• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

To ludowcy utrzymują rząd Tuska przy życiu

Niedziela, 21 lipca 2024 (20:15)

Rozmowa z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, zastępcą przewodniczącego Kolegium IPN

Podczas Rady Naczelnej PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział ustawę
o wychowaniu patriotycznym, która
jak stwierdził będzie zbiorem rozwiązań mających na celu m.in. zatrzymanie rewolucji i zmian w kanonie lektur.
Dla kogoś, kto nie interesuje się polityką, Kosiniak-Kamysz może się jawić jako polityk opozycji, a nie kompan Tuska w dewastacji Polski?

– To jest trudna sprawa, podobnie jak trudno do końca zdefiniować, co to jest PSL. Formacja, którą dzisiaj obserwujemy, to jest – rzec można – pomieszanie
z poplątaniem. Liderzy formalnie określają PSL jako partię chłopską, tyle tylko, że dzisiaj nie ma w tym krzty prawdy. Badania i analizy pokazują, że na PSL rzeczywiście głosują ludzie zamieszkujący wieś, ale tak naprawdę jego wyborcami jest tzw. nomenklatura wiejska, a więc dawni urzędnicy, m.in. spółdzielni produkcyjnych, PGR-ów, spółek Skarbu Państwa, Agencji Rynku Rolnego itd. Reguła jest taka, że głosy tych środowisk wystarczają na zdobycie mniej więcej 30 mandatów w Sejmie. Tak więc rolnicy niekoniecznie identyfikują się z PSL-em i niekoniecznie uważają tę formację za swoich reprezentantów
w parlamencie. Inaczej niż politycy PSL, którzy uważają
się za reprezentację rolników, bo to jest dla nich bardzo wygodne. Z jednej strony PSL jest składową „koalicji
13 grudnia”, koalicji tuskowo-lewicowej, bo to zapewnia
im władzę, wpływy i związane z tym profity. Z drugiej 
strony twierdzą, że mają poglądy konserwatywne,
że są jak polska wieś pobożni i katoliccy. Próbując uprawdopodobnić tezę, że są reprezentantami polskich chłopów, czasami mocno akcentują swój rzekomy konserwatyzm i bardziej zadeklarowaną niż rzeczywistą prawicowość. Nie powiem, że całkowicie nie zgadzam
się z tą tezą, bo jednak głosowali przeciwko ustawie wprowadzającej aborcję na żądanie, a więc zabijanie nienarodzonych dzieci, przyczynili się do jej storpedowania i wyszło to na dobre.

Nie zmienia to faktu, że PSL utrzymuje
rząd Tuska przy życiu?     

– Owszem i na tym polega paradoks, że z jednej strony ludowcy utrzymują rząd Tuska przy życiu. Z drugiej strony na irytację PSL-u sposobem sprawowania władzy przez Tuska oraz z powodu coraz bardziej lewackiego zadęcia tego rządu zaczyna liczyć Prawo i Sprawiedliwość
– kalkulując, że może w końcu ta „koalicja zemsty” się rozjedzie i że PSL wyjdzie z tego grona, i będzie można położyć kres złu, które się dzieje – i to na ogromną skalę.

Panie Profesorze, dzisiaj nie jest już tajemnicą, że Kosiniak-Kamysz po wyborach 15 października 2023 r. mógł znaleźć się
w rządzie Zjednoczonej Prawicy, mało
tego mógł być nie tylko wicepremierem,
ale nawet premierem?

– Mogło tak być. Natomiast ja mówię o nadziejach PiS-u, bo politycy tej formacji co rusz snują wizje, że gdyby PSL w końcu się zirytowało, gdyby zrozumiało, że Polska się stacza, i gdyby znalazła się jeszcze grupa posłów Konfederacji, to rzeczywiście można by odstawić Tuska
i przejąć władzę w Polsce. Na razie wygląda to raczej
na pobożne życzenie. Kiedy Tusk sklejał koalicję, to Kosiniakowi-Kamyszowi po cichu, bo dzisiaj nikt głośno
się do tego nie przyzna, rzeczywiście proponowano funkcję premiera. Chodziły też słuchy, że za umożliwienie Zjednoczonej Prawicy ciągłości władzy ma mieć zagwarantowany urząd prezydenta, że PiS poprze jego kandydaturę w wyborach na prezydenta RP, byleby
tylko przeszedł na stronę prawicy. Natomiast postawa Kosiniaka-Kamysza pokazuje, że to nie jest żaden polityk, bo takiej okazji jak miał jesienią ubiegłego roku, to już nigdy mieć nie będzie – nawet teraz. To był jeden, jedyny moment, kiedy mógł się okazać mężem stanu i osiągnąć
ze swojej osobistej perspektywy nieprawdopodobny sukces. Szef ludowców jednak nie wykorzystał tej okazji. Teraz „koalicja 13 grudnia” powoli się rozpada i PSL, widząc, że grunt pali się mu pod nogami, musi pokazywać swoje konserwatywne oblicze. Tusk się wścieka, lewicowcy zgrzytają zębami i cała ta koalicja, sfastrygowana chęcią zemsty na PiS-ie, będzie coraz bardziej pękać w szwach. Mimo to Kosiniak-Kamysz takiego utargu, jaki mógł mieć na jesieni 2023 r., mieć już nie będzie, bo jego pozycja
jest teraz dużo, dużo słabsza.

Czemu ma służyć ta propozycja szkolna?    

– Myślę, że mogłaby ona wyglądać całkiem rozsądnie,
że zostawiamy w spokoju lektury patriotyczne, organizujemy lekcje krajoznawcze, wycieczki, ale też
np. zwiedzanie dużych gospodarstw rolnych. Czemu nie,
to wszystko może mieć ręce i nogi i pewnie by mi się to podobało, gdyby nie deklaracje, że odcinamy się od lewej
i prawej strony. W proponowanych prawicowych rozwiązaniach chodzi o to, żeby deklaratywnie pokazać, jakie PSL jest centrowe, wspaniałe, i z tego powodu należy je popierać. To, o czym mówi Kosiniak-Kamysz, może zostać zaproponowane i przegłosowane przez koalicję Tuska, ale nie do końca wiadomo, w jakiej formie i co się będzie za tym kryło. Dlatego też miałbym pewne obawy
co do rozwiązań proponowanych przez PSL. Oczywiście, zobaczymy, jaki kształt przybiorą te propozycje, jak ostatecznie będą wyglądać i co w praktyce będą zawierały. Żeby się jednak nie okazało, że PSL coś zaproponuje,
a reszta koalicji w swoim lewicowym zacietrzewieniu obróci
w przeciwieństwo to, co zostało zaproponowane. To się może tak skończyć, bo nawet jeśli PSL chce wprowadzić jakieś rozsądne rozwiązania w duchu chrześcijańskim, patriotycznym, to reszta „koalicji 13 grudnia” nie będzie skłonna na to pozwolić i przy pomocy poprawek czy komisji może to zmieniać na odwrót. Stąd nie nastawiałbym się
na jakieś radykalne, dobre zmiany. Natomiast jest to symptom coraz większego rozchodzenia się w szwach koalicji Tuska, a PSL, widząc to, musi zwracać uwagę
na elektorat wiejski, konserwatywny, chrześcijański, patriotyczny. Co z tego wszystkiego wyniknie, trudno dzisiaj wyrokować.           

Gdzie byli i gdzie są Kosiniak-Kamysz
i PSL, kiedy minister Barbara Nowacka dokonuje rewolucji w edukacji?

– Co więcej, gdzie był Kosiniak-Kamysz, kiedy padała propozycja ograniczania lekcji religii do jednej godziny tygodniowo, gdzie był, kiedy była mowa o przesunięciu religii na ostatnie lekcje, kiedy lewackie kierownictwo MEN od przyszłego roku szkolnego zgodnie z rozporządzeniem
z marca br. postanowiło, że religia nie będzie już wliczana do średniej ocen. Gdzie był Kosiniak-Kamysz, kiedy
w rządzie podejmowano dyskusje na temat likwidacji Funduszu Kościelnego, kiedy w styczniu ówczesny minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz odmówił zabezpieczenia dodatkowych środków w 2024 r. na budowę siedziby
i wystawę stałą Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im.
św. Jana Pawła II w Toruniu. Wreszcie można spytać,
gdzie jest Kosiniak-Kamysz, kiedy w nieludzki sposób
po zatrzymaniu do więzienia wsadza się ks. Michała Olszewskiego, właściwie nie wiadomo za co. To pokazuje brak konsekwencji PSL-u i osobiście jej lidera, który
zapowiada wspomnianą ustawę o wychowaniu patriotycznym – konstytucję szkolną. Rzeczywiście, zaprotestował przeciwko usunięciu z ekspozycji stałej Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku Błogosławionej Rodziny Ulmów, św. Maksymiliana Kolbego czy rotmistrza Witolda Pileckiego, posłowie PSL-u w zdecydowanej większości głosowali też przeciwko liberalizacji aborcji,
ale milczą w innych sytuacjach bądź popierają rozmaite lewackie uregulowania.

Trudno więc w postawie tej formacji i jej lidera znaleźć jakąś logikę, skoro nie ma
tam żadnych konsekwencji?

– Mam wrażenie, że Kosiniak-Kamysz zrozumiał,
że przegrał to, co miał do przegrania. Na jesieni 2023 r.
– jak już wspomniałem – miał naprawdę dużo do wygrania, ale nie skorzystał z tego i teraz próbuje jeszcze jakoś bronić swojej pozycji, ale to jest słabe. Spójrzmy na jego ambicje, otóż, pewnie cieszyłby się, gdyby ta koalicja wystawiła jego kandydaturę na prezydenta, albo przynajmniej, by mógł pełnić funkcję premiera, tylko że
z tym będzie problem. Chodzi o to, że swoją kandydaturę na urząd Prezydenta RP wystawi Donald Tusk, który
– w mojej ocenie – Rafała Trzaskowskiego wyśle do Brukseli na posadkę komisarza u von der Leyen, żeby pokazać, jaki to niby wielki awans prezydenta Warszawy, podczas gdy będzie chodziło o odsunięcie go od kandydowania na prezydenta RP. To oczywiście zrazi
do Tuska Hołownię, który ma wielkie ambicje, oraz Kosiniaka-Kamysza, bo wątpię, żeby Tusk zgodził się,
aby funkcję premiera powierzyć liderowi ludowców.
Być może Kosiniak-Kamysz w końcu zaczyna sobie zdawać sprawę, że jego pozycja przy Tusku jest słabiutka, i tak jak potrafi on wykańczać wszystkich swoich koalicjantów
i sojuszników, tak samo zrobi z Kosiniakiem-Kamyszem. Podobny los czeka też Hołownię, z którym po pierwszych błyskach i gwiazdorzeniu nikt się już dzisiaj nie liczy.

Stąd ta odwaga Kosiniaka-Kamysza, który próbuje ratować swój wizerunek, pokazując, jaki z niego patriota zatroskany o sprawy edukacji dzieci i młodzieży?

– Być może, ale gdyby rzeczywiście stać go było na uderzenie pięścią w stół i postawienie sprawy jasno,
że zrywa koalicję i przy wsparciu Konfederacji zrobi rząd
z PiS-em, i zaprowadzi porządek w kraju, to na pewno wszyscy by temu przyklasnęli. Chodzi o to, że rządy Tuska są tak destrukcyjne, tak niszczące, tak demolujące Polskę, że dla dobra kraju byłoby dobrze, gdyby lider ludowców dogadał się z PiS-em. Można by też nawet przymknąć oczy na jego niekonsekwencje, pod warunkiem, żeby się skończyły. Część działaczy PiS-u rozumuje w ten sposób 
i przyzna pan redaktor, że jest w tym jakiś sens,
bo demolowanie Polski idzie na niespotykaną skalę
i należałoby postawić kres tej destrukcji. Ale czy rzeczywiście jest na to jakaś realna szansa, nie wiem.

Trudno powiedzieć, czy prezes Jarosław Kaczyński jest skłonny pójść dzisiaj na współpracę z Kosiniakiem-Kamyszem, ale nie wierzyłbym politykowi, o którym Paweł Graś na słynnych taśmach od „Sowy” mówił, że ten facet przeprowadził dwie najgorsze historie w wolnej Polsce: reformę podniesienia wieku emerytalnego oraz przeniesienia pieniędzy z OFE do ZUS?

– To prawda, ale polityka jest sztuką kompromisów, gdzie czasem trzeba mocno zaciskać zęby. Jak to się potoczy, tego nie wiem. Podejrzewam jednak, że dla dobra Polski PiS, gdyby została sformułowana jakaś propozycja koalicji, a więc też odsunięcia Tuska od władzy, to myślę, że Zjednoczona Prawica poszłaby na taki układ. Oczywiście, rozumiem wszystkie zaszłości, ale dobro Polski, dobro powszechne, może mieć pewną wymierną cenę 
– machnięcia ręką na dawne sprawy. To, co dzieje się dzisiaj w każdym obszarze, nieuchronnie prowadzi nas
w tempie przyspieszonym do katastrofy – i to nie tylko
ze względu na nieudolność tej władzy, na zupełne nieradzenie sobie z gospodarką, ale też w obszarze tożsamościowo-patriotycznym, chodzi o wychowanie szkolne, walkę z religią czy w ogóle wojnę z Kościołem, która postępuje.

Jeszcze niedawno wydawało się, że wiatr zmian powieje mocniej w Europie i wybory europejskie nie dadzą aż takiej przewagi siłom liberalno-lewicowym, ale zdaje się,
że niewiele się zmieniło?

– Niestety, lewactwo wciąż ma przewagę w Parlamencie Europejskim, a Ursula von der Leyen ponownie została wybrana – i to większą liczbą głosów niż pięć lat temu,
na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej.
To oznacza, że chore pomysły, projekty typu pakt migracyjny, Europejski Zielony Ład, który obciąży gospodarki, będą kontynuowane. Do tego dodajmy
tzw. jednoczenie Europy, czyli pozbawianie kompetencji suwerennych państw narodowych, a więc budowę superpaństwa europejskiego pod egidą Niemiec. Kiedy
ta absurdalna i ideologiczna rewolucja będzie postępować, co zresztą zapowiedziała von der Leyen, wtedy byłoby lepiej, żeby w Polsce był rząd, który się temu przeciwstawi choćby kosztem koalicji z PSL-em i Kosiniakiem-
-Kamyszem, który wysforowałby się na jakieś wysokie stanowisko. Mam świadomość, że polityka nie jest łatwa
i czasem trzeba zawierać kompromisy w imię osiągnięcia wyższych celów, nawet zaciskając zęby czy nimi zgrzytając, bo po prostu nie ma innego wyjścia.
To są moje spostrzeżenia, moje dywagacje.

Co z tego może wyniknąć?

– Odnoszę wrażenie, że pewne przesilenie już się dokonuje. Rząd Tuska kompletnie sobie nie radzi, gospodarka się sypie, ok. 150 ministrów i wiceministrów
w ogromnej większości to ludzie bez kompetencji, nieprzygotowani do sprawowania funkcji, więc siłą rzeczy to wszystko zaczyna się rozchodzić w szwach. Co więcej, ludzie też zaczynają widzieć, kto nimi rządzi, i zaczynają mieć tego dość. Oczywiście, pomijam politycznych talibów, fanatyków zakochanych w Tusku i Platformie, których jest mnóstwo, u których wrogość wobec PiS-u jest tak duża,
że przyjmą wszystko, żeby tylko PiS nie rządziło. Natomiast zwykli, myślący ludzie coraz wyraźniej widzą,
że Polska zmierza ku katastrofie, choćby tej związanej
z podwyżkami cen energii. Z mównicy sejmowej obiecywano, że woda nie zdrożeje, tymczasem jej cena wzrasta o 60 proc. i każdy to widzi, każdy z nas to odczuje. Nie wiem, czy i jak długo ludzie są w stanie
to wytrzymać. Dlatego coś może się wydarzyć
w najbliższych miesiącach. Historia, polityka są tak nieprzewidywalne, że czasem trudno powiedzieć, 
co się wydarzy za dwa tygodnie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki, „Nasz Dziennik”