• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

PR okazał się ważniejszy

Wtorek, 24 września 2024 (21:37)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Jak ocenia Pan działania Donalda Tuska i Ursuli von der Leyen w kwestii pomocy w usuwaniu skutków powodzi?

– Ta ubiegłotygodniowa wizyta szefowej Komisji Europejskiej we Wrocławiu to był spektakl. Chodzi o to, że zadeklarowane pieniądze, jakie mamy otrzymać z Unii Europejskiej, już dawno były dla Polski zadekretowane. Nie są to zatem żadne nowe środki, jakieś środki ekstra na odbudowę po powodzi, jak próbowano to przekazać podczas pamiętnej konferencji, tylko przesunięcie w ramach środków już dostępnych. Dlatego wszystkie obietnice, że teraz będzie szybciej, łatwiej, lepiej, nie mają pokrycia w faktach. Nie ma na razie żadnych wniosków do Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego o przesunięcie środków na ten rok. Zobaczymy jeszcze, co będzie w następnym miesiącu.

Tak czy inaczej w poniedziałek mieliśmy posiedzenie Komisji Budżetowej i była tam raczej mowa o finansowaniu humanitarnym Wenezueli czy Sudanu Południowego, ale nie o powodzi w Polsce. Natomiast ta wizyta Ursuli von der Leyen była potrzebna Donaldowi Tuskowi, który w związku z brakiem reakcji na powódź w pierwszej fazie katastrofy zaliczył poważną wpadkę. I ta wizyta oraz obietnice miały ten jego obraz ocieplić i pokazać go jako przywódcę, który liczy się w Europie. Pod względem PR-owym dla samego Tuska dało to jakiś efekt, natomiast dla Polski ta wizyta nic nie przyniosła, była spektaklem z Donaldem Tuskiem w roli głównej.

Przecież można to było załatwić bez zbędnej pompy…?

– Oczywiście, że można to było załatwić choćby jakimś wpisem, zapewnieniem, że Unia Europejska jest z nami w tym trudnym czasie, co i tak na jedno by wyszło. Tymczasem w ramach „ochrony klimatu” Ursula von der Leyen wraz z szefami rządów Austrii, Czech i Słowacji musiała przylecieć samolotem, co wiązało się z wyprodukowaniem iluś ton CO2, do tego ta wizyta skoncentrowała uwagę polskich służb porządkowych, które mogły w tym czasie brać czynny udział w umacnianiu wałów czy sprzątaniu po powodzi. PR jednak okazał się ważniejszy, ale tak właśnie działa Donald Tusk, mydląc oczy opinii publicznej, i liczy, że może ktoś to kupi. W tym ciągu spektakli mieliśmy też wspólną konferencję Donalda Tuska z Jerzym Owsiakiem. Ale o Caritas Polska, która jest zawsze na miejscu i zawsze gotowa nieść pomoc, która także i tym razem działa, niesie konkretne wsparcie powodzianom, i to bez zbędnego rozgłosu, mowy już nie ma. Zatem ze strony Donalda Tuska jest PR, PR i jeszcze raz PR, a Polacy mają kolejną dawkę emocji – jak wspomniałem – spektakl z udziałem szefa rządu, a wszystko po to, żeby podtrzymać jego notowania.  

Reakcja rządu była spóźniona, także zbyt późno włączono do działań żołnierzy. Tymczasem kontrola poselska parlamentarzystów PiS w IMGW wykazała, że premier już 10 września ok. godz. 15.00 miał informacje od IMGW, że idzie powódź, ale nic z tym nie zrobił. Co więcej, uspokajał, że nie ma powodów do niepokoju, co uśpiło czujność służb i ludzi…

– To jest kardynalny błąd Donalda Tuska i za coś takiego będzie musiał odpowiedzieć. W każdym normalnym kraju jeśli premier rządu nie przekazałby społeczeństwu prawdy – zakładając, że w trosce o uniknięcie paniki – to tym premierem by już nie był. Natomiast tu mamy fakty, że Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej zawiadomił szefa rządu, a rząd swoimi kanałami powinien był zawiadomić mieszkańców rejonów zagrożonych powodzią. Tymczasem ludzie mówią, że o zagrożeniu dowiedzieli się dopiero, jak zobaczyli, że zalewa ich woda. Gdyby otrzymali takie ostrzeżenie kilka godzin wcześniej, to mogliby się jakoś przygotować, uratować jakąś część dobytku, zabrać najważniejsze rzeczy i samemu bezpiecznie opuścić zagrożony teren. Podobnie mówią poszkodowani przedsiębiorcy, którzy liczą straty.

Tak więc odpowiedzialność za to spada na rząd, na Donalda Tuska, który 13 września mówił publicznie, że prognozy pogody nie są przesadnie alarmujące, co jest zaprawione miękkim językiem, językiem PR-owskim. Donald Tusk to przekazał, tym samym uśpił czujność ludzi, wprowadzając ich w błąd i za to ludzie zapłacili bardzo słono. Ponadto ten błąd Tuska będzie kosztował bardzo drogo państwo polskie, bo zapowiadane miliardy na usuwanie skutków powodzi trzeba będzie skądś wziąć, aby odbudować zniszczenia. 

Do tego spektaklu dochodzą transmisje posiedzeń sztabu kryzysowego i opowieści o tym, jak to rząd jest zwarty i gotowy do działania.

Czy ta powódź może zmieść Tuska jako kandydata na prezydenta, bo to, że miał czy ma ochotę, aby ubiegać się o najwyższy urząd w państwie, nie jest chyba tajemnicą?

– Myślę, że powódź trochę pomieszała szyki Donaldowi Tuskowi. Dlatego moim zdaniem zawezwał z Brukseli świeżo upieczonego europosła Marcina Kierwińskiego – swojego zaufanego człowieka, który – jak wszystko wskazuje – będzie razem z Tuskiem decydował o wielu kwestiach związanych m.in. z usuwaniem skutków powodzi. Myślę, że będą też razem analizować, czy w tej sytuacji opłaca się Tuskowi startować w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, czy też wypchną Rafała Trzaskowskiego.

Natomiast w mojej ocenie i tak to Tusk, tak długo jak będzie premierem, będzie miał ostateczny głos i sam będzie decydował o wszystkim, jeśli chodzi o odbudowę po powodzi. Natomiast Kierwiński może być przygotowywany na następcę Trzaskowskiego.

Ta władza nie wyciąga żadnych wniosków, bo w środku walki z powodzią rząd jakby nigdy nic przyspiesza inwestycje w wiatraki. Resort klimatu i środowiska właśnie przygotował projekt ustawy umożliwiający stawianie wiatraków na terenach chroniących przyrodę oraz przy domach…

– Tym projektem nowelizującym ustawę o odnawialnych źródłach energii ta ekipa powraca do spłacania długów wobec różnego rodzaju lobbystów. W cały ten projekt są zaangażowane ogromne pieniądze, więc Donald Tusk nie może tego tematu odpuścić, bo może się to obrócić przeciwko niemu. Dlatego minister Paulina Hennig-Kloska wrzuca do realizacji kolejny projekt, o którym będzie głośno, bo nie jest on spójny z całością działań związanych z ochroną środowiska i stoi w sprzeczności z poszanowaniem wartości ludzkich. Czas pokaże, co w tej materii będzie się działo.

Tak się zastanawiam, co jeszcze musi zrobić minister Hennig-Kloska, żeby stracić stanowisko?

– Blamaż z aferą wiatrakową zaraz na starcie tej władzy, niedawno propozycja tanich kredytów dla powodzian widać nie wystarczyły. To pokazuje, że to jest koalicja, to jest układ formacji tworzących „koalicję 13 grudnia”, wreszcie jest to układ między Szymonem Hołownią i Donaldem Tuskiem. Wydaje mi się jednak, że ten stan nie będzie trwał wiecznie i obaj liderzy po rażących błędach minister Pauliny Hennig-Kloski znajdą dla niej jakąś intratną posadę, wycofując ją nieco z linii ostrzałów medialnych. Być może zostanie wicemarszałkiem Sejmu. Natomiast dymisja jest konieczna, bo zarówno Paulina Hennig-Kloska, jak i jej zastępca w resorcie klimatu i środowiska Urszula Zielińska mocno się skompromitowały. Trzeba więc będzie ocieplić wizerunek i Paulina Hennig-Kloska zostanie dajmy na to wicemarszałkiem Sejmu, zwłaszcza że obecna wicemarszałek Monika Wielichowska angażowała się w walkę przeciwko infrastrukturze wodnej, krytykując nasz rząd, rząd Zjednoczonej Prawicy za plany dotyczące wybudowania suchych zbiorników na ziemi kłodzkiej, o czym już jest głośno, a myślę, że będzie jeszcze głośniej. Tak więc za jednym zamachem Tusk upiecze dwie pieczenie.

Dymisja Hennig-Kloski jest więc tuż, tuż, ale od dymisji ważniejsze jest to, czy zieloni tworzący „koalicję 13 grudnia” dalej będą dyktować warunki Tuskowi. Swoją drogą jeśli chodzi o odpowiedzialność za zaniechanie inwestycji przeciwpowodziowych i tak ogromne skutki powodzi, to obok Donalda Tuska ta odpowiedzialność leży też po stronie koalicjanta, czyli zielonych. W normalnym kraju taki koalicjant powinien wypaść za burtę władzy, bo straty popowodziowe są tak ogromne, że nie da się tego zamieść pod dywan. Na powodzie, zwłaszcza tak często nawiedzające Dolny Śląsk, można się było przygotować. I tak zbiornik Racibórz Dolny zdał egzamin, spełnił swoją rolę, inne zbiorniki też byłyby bezcenne, tyle tylko, że nie pozwolono ich wybudować. Za to powinna zapłacić ta część koalicji, która współrządzi razem z Donaldem Tuskiem, czyli zieloni.

                         Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki