Ostatni dzwonek na opamiętanie…
Środa, 31 lipca 2024 (21:37)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Europejski Zielony Ład teraz przyśpieszy?
W swoim exposé Ursula von der Leyen nie pozostawiła złudzeń, wskazując, że będzie dążyć, aby Unia Europejska nie schodziła
z obranego kursu…
– Tak przynajmniej szefowa Komisji Europejskiej zapowiadała. Oczywiście, to było przed głosowaniem
i Ursula von der Leyen w ten sposób próbowała wkupić
się w łaski różnych środowisk, grup politycznych liberałów, zielonych, socjalistów w Parlamencie Europejskim i zyskać ich poparcie. Wygląda na to, że z tych przedwyborczych zapowiedzi wiele zostanie, choć trzeba powiedzieć,
że jednak nastąpiła pewna zmiana i Zielony Ład został przykryty kwestiami związanymi z obronnością. Zobaczymy więc, jak to będzie wyglądać w praktyce. Z jednej strony zieloni oraz lewica – jeśli chodzi o Zielony Ład – będą trzymać za słowo Ursulę von der Leyen, ale z drugiej strony eurorealizm i zagrożenie ze strony Putina będą wymuszały działania na rzecz wzmocnienia obronności Unii Europejskiej. Chodzi tu przede wszystkim o zwiększenie produkcji broni niezbędnej do przeciwstawienia się ewentualnej agresji ze strony Federacji Rosyjskiej.
I to wszystko będzie teraz skupiało uwagę Parlamentu Europejskiego. Liczę na to, że także pod naszym wpływem, pod naszym naciskiem, bo my jako eurorealiści od początku krytykujemy Zielony Ład, Ursula von der Leyen zmieni swoją narrację. Jednak komu się będzie dalej kłaniać, jakie będą działania legislacyjne w tej materii,
to zobaczymy w trakcie kadencji.
Wspomniał Pan, że niejako na pierwszym miejscu wśród priorytetów UE są teraz kwestie bezpieczeństwa i wzmocnienia produkcji wojskowej. Co można zrobić
w ostatniej chwili, kiedy wcześniej
ten obszar się zaniedbywało?
– Oczywiście, nie da się przestawić nagle przemysłu na produkcję wojskową, tak jak to uczyniła Rosja. Nie da
się przeformatować przemysłu, to nie jest produkcja cukierków czy zabawek. Świadomość tego wszystkiego jest. Niestety, zrobiono wiele złego w tej materii, zapuszczono obszar obronności i konsekwencje tych zaniedbań mogą być bardzo poważne. Putin o tym wie.
Nie wiem, czy i na ile znajdą się pieniądze, żeby w ogóle wzmacniać obronność. Również mrzonki o jakichś europejskich tarczach antyrakietowych to są opowieści dziwnej treści, programy bez pokrycia finansowego.
W budżecie UE nie ma zapisanych takich pozycji, nie ma tak ogromnych pieniędzy. Nie wiem zatem, czy ktoś myśli o zaciągnięciu kolejnego długu, kredytowaniu tych wydatków, czy obłożeniu państw członkowskich nowymi składkami. Natomiast wiadomo, że Niemcy, Szwedzi czy Austriacy nie chcą słyszeć o dodatkowych składkach do unijnego budżetu. Sądzę, że ta świadomość, iż jako Unia Europejska musimy się dozbrajać, będzie powodowała,
że poszczególne kraje będą powoli wzmacniały własne nakłady na obronność, a więc będą robiły to, do czego nawołuje Donald Trump.
Będą to robić w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, a nie pod wpływem mrzonek o wspólnej europejskiej armii
czy tarczy antyrakietowej?
– Oczywiście, w ramach NATO. Nie ma mowy o odejściu
z Sojuszu Północnoatlantyckiego, bo strach pomyśleć,
co by się stało, gdyby poszczególne państwa uwierzyły
w projekcje unijnych dygnitarzy i zaczęły budować jakąś wspólną europejską armię. Po pierwsze, nie ma na to pieniędzy, po drugie, nie ma ludzi do takiej armii.
Chyba, że komuś przyjdzie pomysł, żeby do tego projektu wciągnąć migrantów muzułmańskich. Jeśli chodzi
o młodych Europejczyków, to obserwujemy diametralną zmianę myślenia i podejścia, bo albo są to pacyfiści, albo daleko im do postaw patriotycznych. To dzieje się pod wpływem rewolucyjnych ideologii, które młodym robią wodę z mózgu. W tej sytuacji najwłaściwsze jest zwiększenie nakładów na modernizację własnych armii,
a jeśli wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wygra Donald Trump, będzie o to zabiegał. Z kolei budżet UE jest bardzo słaby, technologie – jeśli chodzi o sprzęt obronny – są głównie po stronie amerykańskiej, południowokoreańskiej, a nie po stronie Unii Europejskiej. Trzeba więc te technologie zakupić, a na to – jak już wspomniałem – pieniędzy nie ma. Dlatego puste gadanie, przykrywanie jednego tematu drugim, bo przecież Zielony Ład to też teoria, którą unijni ideolodzy chcą narzucić państwom członkowskim. To wszystko prowadzi gospodarki państw unijnych i całą Unię do utraty konkurencyjności
na światowych rynkach. Powoduje, że Unia jest w bardzo trudnej sytuacji strategicznej, gospodarczej, także jeśli chodzi o bezpieczeństwo i przyszłość. Wszystko zależy od tego, w którą stronę pójdziemy, czy ulegniemy rewolucji, która doprowadzi do upadku moralnego i gospodarczego Europy, czy się obudzimy i zdołamy postawić tamę szerzącemu się złu, które chce zniszczyć nasz świat wartości.
Jest szansa na przebudzenie, otrzeźwienie?
– Tak. Jestem tutaj lekkim optymistą, zwłaszcza kiedy widać, iż Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy
są widziani w głównym nurcie zarządzania. Nasze uwagi, nasz sprzeciw w wielu kwestiach jest słyszany coraz wyraźniej. Jest tylko pytanie, czy będziemy na tyle silni, żeby z pozostałymi eurorealistami wymusić na Komisji Europejskiej racjonalne działanie? Tak czy inaczej zmiany są widoczne, Ursula von der Leyen jest pełna strachu
i nawet się mówi, że może mieć problemy ze składem Komisji Europejskiej, co musi nastąpić do końca tego roku. Zobaczymy, jak to będzie.
W nowym składzie KE jako Polska też nie możemy się spodziewać kandydata, który będzie bronił naszych interesów?
– Kandydat zgłoszony przez Donalda Tuska będzie posłuszny unijnym elitom, podobnie jak sam Tusk, i będzie z układu mainstreamowego. Dlatego z polskiej strony nie będzie kandydata, który chciałby reformować lewacką
i liberalną Unię Europejską. Natomiast poszczególne kraje, gdzie wybory wygrała prawica, czyli np. Holandia, Belgia, mogą przedstawić na komisarzy takich kandydatów, którzy będą kwestionować Europejski Zielony Ład, którzy w swych działaniach będą bardziej racjonalni niż poprzednia Komisja Europejska. Nic więc dziwnego, że Ursula von der Leyen chce zatrzymać swoich słabych zastępców z poprzedniej kadencji, jak Słoweńca Maroša Šefčovicia czy Valdisa Dombrovskisa z Litwy; chce pracować ze starym zespołem. Takie kraje jak Włochy z premier Giorgią Meloni mogą przedstawić kandydatów, którzy zmienią nastawienie KE
ze skrajnie ideologicznego na bardziej racjonalne. I na to liczę.
Wspomniał Pan, że Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów może mieć w tej kadencji większe znaczenie i że
w poszczególnych głosowaniach można będzie połączyć siły. Tymczasem słyszymy
o tzw. kordonie sanitarnym w Parlamencie Europejskim wokół Zjednoczonej Prawicy…
– Tzw. kordon sanitarny to jest absolutnie złe, niedemokratyczne rozwiązanie, które ma polegać na izolowaniu prawicowych formacji od ważnych stanowisk. Przykładem jest grupa europosłów Viktora Orbána, którą odsunięto od jakichkolwiek stanowisk w komisjach czy
w prezydium Parlamentu Europejskiego. My protestujemy przeciwko temu i uważamy, że to jest ogromny błąd. Będziemy się łączyć z tymi posłami programowo podczas konkretnych głosowań. Sądzę, że również część członków Europejskiej Partii Ludowej będzie chciała z nami rozmawiać, żeby powstrzymać szaleństwa ideologiczne proponowane przez mainstream. Tak zwany kordon sanitarny jest wstydem, wyrzutem sumienia UE, bo poprzez takie niedemokratyczne działanie ze strony unijnych elit wcale niemała część wyborców nie ma swoich przedstawicieli, swojej reprezentacji w poszczególnych strukturach europarlamentu. Jako Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy będziemy o tym mówić głośno, będziemy to piętnować i żądać przywrócenia europosłów Orbána – Patriotów dla Europy, do demokratycznego porządku. Większość, czyli socjaliści, Europejska Partia Ludowa wraz z liberałami, nie chce
się na to zgodzić, co tylko jest wyrazem działania niedemokratycznego.
Ten ideologiczny kierunek, kurs Europy Zachodniej, o którym Pan wspomniał, było widać podczas uroczystości otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu?
– Obrażanie uczuć religijnych nas, chrześcijan, parada równości i to, co widzieliśmy, to jeden wielki skandal.
W ogóle te igrzyska od momentu rozpoczęcia są jednym wielkim skandalem. Otwarcie – jak wspomniałem – było obrazoburcze, nic więc dziwnego, że prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zapowiedział, że będzie rozmawiał
o tym, co zrobiono w Paryżu, z Ojcem Świętym Franciszkiem. Lewica europejska, lewica francuska, pseudoartyści, którzy wzięli udział w tym marnym widowisku, próbowali zakwestionować dorobek cywilizacji zachodniej, cywilizacji chrześcijańskiej i to jest jeden aspekt tych igrzysk, który trzeba podkreślić
i skomentować. Drugim jest to, co się dzieje na arenach sportowej rywalizacji, gdzie np. w ringu czy na macie
w kategorii kobiet tak naprawdę nie wiadomo, czy walczy kobieta, czy mężczyzna, który identyfikuje się jako kobieta. To jest coś, co te igrzyska w Paryżu obnaży, ośmieszy. Ponadto widzimy, że sami Francuzi skarżą się,
że hotele są puste, a więc aż tak dużo turystów, kibiców
nie przyjechało na te igrzyska. Spodziewane zyski mogą być mniejsze, a igrzyska okażą się finansową klapą. Takich igrzysk olimpijskich jak te w Paryżu, z takim otwarciem,
z rywalizacją, gdzie nie wiadomo, kto z kim walczy, nam nie potrzeba. Nie może być tak, że do rywalizacji kobiet dopuszcza się mężczyzn, którzy z natury są silniejsi. Igrzyska olimpijskie powinny być świętem sportu, który
nie może mieć nic wspólnego z ideologią, a rywalizacja powinna być czysta, przejrzysta, bo w innym wypadku mamy do czynienia z wynaturzeniami.
Na arenie igrzysk w Paryżu nie można okazać swojej wiary, bo może się to skończyć tak jak w przypadku brązowej medalistki w skateboardingu, Brazylijki Rayssy Leal, która ma zostać ukarana za wyznanie w języku migowym swojej wiary, za słowa: „Jezus jest drogą, prawdą
i życiem”.
– Młoda, 16-letnia sportsmenka z Brazylii zadedykowała Panu Jezusowi swój medal i ma za to ponieść karę.
To jest dramatyczne. Europa w takim kształcie i sport
w takim kształcie zmierzają do potwornego bałaganu,
do wynaturzenia, do odejścia od zasad, które są utrwalone od wieków. Ktoś próbuje burzyć porządek i to jest poważne zagrożenie dla Europy i świata, także dla nas, Polaków. Szkoda tylko, że nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę.
Nie można też krytykować tego stanu,
bo kończy się to tak jak w przypadku redaktora Przemysława Babiarza?
– Redaktor Babiarz zachował się elegancko, powiedział to, co jest prawdą, stwierdził fakt, który przyjmuje większość ludzi na świecie. I za to został ukarany odsunięciem
od komentowania wydarzeń podczas igrzysk w Paryżu
i zawieszeniem. Dzisiaj „wysiłek” tłumaczenia czy oceny podjął Donald Tusk, tyle że swoim dziwacznym wpisem
w mediach społecznościowych się kompromituje. To, co
się dzieje w Paryżu, zostanie zapamiętane. Komentarz Przemysła Babiarza pojawia się także zagranicą i ludzie
popierają stanowisko polskiego komentatora, identyfikują się z nim, bo każdy racjonalnie myślący człowiek stanie po stronie prawdy, a nie ideologii.