Chaos i bałagan
Czwartek, 19 września 2024 (14:27)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
Fala kulminacyjna przechodzi dziś przez Wrocław, wielka woda kolejny dzień pustoszy południowo-zachodnią część Polski. Czy w tej sytuacji działania państwa polskiego w obliczu tragedii tysięcy ludzi
są wystarczające?
– Podobnie jak większość Polaków działania rządu
Donalda Tuska w obliczu zagrożenia i powodzi uważam
za niewystarczające, a przede wszystkim spóźnione. Trzeba powiedzieć wprost, że nie są to najlepiej zorganizowane i skoordynowane działania, które miałyby zapobiec tejże powodzi. Przecież słyszeliśmy, że już
10 września Komisja Europejska alarmowała, że będzie zagrożenie powodzią. Mówił o tym wczoraj w Parlamencie Europejskim podczas debaty na temat trwających w Europie Środkowej i Wschodniej powodzi unijny komisarz ds. zarządzania kryzysowego Janez Lenarčič. Wskazał też, że na kilka dni przed nadejściem żywiołu ostrzeżenie przed powodzią zostało wysłane za pomocą systemu satelitarnego Copernicus.
Widać więc, że ostrzeżenia, informacje, doświadczenie i przestrogi Czechów, którzy przed nami przeżywali powódź, nie zostały potraktowane poważnie. Ostrzeżenie to zostało zignorowane przez premiera Donalda Tuska, a przecież można było się lepiej przygotować. Oczywiście nie wszystkiemu da się zapobiec, zwłaszcza że czas był krótki, a sytuacja dynamiczna, ale pewne działania można było jeszcze podjąć, aby mieszkańcy zagrożonych rejonów mogli się w porę ewakuować i uratować najpotrzebniejsze rzeczy. Efektem tych błędów, zaniedbań są ludzkie tragedie, także ofiary śmiertelne tej powodzi, których być może udałoby się uniknąć. Widzimy też i słyszymy, jak mieszkańcy, których już ta klęska powodzi dotknęła, skarżą się, że ta pomoc, która do nich docierała i dociera, nie jest wystarczająca, że nie jest taka, jaka powinna być
i jakiej by oczekiwali.
Wydaje się więc, że wszelkie działania, jakie są podejmowane, są spóźnione. Jeśli weźmiemy pod uwagę bardzo niestosowne zapowiedzi niektórych ministrów tego rządu, m.in. minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-
-Kloski, dotyczące niskooprocentowanych kredytów dla powodzian, co biorąc pod uwagę sytuację, wielką tragedię, jaką przeżywają powodzianie, jest skandaliczne, nie na miejscu i świadczy o skrajnej niekompetencji.
To efekt ignorancji, lekceważenia problemu, niekompetencji czy nieudolności tej władzy?
– Nie sięgałbym aż tak daleko i nie podejrzewałbym samego premiera Donalda Tuska i jego rząd o ignorancję
w tej sytuacji. Natomiast zwracałbym uwagę na brak kompetencji, działań wyprzedzających i poważnego podejścia do ostrzeżeń, które przecież napływały, jak wspomniałem, z Komisji Europejskiej, ale także z Czech, gdzie premier tego kraju przestrzegał nas 13 września, że fala tej powodzi może być nawet większa niż w 1997 roku. Również Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej komunikował o zagrożeniach hydrologicznych. Można więc było odpowiednio wcześniej podjąć pewne działania związane z ostrzeżeniem ludności, aby mieszkańcy terenów zagrożonych zalaniem mogli się lepiej przygotować.
Dlatego jest to chyba brak kompetencji niż ignorancja. Zasadne jest więc pytanie: skoro w obliczu takiej tragedii jak powódź rząd i premier sobie nie radzą, to co mogłoby się wydarzyć w obliczu większych tragedii wynikających chociażby z działań wojennych. Przecież za naszą wschodnią granicą trwa wojna. Można więc mieć wątpliwości, czy ta władza, która nie potrafi na czas ostrzec ludzi przed katastrofą powodzi, potrafiłaby zapewnić Polsce i Polakom bezpieczeństwo.
Jakie konsekwencje powinna ponieść ta władza?
– Pamiętamy, jak w 1997 roku, w obliczu powodzi i tragedii tysięcy ludzi, zachował się ówczesny premier Włodzimierz Cimoszewicz i jakie były konsekwencje jego słów pouczających poszkodowanych, że trzeba było się ubezpieczyć. Nie wiem, czy dzisiaj reakcja będzie taka sama, ale z pewnością notowania premiera Donalda Tuska spadną. Oczywiście wszystko będzie też zależało od kolejnych działań i pomocy, która będzie oferowana,
i od tego, czy będzie podejmowana w sposób sprawny, satysfakcjonujący. Wiemy przecież, że pomoc oraz likwidacja skutków tej powodzi będzie kosztowała bardzo dużo pieniędzy. Myślę, że możemy śmiało szacować,
że to będą nawet nie dziesiątki, ale setki miliardów złotych. To ogromne pieniądze i nie wiem, jak sobie poradzi rząd Tuska w obliczu tych potrzeb, tym bardziej że w budżecie państwa już brakuje pieniędzy, już mamy niespotykany deficyt na przyszły rok. Tymczasem pieniądze będą niezbędne w obliczu podejmowanych działań, aby likwidować skutki przechodzącej przez Polskę powodzi.
Na co rząd Tuska czeka, skoro słyszymy,
że Czesi, Słowacy czy Austriacy już wystąpili do Unii Europejskiej o pomoc finansową
z Funduszu Solidarności na usuwanie skutków powodzi?
– To jest dowód na brak kompetencji tej władzy, przejawiający się w braku szybkiego podejmowania decyzji, które mogłyby nie tylko zapobiec, ale również złagodzić skutki tragedii, jaka dotyka tysiące ludzi. Jak widzimy, działania, jeśli chodzi o pozyskanie środków
z Funduszu Solidarności Unii Europejskiej, aby wspomóc powodzian, są spóźnione, co pokazuje, że rząd premiera Donalda Tuska na tle innych państw wypada dosyć słabo
i wygląda, jakby się ociągał, niewiele robi, a mógłby dużo więcej. Szczególnie że nie kto inny jak sam Donald Tusk chwalił się swoimi znajomościami w Unii Europejskiej, że może wiele załatwić. Pamiętamy chociażby deklaracje, iż środki z Krajowego Planu Odbudowy załatwi na drugi dzień po wygranych wyborach, a jak jest – wszyscy wiemy. Skoro ma takie dobre układy, to tym bardziej nie powinno być problemów z pozyskaniem pomocy w obliczu tak wielkiej tragedii i kataklizmu, jakim jest powódź.
A może zależy mu na PR-ze, bo dzisiaj, jak słyszymy, na „na osobiste zaproszenie Donalda Tuska” przybywa Ursula von der Leyen, premierzy rządów Czech, Słowacji oraz kanclerz Austrii?
– Przyglądając się tym wszystkim działaniom, widzimy, że mają one bardziej PR-owy charakter, choć też nie w całym zakresie. Jeśli ta wizyta szefowej Komisji Europejskiej będzie się wiązała z konkretnym wsparciem ze strony Unii Europejskiej, to dobrze, tylko czy musi się to wszystko odbywać z pompą, przecież nie czas i miejsce na takie spektakle. Oczywiście, że Donald Tusk chce się pokazać, chce podkreślić, że jest osobą wpływową w UE, skoro na jego „osobiste zaproszenie” do Polski przyjeżdżają Ursula von der Leyen oraz szefowie państw, których powódź także dotknęła. Myślę, że nie czas na propagandę, ale jeśli chce się przykryć niekompetencje, to robi się teatr.
Jak działa Tusk, to widzimy, lecz jak ocenić pozostałych członków rządu?
– W całej sytuacji, jaka teraz ma miejsce w Polsce, zamiast Tuska bardziej należałoby docenić działania wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Jako szef MON koordynuje działania Wojska Polskiego czy Wojsk Obrony Terytorialnej, które mocno wspierają ludzi dotkniętych powodzią. Z kolei niektórzy samorządowcy skarżą się, że pomoc premiera Tuska jest niewystarczająca, że spodziewaliby się większego zaangażowania i konkretnego wsparcia. Tymczasem nie mając odpowiednich sił i środków, musieli czekać na to, co zrobi rząd, bo możliwości, decyzyjność premiera i władz centralnych są siłą rzeczy większe niż burmistrza miasta czy starosty powiatu. W obliczu powodzi rząd powinien się włączyć bardziej intensywnie, uruchomić odpowiednie służby, a osoby kompetentne, do tego powołane powinny koordynować działania i wspierać samorządy. Natomiast ta władza najwidoczniej wychodzi
z założenia, że w obliczu nawet tak wielkiej tragedii trzeba skupić się na PR-ze, na własnej promocji.
Posiedzenia sztabu zarządzania kryzysowego z udziałem Tuska
są transmitowane przez media.
Czy zarządzanie kryzysem powinno
odbywać się w świetle kamer?
– Myślę, że słusznie to skomentowała była premier Beata Szydło, że nie można tylko i wyłącznie debatować, że w obliczu tragedii trzeba podejmować konkretne działania, także jeśli chodzi o uruchomienie unijnych środków na pomoc powodzianom i usuwanie skutków wielkiej wody, która cały czas zalewa ludzki dobytek. Dlatego uważam, że działania premiera Donalda Tuska są niezrozumiałe. Niedopuszczanie niektórych stacji, jak Telewizja Republika, do udziału w konferencjach prasowych czy uniemożliwienie transmisji posiedzeń sztabu zarządzania kryzysowego jest po prostu absurdalne.
Przecież jest bardzo ważne, aby w obliczu powodzi
i zagrożenia przekazywać informacje jak najszerszej części polskiego społeczeństwa. Tu przecież nie chodzi o politykę, ale o sprawy bezpieczeństwa Polaków, o natychmiastową informację, która jest niezbędna, zwłaszcza w takich sytuacjach jak powódź. Ponadto prawdziwa pomoc nie polega na PR-ze, rozgłosie, ale na tym, że robi się ją po cichu, szybko, zdecydowanie, a nie troszczy się o to,
żeby wypaść dobrze medialnie. Najważniejsza w takich newralgicznych sytuacjach jest zawsze skuteczność
i konkretna pomoc tym osobom, które ten żywioł dotknął najbardziej.