Poważny konflikt
Poniedziałek, 5 sierpnia 2024 (20:55)Rozmowa z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
Już od miesięcy trwa konflikt i z dnia na dzień rośnie napięcie między Izraelem i Hezbollahem. Sytuacja na Bliskim Wschodnie od dawna nie była tak napięta. To może być kluczowy moment tego konfliktu?
– Rzeczywiście, sytuacja na Bliskim Wschodzie jest coraz bardziej napięta, czy wręcz niebezpieczna, i wydaje się, że ten konflikt nie tyle, że jest bliski rozwiązania, co wprost przeciwnie – zaostrza się. Po decyzjach różnych państw, które widzą zagrożenie ze strony Izraela, można się spodziewać, że raczej będziemy mieć do czynienia z eskalacją tego konfliktu. Sytuacja jest zatem bardzo niebezpieczna i to nie tylko dla regionu Bliskiego Wschodu, ale też może mieć ona swoje przełożenie na konflikt globalny. Widzimy, że trwa konflikt między Rosją a Ukrainą, obserwujemy też napięcia między Chinami a Tajwanem. To wszystko może spowodować falę, tym bardziej że niektóre państwa także sprzeciwiają się polityce Izraela.
Obserwujemy protesty ogólnoświatowe. Izrael, owszem, przez długi czas mógł liczyć na wsparcie swojego sojusznika Stanów Zjednoczonych, natomiast dzisiaj sytuacja nie jest już tak jednoznaczna. Widzimy liczne protesty – także w Polsce, m.in. na uczelniach, przeciwko działaniu Izraela. Dlatego obawiam się, że jeśli ten problem nie zostanie rozwiązany, to może on stanowić zarzewie kolejnych konfliktów, łącznie z konfliktem globalnym, z czym Izrael sam sobie nie poradzi.
Czy Izrael sam naważył sobie piwa tą swoją agresją i eskalacją konfliktu? Działania w Strefie Gazy, seria zuchwałych ataków na cele w Bejrucie i Teheranie, to wszystko powoduje wrogie nastroje wobec Izraela…
– To prawda. Wygląda na to, że Izrael poczuł się zbyt pewnie. Izrael miał za sobą część państw świata, także pokaźne lobby na Zachodzie, stąd poczuł się zbyt pewnie, wręcz bezkarnie. Taka nonszalancka postawa to jest poważny błąd dyplomatyczny tego państwa. Może się bowiem okazać, że wsparcie dla Izraela wśród wielu krajów zostanie wycofane. Mamy przecież coraz częstszą krytykę wobec Izraela, i to z różnych stron. Może w wielu krajach nie mówi się tego głośno, ale widać, że jest duża dezaprobata dla działań władz izraelskich. Przykładem może kandydatka demokratów na prezydenta Stanów Zjednoczonych Kamala Harris, która skrytykowała politykę i sposób działania Izraela w Strefie Gazy, mówiąc, że nie można odwracać oczu od tragedii ludności, jaka się tam dokonała. Izrael w swoich działaniach od zawsze zachowywał się bezwzględnie, stosował mocną, agresywną retorykę z konsekwencjami. Przykładem może być chociażby dosyć mocna retoryka, zachowanie i stosunek wobec Polski i Polaków, co z pewnością nie służy Izraelowi i postrzeganiu tego państwa w świecie, co w konsekwencji może być bardzo negatywne.
Wspomniał Pan Doktor krytykę Kamali Harris wobec działań Izraela w Strefie Gazy – chodzi oczywiście o sytuację humanitarną po stronie palestyńskiej. Tymczasem prezydent Joe Biden w rozmowie z premierem Netanjahu jednak potwierdził wsparcie dla swojego sojusznika i wysłanie wsparcia – kolejnych amerykańskich okrętów, a w planach jest też skierowanie tam eskadry myśliwców. Skąd ten rozdźwięk?
– Sytuacja jest poważna i – jak słyszymy – prezydent Joe Biden ma się dzisiaj spotkać ze swoim zespołem do spraw bezpieczeństwa narodowego, aby omówić rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz napięcia między Izraelem i Iranem. Jeśli zaś chodzi o Kamalę Harris, to wbrew zachwytom środowisk lewicowych przykłady niekompetencji kandydatki demokratów można mnożyć. Jeśli w listopadowych wyborach Harris zostałaby prezydentem, to mogłoby to się przełożyć i negatywnie wpłynąć nie tylko na funkcjonowanie i postrzeganie Stanów Zjednoczonych jako światowego mocarstwa, ale też mogłoby to zachwiać stabilizacją międzynarodową, na co ogromny wpływ wciąż ma Waszyngton. Błędy, brak kompetencji Kamali Harris, także jej wypowiedzi – nie zawsze przemyślane, to może mieć przełożenie na pozycję Stanów Zjednoczonych, które są przecież gwarantem ładu i bezpieczeństwa międzynarodowego. Na razie Kamala Harris jeszcze wyborów nie wygrała, nawet nie jest jeszcze formalnie kandydatką demokratów, ale postawa, jaką prezentuje, nie przyniesie niczego dobrego, gdyby została kolejnym amerykańskim prezydentem.
Sojusznicy Izraela od dawna wzywają władze w Jerozolimie do refleksji i opamiętania, ale Żydzi ani myślą słuchać. Czy to nie jest błąd?
– Dokładnie tak. To jest to, o czym już wcześniej wspomniałem, że Izrael poczuł się zbyt pewnie. Przyczyną takiej postawy może być fakt, że nad Izraelem rozłożono coś w rodzaju parasola ochronnego, co pozwalało władzom w Jerozolimie przez cały czas prowadzić narrację o holokauście i przedstawiać się jako naród pokrzywdzony. Na świecie panowało powszechne przekonanie, że Izraelowi wolno więcej, że skoro jest tym narodem pokrzywdzonym, to może bardziej krytykować, może więcej powiedzieć, może się też zachowywać agresywnie w stosunku do innych państw, a i tak opinia światowa stanie po stronie Żydów. Natomiast każda krytyka wobec Izraela spotykała się wręcz z ostracyzmem ze strony władz Izraela, a inne państwa zachowywały się w sposób asekuracyjny i nie wypowiadały się na temat polityki władz w Jerozolimie.
Dzisiaj to chyba wygląda nieco inaczej?
– To się dzisiaj zmieniło i polityka Izraela budzi uzasadniony sprzeciw na całym świecie – także w Stanach Zjednoczonych, ale nie tylko, bo również wśród krajów europejskich. To jest związane z tym, że przywódcy poszczególnych państw – zwłaszcza w Europie – kalkulują. Ponadto zmienia się struktura państw europejskich i w związku z polityką migracyjną Unii Europejskiej w wielu z nich zaczyna dominować Islam. Ludność, która przybyła do Europy, pochodzi w większości z państw islamskich czy arabskich, które są w konflikcie z Izraelem. Ponadto ze względu na to, że zwiększa się liczba ludności, struktura etniczna krajów, to ich przywódcy biorą też pod uwagę aspekt wyborczy – zwłaszcza że gros tych nowych obywateli zaczyna nabywać prawa wyborcze i głosuje, a głos ich bywa, że jest decydujący. Dlatego narracja i postrzeganie działalności Izraela w Europie zaczyna się zmieniać. Natomiast jeśli Izrael nie zauważy tego problemu i się nie zreflektuje, to tak jak już wcześniej wspomniałem, może to się skończyć bardzo źle dla niego.
Wygląda na to, że jesteśmy w przededniu pełnoskalowej wojny na Bliskim Wschodzie, większość krajów zachęca swoich obywateli do opuszczania tego regionu, a linie lotnicze zawieszają loty do Tel Awiwu i Bejrutu. Jak powstrzymać eskalację tego napięcia?
– To świadczy – jak pan redaktor słusznie zauważył – że eskalacja tego napięcia może się jeszcze wzmacniać. Każde państwo ma swoje wywiady i skoro posuwają się do takich kroków, jak wycofanie swoich obywateli z zagrożonego regionu czy zawieszenie połączeń lotniczych z tamtym rejonem świata, to być może są sygnały, że konflikt, o którym rozmawiamy, będzie eskalował, narastał. Być może inne kraje przygotowują jakiś odwet za to, co czyni Izrael. Tym bardziej Izrael powinien zrobić krok wstecz i wycofać się z tych działań, które są niehumanitarne wobec Palestyńczyków.
Bez względu na konflikt, na różnice zdań to metody stosowane przez Izrael wobec ludności cywilnej są brutalne, nie do przyjęcia i nie do zaakceptowania przez cały cywilizowany świat. Pamiętamy bezprecedensowe działania, operację zalewania tuneli, podziemnej sieci korytarzy, w których przebywała uwięziona w Strefie Gazy ludność cywilna, matki z dziećmi. To drastyczne działanie było nie do obrony, nie do usprawiedliwienia, bo w każdej wojnie cywile powinni być chronieni, a jeżeli ktoś tych humanitarnych zasad nie przestrzega, to po zakończeniu wojny spotyka się z mocnym potępieniem przez międzynarodowe organizacje.
Lider Hezbollahu, Hasan Nasrallah mówi, że Izrael przekroczył czerwoną linię i musi spodziewać się zemsty. Odpowiedź wydaje się więc nieunikniona?
– Jeśli spojrzymy na specyfikę poszczególnych państw tamtego regionu, to zauważymy, że tam konflikty, spory rozwiązuje się inaczej, niż ma to miejsce w krajach Zachodu, m.in. w państwach europejskich. Tam raczej jest to odwet zbrojny. Nie wiem, czy Izrael nie ma tej świadomości, a może poczuł się zbyt pewnie licząc, że będzie miał pełne i bezwarunkowe wsparcie ze strony świata zachodniego, głównie ze strony Stanów Zjednoczonych, i dlatego inne państwa, z którymi jest w konflikcie, nie odważą się go zaatakować.
Tymczasem sytuacja się zmieniła. Po tym, jak Izrael przeprowadził dwa skuteczne ataki, eliminując jedną z ważniejszych postaci Hezbollahu, Fuada Szukra, oraz lidera politycznego skrzydła Hamasu, Ismaila Hanijja, najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Chamenei, zapowiedział, że jego kraj pomści śmierć swojego sojusznika. Dlatego do odwetu wobec Izraela przygotowuje się m.in. Liban i Iran. Trudno powiedzieć, jak mogą wyglądać działania odwetowe, ale mogą one polegać na przykład na zmasowanym uderzeniu za pomocą pocisków balistycznych, manewrujących czy dronów w cele wojskowe na terenie Izraela. Przypomnę, że podobnie było w kwietniu po ataku Izraela na irański konsulat w Damaszku, z tym że teraz skala odwetu może być jeszcze większa.
Należy się też spodziewać wsparcia irańskich działań odwetowych od libańskiego Hezbollahu, który będzie chciał pomścić wspomnianego już Fuada Szukra – jednego z najbliższych doradców szefa Hezbollahu. To tylko pokazuje, że premier Netanjahu prowadzi bardzo ryzykowną grę, narażając się na odwet ze strony libańskiego Hezbollahu i palestyńskiego Hamasu. Widać, że koalicja państw, które są przeciw Izraelowi, stale rośnie, dlatego władzom w Jerozolimie będzie coraz trudniej. Jeśli więc Izrael się nie wycofa i nie będzie dążył do kompromisu, to sytuacja dla państwa izraelskiego może być bardzo trudna – przede wszystkim dla ludności izraelskiej.