• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Polska musi być blisko USA

Piątek, 19 lipca 2024 (21:42)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Czym kierowano się przy wyborze Ursuli von der Leyen na kolejną kadencję, co takiego zrobiła w minionym czasie, że ponownie Parlament Europejski powierzył jej funkcję szefowej Komisji Europejskiej?

– Najprościej można powiedzieć, że ci, którzy ją wybierali, kierowali się tym, żeby przysłonić ślady własnych błędów i pod jej egidą próbować kręcić od nowa przez kolejne pięć lat. Wystąpienie Ursuli von der Leyen – cała ta narracja – były bardzo słabe, bez konkretów i bez wskazania źródeł finansowania tego, co chciałaby zrobić nowa Komisja Europejska pod jej kierownictwem. Co ciekawe, wszyscy klakierzy będący na sali obrad bili brawo, cokolwiek Niemka by powiedziała. Tymczasem poza okrągłymi słówkami, hasłami w swoim wystąpieniu von der Leyen nic nie powiedziała, poza dwoma kwestiami. Po pierwsze, puściła oko do lewicy i zapowiedziała powołanie komisarza do spraw mieszkalnictwa, ale zrobiła też ukłon wobec państw krajów południa Europy, obiecując, że powoła komisarza do spraw Morza Śródziemnego. To oznacza, że do ok. 32 tys. pracujących w Komisji Europejskiej dołączą kolejne tysiące, których trzeba będzie utrzymywać. To, co robi Ursula von der Leyen i stojące za nią ośrodki decyzyjne, to łatanie dziur, a nie prowadzenie realnej polityki gospodarczej Unii.

Tak czy inaczej to pozwoliło jej zdobyć niezbędne poparcie…  

– Owszem, ale miesiąca miodowego raczej nie będzie, bo grupa mainstreamowa rządząca Unią jest w trudnej sytuacji. Rzeczywistość bardzo wyraźnie skrzeczy, sytuacja gospodarcza jest bardzo zła. Słaby jest Macron, a w siłę rośnie prawica francuska, podobnie słaby jest Scholz w Niemczech, natomiast prawica holenderska i belgijska się wzmacniają. To sprawia, że wszystkie ideologiczne pomysły, projekty są bez pokrycia finansowego. Obawiam się nawet, że może zabraknąć pieniędzy na wsparcie Ukrainy. Dlatego jeśli Ursula von der Leyen mówi dzisiaj o Europejskiej tarczy powietrznej, to jest to wezwanie do płacenia kolejnych składek przez państwa członkowskie na jakąś mroczną ideę ochrony europejskiego nieba. Na to pieniędzy nie ma.

Mamy za to problem z dochodami w poszczególnych państwach, bo PKB Unii Europejskiej względem Stanów Zjednoczonych i Chin wyraźnie słabnie. Jeśli w 2002 roku PKB Unii Europejskiej w globalnym PKB stanowiło 18 proc., a dzisiaj tylko 13 proc., a PKB Chin nie tak znowu dawno wynosiło 12 czy 13 proc., a dzisiaj wzrosło do 18 proc., to pokazuje, kto rośnie w siłę, a kto słabnie. Dzisiaj Pekin inwestuje w energetykę jądrową, w elektrownie węglowe i gazowe, tymczasem szefowa Komisji Europejskiej zapowiada redukcję emisji CO2 już nie o 40, tylko o 90 proc. do roku 2040. Ta rewolucja będzie kosztowała bardzo drogo. Ale jest to ukłon w kierunku Zielonych, bo 40 europosłów tej grupy do końca szantażowało Ursulę von der Leyen brakiem poparcia, więc musiała w tym swoim programowym wystąpieniu podkreślić poparcie dla zielonej energii, a zatem Europejski Zielony Ład będzie wprowadzany w życie.

Tylko że na razie są to tylko zapowiedzi, a niemiecka szefowa Komisji Europejskiej nie należy do osób dotrzymujących słowa...        

– To prawda, o czym Polska mogła się przekonać, kiedy za naszych rządów, przyjeżdżając do Warszawy, zapowiadała odblokowanie środków z Krajowego Planu Odbudowy, a po powrocie do Brukseli zrobiła coś zupełnie odwrotnego. Podobnie może być i teraz z jej obietnicami, bo rzeczywistość może być zupełnie inna. Tak czy inaczej uważam, że ta europejska ekipa będzie mieć poważne problemy, zwłaszcza jeśli wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wygrałby Donald Trump, co na dzisiaj jest bardzo prawdopodobne. Wówczas Europa przy tak szkodliwej polityce zostanie bardzo mocno z tyłu względem innych kontynentów. I to jest powód do zmartwienia. Daltego tym należałoby się zająć i przygotować sensowny program gospodarczy, żeby firmy nie uciekały z Unii Europejskiej, żeby pozyskiwać nowych inwestorów, a nie brnąć w ideologiczne odmęty.

Mamy zapowiedź zwiększenia współpracy w zakresie obronności w Unii z naciskiem na stworzenie jednolitego rynku obronnego oraz zwiększenie inwestycji w zaawansowane zdolności obronne. Jak Pan to czyta?

– Jeśli Ursula von der Leyen zapowiada, że będzie budowała przemysł obronny, to w tym momencie odesłałbym ją do wypowiedzi jej kolegi z Niemiec – szefa koncernu hut żelaza, który stwierdził, że przez najbliższe 10 lat Unia Europejska nie ma żadnych możliwości konkurowania ze Stanami Zjednoczonymi w obszarze energetyki i uzbrojenia, a technologie obronne w Europie są w powijakach. To pokazuje jasno, że technologie zbrojeniowe możemy kupować tylko w Ameryce. Tak czy inaczej mieliśmy ze strony von der Leyen festiwal obietnic, opowieści, co ze strony większości europarlamentu popierającej kandydaturę Niemki spotkało się z gromkimi brawami, a po jej wyborze były uściski, gratulacje. Tylko że nie ma tu ani programu, ani pomysłu, zwyczajnie brak konkretów.     

Ursula von der Leyen ogłosiła nawet plan stworzenia wspólnego europejskiego rynku obronności, żeby państwa członkowskie wydawały pieniądze w Europie. Tylko wygląda to na plan z tezą mianowicie kupujmy uzbrojenie od Niemiec, Francji i wspierajmy gospodarki tych państw?

– Myślę, że straszenie przez Ursulę von der Leyen wojną, do której – jak wiemy – Putin się przygotowuje, nie wywoła pozytywnej reakcji w wielu krajach członkowskich, które nagle zaczną się zbroić i masowo zamawiać sprzęt obronny od Niemiec czy Francji. Powód jest prosty: mianowicie wiele państw ledwo wiąże koniec z końcem, dobrej koniunktury w Unii Europejskiej nie ma, więc dodatkowych wpływów do budżetu unijnego też bym się nie spodziewał. Nie widzę więc możliwości, żeby nagle znalazły się pieniądze na wspomnianą już kosztowną tarczę obronną.

Swoją drogą budowanie bezpieczeństwa w oparciu o armię i przemysł obronny Niemiec to jest nonsens. To byłoby budowanie gospodarki Niemiec, a historia mówi jasno, czym kończyło się, kiedy Niemcy brały się za bezpieczeństwo Europy. Dlatego wiele państw członkowskich nie da się na to nabrać. Szefowa Komisji Europejskiej w swoim wystąpieniu coś musiała powiedzieć, aby przysłonić Europejski Zielony Ład, za który była mocno krytykowana w czasie debaty, jak również wcześniej. Dlatego przesunęła akcenty na obronność, próbując się tym samym wywinąć z krytyki za ideologiczne pomysły. Hasła padły, ale źródeł dotyczących finansowania tych wszystkich pomysłów dotyczących obronności nie ma w unijnym budżecie. Chyba że w nowych ramach finansowych po roku 2027 te kwestie zostaną ujęte w nowych założeniach.

Tylko czy wszystkie państwa zgodzą się na takie rozwiązania? Dzisiaj śmiem w to wątpić – zwłaszcza że o nowych wydatkach nie chcą słyszeć zarówno Niemcy, jak i Austriacy, Duńczycy czy Szwedzi. Myślę też, że Francuzi będą szli w kierunku budowania własnej obronności, zwłaszcza że mają broń jądrową. Można się więc spodziewać, że cały ten pomysł Ursuli von der Leyen rozejdzie się po kościach i za rok nikt już nie będzie mówił o exposé szefowej Komisji Europejskiej, tylko każdy będzie liczył pieniądze i myślał, jak przy bardzo słabej Unii Europejskiej samemu bronić własnego kraju.  

Co ciekawe, w obecnym europarlamencie przedstawiciele sił konserwatywnych mają większą reprezentację niż poprzednio, Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy głosują przeciw kandydaturze Niemki, tymczasem summa summarum von der Leyen i tak zdobywa więcej głosów niż pięć lat temu...

– Rzeczywiście, na Niemkę zagłosowało 401 deputowanych, przeciwko było 284 europarlamentarzystów. Większa przewaga obecnie wynika m.in. z podziałów na prawicy, co jest przykre, oraz z tego, że wybory europejskie niestety nie cieszą się dużą popularnością – a powinny. Ludzie w wielu krajach – może poza Niemcami i Francją, nie mają świadomości, jak ważna jest to organizacja, dlatego frekwencja w wyborach jest niższa. To z kolei działa na korzyść głównego nurtu, dając tym środowiskom mandat do rządzenia. Przez niską frekwencję przy urnach otwieramy drogę do rządzenia Unią Europejską przez środowiska liberalno-lewicowe i dzieje się tak, jak widzimy. Dlatego musimy działać na rzecz budowania silnej prawicy, zawierać sojusze, aby móc skutecznie konkurować z całym mainstreamem liberalno-
-lewicowym, który ma media, możliwości finansowe, co pozwala na kreowanie własnej polityki i robienie ludziom wody z mózgu. To jest bardzo groźne, ale możemy mieć pretensje do siebie i wyciągać wnioski na przyszłość.

Natomiast fakt faktem sił prawicowych w Parlamencie Europejskim nowej kadencji jest więcej. Może więc wystąpić sytuacja, kiedy wobec tego, co się dzieje, będą zawierane sojusze programowe w europarlamencie. Będziemy popierać wszystkie dobre pomysły, a złe prawica zasiadająca w Parlamencie Europejskim – wprawdzie podzielona na różne grupy – będzie odrzucać, aby obalić rozmaite głupoty kreowane przez Unię. Prawica będzie więc prezentować zdecydowaną postawę w głosowaniach, jak na konserwatystów przystało. Jako prawica będziemy występować przeciwko Zielonemu Ładowi, przeciwko polityce klimatycznej, przeciwko paktowi migracyjnemu i urządzaniu naszego świata na lewacką modłę. Mam nadzieję, że także w koalicji rządzącej w Parlamencie Europejskim znajdą się rozsądni politycy, którzy w konkretnych sprawach będą nas popierać.

Pewnym podsumowaniem, jak wyglądały lata rządzenia Ursuli von der Leyen w Unii Europejskiej, były wystąpienia europoseł Konfederacji Ewy Zajączkowskiej-Hernik, która bez owijaczy streściła minione pięć lat, oraz Joachima Brudzińskiego. Jak w europarlamencie zostało odebrane zwłaszcza bardzo mocne w słowach wystąpienie europoseł Konfederacji?  

– Oczywiście, jest próba ośmieszania tych wystąpień polskich europosłów i zdyskredytowania osób, które je wygłosiły. Tylko że w słowach, jakie padły, była rzeczowa krytyka Zielonego Ładu, polityki klimatycznej, bo są to rozwiązania fatalne, szkodliwe dla Unii Europejskiej, dla mieszkańców Europy. Podobnie zresztą jak polityka migracyjna. Trudno się nie zgodzić z tym, co usłyszeliśmy, zwłaszcza że w tych unijnych gremiach nie ma nawet promyka nadziei na euroreralizm. Co więcej, słyszymy o ETS 2, czyli o opodatkowaniu firm unijnych oraz mieszkańców Unii Europejskiej. Myślę jednak, że ten front lewacki, cała ta chora koncepcja niszczenia Europy, która staje się jednym wielkim komunistycznym konglomeratem – nam, Polakom, znanym z czasów PRL-u, że to wszystko będzie umacniało prawicę, bo ludzie prędzej czy później pójdą po rozum do głowy.     

Przed Europą jednak pięć lat rządów Ursuli von der Leyen, która chce kontynuować zgubną dla ludzi i Europy politykę ideologiczną Zielonego Ładu. Tymczasem za Oceanem zwycięża nurt prawicowy, a Donald Trump wydaje się pewnie zmierzać do prezydentury, co więcej, mówi, że świat jest na krawędzi III wojny światowej, i słusznie prawi, bo za jego prezydentury ani Putin, ani inni satrapowie nie odważyli się zaostrzać konfliktów…

– Donald Trump ma oczywiście słuszność, bo Unia Europejska, Niemcy – kanclerz  Angela Merkel, ale też amerykański prezydent Barack Obama flirtowali z Putinem, wpuszczając go na światowe salony. Niemcy czy Holendrzy, także Włosi mieli oczywiście profity z tej współpracy z  Putinem. I kiedy my wskazywaliśmy, że Nord Stream 1 i Nord Stream 2 to projekty polityczne uderzające w jedność energetyczną Europy, to Unia Europejska i Niemcy przekonywały, że są to projekty biznesowe, że nic nam do tego. Tym samym wyhodowali takiego Putina, który później napadł na Ukrainę. Trzeba też powiedzieć, że prezydent Joe Biden na początku swojej prezydentury, godząc się na dokończenie projektu Nord Stream, a także wycofując wojska amerykańskie z Afganistanu, pokazał de facto słabość i niejako zachęcił Putina do agresywnej polityki. Dzisiaj Putin na skutek tej bezrefleksyjnej polityki unijnych elit jest o wiele dalej w projektach militarnych niż Unia Europejska i to jest niezwykle groźne. Dlatego jedyna nadzieja w zwycięstwie w listopadowych wyborach Donalda Trumpa. Czas odłożyć w niepamięć rozmaite mrzonki unijnych elit dotyczące tworzenia armii europejskiej. Trzeba wzmocnić sojusz euroatlantycki, bo tylko to może powstrzymać Putina przed dalszą agresją, a nam zapewnić bezpieczeństwo. Nic innego go nie powstrzyma, jak tylko stanowcza polityka administracji amerykańskiej, dlatego trzeba życzyć zwycięstwa Donaldowi Trumpowi.       

Według wynurzeń Ursuli von der Leyen Unia Europejska ma zintensyfikować inwestycje w energię odnawialną, aby uwolnić się od „brudnych rosyjskich paliw kopalnych”. To dotyczy też Niemiec?

– Dokładnie. To przecież Niemcy byli uzależnieni jak nikt inny od paliw kopalnych z Rosji, to oni dostarczali najwięcej pieniędzy na zbrojenia Putinowi. Zresztą mieli też największe ulgi od Putina na zakup rosyjskich węglowodorów. Co więcej, cały czas liczą na możliwie szybkie zakończenie wojny i na powrót do interesów z Rosją. Ta polityka niemiecka spowodowała zapaść na rynku energii, dlatego kto wie, czy wbrew tym wszystkim ideologicznym mrzonkom nie trzeba będzie wrócić do paliw kopalnych, do uruchamiania kopalń węgla, bo jeśli Putin będzie się zbroił w takim tempie jak obecnie, a Unia Europejska będzie brnęła w odmęty absurdu i wbrew rozsądkowi propagowała Zielony Ład, to staniemy się niewydolni energetycznie i pod każdym innym względem, a Putin przykryje nas czapkami.

Dlatego słów szefowej Komisji Europejskiej o tym, że trzeba się uwolnić od paliw kopalnych z Rosji, nie traktuję poważnie, bo to Niemcom zależało i wciąż zależy na współpracy gospodarczej z Putinem, głównie jeśli chodzi o węglowodory. To przecież Niemcy – wbrew opinii międzynarodowej – forsowali współpracę z Putinem, a były ich kanclerz Gerhard Schröder stał się marionetką Putina, znajdując posadę w rosyjskich spółkach energetycznych, stając na czele kontrolowanej przez Gazprom spółki zarządzającej Nord Stream. Niemcy mogą próbować zaciemniać fakty, ale kto śledził wydarzenia, ten wie, że Niemcy zawsze współpracowały z Rosją ponad państwami Europy Środkowej, a jak to się kończyło – dobrze wiemy. Widać jednak, że wciąż nie wyciągają wniosków i dalej prowadzą Europę ku zapaści. Dlatego Polska musi być blisko Stanów Zjednoczonych.

                           Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki