianowani przez prezydenta Andrzeja Dudę przy udziale rządu Zjednoczonej Prawicy…

– Nic więc dziwnego, że Andrzej Duda zgodnie z prawem stwierdził, że to on powołuje i odwołuje ambasadorów
i że on się na te działania nie zgadza. Dlatego za sprawą Tuska jest realizowana polityka faktów dokonanych
i dotychczasowi ambasadorzy w Waszyngtonie, Kijowie czy innych krajach wprawdzie pozostają na stanowiskach, ale na ich  miejsce są powoływani zarządcy ambasad w randze chargé d’affaires. Warto przypomnieć, że w dyplomacji istnieje hierarchia, która ma ogromne znaczenie. Najwyżej jest ambasador, drugi pod względem ważności jest
poseł pełnomocny, a najniżej jest chargé d’affaires
– pełnomocnik ambasadora, osoba kierująca ambasadą
w jego zastępstwie. Zatem zgodnie z prawem bez zgody prezydenta rząd może powołać co najwyżej chargé d’affaires. Jeśli bierze on udział w jakimś raucie dyplomatycznym czy w audiencji w kraju, do którego jest delegowany, to stoi na końcu, a przed nim jest każdy ambasador czy każdy poseł pełnomocny. Dlatego ranga takiego chargé d’affaires, jego możliwości załatwiania różnych spraw czy reprezentowania Polski są niezwykle ograniczone. Prezydent Andrzej Duda oraz jego współpracownicy podkreślają, że są gotowi rozmawiać
o tych kwestiach i że są gotowi do negocjacji w sprawie ambasadorów. Te negocjacje nie mogą jednak polegać
na tym, że Tusk czy Sikorski ogłaszają, kogo chcą mieć jako ambasadora w danym kraju, a prezydenta traktują jako wykonawcę ich oczekiwań, jako notariusza, który odnotowuje wolę premiera. Tymczasem tak to nie wygląda. Prezydent, skoro ma uprawnienia do powoływania ambasadorów, to ma również prawo do merytorycznego oceniania kompetencji tych ambasadorów, czy ten i ów się nadają. Oczywiście prezydent może i powinien to robić
w porozumieniu z premierem, ale premier też powinien wyrażać gotowość do rozmów, do negocjacji, Niestety
po stronie Tuska gotowości do negocjacji nie ma, za to
jest tendencja do wysuwania żądań.

Nie ma wątpliwości, że ten konflikt na linii Tusk – Duda będzie trwał do wyborów. Premier liczy, że po majowych wyborach skończą się problemy i nowy prezydent będzie akceptował wszystkie ustawy rządu. Strach się bać…

– Ten konflikt z pewnością będzie trwał, będzie iskrzyć.
W mojej ocenie prezydent postępuje tak, jak uważa za stosowne i słuszne, i to jest jego taktyka, ale szkoda,
że prezydent nie nagłaśnia bardziej swojego punktu widzenia. Wiemy, że ma prawo do wygłaszania bez ograniczeń, w porze najwyższej oglądalności orędzi i to powinna być częściej niż dotychczas stosowana praktyka. W ten sposób stanowisko prezydenta powinno trafiać
do dużej części polskiego społeczeństwa, co byłoby szczególnie korzystne dla tych, którzy oglądają tylko telewizję publiczną czy stacje komercyjne, bo widzowie Telewizji Trwam czy Telewizji Republika są bardziej na bieżąco. Natomiast jeśli ktoś ogląda telewizję publiczną
czy stacje komercyjne, to widzi tylko Tuska i optykę
jednej strony sceny politycznej. Prezydent, korzystając ze swojego prawa, powinien korzystać z tego przywileju, aby w ten sposób dotrzeć ze swoim przesłaniem do większej liczby Polaków. Byłoby to oczywiście bardzo pożądane,
ale to jest już decyzja prezydenta Andrzeja Dudy.

To dlaczego prezydent nie korzysta z tego uprawnienia?   

– Nie umiem odpowiedzieć. Przyznam, że tego nie rozumiem. Bardzo bym się ucieszył, gdyby prezydent skorzystał z tego przywileju, gdyby w sposób bardziej zdecydowany występował np. w obronie więźniów politycznych w Polsce: ks. Michała Olszewskiego czy pań
z Ministerstwa Sprawiedliwości. Jest więc szereg zagadnień, gdzie należałoby oczekiwać od prezydenta jasnej postawy. Tej postawy nie ma i przyznam, że nie potrafię tego wytłumaczyć.

                Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki