Postępująca degeneracja
Wtorek, 13 sierpnia 2024 (08:49)Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM
W Wielkiej Brytanii wrze po ataku nożownika, w którym zginęły 3 kilkuletnie dziewczynki, a 10 innych osób, w tym 8 dzieci, zostało rannych. Ludzie protestują przeciw terrorowi islamistów, a lewicowy rząd laburzystów zamiast rozprawić się z agresywnymi imigrantami atakuje własnych obywateli…
– Sytuacja w Wielkiej Brytanii jest rzeczywiście napięta. Natomiast istotne w tej całej tragedii, jaka dotknęła niewinne dzieci i inne postronne osoby w Southport w północno-zachodniej Anglii, jest to, że mamy do czynienia z czymś odwrotnym niż zwykle. Chodzi o to, że zwykle były demonstracje takie jak w Stanach Zjednoczonych – Black Lives Matters po śmierci George’a Floyda – Afroamerykanina, który w 2020 roku został zabity podczas interwencji policji w Minneapolis. Mieliśmy zatem protesty imigrantów, którzy uznawali, że są prześladowani. Jednocześnie były też reakcje liberalnego świata, jak klękanie piłkarzy angielskiej reprezentacji przed meczami. Natomiast po ataku w Southport jest opór białych mieszkańców Wielkiej Brytanii, którzy się integrują wokół problemu, który coraz bardziej nabrzmiewa. I tu nie chodzi tylko o ten przypadek zabójstwa dzieci w Southport – choć tragiczny, ale chodzi o powszechne poczucie zagrożenia, które już trwa bardzo długo, które jest nieznośne, którego końca nie widać. Nic więc dziwnego, że jest odreagowanie w postaci protestów i zamieszek w wielu miejscach Wielkiej Brytanii.
Zachowanie policji, która pacyfikuje protestujących, też chyba budzi niepokój?
– To prawda. Kiedy mieliśmy protesty Black Lives Matters w Stanach Zjednoczonych, to policja dziwnie milczała wobec przemocy i dewastacji mienia, wobec palenia samochodów, podpalania i okradania różnych sklepów czy niszczenia pomników. Wobec tych bandyckich zachowań ze strony policji i służb porządkowych nie było reakcji. Natomiast teraz ze względu na ideologię multi-kulti policja reaguje z dużą siłą na protesty i demonstracje ludzi białych.
Premier Keir Starmer wypowiedział takie oto zdanie: „Niezależnie od pozornej motywacji nie są to protesty, lecz czysta przemoc. Nie będziemy tolerować ataków na meczety ani na nasze społeczności muzułmańskie”. „Nasze społeczności muzułmańskie” – czy nie jest tu coś nie tak…?
– Najwidoczniej premier Keir Starmer utożsamia się ze światowym trendem ideologii, która głosi, że jest równość kultu, religii i cywilizacji. Tylko że nie jest w tym konsekwentny, bo de facto uznaje, że religijność brytyjska czy religijność świata zachodniego jest opresyjna. I to wszystko mieści się w ideologii wyznawanej przez te kręgi.
Premier Keir Starmer zapowiedział, że osoby podsycające w internecie przemoc będą traktowane tak samo jak te fizycznie uczestniczące w zamieszkach. Wiadomo już o co najmniej trzech aresztowanych za wpisy w mediach społecznościowych. Czyżby władze brytyjskie zamykały usta obywatelom? Gdzie jest wolność słowa, wolność wypowiedzi?
– Wolności słowa nie ma… Natomiast widać, że brytyjskie władze robią wszystko, żeby zdusić tę falę protestów, i zakładają, że im się to uda. Tylko że problemu w ten sposób nie rozwiążą. Tymczasem problem istnieje, co więcej on narasta: jest przemoc, wzrasta poczucie zagrożenia wśród ludności. To poczucie zagrożenia jest powszechne w świecie zachodnim. Jeśli więc spacyfikuje się tych, którzy protestują, biorą udział w zamieszkach, to nie oznacza, że problem zniknie. Wprost przeciwnie: będzie tylko narastał. Na razie nie widać też chęci zmierzenia się z problemem, bo tłumienie protestów ludzi białych to nic innego jak przyzwolenie na agresję imigrantów, którzy chcą nam narzucić swoje zasady, chcą urządzać nasz świat po swojemu. Uleganie temu to nic innego jak dolewanie oliwy do ognia, de facto niszczenie świata zachodniego i godzenie się, że jeśli się nie obudzimy, to w pewnym momencie islam zdominuje nasz świat. Być może o to właśnie w tym chodzi. Nie ulega też wątpliwości, że taki jest cel rewolucjonistów, którzy – jak widać – sami zagonili się w kozi róg. Proszę też pamiętać, że przyjmowanie – również w Wielkiej Brytanii – takiej masy imigrantów muzułmańskich sprawiło, że skala tego zjawiska przekroczyła wszelką miarę . Przypomnę, że do pewnego momentu Wielka Brytania była wzorcem kraju, który asymiluje bardzo dobrze obcych kulturowo i religijnie przybyszów. Tymczasem w tej chwili nawet i to zbankrutowało. Okazało się, że ci „biedni” ludzie zamieszkujący przedmieścia potrafią być brutalni, palą samochody, dopuszczają się zbrodni, a wzorcowa Wielka Brytania wcale taka idealna nie jest, wręcz przeciwnie. I mamy do czynienia z potężnym konfliktem.
Po stronie protestujących dziś Brytyjczyków stoją prawicowi politycy, tacy jak lider partii Reform UK Nigel Farage, którzy bronią praw swoich obywateli. Niestety, są oni oskarżani przez liberalną prasę o wzniecanie antymuzułmańskich nastrojów.
– Dziwnym trafem te same liberalne media, które dzisiaj tak ochoczo krytykują Nigela Farage’a, milczały, kiedy grupy legalnych czy nielegalnych imigrantów atakowały w sposób brutalny spokojnych obywateli Wielkiej Brytanii. Policja brytyjska – wzorem niemieckiej – też przemilczała przestępstwa, jakich się dopuszczali imigranci, różnorakie rozboje, które utrudniały życie i zagrażały bezpieczeństwu zwykłych ludzi. Natomiast dzisiaj atakują tych Brytyjczyków, którzy po aktach zbrodni się w końcu obudzili, i skoro władza jest nieudolna, to sami próbują wziąć sprawy we własne ręce. I tu widać, że stosuje się odwrotną miarę. Nigel Farage, założyciel i lider kiedyś Brexit Party, która opowiadała się za szybkim wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i ten cel osiągnęła, rzeczywiście doprowadziła do brexitu, próbuje mobilizować ludzi. Swoja drogą jeśli mowa o brexicie, to widzimy, iż Wielka Brytania tak naprawdę jedynie formalnie wyszła z Unii Europejskiej. Chodzi o to, że ideologia, jaka towarzyszyła Unii, którą udało się przenieść na grunt brytyjski, była i wciąż jest realizowana w Wielkiej Brytanii – może nawet bardziej niż w samej Unii. Nic więc dziwnego, że jest opór społeczny.
Czy to, co się dzieje, nie jest efektem zbytniej pobłażliwości wobec imigrantów, którym w imię tzw. poprawności politycznej pozwolono rozwinąć skrzydła i którzy są coraz bardziej brutalni? Przy czym nie chodzi tu tylko o Wielką Brytanię…
– Myślę, że z jednej strony jest to wynik zbytniej pobłażliwości, ale z drugiej – to jest efekt otwierania granic na oścież i ściągania nadmiernej ilości tych ludzi, co siłą rzeczy prędzej czy później musi wywołać konflikt. To jednak są inne style życia, odmienne kultury, odmienne zwyczaje, wreszcie to jest inna cywilizacja. I tak to wygląda.
Czy ta fala protestów w Wielkiej Brytanii może się rozlać na inne kraje? Czy czara goryczy się przebrała, czy może należy to traktować jako incydent i za chwilę wszystko wróci do normy, a muzułmanie będą sobie poczynać w Europie jeszcze śmielej?
– Oczywiście, że protesty w Wielkiej Brytanii mogą dać impuls do nowych protestów na kontynencie europejskim. Czy tak się stanie i ewentualnie kiedy – trudno to dzisiaj powiedzieć. Natomiast obawa, że problem ten może się rozlać szerzej, powoduje, że jednocześnie trwa ostra próba zduszenia protestów w Wielkiej Brytanii. Oczywiście to nie jest problem jedynie brytyjski, ale jest to problem m.in. francuski, niemiecki, austriacki czy holenderski. Natomiast rząd Donalda Tuska, godząc się na pakt migracyjny, który zafunduje nam same kłopoty z imigrantami w roli głównej, tym swoim działaniem robi wszystko, żeby Polska też miała problem podobny do tego, jakiego dzisiaj doświadczają Brytyjczycy.
Fakty mówią ponad wszelką wątpliwość, że ta polityka multi-kulti jest zgubą dla Europy, w tym także dla Polski. Czy kiedyś może dojść do jakiejś refleksji środowisk lewicowych, które na imigrantach i z imigrantami próbują budować swoją ideologiczną bazę i poparcie dla siebie?
– O refleksji tych środowisk nie ma mowy. Po prostu trzeba ich wymienić, bo w przeciwnym wypadku żadnych zmian, żadnego zastopowania tej fali przemocy nie będzie. Dlatego konieczna jest gruntowna wymiana europejskiego establishmentu – tego głównego nurtu, który trzyma ten lewacki, szkodliwy kurs.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić…?
– Najlepszą metodą w systemie demokratycznym są wybory i pozbycie się takich polityków za pomocą kartki wyborczej. Zobaczymy, co w następnych miesiącach czy latach będzie się działo w Europie. W innym wypadku Europa będzie dalej poddawana eksperymentom i niszczona.
Tymczasem przed nami pięć lat rządów tej samej grupy trzymającej władzę? Mam na myśli władze unijne, bo Komisją Europejską nadal będzie rządzić Ursula von der Leyen, czyli Niemcy…
– I to jest dramat całej sytuacji, że wybory do Parlamentu Europejskiego w skali Europy niewiele zmieniły. Możemy się spodziewać, że nadal będziemy obserwować postępującą degenerację, bo w skład tego układu rządzącego wchodzą również siły lewicowe czy zieloni, czyli ci, którzy poparli Ursulę von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej, a ceną jest kontynuacja projektów w ramach Europejskiego Zielonego Ładu. Te siły polityczne wręcz domagają się utrzymania oraz poszerzenia tego kierunku, całej tej ideologii, która zniszczy Europę. I to jest poważny problem.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki