• Niedziela, 5 kwietnia 2026

    imieniny: Wincentego, Ireny

Czasem trzeba się poparzyć, żeby zrozumieć błąd

Piątek, 4 października 2024 (22:00)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem Instytutu Sobieskiego w dziedzinie samorządu terytorialnego i polityki regionalnej

Wygląda, że ekipa Tuska i Bodnara wystrzelała się z argumentów w sprawie posła dr. Marcina Romanowskiego. Jeśli do tego dodamy, że uchwała Sądu Najwyższego stwierdza, że Dariusz Korneluk, wciąż urzędujący w siedzibie Prokuratury Krajowej, de facto prokuratorem krajowym nie jest, to czy to wszystko nie kompromituje tej władzy? 

– Wygląda, że panowie mocno się pogubili, zapętlili i najwidoczniej mają poważny problem. Z tym że znając zdolności tej ekipy i jej umiejętności w destrukcji państwa, zapewne będą szukali kolejnych argumentów pod z góry ustawioną tezę. Nie może być inaczej, skoro przedstawiciele tej władzy sami zakładają, że będą działać zgodnie z prawem, ale tak jak oni je rozumieją. 

To czym kierowało się Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, uchylając immunitet posłowi dr. Marcinowi Romanowskiemu?

– Decyzja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy miała jeden mianownik: przyspieszenie. Byle szybko pozbawić Marcina Romanowskiego immunitetu posła, aby umożliwić działania wobec niego polskiego wymiaru sprawiedliwości. To po pierwsze. Po drugie sam zainteresowany nie skorzystał z prawa do obrony.

Tylko że praktycznie nie dano mu nawet takiej możliwości, czym – w ocenie ekspertów – naruszono jego prawo do obrony. Co więcej, dr Marcin Romanowski nie znał zarzutów i nie miał czasu na przygotowanie dokumentacji oraz stanowiska, aby móc bronić się przed komisją regulaminową?

– Zgadza się, co pokazuje, że Zgromadzeniu Parlamentarnemu Rady Europy bardzo się spieszyło, bo jak słyszymy, zwyczajowo procedowanie wniosku o uchylenie immunitetu może trwać nawet miesiące, a tu załatwiono sprawę w ciągu kilkudziesięciu godzin. Widać, że wykorzystuje się wszelkie możliwe argumenty, podejmuje się wszystkie możliwe działania. I nawet jeśli poseł dr Marcin Romanowski przedstawiłby argumenty na swoją obronę, to decyzja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy i tak byłaby taka sama. Proszę zwrócić uwagę, że członkowie tego gremium nie wchodzili w szczegóły merytoryczne, ale przystali na wniosek, jaki prokurator generalny Adam Bodnar skierował do przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

Tylko czy oni w ogóle rozumieją, co tak naprawdę dzieje się w Polsce?

– Dokładnie tak. Zapewne nie znają też uchwały Sądu Najwyższego i nie rozumieją całego kontekstu sprawy. Wydaje się, że uznali to jako wewnętrzną rozgrywkę i przyjęli logikę, że skoro jest spór, to niech sąd to rozstrzygnie. A zatem jest to ich droga na skróty. Najwyraźniej Adam Bodnar wiedział, że taka będzie logika zdarzeń i taki będzie kierunek, dlatego poszedł tą ścieżką. Natomiast cokolwiek przed tym gremium powiedziałby poseł dr Marcin Romanowski, to decyzja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy byłaby taka sama, bo to nie jest sąd, więc nie może rozstrzygać o winie czy niewinności. Natomiast próba tłumaczenia im, że mamy w tej chwili w Polsce w Prokuraturze Krajowej uzurpatora Dariusza Korneluka, a legalny prokurator krajowy Dariusz Barski nie jest dopuszczany do pracy – mimo orzeczenia Sądu Najwyższego, to do posłów z innych państw po prostu nie dociera. To z kolei otwiera Bodnarowi nową ścieżkę, bo przecież tych samych zarzutów dwa razy stawiać nie można bez nowych dowodów. Dlatego mimo pomyślnej dla min. Bodnara decyzji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, to on i prokuratura mają dzisiaj problem. Chodzi o to, że to jest ich porażka, a bodajże 11 zarzutów, jakie wcześniej stawiali, bez nowych dowodów, są de facto bezprzedmiotowe. Chyba że Adam Bodnar nie będzie się stosował do zapisów prawa i będzie dalej szedł na rympał, do czego zresztą już nas przyzwyczaił.

Nie wygląda jednak, żeby Tusk i Bodnar mieli zrezygnować ze ścigania posła dr. Marcina Romanowskiego?

– Jeśli będą chcieli, a najpewniej będą chcieli pokazać, że robią porządek, że rozliczają „zły PiS”, że „Fundusz Sprawiedliwości służył działalności przestępczej”, to będą szli do przodu – nieważne jak, nieważne, w jakiej formule – będą robić swoje.

Tylko czy to nie jest szukanie tematu zastępczego?

– Być może, bo sytuacja Polski pod rządami Tuska jest fatalna i może być tylko coraz gorzej. Natomiast tej ekipie przyświeca jedno: rozliczenie poprzedników. Miało być ujawnionych tyle afer, rozliczonych tyle przestępstw rządu Zjednoczonej Prawicy, tylko że na razie mamy same kapiszony. I jest zdumiewające, że przy tak wielu kłopotach finansowych i gospodarczych państwa polskiego, przy liczącej miliardy złotych dziurze budżetowej problemem numer jeden jest fundusz, który liczył raptem 100 mln zł. To świadczy o tym, że Donald Tusk nie ma pomysłu, jak postawić na nogi gospodarkę, jak zatrzymać inflację, która dziś jest na poziomie 4,9 proc., i wszystko wskazuje, że przekroczy 5 proc. Polska się zatem zwija, bezrobocie rośnie, a sztandarowe firmy, które jeszcze rok temu przynosiły miliardowe zyski, po zaledwie sześciu miesiącach rządów Tuska przynoszą wielomiliardowe straty. I tego, co się dzieje pod rządami „koalicji 13 grudnia”, nie da się racjonalnie wytłumaczyć, dlatego trzeba to czymś przykryć.

Nie dziwi więc, że na celowniku znalazł się także Zbigniew Ziobro…

– Komisjom śledczym nie udało się pogrążyć Jarosława Kaczyńskiego, podobnie Mateusza Morawieckiego, to pozostał jeszcze Zbigniew Ziobro. Nic więc dziwnego, że sam Zbigniew Ziobro mówi, że Tusk jest opętany zemstą. Swoją drogą te wszystkie komisje to jedna wielka porażka. I w ramach tego „pogrążenia” PiS ma dzisiaj 31 proc. poparcia, podczas gdy Platforma, będąc w opozycji, nie mogła przeskoczyć pułapu 27 proc. Jeżeli tak ma wyglądać porażka PiS-u, a formacje, które rządzą, są grubo poniżej 20 proc., to „koalicja 13 grudnia” ma powody do zmartwień. Trwa więc szukanie na siłę jakiejś afery, jakiegoś politycznego kozła ofiarnego, czym można by pokazać żądnym zemsty zatwardziałym wrogom PiS-u, że proces rozliczania postępuje.

Mamy zatem igrzyska?    

– Tak, mamy igrzyska, tym bardziej że większość ze „100 konkretów” Tuska poszła do kosza. O nich się już zapomina i właściwie wszystko, co obiecały poszczególne formacje tworzące „koalicję 13 grudnia”, jest już nieaktualne. Można rzec, że sezon ogórkowy się skończył, a już niedługo, bo 15 października, będziemy obchodzić rok od wyborów, który udowadnia, że ci, którzy głosili, że mają pomysły, że mają szuflady pełne projektów i ustaw, tak naprawdę nie mają nic. Król jest nagi. I jak mówi klasyk: rządzą dekretami, co oznacza, że tak naprawdę mamy ręczne sterowanie państwem. W Konstytucji RP nie ma bowiem czegoś takiego jak rządzenie za pomocą dekretów, nie przewiduje się dekretów z mocą ustawy jako źródeł powszechnie obowiązującego prawa. I jak wspomina sędzia Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz, „Konstytucja RP z 1997 roku nie przewiduje możliwości wydawania aktów prawnych o nazwie »dekret« przez żaden organ”. Warto też może przypomnieć, że przy pomocy dekretów rządził Bierut. Czyżby więc Tusk nawiązywał do wzorów stalinowskich rodem z PRL-u? 

Gospodarka leży, bezrobocie rośnie, ale ekipie sprawującej władzę poparcie jakoś przekonująco nie spada?

– Wygląda na to, że ludzie żyją jeszcze błogą radością, że władzę przejęła „uśmiechnięta Polska”. Tylko że ta radość wkrótce się skończy, bo stan gospodarki i rachunki, jakie Polacy otrzymują za energię elektryczną, zweryfikują wszystko. Do tego dojdą podwyżki cen żywności i okaże się, że obietnice bez pokrycia – rzucane w kampanii wyborczej przez Tuska – są, jak mówi młodzież, zwykłą ściemą. W najbliższym czasie może się też okazać, że jeden z koalicjantów zrezygnuje i podziękuje Donaldowi Tuskowi.

Ma Pan na myśli PSL?

– To, co dzieje się w wymiarze sprawiedliwości, w prokuraturze, po lekceważeniu orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, ale także Izby Karnej Sądu Najwyższego, której ta władza wcześniej nie dezawuowała, to może doprowadzić do tego, że PSL wystąpi, nie chcąc być dłużej częścią układu, który łamie prawo i Konstytucję RP. Na dzisiaj PSL nie ma innego wyjścia i jeśli chce stanąć w pionie i nie zatracić się w tej koalicji, to ludowcy muszą przejąć inicjatywę. Liderzy PSL-u są dzisiaj na cenzurowanym, partyjne doły widzą, co się dzieje i że całe odium rządu Tuska spada na nich jako podtrzymujących ten szkodliwy dla Polski układ. Dlatego mam wrażenie, że ta „koalicja 13 grudnia”, na dzisiaj bardzo poharatana, popękana, może się wywrócić przy pierwszych urodzinach. I w tym momencie doły PSL-u nie wiem, czy nie będą oczekiwały głębszych zmian w kierunkach działania partii. Taka formacja jak PSL – ze swoimi bogatymi tradycjami –nie może oddać tak sobie kandydatury na prezydenta, a jednocześnie być kwiatkiem do kożucha dla zaborczego Donalda Tuska, który jak pojawia się problem, to zrzuca winę na złych ministrów. Wychodzi więc na to, że sam premier za nic nie odpowiada i de facto rozkazuje swoim podwładnym. Mogliśmy to zobaczyć podczas niedawnego posiedzenia rządu, kiedy ministrowi rolnictwa wskazywał jak uczniakowi: „Czesław, załatw sprawę”. Chodziło oczywiście o alkotubki, gdzie temat był znany na szczeblach ministerialnych praktycznie od lipca, ale dopiero teraz trzeba było zrobić PR-owy spektakl w stylu Putina. Trzeba też powiedzieć, że jedyne, co się wciąż udaje Donaldowi Tuskowi, to PR, który dobrze takie sytuacje rozgrywa, a słynne powiedzenie „Donald się wściekł” wciąż się sprawdza. Tylko że PSL-owcy widzą, że trwanie w tej koalicji to jest droga donikąd. Można wymieniać wiele spraw. Przecież akcja wsparcia dla powodzian we wszystkich wymiarach powinna ciągle trwać, tymczasem zwłaszcza jeśli chodzi o przekazy medialne – po pierwszym szumie – temat zszedł na bocznicę. Tymczasem ludzie wciąż przeżywają dramaty i potrzebują konkretnych rozwiązań, konkretnych działań, bo zima się zbliża. Tymczasem Tusk uznał temat za zamknięty.

Liczy Pan, że doły partyjne PSL-u wymogą na kierownictwie zdecydowane kroki i odwrót od Tuska?

– PSL dzisiaj nie ma innego wyjścia, musi się wybić na niepodległość, aby wynegocjować lepszą pozycję niż dała im Koalicja Obywatelska. Ludowcy mają też świadomość, że przy takiej koalicji nie są w stanie zrealizować nawet jednego postulatu wyborczego. Natomiast przy ewentualnym rozdaniu z PiS-em, będąc języczkiem u wagi, mogą zyskać niepomiernie więcej, a jednocześnie mogliby realizować swój program. Wiarygodność partii, która w przypadku PSL-u została mocno nadszarpnięta, zawsze jest kwintesencją funkcjonowania. Tkwienie w koalicji, która nie robi nic dobrego dla Polski, gdzie w parlamencie jest marazm i nie powstaje żadne prawo, bo jest zakaz wnoszenia projektów, a mamy jedynie markowanie pracy, to wszystko nie ma żadnego sensu. I wyborcy już to widzą, dlatego kampania prezydencka będzie tylko i wyłącznie nowym tłem zabawy w cyrk, czyli igrzysk ciąg dalszy.     

To dlaczego PSL nie zrobił tego kroku po wyborach parlamentarnych? Przecież swój program ludowcy mogli już realizować, współrządząc z PiS-em, a Kosiniak-Kamysz mógł być premierem?

– Czasem trzeba się poparzyć, żeby zrozumieć błąd. Mam wrażenie, że doły partyjne PSL-u doskonale to wiedzą, dlatego byłbym skłonny obstawić, że marszałek senior Marek Sawicki może być tym, od którego rozpocznie się odwrót od koalicji z Tuskiem. Sawicki jest politykiem u schyłku kariery politycznej i w zasadzie nie musi się nikomu przypodobać, natomiast mógłby swoją karierę spuentować i kto wie, czy nie stać się współczesnym Witosem. Może się zatem okazać, że ten przewrót pałacowy w PSL-u nastąpi i uda się na nowo ułożyć polską scenę polityczną. I tu nie chodzi o to, żeby rządził PiS, ale żeby rządziła koalicja chadecka, która nie pozwoli, aby Polska pod rządami Tuska dalej brnęła w totalne szaleństwo. Na dzisiaj paraliż sądowy, który ma miejsce, oznacza tylko jedno: że państwo polskie przestaje funkcjonować. Pozostaje jeszcze kwestia budżetu na przyszły rok z niespotykanym budżetem, który ma wynieść blisko 290 mld zł. Zobaczymy też, co się wydarzy w Stanach Zjednoczonych po listopadowych wyborach prezydenckich. Jeżeli wygra Donald Trump, to Donald Tusk będzie miał poważny problem. I czynnikiem, który też może zmobilizować PSL do radykalnego kroku i wyjścia z koalicji z Tuskiem, może być właśnie wygrana Trumpa.

                 Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki