• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Ważniejsze interesy Niemiec niż Polski

Niedziela, 7 lipca 2024 (19:23)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wojciechem Polakiem, historykiem, zastępcą przewodniczącego Kolegium IPN

Życzenia Berlina, czyli rezygnacja
z domagania się od Niemiec reparacji wojennych, urwanie skrzydeł Centralnemu Portowi Komunikacyjnemu – to wszystko Tusk spełnił. Kanclerz Olaf Scholz, goszcząc w Polsce, właściwie nie musiał się specjalnie wysilać?

– Donald Tusk już od dawna reprezentuje opcję niemiecką. W kwestiach Centralnego Portu Komunikacyjnego, ale też Portu Kontenerowego na wyspie Uznam, poprawy żeglowności Odry poprzez jej pogłębienie czy budowy elektrowni atomowych, Tusk ze swoją świtą robią wszystko, żeby te inwestycje utrącić. Cały ten cyrk
z rzekomą realizacją Centralnego Portu, który niby ma powstać, to jest tylko gra pozorów, bo więcej tam się mówi o rozbudowie Lotniska Chopina w Warszawie i portu lotniczego w Modlinie. Wydaje się, że jeśli chodzi o te sprawy, to są one załatwione zgodnie z oczekiwaniami niemieckimi.

Jeśli zaś chodzi o wizytę kanclerza Scholza w Warszawie, to można by powiedzieć, że odbyła się w stylu zabawnym, gdyby nie to, że konsekwencje dla Polski są bardzo poważne i smutne. Tusk pewnie oczekiwał, że na tle kanclerza Scholza zabłyśnie jako mąż stanu, że będzie jak równy z równym. Sądził, że w sytuacji, kiedy Niemcy są rozczarowani postawą Francuzów, których większość opowiada się za prawicą, być może Berlin większą uwagę zwróci na Warszawę i na Tuska. Chyba miał nadzieję, że być może dojdzie do jakiegoś resetu – zwłaszcza że za rządów Zjednoczonej Prawicy relacje z Niemcami nie były takie, jakich oczekiwaliby Niemcy oraz Tusk. I na to wszystko Tusk liczył, ale się przeliczył.

Z czego wynika ten zawód?

– Proszę zwrócić uwagę, z czym przyjechał kanclerz Scholz do Warszawy i jak potraktował Tuska. Pierwszy „konkret” to budowa Domu Polsko-Niemieckiego w Berlinie – domu zamiast pomnika ofiar polskich, co było już obiecane
i wokół czego Niemcy kręcili, kombinowali, jak się z tego wywinąć. W końcu przy uległym Tusku zastąpili pomnik… Domem Polsko-Niemieckim. Niemcy otrzymali oręż i na okrągło będą teraz podnosić temat tego domu, gdzie pojawią się sugestie, że wina za II wojnę światową spada także na Polskę i inne kraje. Słowem – typowa polityka historyczna Niemiec. Dlatego innego sposobu funkcjonowania Domu Polsko-Niemieckiego w Berlinie
nie należy się spodziewać.

Drugi „konkret” to niemiecka obietnica – zresztą bardzo mglista – która dotyczy pomocy żyjącym ofiarom II wojny światowej. Sprawa wygląda następująco: od zakończenia
II wojny światowej niedługo minie 79 lat, więc biorąc pod uwagę upływ czasu, to ile tych ofiar żyjących jeszcze pozostało. Wyglądałoby inaczej, gdyby kanclerz Scholz przyjechał z pieniędzmi, np. z 500 mln euro, które już teraz zostaną wypłacone żyjącym ofiarom niemieckich zbrodni. Wobec skali zbrodni byłoby to absolutnie niewystarczające, ale byłby to jakiś gest. Tylko że Scholz nie przywiózł pieniędzy, co więcej – nie było mowy
o konkretach, a ofiarom II wojny światowej powiedział,
że rozważymy, zastanowimy się, słowem – jedno wielkie zawracanie głowy. Jak widać, nie ma żadnych konkretów.

Tusk bardzo mocno liczył na wsparcie Niemiec odnośnie do budowy Tarczy Wschód oraz żelaznej kopuły bezpiecznego nieba nad Europą, ale tu też się przeliczył?

– Owszem, Niemcy przeszły właściwie nad tym
do porządku dziennego. Zresztą podczas ostatniego szczytu europejskiego Tuskowi zasugerowano, że nie ma na co liczyć. Scholz wraca do tej sprawy, ale to, co mówi, jest mało konkretne i chyba nielogiczne, bo wiemy, że tą tarczą nie interesuje się Francja, a jeśli tak, to tarczy po prostu nie będzie. Dlatego wszelkie opowieści, że będziemy mieli tarczę, są bezsensowne i niebezpieczne. Scholz podchwycił tezę postawioną przez Tuska, że Niemcy
są gotowe wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo w regionie i wsparcie dla wschodniej flanki NATO.

Podczas konferencji Tuska i Scholza
w kwestii bezpieczeństwa właściwie
w ogóle nie było odniesienia do Stanów Zjednoczonych, na których opiera się bezpieczeństwo nasze i Europy...

– Olaf Scholz przyjechał do Warszawy i rozmawiał
z Donaldem Tuskiem o wszystkim, tylko nie o NATO
i systemie bezpieczeństwa opartego na Stanach Zjednoczonych. Scholz mówi o realizacji bezpieczeństwa Europy bez Waszyngtonu, a Tusk mu przytakuje. Przecież
z tej europejskiej tarczy czy kopuły nic nie będzie.
Co więcej – jeśli obrazimy Amerykanów, jeżeli schłodzimy nasze stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, zostaniemy niemal zupełnie bez obrony. Zatem postawę Scholza
i wtórującego mu Tuska cechuje kompletny brak realizmu.

Jeśli do tego dodamy, że budżet na obronność Polski miał być zredukowany o 25 proc., to wygląda to śmiesznie
i strasznie. Jeżeli liczymy, że inni wezmą za nas odpowiedzialność, że wezmą w ogóle odpowiedzialność za obronę Europy, to są to kompletne mrzonki. Niemcy, gdyby nawet weszły w ten system tarczy, to obciążą nas kosztami, żeby to Polska pokryła koszty części infrastruktury zbrojeniowej, a my wyjdziemy na tym
jak Zabłocki na mydle.

Czym się dla nas może skończyć sojusz Tuska z Niemcami, który zdaje się przyjmuje narrację, że Niemcy to nie sprawcy, lecz ofiary wojny podobnie jak Polacy?

– Tusk tego wprost nie powiedział, ale za to sugerował, że Niemcy są liderem europejskim, w związku z tym Polska  przyjmuje to do wiadomości. Jeśli bowiem z ust polskiego premiera słyszymy: „że Niemcy są gotowe do wzięcia współodpowiedzialności za bezpieczeństwo kontynentu, bo patrząc w przyszłość byłoby to dla mnie najbardziej wiarygodnym działaniem […], to są kroki i sygnały w dobrą stronę”, to jest to coś nieprawdopodobnego, że takie słowa wypowiada polski premier. Niemcy współodpowiedzialność za Europę już brali, dlatego powinniśmy sobie darować tego typu stwierdzenia. Za nasze bezpieczeństwo powinniśmy odpowiadać sami. Mmamy sojusznika – Stany Zjednoczone. Dlatego postawa obecnych władz Polski
jest bardzo niepokojąca, zatrważająca i nieodpowiedzialna, bo wygląda to tak, jakbyśmy się zrzekali suwerenności
i oddawali w ręce Niemców nasze bezpieczeństwo.

Nie sięgając daleko w przeszłość: kto doprowadził do wojny na Ukrainie? Niemcy. To Niemcy poprzez budowę wspólnie z Rosją gazociągów Nord Stream 1 i 2 chcieli być wielkim hubem gazowym. Rosjanie najechali na Ukrainę
i Niemcy liczyli, że w ciągu kilku dni Ukraina zostanie zajęta, a oni będą mogli wrócić do realizacji swoich planów i robienia interesów z Moskwą. Proszę zwrócić uwagę, że za pierwszych rządów Tuska, którego na pewnym etapie zastąpiła Ewa Kopacz, ta ekipa cały czas realizowała reset z Rosją. Te wzajemne stosunki były jak najlepsze nawet po zajęciu Krymu przez Rosję. W gruncie rzeczy rządzący Polską robili to w porozumieniu z Niemcami, które widziały w Polsce pewien czynnik stabilizujący relacje z Rosją. Dlatego to niemiecka polityka doprowadziła do tragedii,
do długotrwałej wojny na Ukrainie. Stąd tym bardziej powinniśmy się daleko trzymać od ustawiania Niemców
w charakterze lidera, państwa, które ma brać odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy.

Wracając do reparacji wojennych, kanclerz Scholz w sposób zdecydowany odniósł się
do tego, twierdząc, że sprawa została już uregulowana. Co ciekawe – Tusk przyjął to bez mrugnięcia okiem…

– Donald Tusk przyjął, że zrzeczenie się reparacji miało miejsce. Przeciwko czemu protestował rząd Prawa
i Sprawiedliwości przez całe lata? Za czasów Bieruta nie było żadnego zrzeczenia się reparacji, Polska nigdy prawomocnie nie zrzekła się reparacji, a teraz Tusk oddaje walkowerem, mówiąc o „wymuszonym historią zrzeczeniu się reparacji”. Do tego uprawia dziwną narrację, że Polacy wiedzą, jakie straszne szkody ponieśli, że „nie ma takich gestów, które by usatysfakcjonowały Polaków, i takiej sumy pieniędzy, która by zrównoważyła to, co się stało w trakcie II wojny światowej”, a do tego wyraża wątpliwość, czy w ogóle dałoby się temu zadośćuczynić.
To pokrętna logika, która de facto usprawiedliwia Niemców.

Zatem jakie są efekty tej wizyty? 

– W gruncie rzeczy wizyta kanclerza Scholza nie przyniosła żadnych korzyści dla Polski. I tak po kolei: nie ma żadnej tarczy obronnej, bo to, co słyszymy, jest jednym wielkim zawracaniem głowy. Co więcej – obrażono naszych sojuszników, Amerykanów, bo o amerykańskim parasolu nad Europą w ogóle nie wspomniano. Reparacje wojenne pogrzebano. Jeśli chodzi o pomoc finansową dla nielicznych dziś ofiar II wojny światowej, ofiar niemieckiej okupacji,
to też nie ma żadnych konkretów. Tusk pewnie liczył,
że kanclerz Scholz przyjedzie do Polski z jakąś sumą pieniędzy, co też byłoby żałosne, ale stanowiłoby jakiś mały gest dobrej woli. Jednak tego też nie było.

Dom Polsko-Niemiecki w Berlinie – żeby się nie okazało,
iż będzie zlokalizowany na terenie polskiej posiadłości jeszcze z czasów przedwojennych, nieopodal Bramy Brandenburskiej. Polsce tę nieruchomość zwrócono
i z tego, co mi wiadomo, zastanawiano się, co z nią zrobić. Żeby się więc nie okazało, że rząd „koalicji 13 grudnia” przekaże tę naszą nieruchomość na realizację niemieckiego zobowiązania. Kolejną niezałatwioną kwestią jest sprawa reparacji wojennych od Niemiec.

A zatem co przyniosła wizyta w Warszawie kanclerza Scholza z niemieckim rządem?

– Myślę, że poza poniżeniem Polski, poza bezczelnością Scholza dla nas ta wizyta nic nie przyniosła. Podczas konferencji obu polityków zwróciłem uwagę na jeden szczegół – w pewnym momencie Tusk zaczął mówić o tym, że Europejski Zielony Ład wymaga jednak pewnej rekompensaty dla Polaków, którzy w związku z tym poniosą olbrzymie koszty. Tymczasem Scholz tylko spojrzał wymownie na Tuska, bardzo nieprzychylnie, i pominął to milczeniem. To jest obraz dyplomacji niemieckiej i uległości polskich władz. Ta wizyta miała miejsce we wtorek, tymczasem w środę prokuratorzy Bodnara w asyście policji wkroczyli do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa i rozpruli sejfy, szafy pancerne, chcąc uzyskać dostęp do akt
i interesujących ich materiałów. Polacy widzieli, czym skończyła się wizyta Scholza w Polsce, dlatego trzeba było zrobić klasyczne przykrycie tego blamażu jakimś głośnym działaniem. To też pokazuje, jak beznadziejna
i niekorzystna dla Polski była wizyta kanclerza Scholza.

Jeśli do tego dodamy wspomniane już wcześniej przez Pana Profesora i ujawnione przez niezależne media cięcia w budżecie
na obronność, które w
latach 2025-2028 miałyby wynieść ponad 57 mld zł, to bilans rządów Tuska zaledwie po dwustu dniach jest fatalny.

– W sytuacji kiedy za naszą granicą trwa wojna,
a Władimir Putin, zdaje się, nie ogranicza swych planów tylko do Ukrainy, byłoby to działanie na szkodę państwa polskiego i bezpieczeństwa Polaków. Nie zawaham się powiedzieć, że byłoby to z naszej strony samobójstwo.

To, że Tusk stawia na Niemcy, jest sprawą znaną od dawna, ale teraz słyszymy, iż relacje z Niemcami mają być budowane
na nowo. Na jakiej bazie, skoro Tusk krok
po kroku rezygnuje z polskich interesów?

– Bazą działań i relacji, jakie Tusk buduje z Niemcami
– jeśli w ogóle jakaś jest – jest baza podległości, podporządkowania. Na tym podporządkowaniu Niemcom nie dość, że stracimy naszą suwerenność i zdolność decydowania o sobie, to jeszcze wpadniemy w układ neokolonialny. Niemcy tylko w ten sposób widzą relacje
z innymi państwami, zwłaszcza kiedy czują słabość
i uległość władz takiego kraju. Dzisiaj Niemcy sami przeżywają poważne kłopoty gospodarcze, podczas gdy Polska pomimo wszystkich zawirowań rozwija się w miarę przyzwoicie. Dlatego zadaniem i celem władz w Berlinie jest powstrzymać ten polski marsz, żeby nasz przemysł
nie stał się przypadkiem konkurencyjny dla Niemiec i żeby Polska rozwijała się wolno, stając się dla nich dostarczycielem surowców, taniej siły roboczej, ewentualnie rynkiem zbytu – bliskim i wygodnym. Żeby zrealizować ten plan, trzeba zablokować Polsce możliwości szerszego rozwoju, m.in. budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego, a co za tym idzie – budowę całej infrastruktury komunikacyjnej, transportowej, czyli linii kolejowych, które miały opleść całą Polskę. Do tego
należy pogrzebać inwestycje typu Port Kontenerowy
w Świnoujściu – jakże dla nas ważny i potrzebny itd.
To bardzo czarny i tragiczny obraz.

I wszystko to dzieje się przy przyzwoleniu, żeby nie powiedzieć: z inicjatywy obecnych władz. Jaka, Pana zdaniem, jest pozycja rządu w przestrzeni międzynarodowej? Rządu, który jest uległy. Czy taki kraj może być szanowany?

– W polityce zagranicznej liczą się przebojowość, aktywność i jasne, wyraźne stawianie swoich spraw, artykułowanie interesów. Trzeba być zdecydowanym, asertywnym. Próbowano zbudować Tuska jako architekta, a wyszło, że jest traktowany jak klient, bo przyjeżdża kanclerz Scholz, a polski premier, polski rząd na wszystko się zgadza, wszystko akceptuje, a nawet usprawiedliwia postawę zagranicznych partnerów. Jeśli w sposób ostentacyjny pokazujemy, że nie mamy żadnych ambicji, to kapitulujemy bez walki.

Tuskowi się wydaje, czy raczej wydawało, że my
w partnerstwie z Niemcami zastąpimy Francję, która
staje się coraz bardziej prawicowa, co Niemcom nie jest
na rękę. Jeśli więc Tusk liczył, że Scholz przyjedzie do Warszawy z gałązką oliwną i będzie chciał z nim montować jakiś sojusz – sojusz polsko-niemiecki na zasadach partnerskich – to się pomylił. Niemcy ani inne państwo na świecie nie będzie miało szacunku do nas, jeśli sami się
nie szanujemy. Państwa, które nie akcentują swojej siły, swojego potencjału, które nie mają wymagań, takie państwa są traktowane jako klienci, a nie partnerzy,
i są one lekceważone.

Niestety, obawiam się, że teraz będzie nas czekało bezczelne lekceważenie ze strony Niemiec. Zresztą już tak jest, bo jak inaczej traktować podrzucanie na terytorium Polski przez niemiecką policję nielegalnych migrantów. Każde normalne państwo taki samochód policyjny zarekwirowałoby, a obcych policjantów postawiło przed sądem. Tymczasem mamy jakieś dziwne tłumaczenia,
że to był incydent. Jeden przypadek został wykryty,
ale ile ich mogło być, tego nie wiemy. Zachowujemy się fatalnie, nie potrafimy uderzyć pięścią w stół, nie potrafimy zadbać o nasze interesy.

                Dziękuję za rozmowę.       

Mariusz Kamieniecki