• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Unia Europejska w rozsypce

Środa, 11 września 2024 (20:33)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Jak podaje brytyjski „Financial Times” Niemcy od przyszłego poniedziałku wprowadzą tymczasowe kontrole na wszystkich swoich granicach lądowych. Czemu to w ogóle ma służyć?

– To jest informacja, która obiegła cały świat, i kto wie, czy tą sprawą nie zajmie się też Parlament Europejski podczas posiedzenia w Strasburgu, które odbędzie się w przyszłym tygodniu. Tak czy inaczej takiego ruchu ze strony Niemiec można się było spodziewać, bo według sondaży aż 76 proc. niemieckich obywateli jest przeciwnych polityce rządu związanej z uchodźcami. Dlatego kanclerz Olaf Scholz i lewicowo-centrowa ekipa, której przewodzi, prezentują stanowisko całkowicie odmienne od tego, co było wcześniej. Inna sprawa, co to by się działo, gdyby to Polska wprowadziła taki zakaz. Ile w Unii Europejskiej  byłoby rezolucji przeciwko Polsce? Tymczasem Niemcy wypowiadają układ Schengen i jest cisza jak makiem zasiał. Jednak tak jak wspomniałem, sytuacja w Niemczech jest dramatycznie zła zarówno społecznie, jak i gospodarczo, co więcej dzieje się tam coraz gorzej, także jeśli chodzi o bezpieczeństwo, które jest poważnie zagrożone. Działania, jakie obserwujemy, mianowicie że niemiecki rząd wprowadza tymczasowe – na razie na pół roku – kontrole na wszystkich przejściach granicznych, stoją w poprzek wszystkim unijnym uzgodnieniom. I to jest kompromitacja polityki „herzlich willkommen”, którą w 2015 roku wprowadziła ówczesna kanclerz Angela Merkel, zapraszając imigrantów i twierdząc „Wir schaffen das” – damy radę. Ta polityka – jak się okazało – bardzo szybko zbankrutowała, ale próżno było szukać jakiejś refleksji po stronie Berlina czy Brukseli. Dzisiaj w Niemczech sytuacja nabrzmiała, jest bardziej skomplikowana niż z pozoru może się wydawać, a ta decyzja władz w Berlinie o powrocie do kontroli granicznych jest tylko zewnętrznym objawem gospodarczych i społecznych problemów Niemiec.

Jak to jest, że z jednej strony Niemcy poprzez Unię Europejską narzucają państwom członkowskim pakt migracyjny i nakazują przyjmowanie imigrantów, a z drugiej sami zamykają swoje granice przed ich napływem? Niemiecka minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser mówi, że to działanie ma na celu ograniczenie nielegalnej imigracji i ochronę ludzi przed poważnymi zagrożeniami stwarzanymi przez islamski terror…

– To pokazuje jak w soczewce kompromitację nie tylko niemieckiej polityki, ale w ogóle całego establishmentu europejskiego, unijnego. To jest kompromitacja, która będzie miała opłakane skutki dla Unii Europejskiej. Liderzy unijni nie słuchali tych, którzy przestrzegali przed zalewem nielegalnych imigrantów i skutkami tej irracjonalnej polityki. Niestety, unijni liderzy, nie licząc się z głosem państw członkowskich, w tym Polski za rządów Zjednoczonej Prawicy, parli do tego, żeby polityka migracyjna była realizowana i sankcjonowana. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że jeśli ta polityka będzie kontynuowana, to poważnie zagraża to np. Niemcom. To pokazuje, że Unia Europejska jest dzisiaj w rozsypce nie tylko w sferze wartości, pryncypiów, ale właściwie pod każdym względem. A ta decyzja Berlina o wprowadzeniu tymczasowych kontroli na swojej granicy jest w pewnym sensie aktem desperacji, próbą ratowania twarzy przez opcję rządzącą w Niemczech – przez rząd kanclerza Olafa Scholza. Jednocześnie jest to policzek dla kręgów kierowniczych Unii Europejskiej. Ale wydaje się, że na tym się nie skończy, bo w ślady społeczeństwa niemieckiego pójdą inne kraje i w ten sposób rozprawimy się z chorą, nieprzystającą do rzeczywistości polityką migracyjną, która była na siłę, kolanem dopchniętą polityką, którą w grudniu ubiegłego roku zaakceptował Donald Tusk.

I ten sam Tusk jest dzisiaj oburzony postawą Niemiec i twierdzi, że decyzja o wprowadzeniu przez rząd w Berlinie zaostrzonych kontroli na wszystkich granicach lądowych jest dla Polski nie do zaakceptowania…

– Próbuje się pokazać jako polityk „waleczny”, taki europejski, który jawi się jako ten, który nagle sekuje swoich niemieckich mocodawców. Tylko że są to słowa i gesty pod publiczkę, na użytek wewnętrzny, w Polsce. Natomiast tak naprawdę Donald Tusk nigdy nie był politykiem samodzielnym, zawsze wiernie wykonywał polecenia Berlina oraz Brukseli. Dlatego na nic te jego tupnięcia nogą, bo strona niemiecka i tak nic sobie z tego nie robi. Natomiast nie ulega wątpliwości, że to prowadzi do jednego wniosku: że te jego dzisiejsze pyskówki mają charakter doraźny i są spektaklem adresowanym do Polaków. Z kolei kiedy przyjedzie do Brukseli czy Berlina, będzie musiał położyć pokornie uszy po sobie i jako ślepy wykonawca pokornie realizować polecenia swoich mocodawców. Zresztą on nigdy nie stanął po stronie Polaków, po stronie bezpieczeństwa państwa polskiego. Zawsze stawiał się na pozycji Europejczyka i z tej pozycji postrzegał Polskę jako kraj, który ma służyć różnego rodzaju interesom i ideom europejskim, co zresztą bardzo osłabiało i osłabia Polskę. Dlatego dzisiaj nikt nie uwierzy Donaldowi Tuskowi, że nagle będzie prowadził politykę niezależną względem Niemiec. Nikt w to nie uwierzy, zresztą on sam w to nie wierzy. Jego po prostu na to nie stać, bo on jest zakładnikiem, który spłaca dług m.in. względem Niemców. W oczach Polaków się ośmiesza, a jego ta rzekomo zdecydowana narracja względem Berlina jest z gruntu fałszywa – to jest pokazówka, to są tylko słowa.

Czyli również to, co zapowiedział, że Polska zażąda pilnych konsultacji ze wszystkimi krajami, takimi jak Czechy, Francja czy Szwajcaria, których dotknie powrót kontroli na niemieckich granicach?

– To – według mnie – jest mowa-trawa i próba ratowania twarzy, ale Tusk dobrze wie, że premier Orbán zapowiedział, że będzie wysyłał nielegalnych imigrantów autobusami do Brukseli, na co z kolei burzą się władze Belgii, które nie pozwolą, żeby przywożono im imigrantów z Węgier. Wygląda więc, że tym samym Belgia będzie blokować politykę Orbána. Podobne sygnały docierają z Austrii, co tylko pokazuje miałkość polityki Unii Europejskiej z ostatnich lat, i teraz wychodzi to jak szydło z worka. I ta miałkość, brak pryncypiów, brak wyobraźni, brak prawdziwych liderów w Europie są nad wyraz widoczne. Mało tego, coraz bardziej widoczny jest brak wyobraźni Unii Europejskiej, brak powagi i pomysłów na rozwiązanie kłopotów, w obliczu których stoi dzisiaj Europa. Jeśli do tego dodamy raport socjalisty włoskiego, byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego, który mówi, że Unia Europejska, żeby przetrwać, aby zachować konkurencyjność, musi zaciągnąć kolejny kredyt w wysokości 800 mld euro, to ta sytuacja pokazuje, jacy dyletanci rządzą dzisiaj Unią.

Komisja Europejska – zdaje się – jest gotowa na to przystać.   

– Komisja Europejska będzie się nad tym pochylać, bo ten głos Draghiego ma utorować drogę do kolejnego zaciągania pożyczek przez Unię Europejską. To jest próba wprowadzenia narracji, że Unia musi brać kredyty, żeby być konkurencyjna. Pytanie brzmi: kto rządził Unią Europejską w ubiegłych latach i co to za rządzenie, skoro od stycznia 2028 roku do spłacenia będzie 750 mld euro, a teraz ktoś znowu namawia do zaciągania kolejnych wielomiliardowych długów – zdaje się po to, żeby spłacać poprzednie. Jak widać, w Europie sytuacja absolutnie gęstnieje, rzeczywistość bardzo dramatycznie skrzeczy dla liberałów i socjalistów, którzy chcieliby tylko rozdawać i głosić idee bez pokrycia. Ktoś jednak będzie musiał ten problem rozwiązać, w innym wypadku Unia Europejska, która już dzisiaj pęka w szwach, zacznie się rozlatywać, i to niekoniecznie z powodów ideologicznych, które też są ciężarem, ale głównie z powodów problemów gospodarczych. Przypomnę, że dokładnie w ten sposób rozpadł się Związek Sowiecki. Widać, że trzeba będzie – mam na myśli liderów europejskich – zjeść własny ogon, połknąć żabę i przyznać, że byli w wielkim błędzie, a sama ideologia  nie wystarczy do rządzenia tak ogromnym i zróżnicowanym organizmem, jakim jest Unia Europejska. Żeby ten organizm mógł funkcjonować sprawnie, to muszą być jeszcze realizowane zasady ekonomiczne, muszą być brane pod uwagę priorytety gospodarcze, a tego niestety zabrakło. Nic więc dziwnego, że Stany Zjednoczone czy Chiny coraz bardziej uciekają Europie, która jest absolutnie w gospodarczym dołku. Kolejne długi, jakie chce zaciągać kierownictwo Unii Europejskiej, moim zdaniem nie zyskają akceptacji wielu państw członkowskich.

Niemcy już od jakiegoś czasu są przeciwni kolejnym kredytom…

– Tak, zresztą nieraz słyszałem od Niemców, że oni już nie dołożą do unijnego budżetu ani jednego euro. Dlatego jeśli teraz słyszymy o rozmaitych projektach obronnych, jak zainicjowany przez Niemcy projekt European Sky Shield Initiative, który zakłada wspólną budowę wielowarstwowego systemu obrony powietrznej w Europie, jeśli słyszymy jakieś mrzonki o armii europejskiej, to jest pytanie, kto za to wszystko zapłaci, skoro poszczególne kraje nie zgodzą się na zaciągnięcie nowych obciążeń finansowych, zwłaszcza jeśli unijna kasa świeci pustkami, a cała osławiona Unia Europejska jest posadowiona na kredytach. Dzisiaj wychodzi na jaw wszystko to, co mówiliśmy od lat, że Unia Europejska jest bardzo źle zarządzana. Owszem, jako projekt zainicjowany przez ojców założycieli Unia Europejska miała swoją szansę, ale dzisiaj – przy rządach liberałów i socjalistów – to wszystko zostało roztrwonione. Unia Europejska w obecnym mocno zideologizowanym kształcie budzi niechęć, zauważalny jest absolutny spadek zaufania do instytucji unijnych, co będzie się tylko pogłębiało. Jeśli pod przymusem będzie wprowadzany Europejski Zielony Ład, to siłą rzeczy każdy za ten ideologiczny projekt będzie musiał zapłacić. Dzisiaj widzimy chociażby, że jest kryzys na rynku mleka, bo wzrosły koszty hodowli zwierząt związane właśnie z Zielonym Ładem, będzie też drożyzna, jeśli chodzi o żywność, co dotknie ludzi, a także przemysł spożywczy. I ci, którzy zafundowali to Europie i obywatelom poszczególnych krajów, gorzko będą tego żałować, a cała Unia Europejska będzie musiała za to wszystko zapłacić, jeśli w ogóle ten projekt europejski przetrwa, jeśli będzie kontynuowany.

                    Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki