Ameryce jest potrzebny taki prezydent jak Trump
Środa, 17 lipca 2024 (21:07)Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i AKSiM
Jaką rolę w nagonce na Donalda Trumpa
i w tym, co się ostatnio stało,odegrały amerykańskie lewicowe, lewackie media, które początkowo też lekceważyły zamach na Trumpa, podobnie zresztą jak lewicowe media w Polsce, które mówiły o incydencie?
– To przypomina podejście do prezydenta Lecha Kaczyńskiego i atak sprzed kilkunastu lat lewicowo-
-liberalnych mediów na głowę państwa polskiego.
Czym się to skończyło – wszyscy wiemy. Były też potężne zaniedbania – najdelikatniej rzecz ujmując – w kontekście wizyty w Katyniu oraz dotyczące organizacji lotu do Smoleńska. Podobnie można wymieniać zaniedbania podczas spotkania Donalda Trumpa ze zwolennikami
w Butler w Pensylwanii, jeśli chodzi o ochronę kandydata republikanów i zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom tego wyborczego wiecu. Donald Trump cudem przeżył, ale życie stracił jeden z uczestników wiecu, a kilka innych osób zostało rannych. Do tych dwóch tragicznych w skutkach wydarzeń ze Smoleńska i tego z udziałem Trumpa w Butler można przyłożyć kalki.
Strategie ataków na opozycję w Polsce są brane ze Stanów Zjednoczonych łącznie z procesami sądowymi. W Ameryce Donald Trump był uwikłany w procesy, żeby nie mógł w sposób skuteczny prowadzić kampanii, a u nas politycy opozycji są gnębieni przez rząd Tuska, rząd „koalicji
13 grudnia”. Zatem to, co jest w Stanach Zjednoczonych, jest także u nas i na odwrót, co oczywiście rodzi pewne konsekwencje. Przy tak powszechnym dostępie do broni palnej w USA nietrudno o człowieka niezrównoważonego,
a być może przez kogoś sterowanego – tego nie wiemy. Nienawiść, jaką się kreuje po to, żeby wyeliminować kogoś, kto reprezentuje konserwatywny system wartości
i inną wizję świata, jest wręcz niewyobrażalna. Ta nienawiść w słowach i czynach jest pochodną rewolucji neomarksistowskiej, która ogarnęła szaleńcze umysły. Jak wielka nienawiść kryje się za tą maszerującą rewolucją, można było zobaczyć podczas działań ruchu Black Lives Matter w Stanach Zjednoczonych, a u nas podczas protestów „strajku kobiet”. Fala hejtu wylewa się coraz częściej, jak chociażby ostatni atak oszalałych aktywistów, którzy na granicy z Białorusią wyzywali, naruszyli też nietykalność cielesną żołnierzy strzegących polskiej granicy. To pokazuje, do jakiego stopnia ideologia może rozgrzać ludzkie umysły i do jakich nienawistnych czynów może prowadzić.
Nie ma szans, żeby ten ideologiczny marsz powstrzymać?
– Falę tej nienawiści sieje dość zamknięte środowisko, które od wielu, wielu lat rządzi światem zachodnim, środowisko lewicowo-rewolucyjne, które za żadną cenę
nie chce ustąpić i dopuścić do władzy innych. W podobny sposób kordonem sanitarnym otoczyli Zjednoczenie Narodowe we Francji i podobnie starają się to robić w Stanach Zjednoczonych – mając świadomość, że Ameryka jest na tyle ważnym państwem w świecie, a powrót do władzy Donalda Trumpa może łamać międzynarodówkę marksistowską czy komunistyczną. Stąd taki front ataków, które mają go zdyskredytować i za wszelką cenę nie dopuścić ponownie do władzy.
Jak to się może skończyć, czy jest jakiś kres tej agresji?
– Na szczęście Donald Trump został tylko lekko ranny. Gdyby zginął, moglibyśmy mieć do czynienia nawet z wojną domową w Stanach Zjednoczonych. Natomiast cała ta tragiczna sytuacja prawdopodobnie skończy się zwycięstwem Trumpa w listopadowych wyborach, a co będzie dalej – zobaczymy.
Zamach na Donalda Trumpa może obudzić
i zjednoczyć podzieloną dziś Amerykę czy może będzie tak jak u nas, kiedy tuż po katastrofie smoleńskiej byliśmy jako naród zjednoczeni – tak się przynajmniej wydawało – a za chwilę podziały wystąpiły
z jeszcze większą furią?
– Emocje mają to do siebie, że trwają krótko tydzień, miesiąc, a potem wracamy do starych utartych torów. Ludzie szybko zapominają, więc nie liczyłbym na jakiś wielki przełom. Natomiast oczywiście mogą nastąpić małe przesunięcia w elektoracie, które w istocie rozstrzygają
o wyborach. Te przesunięcia w tej chwili obserwujemy w Ameryce, dlatego Donald Trump wygrywa, jest mocniejszy. Wydaje się, że obrazy, jakie obiegły świat, obrazy silnego człowieka, który nie ulega panice nawet w sytuacji zagrożenia życia – te obrazy zestawione z obrazem prezydenta Joe Bidena, który wielokrotnie sprawia wrażenie człowieka zagubionego, który do końca nie wie, gdzie jest, nie kontroluje w pełni tego, co mówi, to są obrazy porażające, przy całym szacunku do osoby Bidena. Jeśli więc demokraci nie wymienią kandydata, to skończy się to dla nich wyborczą porażką.
Chyba wszystkim utknął w pamięci obraz Trumpa z zakrwawioną twarzą i zaciśniętą pięścią, w otoczeniu ochrony, z powiewającą flagą amerykańską w tle. Ten obraz stanie się symbolem tych wszystkich wydarzeń nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też na całym świecie?
– Obraz jak najbardziej działa, ale jest pytanie, czy i jak zostanie sprzedany. Donald Trump oczywiście zachowuje, co widać, spokój, pewną delikatność. Chodzi o to, że każda przesada czy epatowanie cierpieniem może wywołać reakcję odwrotną do zamierzonej. Trump, korzystając
z porad specjalistów od wizerunku robi to umiejętnie. Natomiast w mediach głównego nurtu będzie to oczywiście wyciszane – także ten obraz. Poczekają chwilę z atakami, ale będą szykować kolejne i dajmy na to za miesiąc będą wyciągać inne złe rzeczy i pokazywać Trumpa jako faszystę i przeciwnika demokracji. To jest oczywiste.
Ponadto na tym polu dość skuteczne działają, są aktywne media społecznościowe, co może mieć bardzo duże znaczenie. Otóż silny i wpływowy Elon Musk, który jest właścicielem platformy X, zdecydował się wesprzeć kampanię Donalda Trumpa, przekazując pokaźną darowiznę na fundusz wyborczy kandydata republikanów. To pokazuje, że nie uda się wykasować Trumpa z tej przestrzeni, również mediów społecznościowych. Przypomnę, że pod koniec kadencji Trumpa na fotelu prezydenta zablokowano jego konta na portalach społecznościowych, co było ogromnym skandalem. Tak czy inaczej dzisiaj Trump – patrząc chociażby na przywołane przez pana redaktora zdjęcia po zamachu, w sytuacji wojny na Ukrainie, w sytuacji konfliktu z Chinami
i wszelakich zagrożeń na świecie, których jest bez liku
– jest potrzebny Ameryce i to jest rzecz oczywista.
Czy to, co się stało, postawa Trumpa w obliczu zamachu, a następnie stonowana postawa i dozowanie emocji, otwiera Trumpowi drzwi do prezydentury?
– To się może przełożyć na wynik listopadowych wyborów. Tymczasem mamy okres wakacyjny, urlopowy, a później
do wyborów pozostaje tylko kilka miesięcy. I tu nie chodzi tylko o to, że Trump okazał się silnym człowiekiem, lecz
o to, jak słaby jest Joe Biden, jakie wpadki zaliczył i jak wielkie są spadki poparcia dla niego. To wszystko pokazuje, że Joe Biden dzisiaj kondycyjnie, zdrowotnie już nie nadaje się na prezydenta największego światowego mocarstwa.
Jak odrzucić lewactwo, cały ten ideologiczny trend w Polsce i w świecie i jak odsunąć
od decydowania o ważnych sprawach lewactwo, które chce nam urządzać nie tylko scenę polityczną, ale w ogóle życie, nasz świat wartości?
– Należy tępić ideologię rewolucyjną, która niesie za sobą przemoc i zamachy. Proszę zobaczyć, ile grup terrorystycznych mieliśmy na świecie po 1968 roku, m.in. we Francji, we Włoszech czy w Niemczech – owszem, w wielu wypadkach były one inspirowane przez ZSRS, ale przede wszystkim były motywowane czy inspirowane ideologią. I dzisiaj na przykład we Francji władze walczą ze Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen jako z formacją rzekomo faszystowską. Trumpa nazywa się faszystą, PiS też odsądza się od czci i wiary, tymczasem to współcześni decydenci sami generują niewyobrażalną nienawiść. Dlatego z tą szkodliwą, niezwykle destrukcyjną ideologią trzeba walczyć. Pamiętajmy też, że tam, gdzie rządzi prawica, musi działać prawo, to znaczy nie można się godzić, kiedy ktoś pluje na polskich żołnierzy, kiedy niszczy się pomniki, okrada sklepy i atakuje innych ludzi tylko dlatego, że mają konserwatywne poglądy, co ostatnio zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych występowało na dużą skalę. Tu musi być jednoznaczność działań, w tego typu sytuacjach musi się okazywać siła państwa, bo w przeciwnym razie będzie to zachęcać rewolucjonistów do jeszcze bardziej radykalnych, destrukcyjnych działań.
Ameryka może sobie z tym jakoś poradzić, ale jeśli chodzi o polską przestrzeń, to miałbym tu jednak pewne obawy...
– Jeden z polityków Konfederacji słusznie podniósł, że ten, kto strzelał do Donalda Trumpa, już nie żyje, natomiast ten, kto niedawno zabił polskiego żołnierza na granicy
z Białorusią, nawet nie bardzo wiadomo, gdzie jest. A przecież wśród naszych obrońców granic byli żołnierze, którzy byli przygotowywani, szkoleni do tego, żeby zareagować w sposób analogiczny jak służby amerykańskie, które zlikwidowały tego, kto strzelał i ranił Trumpa, oczywiście pomijając fakt, ile błędów wcześniej popełniły, zanim padły strzały likwidujące zamachowca. Aktywiści, którzy się obnażają, plują na żołnierzy, obrażają ich wulgarnymi wyzwiskami, robią więc, co chcą, i z tym się u nas nie walczy, ale od tego krok do bardziej radykalnych działań.
Jak to zastopować?
– Teraz trudno liczyć, że władza Tuska na to zareaguje,
ale rządy „koalicji 13 grudnia” kiedyś się skończą – im szybciej, tym lepiej. Natomiast ważne będzie, że kiedy prawica dojdzie do władzy, to te rządy nie mogą być zgodą na łamanie prawa w Polsce na rozmaite działania środowisk lewackich. Nadmierna tolerancja, która miała miejsce za rządów Zjednoczonej Prawicy, spowodowała, że zło się szerzyło, rozwijało skrzydła i dzisiaj pokazuje swoje oblicze.
Tylko kiedy te rządy nadejdą?
– Być może szybciej, niż nam się to może wydawać. To, co zaczyna się dziać w Platformie i w całej tej koalicji zemsty, już widzimy. Mściwość nie może być spoiwem na dłuższą metę.