Zastopować lewacki front
Środa, 7 sierpnia 2024 (20:49)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Kampania prezydencka w Stanach Zjednoczonych obfituje w wiele wydarzeń. Kandydat republikanów Donald Trump zapowiedział, że jeśli wygra wybory, to zrobi porządek z lewicową ideologizacją dzieci w szkołach, że wstrzyma finansowanie szkół promujących gender, lgbt czy ruch antycovidowy. To bardzo odważna deklaracja?
– Owszem, odważna i ważna zarazem – szczególnie że Stany Zjednoczone są pod wpływem rewolucji w sferze ideologicznej, która niszczy ten kraj od wewnątrz. Warto też zwrócić uwagę, że Stany Zjednoczone to nie jest Francja, to nie są Niemcy, gdzie w polityce głos decydujący mają środowiska lewicowo-liberalne. Tymczasem Amerykanie mają też silnie rozwinięty nurt konserwatywny, stąd dla wielu ludzi kwestie dotyczące wychowania dzieci w duchu tradycyjnych wartości są wręcz fundamentalne. Donald Trump stoi po stronie tych wartości i tych środowisk, natomiast po drugiej stronie jest Kamala Harris – najbardziej radykalna lewaczka spośród dotychczasowych kandydatów na prezydenta Stanów Zjednoczonych, bardziej radykalna niż Joe Biden.
Jeśli Donald Trump wygra listopadowe wybory, to ta fala odwrotu od rewolucji kulturowej z Ameryki ma szanse dojść też do Europy?
– Warto zachować tu pewne proporcje, dlatego powinniśmy pamiętać, że za tą całą lewacką rewolucją w Stanach Zjednoczonych stoi ogromny kapitał, ogromne lobby finansowe. Te pieniądze, które idą na rozwój i wsparcie tej ideologii, to są w dużej mierze środki prywatne. Co by nie powiedzieć, w przypadku wygranej Donalda Trumpa siła tej ideologii w Stanach Zjednoczonych osłabnie, bo największe mocarstwo w świecie Zachodu – jako państwo – odwróci się od tej ideologii. Nie ulega wątpliwości, że to się pozytywnie odbije na ideologii także w różnych częściach globu. Natomiast to nie jest tak, że ta rewolucja nagle całkowicie wyhamuje czy wygaśnie. Przecież w to wszystko, w cały ten mechanizm rewolucyjny są zaangażowane ogromne pieniądze, wielkie koncerny, które zarabiają na ludzkiej krzywdzie, a ideologizowane dzieci, podatne na manipulacje są doskonałym konsumentem oferowanych przez nie „dóbr”. Wspomniane koncerny ładują w ten biznes ogromne pieniądze i traktują to jako inwestycję – owszem, inwestycję niemoralną, inwestycję w destrukcję, ale inwestycję, na której można doskonale zarobić.
Wypowiedzi Donalda Trumpa i deklaracje, że jako prezydent zrobi porządek z lewicową ideologizacją dzieci, nie są zagrożeniem dla niego samego?
– Oczywiście, że jest to niebezpieczeństwo, bo to lewicowe, lewackie lobby stojące za tym przemysłem destrukcji cały czas pompuje atmosferę przeciwko Donaldowi Trumpowi. Z drugiej strony promują też sondażowo, finansowo i na wszelkie inne sposoby Kamalę Harris. Doskonale wiedzą, że Donald Trump jest dla nich zagrożeniem, dlatego trudno powiedzieć, do czego mogą się jeszcze posunąć. Pamiętajmy o niedawnym zamachu na Donalda Trumpa, który miał miejsce 13 lipca br. w Butler w stanie Pensylwania. Od strony zabezpieczeń spotkanie to wyglądało bardzo, bardzo dziwnie, począwszy od zachowania ochrony. Na razie wciąż nie wiemy, kto za tym stał i nie chodzi mi o strzały, bo nazwisko tego, kto nacisnął spust, znamy, ale kto stał za logistycznym wymiarem tego, na szczęście, nieudanego zamachu.
Donald Trump podzielił się jeszcze jednym ciekawym przemyśleniem. Mianowicie nawiązując do skandalicznych wydarzeń z igrzysk olimpijskich w Paryżu, kandydat republikanów zadeklarował, że jeśli wygra, to będzie trzymać mężczyzn z dala od sportu kobiecego…
– To jest pewna ciekawostka i w tych kategoriach bym to rozpatrywał, ale ciekawostka pokazująca absurd całej tej lewackiej ideologii, która wkracza we wszystkie dziedziny życia i – jak widać – zadomowiła się także w sporcie. Tą swoją wypowiedzią Donald Trump pokazał nieskończoną głupotę, a zarazem szkodliwość społeczną tego całego ideologicznego nurtu. Ideologia nie zna granic, bo próbuje podważać nawet porządek natury. Szkoda tylko, że feministki, które usta mają pełne frazesów i tak ochoczo deklarują obronę praw kobiet, a w sytuacji, gdzie biologiczny mężczyzna staje do walki w ringu i bije kobietę, po prostu milczą.
To tylko pokazuje, że w tym procesie prawa kobiet są – czy mają być – jedynie iluzją, bo w zetknięciu z rzeczywistością przegrywają. Natomiast nie może być tak, że ktoś, kto jest biologicznym mężczyzną, w imię ideologii czuje się kobietą i to jest przyjmowane niczym prawda objawiona, bo z tego biorą się właśnie takie absurdy, jakie obserwujemy podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Kobiety sprawdzają się w wielu zawodach lepiej niż mężczyźni, przykładem – jednym z wielu – są pielęgniarki, wychowawczynie w przedszkolach itd. Z kolei w innych zawodach lepiej sprawdzają się mężczyźni, na przykład jako górnicy w kopalni czy hutnicy, a więc tam, gdzie siła mężczyzny jest potrzebna. Natomiast w sporcie kobiety powinny rywalizować z kobietami, a mężczyźni z mężczyznami i tu nie ma dwóch zdań. To są fakty, więc w sposób oczywisty natury nie ma co poprawiać.
Konkurentka Donalda Trumpa, Kamala Harris, krytykuje politykę Izraela w związku z niehumanitarnymi działaniami wobec ludności w Strefie Gazy, tymczasem prezydent Joe Biden deklaruje wsparcie dla Izraela w konflikcie z Iranem. Czy tu nie ma dysonansu?
– Być może jest, ale nie można wykluczyć, że ten rozdźwięk jest zamierzony, że to tylko kampanijna gra Kamali Harris, żeby zyskać większą przychylność i zdobyć głosy muzułmańskich wyborców, czy też wyborców lewicowych, którzy patrzą krytycznie na działania Izraela, i w tym przypadku mają oczywiście rację. Natomiast jak to będzie finalnie wyglądało, to dzisiaj trudno powiedzieć. Być może będzie tak jak z prezydentem Joe Bidenem, który też był krytyczny wobec poczynań Izraela w Strefie Gazy i nawet strofował premiera Netanjahu, a finalnie – jak pan redaktor zauważył – kiedy przychodzi co do czego, to wysyła dodatkowe okręty wojenne i zapowiada wysłanie amerykańskich myśliwców w rejon konfliktu, aby wesprzeć swojego izraelskiego sojusznika. To wszystko pokazuje, że lobby żydowskie w Stanach Zjednoczonych wciąż ma się dobrze, ma swoje wpływy w najwyższych organach czy urzędach i żaden prezydent Ameryki nie jest w stanie przerwać pomocy czy wsparcia dla Izraela.
Amerykański sekretarz stanu Antony Blinken miał poinformować ministrów krajów z grupy G7 o zbliżającym się ataku Iranu na Izrael. Rzeczywiście może dojść do zaostrzenia konfliktu?
– Z całą pewnością nie można wykluczyć takiego wariantu, zwłaszcza że po wyeliminowaniu politycznego przywódcy Hamasu Ismaila Hanijego oraz po zamachu na przedmieścia Bejrutu, w którym zginął jeden z dowódców Hezbollahu, Fuad Ali Szukr, najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei już zapowiedział odwet na Izraelu, że będzie to odpowiedź adekwatna. Trudno jednak powiedzieć, czy to tylko straszenie, czy rzeczywiście coś może być na rzeczy. Tym bardziej że amerykański sekretarz stanu Antony Blinken mówi o krytycznym momencie dla Bliskiego Wschodu oraz o spodziewanym ataku Iranu oraz Hezbollahu na Izrael i ostrzega sojuszników.
Ponadto Waszyngton w ramach działań dyplomatycznych próbuje uspokoić sytuację i angażuje inne państwa, aby te dyplomatycznymi kanałami przekazały Iranowi, iż eskalacja i tak już zaognionej sytuacji na Bliskim Wschodzie nie jest w interesie Teheranu. Tak czy inaczej wszystkie strony muszą się starać łagodzić napięcia. Tymczasem, faktem jest, że Izrael nie wyciąga wniosków, nie widać po stronie władz w Jerozolimie jakiejś refleksji. Izrael atakuje cele na terytorium Iranu, więc wszystko może się zdarzyć. To wszystko powoduje, że Bliski Wschód jest w tej chwili jednym z najbardziej zapalnych punktów na mapie świata. A więc już nie tylko działania Rosji na Ukrainie, ale także Izrael prowadzi niesamowicie agresywną politykę, a Teheran staje się reprezentantem interesów islamskich. Jak widać, sytuacja na Bliskim Wschodzie robi się coraz bardziej groźna i naprawdę trudno powiedzieć, jak może się rozwinąć.
Jak po wyborach może wyglądać polityka Waszyngtonu wobec Izraela? Joe Biden stoi po stronie premiera Netanjahu, ale czy nowy gospodarz Białego Domu, niezależnie, czy będzie to Kamala Harris, czy Donald Trump, mogą coś tutaj zmienić?
– Kamala Harris byłaby kontynuatorką polityki demokratów i prezydenta Joe Bidena. Natomiast Donald Trump podczas swojej pierwszej prezydentury był jednym z najbardziej proizraelskich prezydentów w historii Stanów Zjednoczonych. Te kwestie, które teraz poruszamy, to jest inny poziom amerykańskiej polityki, już nie ideologiczny jak wcześniejsze kwestie, ale jest to poziom interesów lobby żydowskiego, które ma ogromny wpływ na politykę władz w Waszyngtonie.